• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają

[23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#21
17.11.2023, 23:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2023, 23:05 przez Bard Beedle.)  
Być może nawet gdyby Cain nie próbował używać hipnozy, kobieta i tak nie protestowałaby zbyt gorąco i dała się poprowadzić do kuchni. Ta zresztą też nosiła znamiona zaniedbania. Takiego, które nie trwało od wielu tygodni – ale już z pewnością najmniej od kilku, kilkunastu dni. Blat kleił się od rozlanego soku, w kątach poniewierały się kurze i włosy, w powietrzu unosił się nieprzyjemny, mdławy zapach – albo gdzieś tu gniły jakieś owoce, albo od jakiegoś czasu nie wyniesiono śmieci. Dziecko, które mignęło wcześniej Bletchleyowi, czmychnęło gdzieś i nie zdołał go wypatrzeć.
– Ach… tak… tak, oczywiście… – wymruczała, siadając na krześle.
Nie próbowała walczyć, kiedy wdzierał się do jej umysłu.
Może rzucono na nią tak wiele zaklęć, że pozostały po tym ślady. Może ciążyło na niej imperio, i wciąż nie mogła się otrząsnąć, starając się zwalczyć jego wpływ, popadała tylko w szaleństwo. Ale Cain zdołał zapaść się w jej wspomnienia i…
Stał naprzeciwko człowieka bez twarzy. Nie, nie stał: klęczał przed nim, trzęsąc się ze strachu i bólu, a ciało odmawiało mu posłuszeństwa.
- Będziesz tylko obserwowała dom naprzeciwko. Dniem i nocą. A jeżeli zauważysz tę kobietę lub tego mężczyznę, wypuścisz sowę z klatki. Sama wróci do mnie.

Wspomnienie się rozmyło, zastąpione przez kolejne.
Był zmęczony. Bolały go nogi, żołądek ściskał się z głodu, w głowie wirowało. Oczy piekły z niewyspania.
W promieniach zachodzącego słońca dojrzał kobietę, mocującą się z furtką. Kobietę ze zdjęcia.

Najwyraźniej śmierciożercy od dawna szukając Catherine wiedzieli, że ochrania ją Jason - i obserwowali jego brata...
*

Natarczywa myśl, że wszystko stanie w ogniu, wciąż odbijała się echem w głowie Erika. Pragnienie natychmiastowego powrotu do domu słabło jednak powoli, w miarę, jak Mavelle zapewniała, że ktoś się przecież tym ogniem zajmie. Gdyby go nie zatrzymała, wybiegłby stąd natychmiast… ale teraz zastanowił się mimowolnie… Czy on w ogóle umiał robić zupę dyniową? I czemu miałby przygotowywać taką w środku lata, zamiast na jesieni?
A potem pojawiła się kolejna myśl. Ktoś chciał zabezpieczyć dom – albo przynajmniej zyskać czas na ewentualną ucieczkę.
W nozdrza Mavelle uderzył zapach dymu. Nie ta charakterystyczna woń czarnej magii – była pewna, że po prostu wyczuwa płonące drewno.
Ktoś w domu coś podpalił?

Czas na odpisy do 20.11, godzina 21.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#22
18.11.2023, 14:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.11.2023, 14:29 przez Mavelle Bones.)  
Obserwowała uważnie Erika, próbując wychwycić, czy to, co mówiła, do niego przemawia. Czy nabiera rozsądku, który to nagle utracił. Czy może go puścić i mieć pewność, że jednak nie wyleci przez furtkę, niczym wystrzelony z procy, nadal ględząc o dyniowej zupie (w sumie aż ciekawe, jaka by wyszła w wykonaniu Longbottoma… chociaż, z jego talentem, może lepiej najzwyczajniej w świecie nie przekonywać się o tym. Bezpieczniej i dla samej kuchni, i dla kubków smakowych, nie wspominając już o żołądku).
  - Już dobrze? – spytała cicho, upewniając się, że kuzyn jednak nie poderwie się niczym rącza gazela i nie zniknie z pola widzenia, niczym sen złoty. Co zaraz straciło na znaczeniu, bo uderzyła ją woń dymu.
  Co Heather przed chwilą mówiła?
  Kogoś widziała? Ten ktoś niewątpliwie musiał widzieć i ich.
  W oknach było ciemno, więc odruchowo wykluczyła normalne użytkowanie drewna (no co, może jakaś kuchnia starego typu i rozpalało się ogień, a nie korzystało z mugolskiej myśli technicznej i gazu); bo po co wtedy się tak ukrywać? No i dlaczego dopiero teraz, gdy stali praktycznie przed drzwiami domostwa?
  Jakoś wątpiła, żeby nastawiano wodę na herbatę…
  - Czuję ogień – rzuciła, puszczając Erika, żeby po prostu go wyminąć i wręcz podbiec do drzwi, wyciągając różdżkę. Nacisnęła na klamkę, chcąc sprawdzić, czy są zamknięte; cóż, nie otworzyły się. Nie bawiła się w ceregiele, tylko machnęła kijkiem, sięgając po alohomorę. Bo nie, nie wierzyła już, że ten dom jest bezpieczny. Że znajduje się tam brat Jasona i Catherine.
  I pchnęła drzwi, próbując jednocześnie postawić tarczę rozpraszającą zaklęcia; wszak ciemno, lumos nie odpalała, bo prędzej oślepiłaby siebie niż wnętrze domu na tyle, żeby wychwycić każdy możliwy szczegół i namierzyć przy tym delikwenta… Gotowa była też uskoczyć do tyłu, gdyby zauważyła bardziej fizyczne zagrożenie, albo nawet rzucić się w głąb domostwa, z zamiarem metaforycznego przetrzepania tyłków, gdyby ujrzała śmiecia… cóż, tak naprawdę wszystko zależało od tego, co się stało w kilku kolejnych sekundach od naciśnięcia klamki.

Rzut Z 1d100 - 2
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 16
Akcja nieudana
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#23
19.11.2023, 10:21  ✶  

Wojna przynosiła ze sobą ofiary, których nie chciałeś oglądać. Ci, którzy brali w niej udział, rycerze na białych koniach, żołnierze z przypadku, wiedzieli, na co się piszą. Podpis na cyrografie szastającym ich życiem był nieczytelny, ale już treść samego cyrografu wyraźnie mówiła ci: chyba umrzesz. Umrzesz, albo czeka cię los jeszcze gorszy, bo Cain naoglądał się już wystarczającej ilości przerażających, dewastujących obrazów, żeby wiedzieć - śmierć wcale nie była najgorsza. To mógł być największy dar, skarb, jaki nosiliśmy, jakim zostaliśmy obdarowani, ale większą klątwą niż jego utratą było sponiewierane go z krwią, gównem i błotem. Tak, jak ktoś zdewastował tę bogom winną kobietę. A może jednak winną? Może zaciągnęła długi wśród bożków, których nie rozumiała, z siłami, które przeceniała? Łatwo odwrócić wzrok od Nieba i zacząć modlić się do ciemności, która była namacalną siłą stawiającą włoski na karku. To ona, nie chóry anielskie, odwiedzały każdej nocy i z dziecięcymi lękami wlewała się do głowy, opierając iluzoryczne palce na skórze. Znacząc ją swoim głodem na więcej.

Kobieta mieszkała tutaj sama z synem. Albo mieszkała tutaj sama z synem od niedawna, tych (niestety) kilku, kilkunastu dni, albo od dawna. Wierność małżeńska nie była w modzie w dzisiejszych czasach. A może nie była nigdy. Dzieckiem zajmie się potem, bo wymagało uwagi, ale najpierw musiał zatroszczyć się o jedyną osobę, która mogła o niego zadbać, kiedy tego, kto wykonał swoją robotę, oddał nasienie, a potem wyszedł po mleko z myślą o robieniu chyba wieloletniego stażu w dojarni, nie było. Starał się odsunąć tą oskarżającą konkluzję, bo przecież dróg zawsze było wiele i nie zawsze ludzie zaskakiwali go w ten najgorszy sposób. Niestety jednak częściej (zdecydowanie częściej) w ten negatywny.

Krótkie rozglądnięcie się po kuchni - ale to tyle, ile uwagi poświęcił temu miejscu. Ponieważ bezimienna kobieta wymagała jej pełnej. Jej umysł był delikatny i jednocześnie ciężki. Spodziewał się dokładnie tego - obecności Śmierciożercy, który przyniesie ze sobą krzywdę i ból, którą przyjdzie mu przeżywać razem z nią. Był na to gotów za każdym razem i jednocześnie za każdym razem było to nieprzyjemne - na wiele różnych sposobów. Brakowało ujednolicenia, który mógłby zamienić wszystko w jedną, plastelinową maź bez wyrazu i bez koloru, a jednak Cain i tak uparcie zrównywał to do monotonnej rutyny. Jakby nie było wystarczających tragedii w ludzkich głowach, które byłyby w stanie go złamać.

W tych wspomnieniach i tych myślach, które starannie rozwiewał magią, starał się dojrzeć dzień. Kiedy. Kiedy Catherine pojawiła się u Jasona. Kiedy ostatnio widziała sama Jasona, obserwując ten dom. Czy była wiedźmą, czy rzeczywiście ledwo prostą mugolką, która trafiła na bardzo nieodpowiednich ludzi? I najważniejsze - czy sowa została już puszczona, chociaż spodziewał się odpowiedzi w tych wspomnieniach, jakie starał się odtwarzać po kolei. Wynurzył się z jej głowy legilimencją, ale czuł ją nadal w pełni świadomie. Wahadełko ciągle pracowało. Bo on chciał nad nią popracować. Tylko czy powinien to robić teraz, kiedy towarzysze na niego czekali? Bo tak mu się wydawało - że jednak czekali, nieświadom tego, że ci już poszli na swoją misję. Pomyśleć, że w zasadzie przypominali tutaj bardziej bandę dzieci próbującą się dostać do nawiedzonego domu, po którym pałętał się sławetny morderca wraz z duchem swojej małżonki. Chyba każda banda trafiła chociaż raz na taki budynek. Nigdy nawiedzony nie był, a jedynym mordercą był ten Zdzisiek spod monopolowego, który mordował tylko samego siebie. Jedno się zgadzał - był sławny. Znał go każdy w okolicy, bo każdy nienawidził go tak samo.

Wstał, żeby wychylić się z okna i spojrzeć na ulicę, gdzie powinny być znajome cienie. Cienie, których tam nie było. Brak odgłosów walki czy szamotaniny na zewnątrz sprawił, że jakoś nie martwił się, że coś wybuchło, albo tą trójkę wariatów (zwanych w gatunku lirycznym jakim jest epika bohaterami) szlak wzięło (licho jakieś czy inny Śmierciożerca). Bardzo wątpił, żeby go potrzebowali. Trójka czarodziei to i tak aż nadto, żeby sobie radzić z zagrożeniem. Wrócił do stołu, usiadł znowu na swoim miejscu, przed kobietą, by pchnąć ją w głębszą hipnozę. Żeby odkryć to, co było takie zepsute, zniszczone - i to zreperować. Albo przynajmniej wygładzić skutki zaklęć, jakim została poddana.

- Jesteś dobrą matką. Musisz sobie z tym poradzić, jeśli nie dla siebie to dla twojego dziecka. - Chciał ją zmotywować, żeby wróciła jej siła, bo mógł sprawić, że zapomni o tym, co się działo, ale serce przez to wcale do niej nie wróci. Nie zacznie na nowo bić mocniej. - Liczy na ciebie. Jeśli ty się nim nie zajmiesz to kto? To bezwarunkowa miłość. Złap się jej. - Jeśli istniało na świecie coś potężniejszego od rodzicielskiej miłości to Cain tego nie znalazł w ludziach. A wiele szukał. Niestety tego również nie zaznał.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#24
19.11.2023, 22:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.11.2023, 22:58 przez Erik Longbottom.)  

— Czy ty nie rozumiesz, co ja do ciebie mówię? — sapnął rozhisteryzowany Erik, nie rozumiejąc, czemu kuzynka próbuje mu przemówić do rozsądku. Całe rodzinne domostwo było w niebezpieczeństwie! I zawartość ich rodzinnego skarbca, który zapewne zostanie znacznie uszczuplony, jeśli trzeba będzie przeprowadzić generalny remont. — Ta zupa została na ogniu, nikt jej nie pilnuje i zaraz wszystko spłonie!

Chociaż powszechnie wiadomo było, że sprzęty czarodziejów są bardzo bezpieczne i wysoce funkcjonalne w najróżniejszych warunkach, tak niestety nie wykształciły jeszcze wolnej woli. A to z kolei stawiało kuchenny piecyk Longbottomów na dużo mniej fortunnej pozycji niż Catherine Barlow, która była zdrową dorosłą kobietą i potrafiła podejmować własne decyzje. Mogła się uratować we własnym zakresie. A zupa z gazu sama się nie zdejmie, czyż nie?

— Czyli na przykład kto? — Uniósł wysoko brwi, machając nerwowo rękami. — Bo wątpię, żeby Brenna była w stanie usiedzieć w jednym miejscu na pięć minut, nie mówiąc już o tym, żeby pamiętać o tym, żeby...

Przeszło mu przez myśl, że mógł po prostu unieść Mavelle i przenieść ją na bok, żeby nie blokowała mu drogi, jednak szczerze wierzył w siłę swoich argumentów! Musieli wrócić do domu i to natychmiast. Powinna to zrozumieć lub chociaż mu zaufać, a zamiast tego stroiła fochy. Może powinien zagrać kartę wieku? Był starszy, a jak starszy, to znaczy, że mądrzejszy, więc powinna mu się podporządkować, czyż nie? Oczy Erika rozbłysły. Tak to był doskonały pomysł. I zapewne wprowadziłby go w życie, gdyby nie to, że wtedy odezwała się z Heather.

— Co? — Zmrużył oczy, zwracając się ku rudowłosej brygadzistce.

Samo to, że wtrąciła się w jego rozmowę z Mavelle, sprawiło, że w umyśle Longbottoma przesunęła się pewna dźwignia, pozwalając mu odzyskać kontakt z rzeczywistością... Lub przynajmniej zacząć kwestionować to dziwne uczucie, które go ogarnęło. Nagle słowa Bones nabrały sensu. Przecież siostra go nie wpuszczała do kuchni. Ba, w jednej z szuflad w komodzie dalej był plakat z jego zdjęciem i podpisem „temu panu już dziękujemy”. Jak więc miałby się dostać do środka na tyle długi czas, aby chociaż pokroić dynię, nie mówiąc o wstawieniu zupy na gaz?

— Może otwórz drzwi, a potem od razu odskocz? — zasugerował z ociąganiem, odsuwając się nieco w tył. Mimowolnie sięgnął jednak po różdżkę, kierując ją w stronę drzwi. Zapach dymu, teraz ognia... Zaraz się okaże, że ktoś zaprószył ogień w środku. Takie to mieli szczęście. Żadne śledztwo nigdy nie mogło być proste, nie mówiąc już o zadaniach zlecanych przez Zakon Feniksa.




the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#25
19.11.2023, 22:51  ✶  

Dyskusja Erika z Mavelle trwała dłużej, niż zakładała. Nie mieli teraz czasu na pogawędki, szczególnie, jeśli ten ktoś w oknie ich zauważył. Skąd mogli wiedzieć, czy ma dobre zamiary, czy wręcz przeciwnie? Miała nadzieję, że Longbottom szybko dojdzie do siebie, albo faktycznie pójdzie sprawdzić tę zupę. Tyle, że gdy wtrąciła się w rozmowę chyba wreszcie się ogarnął. Mieli jednak farta. Nie miała pojęcia, gdzie podział się Cain, przez chwilę przeszło jej przez myśl, że nie powinni go zostawiać samego. Kto wie, czy w tym drugim domu nic mu się nie przytrafiło. Tyle, że czas ich naglił, ktoś, kto był w ich domu wiedział, że znajdują się na podwórku. Musieli działać szybko.

Bones zaczęła coś majstrować przy drzwiach, Ruda niestety niezbyt wiele widziała z odległości w której się znalazła. Także nie miała pojęcia, co brygadzistka tam kombinuje. Nie chciała też tracić czasu, to było zupełnie bez sensu.

