Erik przeżył upadek z czterech metrów. Według danych statystycznych Ministerstwa Magii szanse na taki wynik wynosiły około 50:50. Teoretycznie więc wyszedł z tego starcia zwycięsko. Tylko, cholera, jakim kosztem? Zderzenie z podłogą zdecydowanie nie było jego najchlubniejszym momentem. Poczuł tępy ból głowy i miał wrażenie, że zaczyna tracić przytomność... Tylko po to, aby w mig ją odzyskać, gdy doszły go odgłosy pękanego drewna, a podłoga zapadła się pod nim, posyłając go na jeszcze niższy poziom statku.
W trakcie lotu ręka Longbottoma znalazła się w nie najlepszej pozycji. Erik odruchowo starał się bronić swoją [s]piękną[/i] twarz... to jest głowę... a więc to właśnie jego kończyna przyjęła na siebie pierwsze i zarazem najmocniejsze uderzenia. Nie wiedział, czy rozbił się o resztki dawnego łóżka w kajucie dla bogaczy, czy starą szafę, ale gdy zdał sobie sprawę z bólu, oczy niemalże wyszły mu z orbit. A potem przyszły uciski w okolicy serca. I nie, nie były to motylki w żołądku na myśl o tym, że jeśli przeżyje, to będzie musiał jeszcze spotkać się z Norą.
Erik zwinął się do pozycji embrionalnej, przyciskając te mniej uszkodzoną rękę do swojej piersi, jakby miało to jakoś uspokoić jego organizm. Tak się jednak nie stało, a nacisk wywierany na jego serce zdawał się tylko rosnąć. Był pewien, że to już koniec. Zachciało mu się wycieczek na nawiedzone statki, a teraz miał skonać, próbując pokonać jakąś zupełnie obcą wiedźmę. Tak i o to „najdroższy czarodziej Wielkiej Brytanii” miał dokonać żywota.
Tylko,że nawet to mu nie wyszło.
Niespodziewanie udało mu się zaczerpnąć tchu. Serce przestało go boleć, za to cała reszta ciała dała o sobie znać, wyraźnie dając mu do zrozumienia, że wbrew pozorom LONGBOTTOMOWIE NIE SĄ NIEZNISZCZALNI I TEŻ MAJĄ SWOJE LIMITY. Erik zdołał zmienić pozycję na pół-leżącą i spojrzeć ku dziurze na suficie, aby zobaczyć płomienie ognia i dym z atrium.
— Ledwo! — krzyknął żałośnie, krzywiąc się od bólu w lewym boku. O kurwa. — Czas stąd spierdalać! — Zaczął kasłać, co wcale nie poprawiło jego stanu.
Rozejrzał się po pokoju, starając się namierzyć jakieś drzwi. Nie miał zamiaru wspinać się z powrotem na górę, ale musieli znaleźć jakąś drogę wyjścia. Musieli uciec na górny pokład, teleportować się... Cokolwiek, żeby tylko znaleźć się na łódce, którą dobili do tego przeklętego miejsca.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