Gdyby to było takie proste, jak mówisz. Pomyślał spoglądając na Laurenta, jednocześnie ubolewając nad tym, że to nie jest tak proste jakby chciał. Znający go na wylot Laurent potrafił doskonale dojrzeć kłamstwo w jego postawie, tak też powinien wiedzieć, o co dla niego toczyła się gra, dlaczego właśnie podniósł rzuconą mu przez Lestrange'a rękawicę. Dla niego reputacja i kariera były jak dotąd wszystkim. Pomimo zmian, jakie wciąż zachodziły w jego prywatnym życiu, te dwie rzeczy w dalszym ciągu stały całkiem wysoko na liście jego priorytetów. Jak zawsze starał się z nimi dzielić swoje życie prywatne, któremu w chwili obecnej było bardzo daleko do idealnego. Po raz kolejny musiał przełykać wszystkie słowa, które cisnęły mu na język.
— Szanuję twoje zdanie, Laurencie. — Przyznał w pierwszej kolejności po wysłuchaniu go. Naprawdę liczył się z jego zdaniem. Jawne przyznanie mu racji odnośnie honoru Lorretty, o który pojedynkował się jej brat, nie zostałoby dobrze odebrane przez siedzące tutaj osoby. On pojedynkował się o swój aby właśnie on nie został zszargany przez opiniotwórcze media i to jedyna prawda, którą się kierował podczas brania udziału w tej farsie. Ona była również dla niego niewygodna. — Pewnych rzeczy nie można pozostawić samemu sobie. Czasami jest trudno pokładać taką ufność w ludziach, choć to godne pochwały. — Przeanalizował słowa Laurenta, zastanawiając się nad tym czy w jakimś stopniu nie pije też do niego zamiast do ogółu sprawy. Nie szukał teraz powodu do zwady, samemu mając w pamięci ich ostatnią kłótnię i dlatego nie zamierzał drążyć. On musiał przejmować się tym, co pojawia się na jego temat w prasie i jak to wpłynie na kreowany przez niego wizerunek. Złe słowo potrafiło jednak dotrzeć znacznie szybciej, niż to dobre. Laurent wydawał się być niepoprawnym idealistą, jeśli chodziło o tego typu sprawy. Potrafił go tym ująć.
— Dziennikarze otrzymają ode mnie stosowny komentarz, który powinien zaspokoić ich głód sensacji. — Zwrócił się do Erika, który zdawał się pałać taką samą sympatią do sępów, co on. Zdecydowanie bez tego się nie obejdzie, skoro tak się to wszystko potoczyło. Potrzebował trzymać rękę na pulsie, tak aby ta sprawa nie wymknęła się spod kontroli i nie zaczęła żyć własnym życiem na łamach prasy. Nie wiedział też, co w obliczu remisu zrobi Lestrange. Nie byłby zaskoczony tym, gdyby domagał się od niego dogrywki w innym terminie, w tym samym miejscu i z tymi wszystkimi ludźmi zasiadającymi na widowni.
Philipowi zadrgała nieznacznie brew, jak dla niego ogólna dyskusja zeszła na temat nieformalnej gwiazdy tego wieczoru, Loretty Lestrange. Doskonale wiedział, że Loretta lubiła wokół siebie robić dużo szumu. Nieważne jak, ważne aby o niej mówili. Ubierając się w ten sposób z pewnością osiągnęła swój cel. Loretta była jedną z niewielu osób, które przez dłuższy czas były obecne w jego życiu i przez to oraz ostatnie wydarzenia nie chciał o niej słuchać. Tak samo jak nie chciał słuchać o jej popierdolonym bracie.
Dostrzegał w tym wyraźną ironię. Druga osoba, z tych nielicznych, z którymi spędził więcej czasu, siedziała przy tym stole. Rozmowa o Lorettcie zdecydowanie mu nie odpowiadała i niespecjalnie miał ochotę w niej uczestniczyć. W czasie gdy oni rozmawiali, szukał zastępczego tematu. Choć to może być trudne, kiedy wszyscy żyli tym wydarzeniem i jego nieoczywistym finałem. Jednocześnie zastanawiał się nad zaczerpnięciem świeżego powietrza. Nie miał najlepszego zdania na temat tej kobiety, ale czy to oznaczało, że powinien je wygłosić? Nieszczególnie. Nie w tym gronie. Robiąc dobrą minę do złej gry, napił się jedynie alkoholu.
— Macie prawo być trochę... zawiedzeni. — Zwrócił się do Erika i Victorii. Nie uszło to jego uwadze, że Victoria podsuwa Laurentowi drugi kieliszek. Nic jednak nie powiedział. To był ich wybór, aby podtrzymywać tę szaradę. On naprawdę nie miał z tym problemu, że Laurent stroni od picia alkoholu.
— Członkowie mojej rodziny mają spore doświadczenie w organizowaniu wydarzeń sportowych, a wyścig miotlarski podpada pod zakres naszej działalności więc gdyby przyszło co do czego to pogwałcenie kodeksu tajności nie wchodziłoby w grę. — Zapewnił Victorię z pewnością w głosie. Gdyby zwrócił się z tym pomysłem do swojej rodziny, odpowiednio przedstawiając im ten pomysł w formie otwartego wyścigu dla wszystkich chętnych zamiast tylko dla niego i Lestrange'a to z pewnością by mu nie odmówili. Oczywiście, praktyczna organizacja tego rodzaju wydarzenia zajęłaby sporo czasu i wymagałaby współpracy kilku departamentów, jednak nie było to niemożliwe do zrealizowania. — Nie byłoby to bardziej niebezpieczne, niż każdy mecz Quidditcha. — Stwierdził z lekkim wzruszeniem ramion. Sam w tym momencie napił się alkoholu ze swojej szklanki.
— Przez trasę tego wyścigu, stanowiącą prawdziwe wyzwanie dla zawodników. Ponadto jest tam bardzo ładnie i można podziwiać wspaniałe widoki. Staram się dużo podróżować. — Zwracając się do Erika, wytłumaczył mu dlaczego uważa organizowane w Szwecji wyścigi za najlepsze. W dalszym ciągu celowo omijał ryzyko, jakie niosło ze sobą latanie nad terenami smoczego rezerwatu.