• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[26.07.1972] Honorowy pojedynek | Drink bar

[26.07.1972] Honorowy pojedynek | Drink bar
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#11
15.11.2023, 23:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.11.2023, 23:04 przez Philip Nott.)  

Gdyby to było takie proste, jak mówisz. Pomyślał spoglądając na Laurenta, jednocześnie ubolewając nad tym, że to nie jest tak proste jakby chciał. Znający go na wylot Laurent potrafił doskonale dojrzeć kłamstwo w jego postawie, tak też powinien wiedzieć, o co dla niego toczyła się gra, dlaczego właśnie podniósł rzuconą mu przez Lestrange'a rękawicę. Dla niego reputacja i kariera były jak dotąd wszystkim. Pomimo zmian, jakie wciąż zachodziły w jego prywatnym życiu, te dwie rzeczy w dalszym ciągu stały całkiem wysoko na liście jego priorytetów. Jak zawsze starał się z nimi dzielić swoje życie prywatne, któremu w chwili obecnej było bardzo daleko do idealnego. Po raz kolejny musiał przełykać wszystkie słowa, które cisnęły mu na język.

— Szanuję twoje zdanie, Laurencie. — Przyznał w pierwszej kolejności po wysłuchaniu go. Naprawdę liczył się z jego zdaniem. Jawne przyznanie mu racji odnośnie honoru Lorretty, o który pojedynkował się jej brat, nie zostałoby dobrze odebrane przez siedzące tutaj osoby. On pojedynkował się o swój aby właśnie on nie został zszargany przez opiniotwórcze media i to jedyna prawda, którą się kierował podczas brania udziału w tej farsie. Ona była również dla niego niewygodna. — Pewnych rzeczy nie można pozostawić samemu sobie. Czasami jest trudno pokładać taką ufność w ludziach, choć to godne pochwały. — Przeanalizował słowa Laurenta, zastanawiając się nad tym czy w jakimś stopniu nie pije też do niego zamiast do ogółu sprawy. Nie szukał teraz powodu do zwady, samemu mając w pamięci ich ostatnią kłótnię i dlatego nie zamierzał drążyć. On musiał przejmować się tym, co pojawia się na jego temat w prasie i jak to wpłynie na kreowany przez niego wizerunek. Złe słowo potrafiło jednak dotrzeć znacznie szybciej, niż to dobre. Laurent wydawał się być niepoprawnym idealistą, jeśli chodziło o tego typu sprawy. Potrafił go tym ująć.

— Dziennikarze otrzymają ode mnie stosowny komentarz, który powinien zaspokoić ich głód sensacji. — Zwrócił się do Erika, który zdawał się pałać taką samą sympatią do sępów, co on. Zdecydowanie bez tego się nie obejdzie, skoro tak się to wszystko potoczyło. Potrzebował trzymać rękę na pulsie, tak aby ta sprawa nie wymknęła się spod kontroli i nie zaczęła żyć własnym życiem na łamach prasy. Nie wiedział też, co w obliczu remisu zrobi Lestrange. Nie byłby zaskoczony tym, gdyby domagał się od niego dogrywki w innym terminie, w tym samym miejscu i z tymi wszystkimi ludźmi zasiadającymi na widowni.

Philipowi zadrgała nieznacznie brew, jak dla niego ogólna dyskusja zeszła na temat nieformalnej gwiazdy tego wieczoru, Loretty Lestrange. Doskonale wiedział, że Loretta lubiła wokół siebie robić dużo szumu. Nieważne jak, ważne aby o niej mówili. Ubierając się w ten sposób z pewnością osiągnęła swój cel. Loretta była jedną z niewielu osób, które przez dłuższy czas były obecne w jego życiu i przez to oraz ostatnie wydarzenia nie chciał o niej słuchać. Tak samo jak nie chciał słuchać o jej popierdolonym bracie.

Dostrzegał w tym wyraźną ironię. Druga osoba, z tych nielicznych, z którymi spędził więcej czasu, siedziała przy tym stole. Rozmowa o Lorettcie zdecydowanie mu nie odpowiadała i niespecjalnie miał ochotę w niej uczestniczyć. W czasie gdy oni rozmawiali, szukał zastępczego tematu. Choć to może być trudne, kiedy wszyscy żyli tym wydarzeniem i jego nieoczywistym finałem. Jednocześnie zastanawiał się nad zaczerpnięciem świeżego powietrza. Nie miał najlepszego zdania na temat tej kobiety, ale czy to oznaczało, że powinien je wygłosić? Nieszczególnie. Nie w tym gronie. Robiąc dobrą minę do złej gry, napił się jedynie alkoholu.

— Macie prawo być trochę... zawiedzeni. — Zwrócił się do Erika i Victorii. Nie uszło to jego uwadze, że Victoria podsuwa Laurentowi drugi kieliszek. Nic jednak nie powiedział. To był ich wybór, aby podtrzymywać tę szaradę. On naprawdę nie miał z tym problemu, że Laurent stroni od picia alkoholu.

— Członkowie mojej rodziny mają spore doświadczenie w organizowaniu wydarzeń sportowych, a wyścig miotlarski podpada pod zakres naszej działalności więc gdyby przyszło co do czego to pogwałcenie kodeksu tajności nie wchodziłoby w grę. — Zapewnił Victorię z pewnością w głosie. Gdyby zwrócił się z tym pomysłem do swojej rodziny, odpowiednio przedstawiając im ten pomysł w formie otwartego wyścigu dla wszystkich chętnych zamiast tylko dla niego i Lestrange'a to z pewnością by mu nie odmówili. Oczywiście, praktyczna organizacja tego rodzaju wydarzenia zajęłaby sporo czasu i wymagałaby współpracy kilku departamentów, jednak nie było to niemożliwe do zrealizowania. — Nie byłoby to bardziej niebezpieczne, niż każdy mecz Quidditcha. — Stwierdził z lekkim wzruszeniem ramion. Sam w tym momencie napił się alkoholu ze swojej szklanki.

— Przez trasę tego wyścigu, stanowiącą prawdziwe wyzwanie dla zawodników. Ponadto jest tam bardzo ładnie i można podziwiać wspaniałe widoki. Staram się dużo podróżować. — Zwracając się do Erika, wytłumaczył mu dlaczego uważa organizowane w Szwecji wyścigi za najlepsze. W dalszym ciągu celowo omijał ryzyko, jakie niosło ze sobą latanie nad terenami smoczego rezerwatu.


Czas na odpis: 20.11.2023 godzina 21.00
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
16.11.2023, 13:55  ✶  

Przedstawienie nie było dla Bella, Philipa czy Victorii. A przynajmniej część tego przedstawienia, którym był ten śliczny drink, który przesunął się (nie sam) po blacie w jego kierunku z paluszków Victorii, na którym już nie było pierścionka zaręczynowego prosto do paluszków Laurenta. Bo mężczyzna nie tylko wyciągnął po niego dłoń, ale nawet umoczył w nim wargi. Nawet wziął łyka. Przepadał za tym smakiem - tym i wielu innych drinków, jakie były oferowane, za winami i za cydrami. Niestety dla samego siebie (choć wolał myśleć, że na szczęście - bo ku zdrowiu) klątwa selkie, jaką była niezwykle słaba głowa pożerała go w całości i wiele nie było potrzeba, żeby zaczął przelewać się przez ręce niezdolny do utrzymania pionu. Dlatego bardzo, ale to bardzo się pilnował. Szczególnie po jednej nauczce, którą w życiu dostał. Przedstawienie więc nie było dla nich - teraz już nawet nie dla Erika, bo słowa padły. Czasami było tak, że nawet nie musiało być dla kogokolwiek. Ważne, że było dla niego samego. Żeby nie odstawać, żeby się wczepiać w to ludzkie życie i społeczeństwo wokół, które przecież kochał. Nawet pomimo wszystkich tragedii, jakie pisało życie i tego, jak bardzo ten świat krwawił.

Te tematy źle brnęły. Drgnął, kiedy poczuł dotyk Victorii i ściągnął swoje spojrzenie z przewijających się po parkiecie i między siedzeniami ludzi, żeby zwrócić na nią uwagę, spojrzeć na jej piękną kreację, twarz doskonale podkreśloną przez fryzurę - woal jej ciemnych włosów był jak woalka na twarzy panny młodej. Z tym, że Victoria stawałaby do ślubu z samą Muerte albo boskim Morosem. Szczęście? Jeśli ktoś z tutaj obecnych doznawał szczęście to Laurent gotów był paść na kolana i modlić się, klepać pacierze i zliczać wszystkie koraliki różańca, żeby tylko to szczęście się przy nich utrzymało. Nie musiał wcale dobrze znać tych ludzi - mogliby być cokolwiek obcy. Czy to by coś zmieniło?

- Słowo "sępy" na określenie reporterów jest mile widziane w tym gronie. - Zwrócił się do Erika z gładkim uśmiechem na twarzy, rzucając w jego stronę powłóczyste spojrzenie - pewne wypowiedzianych przez siebie słów. Mógł przemówić przez niego idealizm, marzycielstwo, ale chociaż mógł opowiadać swoich o utopiach to koniec końców po świecie dało się chodzić tylko mocno stąpając. Gdyby pozwalał sobie na pogrążenie się w tych odczuciach to wisiałby pewnie zanurzony w narkotycznym śnie. Nie poznałby Victorii i być może Bellamyego. Nie spędzałby czasu z Philipem. Czy komuś wyszłoby to na dobre?

Ten świat nie został stworzony do prawdy. On nie został stworzony do prawdy. Wybranie bycia pięknym kłamstwem przychodziło naturalnie raz za razem.

Nie miał zdania na temat Loretty. Skłaniał się w kierunku negatywu tylko ze względu na to, jak potoczyły się jej ścieżki z Philipem, a przecież była artystkom - artystyczne dusze miały to do siebie, że zazwyczaj cierpiały w tym świecie najmocniej. Chłonąc go - za bardzo. Myśląc o nim - za mocno. Każdy milimetr historii składał się na wzloty i upadki. Jedni radzili sobie z tym lepiej - inni gorzej. Ale Laurent nie należał do ludzi, którzy by oceniali i wskazywali palcami. Nie podobało mu się to, jak Loretta się prowadziła i pokazywała, bo gwałciło to wszystko, czego został nauczony - o smaku, godności, o tym, jak należało się pokazywać. Nie oznaczało to, że gotów był rzucać w nią kamieniem. Dlatego nie wypowiadał się na jej temat. Chociaż jego jadowe kły cisnęły się na język, jakby jakiś diabeł ciągle kazał mu drażnić Philipa. Wbijać w niego szpilki. Doprowadzić do tego, żeby stracił tą swoją wspaniałą postawę. A wiedział, że wystarczyło w zasadzie parę słów w jego wykonaniu. Że to byłoby dziecinnie proste. I wcale nie chciał tego robić. Dualizm odczuć był niepoprawny. Skupił na dłuższy moment spojrzenie na Philipie.

- Byłem niezwykle ciekaw, czy któryś z projektantów Rosierów pochwyci piłeczkę i zechce zaprezentować swój kunszt krawiecki na obu panach pojedynkowiczach. - Więc zamiast wbijać szpileczkę postanowił poratować biedaka z tematów oplatających go coraz mocniejszą pętlą na szyi. Ta pewnie zostanie dociśnięta, kiedy dobiorą się do niego rodzice. Kiedy matka będzie rozczarowana synem, który miał być dla niej idealny i nie do pokonania. - Kojarzysz tę niebieską porcelanę? Przywiozłem ją właśnie z wycieczki z Philipem do Tajlandii. - Podłapał również temat podróży, który był zresztą przyjemny. - Gdybym miał czas z przyjemnością podróżowałbym więcej. Marzy mi się zobaczenie gromoptaka na własne oczy. - Albo innych magicznych stworzeń, które naturalnie nie występowały w Anglii. Byłby zachwycony mogąc wpatrywać się w to stworzenie nad New Forest.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
18.11.2023, 12:20  ✶  

Oczywiście, że tu nie chodziło o innych, a o samopoczucie Laurenta, który nie lubił odstawać,  który nie chciał przyznawać się do swoich słabości, który wręcz udawał, że jest inną osobą, niż w rzeczywistości. Odarcie go z tej możliwości, nie danie mu niejako tego wyboru, wydawało się być bardzo samolubne, zresztą niemal z wdzięcznością przyjął tę małą maskaradę i od razu wziął tego drugiego drinka w dłoń. Victoria uśmiechnęła się bardzo delikatnie, bo wiedziała, że Laurent miał ostatnio w życiu bardzo trudno, nie winiłaby go gdyby go odrobine poniosło – a nawet gdyby, to przecież był tutaj z nią, nie musiał się o nic bać, przecież nie zostawiłaby go tutaj samego i skazanego na łaskę obcych za żadne skarby tego świata, tym bardziej nie wtedy jeśli jednak kilka łyków drinka okazało się być za dużo.

Rzeczywiście, tematy nie brnęły najlepiej. Victoria miała takie wrażenie, że Philip nie do końca słucha co się do niego mówi, przekonany o swojej racji i o tym, że świat powinien działać jak dobrze spasowany mechanizm zegarka pod jego dyktando. Nie sądziła by na dzisiejszym zremisowanym pojedynku spór pomiędzy jej kuzynem a Nottem miał się zakończyć; była wręcz przekonana, ze co jakiś czas media i tak będą do tego wracać, bo to się dobrze grało. Nie była też zawiedziona, jak to zauważył Philip i wtedy kobieta uniosła na niego spojrzenie.

– Zawiedzeni czym? – zapytała i uśmiechnęła się krótko. Przez ostatnie miesiące sama nabrała doświadczenia w obcowaniu z różnymi dziennikarzami, dziennikarzynami i „sępami”, nie było się co bawić w polityczną poprawność i nazywać rzeczy po imieniu. Po tym, jak właśnie taki sęp przekręcił słowa Laurenta i wydrukowano je w prasie tym bardziej nie miała złudzeń; zresztą raczej nigdy ich nie miała, wychowana w rodzinie z koneksjami, gdzie połowa jej członków była szalenie popularna. Rodzinne spotkania też potrafiły się kręcić wokół tych tematów. Sama zresztą miała niebywałe szczęście, bo najwyraźniej pan Lockhart, któremu zdecydowała się dać wywiad w maju, miał znacznie większy instynkt samozachowawczy niż gość, który złapał Laurenta na kilka słów komentarza. Zresztą Lockharta widziała tutaj dzisiaj jak przyszli i o ile dobrze pamiętała, to również Erik miał z nim styczność w maju – również raczej pozytywną. – Widziałam tutaj dzisiaj pana Lockharta, z mojego doświadczenia jest raczej powściągliwy i uważa na słowa – dopowiedziała do słów Longbottoma. Czy to nie on ogłosił w ogóle ten pojedynek w prasie?

Spojrzała na Bella, gdy ten odezwał się na temat Loretty, wyglądało na to, że ją znał i lubił. Kolejna osoba, która przyszła na ten pojedynek rozdarta względem tego, komu kibicować? Nie zamierzała tego komentować, zostawiła to dla siebie, chociaż przyglądała się mężczyźnie przez dłuższą chwilę.

– Może był, może nie był – powiedziała po chwili. – Z tego co mówił na początku Louvain, to pierwotnie w ogóle miało jej tu dzisiaj nie być – ale się zdecydowała i przyszła. Nie miała zielonego pojęcia co się tam działo, wiedziała jedynie, że Loretty jakiś czas nie było w kraju i że ktoś zdezelował jej galerię sztuki, ale to już było jakiś czas temu. Nie była ignorantką, coś musiało się dziać w życiu kuzynki, coś niekoniecznie dobrego, tym bardziej, że pod koniec pojedynku kłóciła się z jakimś mężczyzną w sposób, który wcale tego nie krył… Nie była jednak ze swoją kuzynką na tyle blisko, by wiedzieć co w ogóle jest grane.

– Kilka lat pracowałam po drugiej stronie, to nie jest taka prosta sprawa jak się może wydawać – odpowiedziała uprzejmie Philipowi, bo sprzedawał im tutaj piękny tekścik, który dobrze by się wydrukował w gazecie i nie mówił absolutnie nic o trudnościach, jakie takie przedsięwzięcie ze sobą niosło. Organizowanie wydarzeń sportowych to był taki piękny frazes, ale miało to też drugie dno, a o ile wiedziała, to wcale nie jego rodzina obstawiała później takie wydarzenia, rzucając silne zaklęcia antymugolskie i to nie oni czyścili później takowym pamięć, jeśli coś jednak zawiodło. Mógł ją więc zapewniać ile chciał, mógł też dalej żyć w swojej bańce, ale prawda była zgoła inna.

– Kojarzę – odpowiedziała Laurentowi, kiedy próbował zmienić temat – i wyczuwała to, że to właśnie chciał zrobić. – Porcelana z Tajlandii? Myślałam, że raczej inne rzeczy się stamtąd przywozi – sama nigdy tam nie była nie ze względu na brak pieniędzy, ale właśnie czasu. Pracowała w Ministerstwie odkąd skończyła szkołę, a że lubiła dobrze wykonywać swoją pracę, to wiele się uczyła, poświęcając na to swój czas wolny. Zmiana Departamentu po drodze też pozytywnie nie wpłynęła na jej możliwości dysponowania czasem. – W takim razie czeka cię cała wycieczka do Ameryki – odpowiedziała Prewettowi, bo rzecz jasna wiedziała skąd są gromoptaki. Takie podstawy znała i pamiętała. Ale wyprawa do Ameryki to było mnóstwo papierologii, z załatwianiem pozwolenia po tamtej stronie na czele. Pewnie mogłaby podpytać dla niego Cynthię co i jak, w końcu jej przyjaciółka studiowała w USA.

Widmo
just forget he ever existed
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ciemne włosy sięgające ramion, niebieskie oczy i blada karnacja. Bellamy mierzy około 178 centymetrów i waży około 70 kilogramów. Nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ubrany najczęściej w ciemne rzeczy, które również nie wyróżniają go z tłumu, gdzie czuje się najlepiej. Jedyną oznaką tego, że pochodzi z arystokratycznej rodziny, jest ilość biżuterii, którą lubi nosić.

Bell Dupont
#14
20.11.2023, 19:46  ✶  
Uśmiechnął się słabo, zdając sobie sprawę z tego, że rozmowa przeszła na dość niewygodny temat. Nie było to dla niego żadnym zaskoczeniem, gdyż większość rozmów, które odbywał w towarzystwie, w którym znał jedynie połowę osób, stawała się dość niewygodna. Ot tak już miał i nie mógł nic poradzić na to, że Loretta, podobnie jak Philip, siedziała mu w głowie. W końcu oboje byli jego przyjaciółmi, ale jakby nie patrzeć tego dnia przyszedł tutaj dla Notta. Nie wiedział, czy można to było nazwać opowiedzeniem się za konkretną stroną konfliktu, o którym wiedział w sumie niewiele. Budowanie relacji społecznych i utrzymywanie ich było naprawdę trudną rzeczą. Trudne zwłaszcza dla kogoś takiego jak on, osoby, która chciała, żeby te sprawy były dużo mniej skomplikowane.
   Napił się kolejnego łyka swojego szampana. Alkohol przyjemnie połaskotał go w język.
   – I co im powiesz? – zapytał, ożywiając się nieco, kiedy to temat rozmowy przeszedł z Loretty znów na Philipa. Był niezwykle ciekawy tego, jak wyglądało życie osoby, która była w świetle reflektorów. Domyślał się, że był to koszmar, niemniej jednak wiele osób to uwielbiało. Może wynikało to z uczucia, jakie wywołuje w nich to, że byli podziwiani, może łechtało to ich ego…
   – Nie jesteśmy zawiedzeni – powiedział, bo chociaż nie chciał przemawiać w imieniu pozostałych, to wiedział, że właśnie to należało powiedzieć. Nawet jeśli nie była to całkowita prawda. Osobiście był nieco zawiedziony, gdyż chciał wygranej przyjaciela. W końcu nawet miał zamiar się o to założyć z Lorettą, gdyby ta nie odmówiła. Czyżby nie wierzyła w umiejętności swojego własnego brata? Miał do niej wiele pytań, lecz niewiele było okazji do tego, by je zadać.
   Nie chciał już kontynuować tematu Lestrange, więc rozejrzał się dookoła, a następnie przyjrzał się swoim rozmówcom. Swój wzrok skupił na Victorii i Eriku. Nie znał ich, więc nie powinno nikogo dziwić, że chciał się im przyjrzeć, by wiedzieć, z kim miał do czynienia, gdyż to, że znają Philipa, nie świadczy jeszcze o posiadanym przez nich charakterze. W końcu przyjaciół można znaleźć w każdym człowieku.
   – Znam niemal każdego z rodu Lestrange, jednak ciebie nie kojarzę… chyba nie mieliśmy przyjemności się spotkać – powiedział bezpośrednio do kobiety. Pewnie mógł ją o to zapytać w bardziej delikatny sposób, jednak cóż… czasami brakowało mu odpowiedniego taktu. Nie mówiąc już o tym, że dość niegrzecznie się w nią wpatrywał. I pewnie robiłby to jeszcze dłużej, gdyby nie nagła zmiana tematu.
   – Nigdy nie byłem w Tajlandii – powiedział, bardziej do siebie niż do zebranych. Uwielbiał podróżować. Jednym z jego marzeń było zwiedzenie świata, a w szczególności tych rejonów, które diametralnie różniły się od tego, co widział na co dzień. Tajlandia niewątpliwie była jednym z takich miejsc. Nie mówiąc już o tym, że jej ekosystem tętnił nieznanym mu życiem. Kiedyś wyczytał w jednym z podręczników do botaniki, że tropiki były miejscem, w którym znajdowało się najwięcej nieodkrytych jeszcze gatunków roślin.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#15
20.11.2023, 21:27  ✶  

— Kiedy człowiek nie interweniuje, aby dorzucić swoje przysłowiowe trzy knuty, pozwala, aby cała narracja tworzyła się wokół niego – bez jego bezpośredniego udziału. Media mogą rozgrywać taką osobę, jak tylko chcą, ale gdy ta faktycznie się odezwie lub zainicjuje jakieś działania... Układ sił nieco się zmienia.

Wzruszył ramionami. Wydawało mu się to dosyć jasne. Bierność wobec prasy i reporterów wiązała się z tym, że nie można było się obronić. Można było tylko patrzeć, jak obcy ludzie, skupieni przede wszystkim na tym, aby rozdmuchać każdy szczegół ku uciesze swoich wydawców, kompletnie przepisują rzeczywistość, aby pokazać, jak najbardziej szokującą jej wersję. Jeśli ktoś miał jednak siłę i pomyślunek, aby włączyć się do tej gry, mógł kompletnie zmienić zasady rozgrywki i naprostować własną historię. Tak właśnie postrzegał kwestię tego pojedynku.

— Nie martw się — odparł Erik, kręcąc z uśmiechem głową. — Alkohol pomaga zapomnieć o tym zawodzie. Naprawdę! — Zerknął na Victorię. — Cóż, Lockhart akurat nie jest taki najgorszy z nich wszystkich. Ale bywają jednostki bardzo wredne i nadgorliwe w swoim zawodzie.

Rozbawiony uniósł kufel z piwem kremowym w górę. Wbrew pozorom ostateczny wynik pojedynku między czarodziejami nie sprawił, aby Erik nagle stał się bardziej głodny wrażeń. Cieszył się z tego, że konflikt nie zaszły za daleko i żadna ze stron nie postanowiła żądać dogrywki. Na swój sposób świadczyło to o dojrzałości obu mężczyzn. Nie potrafił jednak zignorować tego, jak reklamowano to starcie w mediach, budując na dobrą sprawę dwa skłócone ze sobą obozy, które w trakcie rozgrywek miały okazać wsparcie Louvainowi lub Philipowi. Publika pragnęła krwi, skandalu i emocji. A gdyby na hali rozgrzano ją do czerwoności, kto wie, jak potoczyłby się ten wieczór?

— Rozumiem. — Pokiwał powoli głową. — A coś bliżej naszych terenów? — Uniósł pytająco brwi. — We Francji czy w Niemczech odbywają się podobne wyścigi?

Na wzmiankę o odzieży Rosierów, uśmiechnął się półgębkiem. Kto wie, może próbowali takiej sztuczki, ale chęć pokazania przynależności do Srebrnych Różdżek w nieco bardziej tradycyjnym stylu odniosła triumf?

— Najwidoczniej się odważyła. Może chciała zobaczyć na własne oczy, o co chodzi w tym całym rabanie o nią.

Loretta była dla niego enigmą, a nie miał z nią na tyle częstego kontaktu, aby nawet próbować zgadywać, co też kryło się w jej umyśle. Kierowała nią ciekawość? Chęć pokazania się? A może w ten jakże subtelny sposób chciała zaznaczyć swoją obecność i wspierać Louvaina w trakcie potyczki? Westchnął cicho. Miał wrażenie, że więcej by się dowiedział na temat tego, co mogło nią kierować, gdyby spytał o to Elliota lub Perseusza. Poruszali się w podobnych kręgach, więc powinni być nieco bardziej zorientowani w sytuacji.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Logan Nott
#16
21.11.2023, 10:26  ✶  
Niestety szybkie opuszczenie Strefy VIP nie było dane starszemu Nottowi. Nie nie dość, że zaczepiło go kilku znajomych i gratulowało postawy brata to jeszcze podczas rozmowy z nimi Logan stracił z oczu niewielką grupkę podążającą na aftreparty. Ok, nie było to może jego ulubione zajęcie jednak zważywszy na swoją pozycję społeczną i rozpoznawalność nie sądził, by opuściłby halę widowiskową przed zakończeniem imprezy. W końcu wydarzenie zgromadziło naprawdę ogromne rzesze fanów Philipa jak i ich drużyny, a w takim tłumie ciężko byłoby się przebić niezauważonym. Owszem można było skorzystać z jakichś magicznych sposobów transportu jednakże Logan nie mógł i nie chciał tak postępować. Oczywiście lubił spotkania z fanami i rozdawanie autografów, ale wolał to robić po meczach, a nie na wydarzeniach, których nie był główną postacią. Dlatego też nie spodziewał się grupy zagorzałych fanów Zjednoczonych z Puddlemore, którzy gdy tylko pokazał się przy wyjściu ze strefy VIP otoczyli go jak sępy żądne sensacji. Teraz dopiero zaczynało do niego docierać dlaczego zawsze wolał takie spotkania po meczach. Powód był prosty, wtedy zawsze uwaga fanów skupiała się na ich ulubionych zawodnikach, a nie na tylko jednej osobie.
To spotkanie zatrzymało starszego Notta na dobre kilkanaście minut i zanim zdążył zapozować do zdjęcia z ostatnim fanem kolejna grupka ponownie go otoczyła. Ok, nie był wściekły na tych ludzi i spokojnie, z uśmiechem na ustach robił to co przystało celebrytom. Zapewniał rozrywkę swoim fanom, gdyż mężczyzna doskonale wiedział o tym, że bez nich nikt w magicznym świecie, by o nim nie wiedział, a jeden afront w stosunku do wielbicieli mógł go sporo kosztować. Na szczęście po zakończeniu kolejnego mini oblężenia szybkim krokiem przemierzył hol i znalazł się blisko miejsca, w którym znajdował się drink bar. Jeden rzut oka wystarczył mu, by zlokalizować brata i jego znajomych oraz jak sądził kibiców, trzymających jego stronę. Po czym wolniej już podszedł do stolika.
Będąc już dość blisko lekko się uśmiechnął w stronę młodej kobiety, która siedziała w towarzystwie samych mężczyzn, po czym skinął głową pozostałym gościom zaproszonym przez Philipa.
- Świetny pojedynek bracie, chociaż uważam, że powinieneś go wygrać. Rzuciłeś więcej udanych zaklęć niż twój oponent. Chociaż rozumiem, że to wydarzenie odbywało się na zasadach pojedynku jaki honorujemy w Srebrnych Różdżkach. - powiedział i usiadł na wolnym krześle, uprzednio zamawiając drinka z ognistej whiskey. Cóż nie zabrał na razie głosu tylko przysłuchiwał się prowadzonym rozmowom i gdy usłyszał o wyścigu na miotłach o mało nie zakrztusił się swoją własną śliną.
- Pomysł dobry jednak sądzę, że ciężko by było znaleźć do takiego wydarzenia odpowiednie miejsce. No chyba, że rozważalibyśmy Skandynawię lub Islandię, gdzie rzeczywiście znajduje się sporo niezamieszkanych terenów. - dorzucił swoje trzy grosze do rozmowy chociaż swojego zdania na temat tego kto wygrałby taki wyścig nie ujawnił.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#17
23.11.2023, 14:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.12.2023, 17:51 przez Philip Nott.)  

Spojrzał przelotnie na Victorię i Bella, tak żywo zaangażowanych w dyskusję pełną niegodnych dla niego tematów. Wszystko, co sprowadzało się do dwójki Lestrange'ów było dla niego bardzo niewygodne. Na wspólny krąg znajomych nie dało się nic poradzić.

— Finałem tego pojedynku i brakiem dogrywki chociażby. — Odpowiedział jedynej w tym gronie kobiecie, z cichym westchnięciem. Z dziennikarskiego półświatka Philip najbardziej nie przepadał za Aaronem Skeeterem, a teraz do tej listy mógł dodać jeszcze Andrewa Bagshota, nierzetelnego pismaka, który umieścił na łamach Proroka sfabrykowany wywiad, którego udzielił mu Laurent. Jak go jeszcze kiedyś spotka to nie było szans aby udzielił mu jakiegokolwiek wywiadu. Jeśli chodzi o Darcy'ego Lockharta to na razie nie miał zastrzeżeń do tworzonych przez niego artykułów.

— W gruncie rzeczy to samo, co wam powiedziałem. — Zwrócił się do Bella, z delikatnym uśmiechem. Przynajmniej na chwilę obecną. To nie było tak, że sam nie wiedział, co powiedzieć dziennikarzom podczas wydawania takiego oświadczenia. Po prostu sam musiał poczekać na jakiś rozwój sytuacji, w postaci ewentualnego ruchu ze strony swojego oponenta. Nie uważał aby to był dobry moment na wydawanie oświadczeń tego typu przy barowym stoliku.

— Z pewnością przemawia przez ciebie doświadczenie zawodowe. — Nie zamierzał umniejszać ani jej doświadczeniu ani stwierdzić, że to była prosta sprawa. Oni także musieli dopełnić wszystkich formalności, jak przystało na organizatorów.

Siedzący przy barowym stoliku uchwycił skupione na nim przez dłuższą chwilę spojrzenie Laurenta, który ku jego zaskoczeniu i zarazem zadowoleniu zapoczątkował uporczywie poszukiwany przez niego temat zastępczy. Bardzo to docenił w obecnej sytuacji, gdyż naprawdę nie odpowiadał mu dotychczasowy dobór tematów. Przez jakiś czas świat czarodziejów będzie żyć tym całym pojedynkiem, do czasu aż pojawi się coś nowego i równie sensacyjnego albo po prostu to spowszednieje, jak wszystko.

— Gdyby taki pokaz miał zostać zorganizowany i został poproszony o wzięcie w nim udziału to zrobiłbym to. — Odezwał się do Laurenta, wykazując zainteresowanie tym tematem. Udział w tego rodzaju wydarzeniu to kolejna sposobność do zadbania o swoją popularność.

— Ja z tamtej podróży przywiozłem dużo rzeczy, dla siebie i bliskich. Tajski jedwab, przyprawy, herbatę, rękodzieło, perły, egzotyczne przekąski... to są rzeczy, które warto tam kupić. — Tamta podróż bardzo zapadła mu w pamięć, oczywiście w pozytywnym sensie i tak jak nie zabrał wiele bagażu, to wracając znacząco mu go przybyło. Tak wyglądały wszystkie jego wyjazdy za granicę.

— Powinieneś się w takim razie wybrać. — Zasugerował Bellowi. Poruszenie tematu podróżowania po świecie skłoniło go również ku wysnuciu wizji odbycia wycieczki w większym gronie.

— Każdy wyjazd idzie pogodzić z pracą i pozostałymi sprawami. Powinieneś zrealizować to marzenie. — Zwrócił się do Laurenta wiedziony swoim doświadczeniem w godzeniu pracy z realizowaniem swoich pasji. Zwiedził kawał świata.

— Bliżej naszych terenów to we Francji. A co, chcesz wziąć udział czy masz zamiar zasiąść na widowni? — Odpowiedział Erikowi, spoglądając na niego z zaciekawieniem. Do takich wyścigów może zgłosić się każdy. Le Grand Balai to też doroczny wyścig, cechujący się co roku wytyczoną inną trasą przebiegającą przez teren Parku Regionalnego Landów Gaskońskich. Z tego co czytał o tym  miejscu to wybrano go przez wzgląd na to, że mieściło się tam tylko jedno miasto więc Francuzi nie musieli bardzo się trudzić z ukrywaniem tego wydarzenia przed mugolami.

Philip spostrzegł że w stronę zajmowanego przez nich stolika zmierza jego starszy brat.

— Już myślałem, że się zgubiłeś w tłumie. — Zwrócił się do niego od razu jak tylko Logan stanął przy stoliku. — Victoria Lestrange. Laurent Prewett, Bell Dupont i Erik Longbottom. Poznajcie mojego starszego brata, Logana. — Przedstawił bratu wszystkie osoby, zaczynając od jedynej w tym gronie kobiety.

— Dziękuję, bracie. Takie właśnie zasady ustaliliśmy na potrzeby tego wydarzenia. — Docenił to, że Logan uznał ten pojedynek za świetny.

— Gdybyśmy mieli zorganizować taki wyścig to musiałby być na terenie Wielkiej Brytanii. — Sprostował. Państwa, o których myślał jego brat, nie wchodziły w grę z tego względu, że trzeba było prosić o zgodę lokalnych Ministerstw Magii. Dla niego dobrym państwem byłaby Szkocja.


Czas na odpis: 28.11.2023 godzina 21.00
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#18
24.11.2023, 11:22  ✶  

Pijani ludzie byli czymś okropnym i tak jak sam niekoniecznie lubił mieć z nimi styczność, choć przyjaciół czy po prostu znajomym zawsze by pomógł i nie oceniałby, tak nie chciał siebie samego zapisywać w czyjejkolwiek pamięci w takiej wersji. Mimo unikania alkoholu ze względu na bardzo słabą głowę skończył nie raz i nie dwa pijąc za dużo. Sławetne "no ze mną się nie napijesz" było czasami bardzo uciążliwym zaklęciem. A co gorsza - rzucanym bez różdżki. Nie miałby nic przeciwko temu, żeby ktoś z tu zebranych miał akurat ochotę na kieliszek czy dwa więcej.

- Szalenie mi się spodobała. - Odpowiedział na komentarz Victorii. Aż za bardzo zresztą. I fakt, przywoziło się inne rzeczy - ale te inne rzeczy zostały sprezentowane innym osobom, nie sobie samemu. Jego ta porcelana cieszyła. Przypominała mu o tamtym miejscu, widział w tym żywym, niebieskim kolorze tamtejsze wystroje, ozdoby i przede wszystkim - morze. Tak piękne, krystaliczne, ciepłe i kuszące. Tak samo jak tamta syrena, którą dojrzał pośród fal. Niekoniecznie chciał się angażować dalej w temat tych dziennikarzy ani w kwestię zawodu pojedynkiem - on sam zawiedziony nie był, jak powiedział - wręcz pozytywnie go zdziwiło. I gdyby tak pojedynki wyglądały to nawet nie unikałby ich jak ognia z obawy, że komuś się stanie krzywda i niezrozumienia, dlaczego ktoś w ogóle swoje zdrowie jest gotów marnować. - Wyprawa do USA to już nie lada wyprawa, kiedyś się może zdecyduję. - Ale nie tu i nie teraz, kiedy tyle złego się działo i tyle osób potrzebowało pomocy. - A Tajlandia jest przepiękna. - Tutaj odwrócił się w kierunku Bella z uśmiechem. - Lazur spokojnych fal oblewanych promieniami słońca i wyrastające z niego skały jak grzbiety kręgosłupa smoka pokryte wieczną zielenią. Palmy kołyszące się nad blado-złotym, gładkim piaskiem i zatoki, w których pływają tęczowe ryby. - Istniały osoby, które podróżować nie lubiły, ale dla Laurenta, który uwielbiał doświadczać wszystkiego, co ten świat ma do zaoferowania, zakochany w ludzkości i naturze, podróże były jak spełnianie barwnych fantazji rodem ze snów.

- Miło mi poznać. - Karierowicza, sławę i brata równie sławnego Philipa. Co się o nim nasłuchał to jego - ale niekoniecznie miał z nim bezpośrednio przyjemność. Uśmiechnął się w kierunku Logana i uniósł drinka w geście pozdrowienia i salutu dla osoby, która dopiero pierwszego drinka swojej trucizny brała. Wyścigi na miotłach tez niekoniecznie były jego broszką, co najwyżej liznął temat od strony finansowej i zakładów.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#19
24.11.2023, 20:16  ✶  

– Tak naprawdę, to wszystko się sprowadza do tego, na kogo się trafi – podjęła słowa Erika, bo zdaje się, że wszyscy tutaj się zgadzali z tym tematem. Co zaś tyczyło się tych nieposiadających kręgosłupa moralnego reporterzyn – wolała sobie darować, bo doskonale wiedziała, co Laurent w związku z niedawnym takim artykułem przeżywał. I w zasadzie dobrze się złożyło, że wybrali się tutaj dzisiaj razem i pokazali się razem. Victoria nie była naiwna, spodziewała się, że zaczną się plotki na ich temat, przede wszystkim jednak uważni zauważą i połączą osobę aurorki u boku kogoś, kto mógłby się stać celem Śmierciożerców. Prawda była taka, że gdy pytała Laurenta, czy nie wybierze się tu z nią, to nie miała świadomości co się po drodze wydarzy, ale teraz wydawało się to wręcz idealną sytuacją.

Zawtórowała Erikowi, i gdy ten uniósł swój kufel z piwem, to to samo zrobiła ze swoim drinkiem, pijąc pomału ten niemy toast. Co się tyczyło Loretty i przypuszczeń, czemu się jednak zjawiła – była zmuszona wzruszyć ramionami.

– Hm, wiem – nawet cichutko się zaśmiała w odpowiedzi Laurentowi, bo nietrudno zgadnąć, że skoro przywiózł sobie z dalekiego kraju porcelanę, którą nadal używał, to naprawdę musiała mu się spodobać. I sama zdawała sobie sprawę, że ze względu na burze w życiu Prewetta, podróż do Ameryki teraz, to nie był najlepszy pomysł. Ale kiedyś? Powinien spełniać swoje marzenia, a kim ona była, by go w tym nie wspierać? Tym bardziej, że zobaczenie gromoptaka nie czyniło nikomu krzywdy.

Uniosła brwi w takim zainteresowanym zdziwieniu, kiedy Bell zwrócił się do niej bezpośrednio i stwierdził, że zna niemal każdego z jej rodu, a jej nie. Rozumiała, że była to taka gadka dla zapoznania się, ale cholerka, była tutaj, w towarzystwie głównie jej nieznanym – bo owszem, przyjaźniła się z Laurentem i to z nim przyszła na to całe wydarzenie, a Erik był starszym bratem jej przyjaciółki i całe życie mieszkali w Dolinie Godryka, MUSIELI się więc znać – więc nie trzeba było robić do niej żadnych podchodów. A takie teksty działały na nią trochę jak… płachta na byka.

– Nie, na pewno nie mieliśmy – odparła mu uprzejmie. – Jednak rodzinę mam bardzo dużą, nie chce mi się wierzyć, że znasz niemal każdego z mojego rodu – była przekonana, że gdyby zaczęła mu teraz wymieniać imiona części jej rodziny, to nic by o nich nie wiedział. A czemu nie mieli okazji się spotkać… Cóż. Na bankietach bywała, może on również, tylko na innych? Albo po prostu nigdy nie było okazji porozmawiać – nie zamierzała się nad tym głębiej zastanawiać, bo świat rodzin czarodziejów czystej krwi choć hermetyczny i wydawałoby się, ze mały – to wcale taki mikry nie był.