Podeszła do najbliższego z okien, które znajdowało się na parterze. Wyczarowała sobie światło, żeby poświecić w szybę, ciekawa, czy dostrzeże coś za oknem. Nie miała zamiaru pchać się do drzwi, bo znajdował się tam już Erik i Mavelle, najlepiej by było, gdyby każde z nich weszło do budynku z innej strony, to by im dawało przewagę. Przynajmniej zdaniem panny Wood.

Jako, że była człowiekiem czynu, a nie słów machnęła różdżką i burknęła pod nosem zaklęcie, które miało za zadanie wybić szybę z okna a raczej wyczarować siłę, która rozwali szkło. Chciała wleźć do środka z tej strony, ewentualnie odwrócić uwagę od tego, co działo się przy drzwiach, bo skoro nadal tam stali, to oznaczało, że nie udało im się jeszcze wejść do środka. Może oknem będzie prościej, miało się okazać już za chwilę.


kształtowanie siły, która wybije okna
Rzut Z 1d100 - 61
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 36
Slaby sukces...
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#26
19.11.2023, 23:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.11.2023, 23:20 przez Bard Beedle.)  
rzuty npc: atak Jonathana, złapanie proszku fiuu przez Catherine, atak na Heather od Catherine
W związku z wątpliwościami:
- macie 2 akcje (i rzuty) na turę
- nie musicie rzucać (ani traktować jako akcji) alohomory czy lumos
- w razie pytań zapraszam na priv Serduszko

*

Dom tonął w ciemnościach, ale nos Mavelle natychmiast wychwycił ludzkie zapachy. Gdy zresztą pognała przez przedpokój i wpadła do salonu, dostrzegła też odrobinę światła. Jego źródłem – podobnie jak zapachu – był… kominek. Płomień dopiero rozpalono, a pozasłaniane starannie okno i to, że te akurat wychodziły na tyły, sprawiały, że nie dostrzegli ani błysku stojąc przed domem.
Zobaczono ich, kiedy na Erika podziałał czar odstraszający i najwyraźniej szykowano się do ewakuacji. Gdyby zostali przed domem choć minutę dłużej, już by domowników nie zastali.
W słabym blasku mignęły jej dwie sylwetki. Catherine Barlow, stojąca tuż przy kominku i mężczyzna, wysoki, szczupły, którego nigdy ani Mavelle, ani Erik, ani Heather nie spotkali – czy raczej nie spotkali go w ostatnich latach, bo może kiedyś mignął im w Hogwarcie – ale tak podobny do Jasona, że od razu mogli odgadnąć, kim jest.
Okno pękło z głośnym trzaskiem, zalewając pokój odłamkami.
- CAT, DO KOMINKA!!! – krzyknął Jonathan Barlow, chwytając za różdżkę. Zaklęcie wystrzelił tak szybko, że Mavelle nie zdołała postawić swojej tarczy: czar odrzucił ją z powrotem do przedpokoju. Barlow tymczasem, nie mająca przecież szans na rozpoznanie ich zmienionych twarzy, jedną ręką sięgnęła po różdżkę, a drugą złapała garść proszku z pojemnika, stojącego na gzymsie. Cisnęła proszek Fiuu w płomienie, a te zajaśniały błękitem i zielenią. Machnęła różdżką, celując w Heather, ale ta mogła obronić się jeszcze przed wystrzelonym ku niej zaklęciem.
Erik, który pozostał z tyłu, nie widział tych scen, ale usłyszał krzyk.
*

Cain nie miał większych problemów ze znalezieniem odpowiedzi: kobietę przy furtce Jonathana mugolka - bo bez wątpienia była mugolką, za łatwo mógł manipulować jej umysłem - zobaczyła tego wieczora o zmierzchu. Zresztą, dziewczyna ze zdjęcia to była bez wątpienia Catherine Barlow, a ta ledwo tego dnia opuściła Londyn, kierując się w tę stronę.
To oznaczało, że od tej chwili minęły jakieś trzy godziny.
W sam raz, aby sowa wypuszczona z klatki doleciała stąd do Londynu.
Ot mugolkę postawiono na straży wcześniej - zapewne ktoś wiedział, że to Jase Meadowes ochrania Catherine i liczono, że może skontaktuje się z bratem. Być może spodziewano się w takim razie i ich? Obserwowano w podobny sposób mieszkanie Catherine i ktoś zauważył, że tam weszli...?
Kobieta przypatrywała się mu pustym wzrokiem. Istniała szansa, że z czasem dojdzie do siebie, ale w tej chwili potrzebowała przede wszystkim uwolnienia spod wpływu - prawdopodobnie - imperiusa oraz tego, aby napić się, coś zjeść i się wyspać. Możliwe, że dziecko podtykało jej czasem wodę albo coś do zjedzenia, skoro wciąż jako tako się trzymała, ale była w złym stanie. Fizyczne i psychiczne wyczerpanie, w połączeniu ze spustoszeniem zasianym w umyśle, sprawiało, że chyba niezbyt rozumiała, co do niej mówi.
A potem...
Przez otwarte okno do uszu Bletchleya dotarły trzaski.
Jeden, drugi, trzeci.
Był czarodziejem, więc nie miał problemów ze zrozumieniem, co się właśnie stało. Na ulicy przed domem właśnie aportowali się jacyś ludzie. Najmniej trzy osoby, może i więcej, jeśli ktoś użył teleportacji łączonej.

Kolejna tura do: 22.11, godzina 21.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#27
20.11.2023, 00:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2023, 07:49 przez Mavelle Bones.)  
Wykłócanie się z Erikiem spadło bardzo nisko na liście priorytetów, odkąd tylko wyczuła ogień. Bo pierwsze skojarzenie, to nie było odpalenie kominka – tylko chęć puszczenia wszystkiego z dymem, żeby zatrzeć ślady. Być może kiedyś nawet będą się śmiać z tego, jak bardzo chciał pognać do dyniowej zupy, ale teraz…
  … teraz to było tak samo śmieszne, jak rozkładający się trup na dnie bagna, czyli wcale.
  Bardzo szybko się przekonała, jak bardzo się myliła, nawet nie zdążyła odskoczyć, postawić tarczę, nic. Zakładała, że Catherine tu była – wcześniej. Że już uciekła dalej, bądź przepadła na zawsze; szanse na to, że znajdowała się tu i teraz w domu oceniała na bardzo, bardzo nikłe.
  A jednak.
  - Stop! – zawołała, gdy tylko odzyskała oddech. Stop dla jej towarzyszy, stop dla Barlow i Meadowesa – inna sprawa, co kto zrozumie… W zasadzie aż się zdziwiła, że tylko odepchnął – sama na miejscu Jonathana sięgnęłaby po inne zaklęcia… a potem zjadłyby ją pewnie wyrzuty sumienia, gdyby, tak jak teraz, okazało się, że mają do czynienia z sojusznikami – ale dla niej to akurat dobrze… - Cat! Tu Mav! – wyrzuciła z siebie, starając się przedostać jak najszybciej do salonu, zapobiegliwie po raz kolejny próbując postawić tarcze rozpraszające zaklęcia. Może rozsądniej byłoby gasić po prostu ogień, ale też…
  … wtedy przypominałoby to zaganianie zwierzęcia do kąta. A takie zwierzę było wtedy zdolne do naprawdę desperackich czynów, do których by się normalnie nie posunęła. Z czego rzucanie się do kominka uznała za głupi pomysł, bo jeśli zdążyłaby złapać informatorkę, gdy płomienie brały ją w objęcia, samej w nich bezpośrednio nie lądując – wyobraźnia podpowiadała fatalne skutki. A jeśli Barlow jeszcze nie zdążyła zniknąć w otchłani płomieni, to dorzuciła pośpiesznie, modląc się w duchu, żeby kobieta rozpoznała głos, żeby jednak nie zniknęła jak sen złoty:
  - Śmierdziało dymem, myślałam, że was dopadli... – tylko czy uwierzy? Głos, brak fruwających z jej strony morderczych zaklęć… czy naśladowcy przypadkiem nie bawiliby się w ceregiele i nie próbowali udupić Barlow tu i teraz?
  No właśnie.

Rzut Z 1d100 - 23
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 73
Sukces!
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#28
20.11.2023, 19:00  ✶  

A jednak. Catherine tutaj była. Kiedy, kiedy..! Nie chciał skakać gwałtownie po tych informacjach, nie chciał biegać z nią jak oszalały, chociaż poczuł lekkie napięcie, jakby jego to jego serce się napinało. Ktoś mądrzejszy niż on z biologii powiedziałby mu, że tak się nie da, ale pechowo Cain nie miał okazji wleźć nigdy do głowy żadnego lekarza. Ten wieczór. Zmierzch... Zmierzch? Skupił się na sowie. Na tym, jak wyglądała, może jak się nazywała, może dokąd leciała, może komu służyła? Może tę sowę dało się prześledzić? Przesunął się po informacjach i obrazach i stało się dla niego aż zbyt jasne, że uwalnianie jej spod wpływu innego zaklęcia zauroczenia i robienia porządku z jej głową będzie musiało poczekać.

Oderwał się od jej głowy i w zasadzie w tym samym momencie specyficzny dźwięk teleportacji dotarł do jego uszu. Obrócił się w stronę okna. Z ciemnej kuchni, w której Bletchley światła nie zapalał, doskonale było widać oświetlone latarniami sylwetki. Jedna zbita żarówka błagała, żeby na nią nadepnąć i dobić jej zwłoki, zanim zrobi to jeden z imprezujących zostawiając po tym dobijaniu ślady krwi. Dobicie, które nie obejdzie się bez ofiary. Owszem, nie miał problemów ze zrozumieniem, co się stało. Sowa miała wystarczająco czasu, żeby dolecieć i przekazać odpowiednie informacje.

Cain rzucił się w kierunku bocznego okna (nie od ulicy), żeby je otworzyć i przez nie wyskoczyć na bok budynku (z parteru, nie z piętra, to nie była sztuka latania). Rzucanie zaklęć z domu byłoby wygodne, ALE narażałoby dziecko i kobietę. Więc przecież zupełnie odpadało. Będzie musiał wrócić do nich później. Chyba że nie przyjdzie mu wracanie do nikogo. Wyłażenie przez okno niekoniecznie należało do najlepszych zabaw jego życia, a akrobatą by się nie nazwał - z najbardziej akrobatycznych sztuczke mógłby zajebać Magika co najwyżej. Taka sztuczka życia, bardzo dosłownie. Podszedł do rogu budynku i przez moment przyglądał się postaciom w półmrokach nocy. Poczekał. Na ich ruch, na to, co zrobią, czy podniosą różdżki. Jeśli szli po kolei - wymierzył zaklęcie w ostatniego, a jeśli nie to w któregokolwiek. Lub jeśli nie szli w ogóle to rzucił zaklęcie na tego, który pierwszy różdżkę wzniósł. Żeby przejąć nad nim kontrolę i nakazać mu poczęstowanie swojego kompana zaklęciem paraliżującym. Zamiast robienia... cokolwiek on tam chciał robić.


Rzut PO 1d100 - 59
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 95
Sukces!


• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#29
21.11.2023, 11:53  ✶  

Panna Wood wdrapała się do domu przez okno. Okazało się to być nie najgorszym pomysłem. Nie zagradzała drzwi, miała większą możliwość manewru, kiedy weszła od innej strony, przynajmniej tak się jej wydawało. Nie miała czasu, żeby się za bardzo otrzepać po tym skoku, musiała działać szybko, bo najwyraźniej trafiła w samo centrum wydarzeń.

W środku były dwie osoby, które najwyraźniej przejęły się ich obecnością w tym miejscu. Nie ma się co dziwić, skoro śmierciożercy zabili już jednego z towarzyszy Catherine, to mogli zrobić to samo z kolejnymi osobami. Tyle, że oni nie byli wrogiem, ale skąd tamci mogli o tym wiedzieć? No właśnie. W sumie to nawet lepiej o nich świadczyło, że byli tacy ostrożni.

Nie zamierzała tutaj stać bezczynnie, bo wydawało jej się, że mogą nie przywitać ich z otwartymi ramionami, dlatego gdy tylko wylądowała na podłodze machnęła różdżką i wypowiedziała zaklęcie, aby wyczarować tarczę, która ochroni ją od ewentualnych zaklęć, które mogłyby polecieć w jej kierunku.


Rzut Z 1d100 - 48
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 74
Sukces!


Usłyszała jeszcze głos mężczyzny, który mówił, żeby wskoczyli do kominka, czy faktycznie mieli zamiar im się wymknąć z rąk. Cholera jasna, niepotrzebnie tak długo stali przed tymi drzwiami i dyskutowali, trzeba było tu wejść od razu.

Na szczęście Bones włączyła się w rozmowę, dotarło to do uszu Wood. Może Barlow jej uwierzy, Heather nawet nie próbowała rozmawiać, bo kobieta jej nie znała, dużo łatwiej było to zrobić Mavelle, która musiała kojarzyć kobietę, której szukali.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#30
22.11.2023, 17:04  ✶  

Nieprawda. Kwestia tego jak zabawna mogłaby się wydawać kwestia znalezienia rozkładających się zwłok na dnie bagna nie była wbrew pozorom jednoznaczna. Wszystko zależało od tego, jak czarnym humorem wyróżniałaby się osoba, której przypadłby zaszczyt dokonania takiego odkrycia. Oczywiście, biorąc pod uwagę to, że Erik i Mavelle wychowywali się w dosyć przykładnych warunkach, taki widok mógłby ich mocno zgorszyć, jednak na świecie było pełno męt i ludzi o pokaleczonych, złamanych duszach, którzy mogliby zareagować dużo bardziej entuzjastycznie.

Wracając jednak do głównej osi zdarzeń... Męskie okrzyki dochodzące z wnętrza budynku dosyć dosadnie potwierdziły kilka faktów. Przede wszystkim Catherine jeszcze żyła. I nawet miała towarzystwo, co sugerowało, że do tej pory niekoniecznie szlajała się sama po całej magicznej Anglii. Najważniejsze jednak było to, że najwyraźniej udało im się uprzedzić Śmierciożerców w tym wyścigu. A to zdecydowanie nastrajało Erika pozytywnie.

— Uspokójcie się! — zawtórował Mavelle, starając się ruszyć w jej ślady. — Nie jesteśmy tu po to, żeby was skrzywdzić! — Wychylił się w stronę salonu, dalej ściskając mocno różdżkę w dłoni. — Myśleliśmy, że was dorwali. Jesteśmy po waszej stronie. Jesteśmy tu, żeby pomóc.

Czy to brzmiało sztampowo? Czy ich przekona? Cóż, nie było czasu na długie przemowy z odpowiednią argumentacją. Zwłaszcza, gdy Catherine była gotowa w każdej chwili rzucić się w płomienie i rozpłynąć się w powietrzu. Znowu. A kto wie, czy ich wtargnięcie do posesji nie popchnęło kobiety ku temu, aby uciec do miejsca, które tylko ona znała? Erik mógł tylko ufać, że jego słowa zdołają przekonać parę do tego, aby wstrzymać się z decyzją o ucieczce.

Wiedział jednak, że nie mogli sobie pozwolić na to, aby Catherine im umknęła. Takie skakanie z miejsca na miejsce dla nikogo nie było bezpieczne. Zwłaszcza, gdy nikt z nich nie był tutaj z woli Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, a z rozkazu Dumbledore'a. Należało więc zrobić coś z tym ogniem. Różdżka Longbottoma powędrowała ku górze. Erik zamierzał przy użyciu magii Kształcenia wyczarować pod sufitem taflę wody, która przy szarpnięciu różdżką miała opaść na dół, co by zdusić płomień w zarodku.


(Charyzma) Czy Erikowi uda się przekonać parę do tego, aby zaniechać ucieczki?
Rzut Z 1d100 - 54
Sukces!

(Kształtowanie) Wyczarowanie tafli wody pod sufitem w celu ugaszenia ognia
Rzut PO 1d100 - 71
Sukces!



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (3938), Cain Bletchley (4038), Erik Longbottom (2585), Heather Wood (2455), Mavelle Bones (3478)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa