18.11.2023, 21:53 ✶
Imogen zapewne byłaby niezadowolona, gdyby inne sprawy nie odwróciły w pełni jej uwagi. Niestety, żadnych trwałych upominków nie było przygotowanych z okazji jej urodzin, tylko róże. W bukietach, w płatkach. Na podłodze, na stolikach, pełno płatków zawieszonych w powietrzu, które zaraz drgnęły, kiedy wparowaliśmy do pokoju. Zamieszało się powietrze, a wraz z nim to w naszych płucach w westchnieniach ulgi, kiedy przywarliśmy do siebie.
Ta sukienka Imogen naprawdę rozpalała zmysły. Jej spojrzenia na schodach sprawiały, że nie byłem w stanie odwrócić od niej wzroku. Uwodziła mnie zapachem, gestami, delikatnymi, zmysłowymi ruchami i oczami... Choć najbardziej to filuternym uśmiechem, który prosił się o kąsanie. Och tak. A jeszcze tak kusząco zagryzała wargi. Wszystko w niej w jednym momencie stało się najważniejsze, a cały świat ponownie przestał istnieć. Uwielbiałem ten stan wolności, wyswobodzenia. W tej chwili gotowy byłem powiedzieć wszystko z jak największym przeświadczeniem o prawdziwości tych słów, byleby otrzymać swoje. Tym razem chciałem Imogen, jej ciała, jej uwagi, jej uśmiechu i jej pocałunków. I jej tyłka, który zaraz klepnąłem ochoczo, w ramach kary, skoro ta sukienka wcale nie miała takich oporów przed upadkami. Ten sam tyłek, który właśnie odbijał się w lustrze.
- Ależ oczywiście, że cię kocham. Tylko i wyłącznie ciebie - odpowiedziałem bez zawahania, oddając się pocałunkowi. Może Imogen się nie spieszyło, ale mi wręcz przeciwnie. Spojrzałem wygłodniale jeszcze raz w lusterko, skradając ten niewinny obraz jej nagiego ciała z jeszcze innej perspektywy. Ostatnie spojrzenie i zaraz porwałem ją w górę, na ręce i porwałem ją do łóżka. Cały dzień w pracy o tym myślałem, unikając tematu moich uczuć do Aveliny. Uznałem to po prostu za temat zamknięty i od teraz była tylko i wyłącznie Imogen. Dokładnie tak.
Czym prędzej pozbyłem się ubrań by oddać się uniesieniom z małżonką, a na koniec mieliśmy jeszcze przygotowaną kąpiel. Warto było się odświeżyć przed obiadem.
Ta sukienka Imogen naprawdę rozpalała zmysły. Jej spojrzenia na schodach sprawiały, że nie byłem w stanie odwrócić od niej wzroku. Uwodziła mnie zapachem, gestami, delikatnymi, zmysłowymi ruchami i oczami... Choć najbardziej to filuternym uśmiechem, który prosił się o kąsanie. Och tak. A jeszcze tak kusząco zagryzała wargi. Wszystko w niej w jednym momencie stało się najważniejsze, a cały świat ponownie przestał istnieć. Uwielbiałem ten stan wolności, wyswobodzenia. W tej chwili gotowy byłem powiedzieć wszystko z jak największym przeświadczeniem o prawdziwości tych słów, byleby otrzymać swoje. Tym razem chciałem Imogen, jej ciała, jej uwagi, jej uśmiechu i jej pocałunków. I jej tyłka, który zaraz klepnąłem ochoczo, w ramach kary, skoro ta sukienka wcale nie miała takich oporów przed upadkami. Ten sam tyłek, który właśnie odbijał się w lustrze.
- Ależ oczywiście, że cię kocham. Tylko i wyłącznie ciebie - odpowiedziałem bez zawahania, oddając się pocałunkowi. Może Imogen się nie spieszyło, ale mi wręcz przeciwnie. Spojrzałem wygłodniale jeszcze raz w lusterko, skradając ten niewinny obraz jej nagiego ciała z jeszcze innej perspektywy. Ostatnie spojrzenie i zaraz porwałem ją w górę, na ręce i porwałem ją do łóżka. Cały dzień w pracy o tym myślałem, unikając tematu moich uczuć do Aveliny. Uznałem to po prostu za temat zamknięty i od teraz była tylko i wyłącznie Imogen. Dokładnie tak.
Czym prędzej pozbyłem się ubrań by oddać się uniesieniom z małżonką, a na koniec mieliśmy jeszcze przygotowaną kąpiel. Warto było się odświeżyć przed obiadem.
Koniec sesji