• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17.06.1972] This is a man's world

[17.06.1972] This is a man's world
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#41
11.11.2023, 21:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2023, 23:25 przez Florence Bulstrode.)  
Nie czuła się zdradzona, kiedy Laurent ujął dłoń Edwarda. Nie zdradzał przecież w ten sposób jej: prędzej samego siebie. Kolejne słowa za to sprawiły, że poczuła… dumę. Dumę z tego, że chłopiec jednak stawał się mężczyzną. Że przestawał być dzieckiem, które rozpaczliwie łaknęło akceptacji ojca i było w stanie zrezygnować ze wszystkiego w imię uszczęśliwienia kogoś innego.
Że tutaj i teraz pomyślał nie o niej, nie o Edwardzie, a o sobie.
Florence miała szczery zamiar wyjść, ledwo Laurent odpowie i ruszyła nawet w ich kierunku. W końcu tak, jak mówiła: nie mogła zostawać w czyimś domu, skoro ją z niego wypraszano. Skoro jednak Kevin postanowił ją zatrzymać, a Edward wciąż gadał i gadał, zdecydowała się mu odpowiedzieć.
– Dlaczego miałby mnie satysfakcjonować twój upadek? Nic, co zrobisz albo nie zrobisz, nic, co się spotka, nic związanego z tobą, nie może dać mi choćby grama satysfakcji – odparła Florence ze spokojem. I szczerze. Bo były czasy, gdy owszem, zależało jej na wuju, tak jak na każdym innym członku rodziny. Ale całe przywiązanie, jakie żywiła do niego jako dziecko, całą odrobinę podziwu, całą troskę, jaką mogłaby wobec niego mieć, zaczął zabijać powoli, lecz systematycznie, wraz z pojawieniem się Laurenta. Obserwowała, jak traktuje swojego syna, zaczynała wyłapywać, jakie krzywdy wyrządza żonie, dostrzegać drobiazgi w traktowaniu córki... i te uczucia usychały aż w końcu, wcale nie tak dawno temu, ostatecznie zamieniły się w proch.
Nie czuła więc satysfakcji z tego, że Edward był wściekły, bo musiałaby bardziej o niego dbać. Nie czuła rozczarowania jego dzisiejszym występem, bo niczego już się po nim nie spodziewała. I nie bała się Edwarda. Może powinna, bo był na swoim terenie, ale wcale nie był lepszym czarodziejem niż ona, niekoniecznie więc wyszedłby z tego starcia zwycięsko… a nie wierzyła, że byłby aż tak głupi, by próbować ją zabić. Wtedy… to cóż, sam doprowadziłby do upadku własne imperium: przecież ani Enida, ani Percival nie byli niżej postawieni od niego, a ona idąc tutaj powiedziała skrzatowi, dokąd się wybiera.
Nienawidziła przemocy. Brzydziła się nią. I na pewno nie chciała zaczynać tu walki, gdy Laurent ledwo wyszedł na korytarz. Ale jeżeli Prewett tego sobie życzył, to właśnie to mógł dostać.
– Wyzywasz mnie na pojedynek, Edwardzie? – spytała. Nie uniosła różdżki, bo nie miała zamiaru być tą, która zacznie potyczkę, ale zacisnęła na niej palce, znów spoglądając w przyszłość… tak, by móc przewidzieć ewentualny atak i zareagować odpowiednio wcześnie. – Nie będę przewidywała, co chciałbyś robić z insektami. Zamiast tego mam dla ciebie inną przepowiednię. – powiedziała, niemalże łagodnym tonem, wolną ręką wskazując na wspaniałe siedzisko głowy rodu. – Bardzo ładny tron, Edwardzie Prewett. Mam nadzieję, że będzie ci pocieszeniem, kiedy pewnego dnia spojrzysz z niego i odkryjesz, że nikt już obok niego nie stoi. Że straciłeś wszystkich, tak jak już straciłeś matkę Laurenta, mnie, jak teraz powoli tracisz jego i moją matkę. I nie doprowadziłam do tego ja czy ktokolwiek inny, a wyłącznie człowiek, którego codziennie oglądasz w lustrze.
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#42
14.11.2023, 20:23  ✶  
Zaciskałem dłoń na różdżce, pragnąć całym moim istnieniem obdarować Florence jednym potężnym zaklęciem, piękną nauczką. Niestety jednak, musiałem uznać, że miała rację w swych rzeczowych rozważaniach, do których niestety nie miałem dostępu. Nie mogłem jej nic zrobić, gdyż nie znajdowała się pod moją protekcją. Pouczając ją jako kobietę i członka rodziny, naraziłbym się na nieprzychylność Bulstrode’ów, których przyjaźń cenioną przez lata, nie zamierzałem zmieniać z powodu nadętego potomstwa mojej siostry rodzonej.
Drugim powodem, dla którego nie mogłem jej wyrządzić krzywdy, była więź krwi. Oznaczało to moją słabość w relacjach z nią, brak władzy, lecz mimo wszystko była to nasza krew, czy mi się to podobało, czy nie. Zamierzałem jednak porozmawiać sobie z Enidą na temat jej córki, bo nie było godziwe, aby z taką bezczelnością odnosiła się do starszyzny, zwłaszcza że jej status społeczny, cóż, czynił ją coraz bardziej starą panną. To także było nie do zaakceptowania.
- Piękne słowa, moja droga, szkoda tylko, że rzucane na wiatr - zauważyłem, reagując na jej wywody. Nie zamierzałem okazywać, że trafiła w sedno moich obaw, ale musiałem przyznać, że miała rację. Traciłem ich wszystkich po kolei, ale fakt, że Pandorka utrzymywała kontakty z różnymi mężczyznami, wcale nie poprawiał sytuacji. Wręcz przeciwnie.
Opuściłem niechętnie dłoń z różdżką. Jeśli nie mogłem działać jawnie, zawsze pozostanie mi usunięcie Florence po kryjomu, by nie było to powiązane z moją osobą. Będę monitorować sytuację i ocenię, w jakim stopniu była toksyczna dla mego syna. To będzie moje rozwiązanie na tę chwilę. Jednak byłem pewien, że jej bracia aurorzy nie będą skłonni pozwolić aby umorzono sprawę ewentualnej śmierci Florence, więc konieczne będzie pozbycie się świadków. Wiele działań, dlatego musiałem to dokładnie przemyśleć.
- Nie omieszkam porozmawiać z twoją matką, Florence - odparłem stanowczo, po czym gestem ręki skierowałem Kevina, by eskortował dziewczynę... kobietę, tę mimozę poza moje nieskromne królestwo. Może nie teraz, ale kiedyś ją dopadnę. Działała mi na nerwy.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Edward Prewett (8117), Florence Bulstrode (2364), Laurent Prewett (9618)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa