- Przyjaźń po tylu latach, to jak bić się po mózgu płatach. Jesteś dorosła, być może przyjaźń będzie doniosła. Ale zachowaj rozsądek, bo inaczej skończysz jak po teleportacji mój żołądek - przestrzegła przyjaciółkę, która doskonale wiedziała, że Olivia po każdej teleportacji rzyga jak kot. Rudowłosa westchnęła i pociągnęła lekko Avelinę za rękę, wcześniej biorąc swój kieliszek. Gdy usiadły na kanapie napiła się, tym razem jak dama. Na fakt, że Avelina zaczęła ją przedrzeźniać, pokazała jej język. - Faceci są okropni - nawet bardziej, bo... lipni! Naprawdę mam ich czasami dość, nic tylko w rękę wziąć kość. I tak mocno im przyłożyć w łeb, żeby w końcu ogarnęli swoje myśli nieogarnięte jak mugolski sklep.
Olivia westchnęła i spojrzała w kieliszek. Powróciła wspomnieniami do ostatnich niewypałów miłosnych, które niebezpiecznie zaczęły się kręcić wokół mugoli, gdy wychodziła zwiedzać samotnie londyńskie bary w mugolskiej części miasta. Westchnęła po raz kolejny.
- Ja to se chyba kupię kota, na złamane serce młota - burknęła, wypijając kolejny łyk wina. - Przysięgam tobie, a w zasadzie to też sobie. Już sobie z tym daję spokój, prędzej spalę swój pokój. Niż będę się znowu za którymś uganiać, żeby potem miał mnie od siebie odganiać. Bo mu inna do wyra wskoczyła, i mu pałę obrob...
Resztę rymu dokończyła w wino. Nie wypadało mówić tak brzydko, nawet jeśli jej ostatni potencjalny mugolski chłopak naobiecywał jej nie wiadomo co, a potem poszedł z jakąś blond cizią do hotelu. Dupek. Czarodziejami już przestała się przejmować, nie była bogata, nie była interesująca w porównaniu na przykład do takiej Imogen. Krytycznie spojrzała na sweter, który miała na sobie.
- Gdyby nie te cholerne cukierki, upiłabym cię i zamieniłybyśmy się w jakiejś knajpie w tancerki.