Nie spodziewała się, że dołączy do nich ktoś jeszcze – ale jednak. Mężczyzna się do niej uśmiechnął, odpowiedziała mu więc tym samym, a za chwilę nastąpiło przedstawienie. A więc starszy brat, i o ile Victoria dobrze kojarzyła – kolejny sportowiec.

– Miło poznać – bardzo neutralna formułka, ale co tu innego powiedzieć? Zabawne, że z Laurentem powiedzieli niemalże to samo.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Logan Nott
#20
28.11.2023, 08:52  ✶  
Rozmowa o dziennikarzach i ich artykułach mogła się stać według Logana kolejnym zarzewiem konfliktu. W końcu każdy celebryta w magicznym świecie prędzej czy później trafił na ich rozkładówkę i najczęściej później musiał się tłumaczyć ze swoich słów. Starszy Nott również miał z nimi parę przejść i nie chciał wyjść w tym towarzystwie na gbura ale nigdy nie spotkał żadnego dziennikarza, który od początku do końca opisałby wydarzenia takimi jakimi były. Owszem słuchał tego co było powiedziane na ten temat i dopiero gdy większość osób siedzących przy stole wyraziła na ten temat swoje zdanie, on również postanowił zająć swoje stanowisko w tej sprawie.
- Cóż podejrzewam, że większość dziennikarzy, którzy byli na pojedynku już wyrobiła sobie zdanie na ten temat i jutro we wszystkich magicznych gazetach będzie on opisany. Podejrzewam również, że będzie to artykuł, który być może będzie opowiadał się po jednej ze stron pojedynku także wątpię, by było to rzetelne dziennikarstwo. Lecz umówmy się, że większość gazet i reporterów szuka sensacji najczęściej tam gdzie ich nie ma. - powiedział całkiem spokojnie wyrażając swoje zdanie nie wiedząc nawet, że w gronie osób siedzących przy stoliku jest ktoś, kto kiedyś próbował swoich sił w tym zawodzie. Nie było to też niczym dziwnym, gdyż nie musiał znać wszystkich członków zacnych magicznych rodów w magicznym świecie i nawet jak kogoś poznał mógł on się zagubić w odmętach wspomnień i pamięci.
Na szczęście temat, który zapewne był zastępczym mówiło podróżowaniu. Tak to, było coś co Logan lubił choć nie miał tak spektakularnych wyjazdów jak Philip. Owszem było to wpisane w zawód, który wykonywał i najbardziej cieszył się, gdy jego drużyna Quidditcha grała spotkanie wyjazdowe gdzieś w innym mieście. Wtedy starszy Nott mógł się poczuć się wolny chociaż na chwilę od sztywnych konwenansów. I choć zdecydowanie Logan nie był domatorem to nie mógł się pochwalić tak odległymi podróżami jak jego brat.
- Podróże również kształcą i za każdym razem można odkryć coś, czego się nie znało nawet we własnym kraju. Oczywiście może te zagraniczne bywają ciekawsze ale po Wielkiej Brytanii również można podróżować i podziwiać jej piękno. - powiedział z lekkim uśmiechem wspominając swoje wojaże po wyspie i naprawdę żałował, że nie miał okazji pojechać na dłuższy wypoczynek, a doskonale wiedział, że by mu się on przydał. Owszem słuchanie o czyichś wojażach było niezwykle interesujące lecz lista krajów, które chciał odwiedzić Logan zwiększała się po każdym takim spotkaniu dlatego też nie zajmował stanowiska o pamiątkach, jakie przywoził z podróży.
Dopiero gdy brat zwrócił się do niego lekko się uśmiechnął z przekąsem i spojrzał prosto na Philipa.
- No wiesz, ty nie miałeś czasu dla fanów więc ktoś musiał do nich wyjść i poświęcić im czas. Poza tym okazało się ich więcej niż sądziłem i to oni mnie zatrzymali w tym tłumie. - stwierdził jakby nigdy nic. Oczywiście wiedział o tym doskonale, że zaraz dostanie jakąś ripostę od brata jednak co by nie było, ich pogaduszki na ten temat były znane w całym czarodziejskim świecie więc miał nadzieję, że i w tym towarzystwie taka dygresja nie będzie niczym niewłaściwym. Po czym oczywiście wysłuchał prezentacji osób siedzących przy stoliku. Zastanawiał się nawet przez chwilę, czy nie powinien okazać się dżentelmenem i pocałować kobietę w rękę jednak nie był pewny czy kogoś tym nie urazi.
- Również miło mi poznać grono przyjaciół mojego brata. - rzekł i skłonił głowę w lekkim ukłonie. Cóż jednak jakieś maniery należało zachować. Dopiero po tym powitaniu ponownie spojrzał na brata i zaczął się zastanawiać nad tym co on powiedział. Owszem miał parę propozycji gdzie taki wyścig mógłby się odbyć i sądził, że byłby on bardzo interesujący w zależności od wyboru lokalizacji.
- Podejrzewam, że znalazłoby się kilka dzikich terenów odpowiednich do tego rodzaju przedsięwzięcia, na przykład w okolicach Hogwartu lub Hogsmade. Tam są chyba odpowiednie tereny, do których mugole nie mają wstępu, a wyścig mógłby przyciągnąć rzesze kibiców, lub też na wybrzeżu Walii lub Szkocji. Chociaż osobiście sądzę, że Islandia byłaby ciekawszym miejscem i nie sądzę, byście mieli problem z uzyskaniem pozwolenia. Ojciec mógłby w tym pomóc jeśli byłaby taka potrzeba. - stwierdził analizując kilka interesujących miejsc, które przyszły mu na tą chwilę do głowy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bell Dupont (1748), Erik Longbottom (1767), Laurent Prewett (3042), Logan Nott (1821), Philip Nott (2967), Victoria Lestrange (2691)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa