• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[28 kwietnia 1972] No chodź, chodź ze mną do restauracji - Theon & Lycoris

[28 kwietnia 1972] No chodź, chodź ze mną do restauracji - Theon & Lycoris
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#1
02.12.2023, 02:20  ✶  

28 kwietnia 1972
Restauracja przy Alei Horyzontalnej - Theon & Lycoris


Szykując się na umówione spotkanie, raz za razem odtwarzał w głowie słowa starszego brata. Byli ze sobą z Nicholasem blisko. Mogli na sobie polegać. Theon ufał mu na tyle, że brat stał się on pierwszą osobą, której powiedział o tym, co działo się pomiędzy nim a Lycoris. Podzielił się z nim swoimi obawami; swoim brakiem pewności dotyczącym tego czy powinni w to wchodzić. Jeden błąd mógł wszak zniszczyć długoletnią przyjaźń. Mógł doprowadzić do tego, że z życia Yaxleya zniknie jedna z najważniejszych dla niego osób.

Nie chciał tego błędu popełnić na samym początku.

Kierując się radami otrzymanymi od brata, zamierzał zająć się wszystkim tak jak należało. W odpowiedni sposób. Zarezerwował stolik we wskazanym lokalu. Ponoć całkiem niezłym. Zadbał o adekwatny do okazji strój. Odwiedził też sprawdzonego fryzjera, żeby doprowadzić do porządku nieco już przydługie włosy. Na samym końcu dopilnował również tego, aby na miejscu zjawić się z lekkim wyprzedzeniem. Przed czasem. To ostatnie stanowiło w jego przypadku całkiem spore osiągnięcie, ponieważ punktualność nigdy nie zaliczała się do grona licznych zalet, które z całą pewnością posiadał.

Na Lycoris czekał przed wejściem do restauracji znajdującej się przy Alei Horyzontalnej. Lokal był drogi. Elegancki. W ciągu ostatnich miesięcy zebrał sporo dobrych opinii. Tak przynajmniej słyszał. Nicholas wypowiadał się o nim w samym superlatywach. Sam niekoniecznie się w tego typu sprawach odnajdywał. Wiedza na takie tematy nie była mu nigdy dotąd potrzebna. Ubrany w szary sweter, jeansowe spodnie, nie odstawił się co prawda niczym szczur na otwarcie kanałów, ale ciężko było mu cokolwiek zarzucić. Obserwując okolice, dopalał z wolna papierosa.

Liczył, że dzięki niemu zdoła się nieco uspokoić.

Zajmie czymś swoje ręce.

O ile dostrzeżenie tego na pierwszy, a nawet drugi rzut oka, dla większości ludzi byłoby zapewne niemożliwe, nerwy wciąż nie odpuszczały. Nie znikały obawy dotyczące tego czy aby na pewno podjęli w tym przypadku właściwą decyzje. Dla Theona nie było to coś, z czym był bliżej zaznajomiony. W takich sytuacjach nie znajdywał się często. Nie był typem człowieka, który przejmował się... w zasadzie czymkolwiek. Przez innych często postrzegany był jako lekkoduch, a nawet duże dziecko. Przez matkę z tego powodu dość często krytykowany.

Ale nie o tym teraz.

Widząc znajomą twarz, rzucił pozostałości papierosa na chodnik, następnie dogasił przydeptując butem. Wyszedł jej na przeciw, wyciągając rękę.

- Cześć. Gotowa? - witając się rzecz jasna kompletnie zapomniał o tym, że ponoć warto było kobiecie w takiej sytuacji powiedzieć jakiś komplement. Cokolwiek miłego? Mogła to być nawet jakaś drobnostka. Z drugiej strony, może było lepiej, że za bardzo się tutaj nie wysilał. Nie tworzył pomiędzy nimi jakieś dziwnej, sztucznej atmosfery. Ostatecznie przecież... obydwoje wiedzieli na co się piszą. Z kim zdecydowali się wejść do tego samego przedziału w pociągu.

Oczekiwanie tego, że towarzysz okaże się nagle kimś zupełnie innym byłoby zapewne prawdziwą głupotą.

Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#2
02.12.2023, 03:44  ✶  

Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając lepką, miodową poświatą wnętrze mieszkania, w którym zwolna zapadał mrok; wieczory ubierały się w tak miękki całun aksamitu, który czynił w umyśle niespokojnie, podsycając bezsennie nieprzebrnięte meandry myśli; od dawna nie spała dobrze, snem nieprzerywanym gwałtownie, na jej obliczu więc wykwitły zacienienia pod oczami – w takich momentach odnajdowała się jedynie w gorzkim smaku opium, które drażniło zmysły i podsycały ten cały absurd, przędzony życiorys. Może gdyby była odrobinę bardziej miękka, trochę silniej zapętlona we własnych myślach, nie ignorując wewnętrznej potrzeby bycia – może wówczas westchnięciem opadłaby w masyw pościeli, ściągając na powieki sen niejako bezwiednie.

Tym razem jednak, wyglądała w pewien niezachwiany sposób inaczej. Nigdy w zasadzie nie była na randce w pełni wydatności tego słowa – z kimś, z kim chciałaby dzielić tę przestrzeń życiową; z kimś, kto nie byłby kolejnym amantem zesłanym w jej ramiona modliszki przez matkę i z kimś, kto rozumiałby ją bezsłownie. Yaxley w końcu, choć odległy i bliski zarazem, pojmował ją bezbłędnie – tak jak wtedy, tej pamiętnej nocy, gdy wirowali pijani na nagrobku z nieistniejącą muzyką, grającą jedynie w ich połączonych myślach.

Dlatego prawdopodobnie wyglądała zgoła inaczej. Na ogół widział ją w kitlu, z włosami spiętymi w niedbałego koka i okularami na czubku nosa – nigdy także nie przykładała należytej istnieniom kobiecym wagi do własnej prezencji – skupiona na pracy i na niej wyłącznie, przekładała ją zawsze ponad prozaiczne potrzeby. Może gdyby nie była tak dalece posuniętą pracoholiczką – może wówczas ciągnęłaby wargi karminem, a włosy układała w spętane loki. Ona jednak, nigdy nie posiadała należytego adoratora, zamykała się więc w prosektorium.

Tym razem, jej usta lśniły czerwienią, welurowa sukienka kończyła się w połowie łydki, włosy spętane falą opadały na ramiona, sięgając do pasa nieomal, a stukot obcasów zwiastował jej przybycie. Od zawsze było jej dobrze w zieleni, postawiła zatem na przybrudzoną, butelkową zieleń jako dominantę w swoim odzieniu. Jej sylwetka, jakby stworzona do kreacji, podkreślała ogrom atutów i gdy spojrzała na siebie raz jeszcze w lustrze, niepewna własnej urokliwości (nic dziwnego – była kobietą praktyczną i pragmatyczną) i ruszyła pod wskazaną przez Theona lokację.

Musiał zobaczyć ją z daleka, sunącą brukiem londyńskim, między palcami trzymając papierosa, którego dopaliła akurat, gdy natrafiła na znajomą sylwetkę.

– A co gdybym odpowiedziała: nie? – zabrzmiała zaczepnie, ogniskując w nim spojrzenie piwnej toni tęczówek.  – Żartuję, chyba bardziej gotowa nie byłam nigdy w życiu – rzekła odrobinę bardziej miękko.

Podała mu dłoń i weszła do lokalu, usadzając się na jednym z krzeseł przy zaoferowanym im stoliku.

– Pamiętasz jak wtedy byliśmy pijani i poszliśmy tańczyć na cmentarzu? – zagaiła. – Jesteś beznadziejnym tancerzem, ale byłam wtedy na tyle pod wpływem, że nawet nie czułam jak po mnie depczesz – dodała, przyjmując na wargi nieprzejednany uśmiech.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#3
02.12.2023, 19:56  ✶  

Zaskoczyła go. Nie był przygotowany na to, że Lycoris zjawi się tutaj właśnie taka. Do bólu wręcz kobieca. Ubrana w butelkowozieloną sukienkę przyciągała spojrzenia. Kreacja podkreślała to, co na ogół było skryte pod zbyt obszernymi swetrami; pod tym nieszczęsnym kitlem, który zwykła nosić w pracy.

Oczywiście w tej standardowej wersji nie podobała mu się wcale mniej.

- Zaproponowałbym zmianę planów. - odpowiedział na jej zaczepkę. Nie miał co prawda żadnego planu B przygotowanego z myślą o dzisiejszym dniu, ale tym drobnym szczegółem dzielić się nie zamierzał. Zamiast tego wszedł razem z przyjaciółką do środka, kierując się w stronę przygotowanego dla nich dwojga stolika.

Lokal był przestronny. Spora część stolików zajęta, co o tej godzinie nie było czymś dziwnym. Goście zostali ulokowani w taki sposób, aby móc się cieszyć pewną swobodą; czuć się komfortowo. Lycoris i Theonowi przypadł w udziale stolik znajdujący się na uboczu. Okrągły, niewielki. Zlokalizowany tuż przy oknie, które wychodziło na ogród. Został nakryty białym, haftowanym obrusem, pod którym znajdywał się zapewne znacznie cięższy materiał sięgający niemalże samej podłogi. Miał on barwę przybrudzonego, ciemnego, pudrowego różu. Niektórym mógłby się spodobać.

Odsunął krzesło dla swojej partnerki, dopiero w następnej kolejności zajmując własne miejsce. 

- Nawet ideał musi posiadać jakieś wady. - skomentował, kiedy Lycoris przywołała jedno z nieszczególnie odległych wspomnień. - Poza tym, o ile dobrze pamiętam, ostrzegałem że tancerz ze mnie tragiczny. - z tego ostatniego dobrze zdawał sobie sprawę. Nie miał dość dobrego słuchu, nieco brakowało mu wyczucia. Na trzeźwo zapewne dałby jeszcze radę, ale pod wpływem?

Kiedy znajdywał się pod wpływem alkoholu zaczynały pojawiać się schody.

Pozwolił sobie sięgnąć po jedną z dwóch, znajdujących się na stole kart dań. Otworzył, niezbyt uważnie zapoznając się z kolejnymi pozycjami. Przystawki, zupy, główne dania, napoje. Jego uwaga wciąż powracała do Lycoris. Oderwanie od niej spojrzenia na dłużej stanowiło problem.

- Mam nadzieje, że dzisiaj nie będziesz chciała tego powtarzać? - dorzucił jeszcze.  Na nieszczęście Theona restauracja posiadała niestety wydzielony parkiet. Było też miejsce przeznaczone dla muzyka. Grupy muzyków? Ciężko było ocenić, bowiem występ jeszcze się nie rozpoczął. Oczywiście wbrew temu, co padło z jego ust, zapewne by nie protestował. Zrobiłby to, czego Black by sobie zażyczyła.

O ile nie polegałoby to na rzuceniu się z 10 piętra, albo wejściu prosto do limbo.

Wiadoma sprawa.

Obsługa zajmowała się kolejnymi gośćmi. Szło im to w miarę sprawnie. Ciężko byłoby się do czegokolwiek przyczepić. Nie zostali pozostawieni sami sobie na zbyt długo. Młody kelner potrzebował ledwie kilku minut, żeby zameldować się przy ich stoliku. Trzymając w ręku niewielki notes, był gotów przyjąć zamówienie. O ile tylko byli gotowi je złożyć.

- Dobry wieczór. Nazywam się Aurelius i będę obsługiwał państwa stolik. - przyjemny ton głosu, nie mniej przyjemna aparycja. Odpowiednio dobrany strój. Można było założyć, że właściciel przykładał wagę nie tylko do wystroju wnętrza, ale też do doboru personelu. Gdyby się tym zainteresować, można było zauważyć, że większość z nich prezentowała się dość podobnie. Młodzi. Ciemnowłosi. Gdzieś na drugim końcu sali kręcił się jeden jedyny blondyn. - Jeśli są państwo gotowi, przyjmę zamówienie.

Słysząc to, Theon nie zamierzał wyrywać się do przodu. Spojrzał na Lycoris, gestem dając jej znać, żeby zaczęła jako pierwsza. O ile zdążyła w międzyczasie coś dla siebie wybrać.

Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#4
02.12.2023, 20:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.12.2023, 20:21 przez Lycoris Black.)  

W odsłonie kobiecej, zgoła odmiennej od wysokiej tyczki w zaciągniętym swetrze, przemierzającej z narzuconym na ramiona kitlem korytarze ministerialne. Choć przecież urodą grzeszyła, robiła absolutnie wszystko, aby być nieprzystępnym akwenem; aby być tą marą zaklętą w ateński posąg, która niczym oblężona wieża wznosiła coraz wyższe mury. Przez długi czas była przekonana nieomal, że kochać nie potrafi; a potem zjawił się on, obecny w jej życiu od dawna, acz po raz pierwszy tak dotkliwy i bliski – do tej pory coś w niej subtelnie drżało, gdy diabeł na jej ramieniu podpowiadał, że wszystko idzie jedynie w kierunku spalenia i zdeptania ich przyjaźni.

Od pewnych rzeczy nie było odwrotu, a ona była tego boleśnie świadoma.

Prawdopodobnie dlatego w jej gestach na powrót zawitała niepewność – cecha, której Lycoris zdawała się nie mieć za grosz, teraz jednak wygrywająca pierwsze skrzypce w alkowie umysłu. Wciąż pozostawała sobą: skrajnie ironiczną, zblazowaną, znudzoną życiem i oschłą Black, o której po korytarzach ministerstwa krążyły legendy. Raz nawet na tablicy korkowej ktoś przyczepił jej zdjęcie z podpisem ministerialna miss oschłości – nie burzyło jej to w żadnej mierze; taka przecież była od początku do końca, a emocje, które zagościły w niej gwałtownie, nie mogły się wpasować w butną osobowość.

Nie potrafiła słodzić; nie potrafiła czarować; po prawdzie, była jedynie hazardzistką uzależnioną od laudanum, z jakiejś przyczyny czerpiącej satysfakcję z grzebania we flakach.

– Zmiana planów brzmi bardzo dwuznacznie, Theonie. Nie zapominajmy, że jestem damą – rzekła ze skrajną powagą, aby po chwili parsknąć śmiechem – oboje wiedzieli, że przykładną panną z dobrego domu nigdy nie była.

Miał przecież dwanaście lat, gdy Linda zaciągnęła go do łazienki i docisnęła swoje usta do jego – pamiętała namacalnie, jak zwierzał jej się z tego rozemocjonowany, a ona… nie czuła absurdalnie i stoicko nic. Nigdy nie uganiała się za chłopcami; nigdy nie pudrowała noska w łazience i nigdy nie zarzucała filuternie włosami – była dla większości kolegów obiektem aseksualnym, a jej się to dogłębnie podobało.

Uczucia traktowała jako niewygodne.

I nagle pojawił się on – ten, któremu doradzała w sprawie Lindy.

– W takim razie jakie są moje wady? Poza tym, że nie potrafisz odlepić ode mnie oczu odkąd mnie dzisiaj zobaczyłeś – zagaiła. Percepcyjnie wprawiona, z nieziemską łatwością dostrzegła wzrok ślizgający się po jej sylwetce – z dumą wówczas stwierdziła, iż jej plan na onieśmielenie Yaxley’a był trafiony w punkt.

Chwyciła kartę i zagłębiła się w jej treść, jednak ponad to wszystko, interesował ją on.

– Czytałam kiedyś – przypadkiem, ale wryło mi się w pamięć z wiadomych względów – że na randkach kobiecie wypada jeść wyłącznie sałatki. I tak się zastanawiam – będziesz mnie lubić nawet gdy perfidnie opierdolę przy tobie żeberka? – zapytała z ciekawością malującą się na twarzy. – A do kwestii tańca jeszcze wrócimy.

Gdy kelner przyszedł, nie zamknęła karty.

– Proszę o jeszcze chwilę – widzi pan, jesteśmy na randce i szukam najbardziej brudzącej potrawy na świecie – cisnęło się na język, wyjątkowo jednak powstrzymała swoje chore tendencje do upokarzania absolutnie wszystkich łącznie ze sobą i zasznurowała usta, wznosząc wzrok na Theona.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#5
03.12.2023, 11:50  ✶  

Lycoris nie była przykładną panną z dobrego domu, a on... a Theon... Theon nie był nigdy tym synem, z którego rodzice mogliby być dumni. Zawsze sprawiał problemy. Zawsze coś zrobił nie tak jak zrobić powinien. Matka zwykła nawet twierdzić, że swoim podejściem utrudniał jej życie celowo; świadomie; że przez jego wybryki nabawi się kiedyś neurastenii pozaklęciowej.

Tego ostatniego rzecz jasna, nikt w rodzinie nie brał na poważnie.

Uwaga Lycoris, tycząca się tego jakoby nie był w stanie oderwać od niej oczu, nie sprawiła, że się speszył. W odpowiedzi na to natomiast się do niej uśmiechnął, ale nie dało się powiedzieć aby był to uśmiech z tych przepraszających. Sam Yaxley zresztą, po takie słowo jak przepraszam nie zwykł sięgać zbyt często. Musiałby sobie porządnie nagrabić. Musiałby z czymś mocno przesadzić.

- To przez to, że naprawdę pięknie dzisiaj wyglądasz. - wreszcie padł z jego ust komplement, którym powinien był ją przywitać. I zapewne zrobiłby to, gdyby nie myśli kotłujące się w jego głowie. Gdyby nie lekka nerwowość towarzysząca oczekiwaniu na jej pojawienie się przed restauracją. - Jeśli miałoby to być wadą, powinnaś zadbać o zdobycie kolejnych. - dodał, niejako udzielając tym samym odpowiedzi na pytanie. Może i nie było to prawdziwe, wszak każdy jakieś wady posiadał, ale mówiło sporo o tym, w jaki sposób ją widział. Dla niego nie miało to znaczenia, bo akceptował ją taką jaką była.

Również pod tą nieszczęsną postacią ministerialnej miss oschłości.

Zaśmiał się, kiedy zapytała go o te nieszczęsne żeberka. Z jego perspektywy było to trochę zabawne. Lycoris zastanawiająca się nad tym, co powinna zamówić w takim miejscu, nie była tą Lycoris, do której zdążył się przyzwyczaić. Niepostrzeżenie przywiązać przez długie lata znajomości.

- To zależy... - odpowiedział, kiedy udało mu się zapanować nad tym drobnym rozbawieniem. Nie wymagało to od niego zbyt wiele czasu. - ...czy będziesz korzystała ze sztućców. - nie sprecyzował przy tym czy problemem miałyby być sztućce, czy może raczej decyzja o rezygnacji z tej jakże istotnej zdobyczy cywilizacyjnej. Mogła wybrać sama, co miał na myśli. Może nawet byłaby w stanie trafić w punkt?

Kelner, który podszedł do ich stolika, skinął lekko głową, przyjmując do wiadomości, że będzie musiał jeszcze chwilę poczekać.

- Oczywiście. - odpowiedział Lycoris. Nie został przy tym odprawiony, dlatego nie ruszył w stronę kolejnych gości. Wyprostowany, ubrany w dość formalnie prezentujący się uniform, stał więc w odpowiedniej odległości od obsługiwanego właśnie stolika. Tak aby nie naruszyć ich przestrzeni osobistej siedzących przy nim osób. - Jeśli zechcieliby państwo skorzystać z mojej pomocy, mogę polecić dzisiejsze danie szefa kuchni, a także wino. Wczoraj otrzymaliśmy nową dostawę win z Francji. Nasi klienci bardzo sobie chwalą te pochodzące z Château Mouton Rothschild. - kelner odczekał kilka chwil, zanim ponownie zabrał głos, proponując to, co w lokalu mieli najlepsze, a przy tym również cholernie drogie. Mogli to na spokojnie sprawdzić, przewracając karty menu, docierając do listy dostępnych alkoholi. Osobno przedstawione zostały na niej szampan, wino, alkohole mocne takie jak whisky, gin, burbon czy wódka, na samym końcu znajdywał się niewielki wybór koktajli. Nie sposób było dostrzec czegoś tak prostego jak chociażby piwo. Aczkolwiek bądźmy szczerzy - kto szedł do tego rodzaju restauracji aby napić się właśnie jego? Na takie wyjścia wybierało się pierwszy lepszy pub.

Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#6
04.12.2023, 13:51  ✶  

Byli sobie dziwnie, nietypowo tożsami; orbitujący jak te sputniki, niepewne swojej trajektorii podążania – znali się od mnogości lat, które przekuły się w dekady, mknąc nieubłaganie w rytm ich przyspieszonego bicia serc. Nie była kobietą kochliwą; można wręcz rzec, że wzniesienia emocjonalne były jej zupełnie obce. Choć przekroczyła trzydziestą wiosnę, jej romanse można było policzyć niespiesznie na palcach dłoni; zakochania zaś nie było na kanwie jej życiorysu – nigdy nie poczuwała się do emocji tak wzniosłych – uważała je za słabość i teraz, zupełnie ironicznie, czerpiąc z cynizmu losu, znalazła się w sytuacji zakrawającą o uczucia wyższe; nigdy nie spodziewała się, że to Theon zdejmie z jej warg obietnicę tego kwietniowego, chłodnego popołudnia, gdy syrena zechciała ją wciągnąć w swoje arkana.

Lepił się do niej wzrokiem i widziała to na całej rozciągłości jego osoby; schlebiało jej to niejako, jednak jeszcze milej lokowała się w umyśle myśl, że nawet w starych, powyciąganych swetrach, kitlu i niedbałym koku była dla niego atrakcyjna. Samą siebie uważała za zaprzeczenie seksualności; nie była tą zalotną rusałką, oddychającą marzeniami i szybującą gdzieś ponad masywem chmur – ba, ministerialna miss oschłości uchodziła za nieprzystępną, otoczoną fosą fortecę, której mury rosły wprost proporcjonalnie do zainteresowania jej osobą.

A teraz przecież opuściła gardę, pozwalając sobie poczuć emocje, które były jej dotychczasowo obce.

– Nie przyzwyczajaj się – odparła, przekrzywiając nieznacznie głowę. – Jednak czy to znaczy, że ci się podobam? – wypluła te słowa z zawahaniem czającym się na dnie głosek. – No już, chcę to usłyszeć – ponagliła, a parszywy uśmiech rozciągnął jej wargi – przecież uśmiechała się rzadko, a na jej obliczu na próżno było szukać czegokolwiek więcej niż zblazowanego do reszty znudzenia.

Przy nim czuła się swobodna; niezaklęta w te wszystkie konwenanse, których unikała, będąc wybitnie obraźliwą wobec etykiety i zachowania powszechnie uważanego za właściwe i ułożone.

Przywiązała się do niego absolutnie i dobitnie i choć nie przyznałaby tego swojemu odbiciu lustrzanemu – nie wyobrażała sobie życia bez niego. Pieprzyć Lindę i jej pocałunek – osiągnęła coś zgoła większego i bardziej owocnego w swej krasie: zainteresował się nią. Mógł odkrywać meandry jej osobowości, bo o dziwo, poza posiadaniem aroganckiej, butnej natury, leniwego znużenia i nieprzystępności, zawierała w sobie całą gamę zgoła innych cech.

Ale jemu nie musiała o tym mówić; on wiedział.

– Za kogo mnie masz? – oburzyła się. – Oczywiście, że bez sztuciec – sprecyzowała.

– Chyba nie nawykliśmy do takich miejsc, bo ja najchętniej napiłabym się najtańszej whisky, a nie francuskiego wina. Ale musimy zachować fason, Theonie, weźmy zatem to wino – rzekła po lichym namyśle.

Przylgnęła do niego wzrokiem, opierając podbródek na dłoni – to wszystko było tak surrealistyczne i dziwne; tak nietypowe i niezorientowane. Nie pomyślałaby, że on, jej przyjaciel, zadrży jej sercem niepokornie. Zatonęła na moment w myślach, powracając nimi do ich pierwszego pocałunku – był niewinny i krystalicznie czysty, niepewny i jednocześnie będąc czymś właściwym.

– O czym myślisz? Chciałabym być teraz w twojej głowie – zapytała.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#7
07.12.2023, 23:34  ✶  

Nie był kimś, kto unikał kobiet, unikał związków. Lycoris zapewne byłaby w stanie doliczyć się całkiem sporej liczby kobiet, z którymi Theon utrzymywał tego rodzaju relacje. Czasem trwały one dłużej, częściej krócej. Nie byłaby to jedynie ta nieszczęsna Linda, która zainteresowała się nim w czasie, kiedy miał jeszcze mleko pod nosem. Czy któraś z pań zdołała jednak stać się dla niego kimś ważnym? Kimś istotnym?

Niekoniecznie.

Jedynie Lycoris stanowiła wyjątek w jego życiorysie. Zawsze obecna w jego życiu, choć dotąd w zupełnie innej roli.

- Oczywiście, że mi się podobasz. - przytaknął. Mógłby dodać coś więcej. Podkreślić kolejnymi epitetami to, jak bardzo atrakcyjną była w jego oczach. Zwłaszcza teraz, wyglądając zupełnie inaczej niż miało to miejsce na co dzień. Nie byłoby to jednak w jego stylu. Z Theona ostatecznie przecież zawsze był prosty chłopak.

Taki, który wiersza Ci nie napisze, ale będzie obok zawsze, kiedy zajdzie taka potrzeba. Był kimś na kogo bliscy zwyczajnie mogli liczyć. I zapewne nie raz, nie dwa razy, Lycoris zdążyła się już o tym przekonać.

- Przez chwilę zastanawiałem się czy przypadkiem jakiś duch nie postanowił przejąć ciała mojej drogiej przyjaciółki, ale już jestem w tym temacie spokojny. - wypowiedział te słowa z udawaną powagą. Jakby coś takiego rzeczywiście miało mu tego wieczora przejść przez myśl. Jedynie uniesiony kącik ust, ten typowy błysk w oku... one dawały znać, że daleko mu było do tego stanu. Wciąż siedziało przed nią, przed Lycoris, te samo duże dziecko.

Jemu również dużo bardziej odpowiadałaby najzwyklejsza whisky, ba, nawet te pospolite piwo, którego w menu nie uwzględniono. Nigdy dotąd nie ciągnęło go do takich lokali jak ten. Do francuskich win i pewnie jeszcze żabich udek na talerzu. Obrzydlistwo. Brat umocnił go jednak w przekonaniu, że Lycoris zasługiwała na to co najlepsze.

- Oczywiście. - zgodził się, przenosząc na moment swoje spojrzenie na kelnera, który zaczął już zapisywać coś w swoim notesie. - Poprosimy więc o butelkę wina. - potwierdził, że faktycznie się na nie zdecydowali, świadomy tego, że jego portfel to później odczuje. Choć pochodził z rodziny bogatej, w ostatnim czasie sam z tego bogactwa nieszczególnie korzystał. Trzymany na dość krótkiej smyczy, Theon żył obecnie z tego co sam zarobił.

- Na pewno państwo tego nie pożałują. - zapewnił ich Aurelius. - Pozwolę sobie jeszcze powtórzyć, dla pewności. Wino z Château Mouton Rothschild oraz żeberka dla pani? - najwyraźniej kelner względnie uważnie śledził ich rozmowę, wyłapując przy tym nad czym zastanawiała się Lycoris.

Cokolwiek zdecydowała Lycoris, Theon wreszcie musiał przejść też do swojego zamówienia. Raz jeszcze zerknął na listę dań, odrzucając znajdujące się na nim potrawy ze ślimakami. Naprawdę ktoś się na to decydował?

- Dla mnie będzie pieczeń wołowa. - wreszcie wskazał konkretną pozycje, zapewne dodając kilka kolejnych informacji odnośnie wybranego dania. O ile trzeba było cokolwiek sprecyzować. Zdecydował się na coś prostego, znanego sobie. Na danie, przy którym nie będzie musiał zastanawiać się nad tym, w jaki sposób należy to jeść.

- Doskonale. - kelner wszystko przyjął. Starannie zanotował. - Polecam jeszcze nasze wspaniałe desery. O tej porze roku, dużą popularnością cieszą się zwłaszcza desery lodowe. - kelner dorzucił kolejną propozycję, zapewne licząc na jak najwyższy napiwek, liczony przecież proporcjonalnie od kwoty, jaką przyjdzie im zapłacić za cały posiłek. Ta nie miała być najniższa, choć też powiedzieć nie można, aby planowali zostawić tu cały majątek.

Wreszcie uzgodnili wszystkie elementy zamówienia i co za tym idzie - ponownie zostali sami, z informacją, że przyjdzie im na wszystko zaczekać około pół godziny do 40 minut. Czy było to długo? Theon nie był tak do końca pewien.

Narzekać jednak nie zamierzał. Znajdując się tutaj razem z Lycoris, mógłby czekać na wszystko nawet do jutra. W końcu w dobrym towarzystwie, tego rodzaju drobnostki nigdy nie stanowiły problemu. A takim właśnie się cieszył.

- Posądzanie mnie o myślenie, to całkiem spora przesada, wiesz? - odpowiedział. Typowy zarzut, jaki nie raz i nie dwa padał pod jego adresem. Yaxley nigdy nie brał tego jednak do siebie. Potrafił zachować odpowiedni dystan w takich kwestiach. Teraz też brzmiał to lekko. Wypowiedziane było bardziej w żartach. - Aczkolwiek tym razem się z Tobą podzielę. Zastanawiam się właśnie, jak długo damy radę odpowiednio się tutaj zachowywać, zanim nas wyproszą.- wskazał na sztućce, których było nieco więcej niż podczas domowych obiadów. A przecież matka Yaxleeya zawsze dbała o zachowanie pewnych zasad dobrego wychowanie i temu podobne kwestie. - Nie jestem nawet pewien czy pamiętam, które sztućce do czego służą i inne te bzdury.

Możliwe też, że przy okazji tych rozmyślań, przygotowywał plan awaryjny, odpowiedni dla damy z dobrego domu, jaką Lycoris była.

Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#8
12.12.2023, 22:14  ✶  

Unikanie relacji wiążących stało się jej domeną równie prędko, co wiecznie znudzona mimika i cięty język, który bynajmniej nie jednał jej kawalerów; nigdy nie ustawiały się do niej kolejki, a ona, wdzięczna bóstwom za oblicze bardziej surowej Ateny, aniżeli frywolnej Afrodyty – korzystała z tego garściami, pełnię koncentracji przelewając na własny dorobek naukowy i pracę wśród ludzi, którzy mówić już nie potrafili. Prawdopodobnie dlatego szybko zgorzkniała, a stukot jej niewysokich obcasów zwiastował w Ministerstwie jej duszną, obraźliwą osobowość. Nigdy przecież nie siliła się na arogancję – ta została wpisana filuternie w jej życiorys, nim jeszcze zdała sobie sprawę, iż takim przymiotem się ją określa. Nie uśmiechała się, nie zarzucała włosami, nie wprawiała welonu rzęs w mdły trzepot – zawsze otoczona fosą, nieprzebrnięta twierdza, a jej osoba zmęczona życiem zupełnie nie jakby ledwo przekroczyła trzydziestą wiosnę.

On jednak był inny i ta odmienność wyraźnie zarysowała się w jej umyśle; był zawsze obok niej, gdy tego potrzebowała, a takie chwile jak ta, wzbierały u niej masyw lśniących wspomnień, lokujących się na aksamicie myśli. Te wszystkie lata hogwardzkie, w których spoczywali latem na miękkim mchu poza zamczyskiem, gdy niby mimochodem kładła mu głowę na kolanach – takie gesty były dla nich przecież naturalne i niezobowiązujące; nigdy nie pomyślała, że kiedykolwiek spojrzy na Theona jako na mężczyznę z krwi i kości.

Przyzwyczaił ją do własnej dostępności; co gorsza, przyzwyczaił ją do siebie tak mocno, że nie widziała życia bez jego dusznej, często zbyt przytłaczającej, a jednak wybitnie chcianej obecności.

– Jak to brzmi w ogóle – rzekła, rozpromieniając się uśmiechem po raz pierwszy od jakichś trzystu sześćdziesięciu lat. – Ja ci się podobam. Ja podobam się tobie. Podobam się Theonowi Yaxley’owi, który przez dwadzieścia lat traktował mnie jak kolegę z podwórka. Powiedz, kiedy cię uwiodłam? – sarknęła, acz dziwnie urokliwy uśmiech satysfakcji, który prędko wykwitł na wargach, nie zmienił swojego miejsca przylegania.

Za każdym razem, gdy pojawiał się przy niej, traktowała to jako oczywistość; była dla niego ważna na przestrzeni tych dekad w równej mierze, co on był ważny dla niej. I choć jej osobowość pozostawała niezachwiana – dla Theona była gotowa przybrać mniej urągającą wersję siebie, która przecież gdzieś się tliła za solidną fasadą z ironii.

– Duch przejął moje ciało, gdy mnie pocałowałeś, bo z jakiegoś względu skończyliśmy tutaj – rzekła zaczepnie. – Nie odbierz mnie źle, mogę takiego ducha mieć w sobie ciągle, jeśli to oznacza, że będziesz… – mnie całował – …blisko.

Przyzwyczajona do prostackich trunków – lwią część jej znajomych stanowili w końcu mężczyźni, którzy nie sięgali po prosecco, tylko kufel piwa – z pewną dozą niepewności spojrzała na wino, którym po chwili wypełniły się ich kieliszki.

– Dla mnie żeberka – rzekła do kelnera, wzrok, który mówił nie żartowałam wbijając w Theona.

– Ach, no tak, Theon Myślą-Nieskalany Yaxley, jak mogłam zapomnieć – odparła żartobliwie, by po chwili pochylić się konspiracyjnie ku niemu. – To brzmi jak wyzwanie. Sugerujesz zakład? Rozmawiasz z hazardzistką, Yaxley – dodała, a figlarny uśmiech nie opuścił jej naturalnie sztywnej mimiki.

– Kurwa, następnym razem idziemy do jakiejś meliny. Stwórzmy pozory tej pierwszej randki i potem bujajmy się po spelunach Nokturnu – rzekła, unosząc podbródek nieznacznie.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#9
15.12.2023, 07:10  ✶  

Kiedy go uwiodła? W którym momencie zaszły w ich relacji zmiany, które zaprowadziły ich w to miejsce? Pytanie zarazem trudne, jak i dziecinnie łatwe. To wszystko bowiem działo się stopniowo. Powoli. Dziewczyna będąca dla niego przez długie lata niczym kolejny kumpel z podwórka, nie okazała się kobietą nagle. Nieoczekiwanie. Nie towarzyszył temu szok, niedowierzanie i tysiące pytań bez odpowiedzi.

Bo przecież od dawna dostrzegał, że pod przyjętą pozą była właśnie taka.

- To było chyba w ten dzień, kiedy rzuciłaś we mnie tym kaflem, pamiętasz? - nie padła z jego strony odpowiedź poważna. Zamiast tego kolejne nawiązanie do przeszłości. Tej odległej. Szkolnej. Do prawdziwych początków ich długoletniej znajomości. Możliwe, iż nieco zabawnych. Będących w stanie przywołać na twarz uśmiech. Wywołujących jednoznacznie ciepłe uczucia.

Na jej odpowiedź dotyczącą zarzutu opętania, odpowiedział uśmiechem. Był momentami trochę jak ten nastolatek, który gubił się, będąc przy dziewczynie wywołującej szybsze bicie serca. A przecież nastolatkiem nie był już od bardzo dawna. Doświadczenia też mu nie brakowało. Podobnie jak pewności siebie, czasem zdającej się graniczyć z głupotą. Jakimś cudem jednak jej znajome przecież towarzystwo działało na niego w ten sposób.

Rzecz wręcz niepojęta.

Kelner ich wreszcie opuścił, na zamówienie musieli trochę poczekać. Jedynym, co otrzymali wcześniej, było zamówione wino. Na ich stole znalazła się cała butelka oraz dwa kieliszki. Te drugie zostały z miejsca napełnione przez pracownika. Mogli więc skosztować razem z Lycoris tego, co ponoć było w tym lokalu najlepsze.

W przeciwieństwie do Lycoris nie czekał, nie wahał się. Choć nie był do wina przyzwyczajony, tak po prostu wyciągnął dłoń w kierunku lampki.

- O co konkretnie mielibyśmy się założyć? - dopytał, chętnie wchodząc w tę grę. Podobnie jak to robił wielokrotnie w przeszłości. Nie zawsze z pozytywnym skutkiem. Niezbyt często wygrywając.

Tylko czy wygrana miała w tym przypadku jakieś znaczenie?

Wreszcie upił łyk wina. Niewielki. Nieśpiesznie. Jakby oceniająco. Zamiast na swoją towarzyszkę, spojrzenie przeniósł na kieliszek. Nad czymś myślał?

- Hm. - padło z jego strony, zanim odstawił go ponownie na stół. Co miało to znaczyć? Ano tyle, że cudem tylko udało mu się wszystkiego nie wypluć. - Nie wiem jak można to pić. - wreszcie podzielił się z Lycoris swoją opinią. Wino było zbyt cierpkie. Przynajmniej odrobinę za ciężkie. Dla Theona nieco zbyt dziwne w smaku. Może po części z tego względu, iż do takich alkoholi zwyczajnie nie był przyzwyczajony. - Jeśli faktycznie chcesz zachować pozory pierwszej randki, być może nie powinnaś tego w ogóle próbować. - dorzucił, odwołując się do jej słów. - Jest okropne.

Co go podkusiło, żeby zabrać Lycoris w takie miejsce? Byli przecież tutaj niczym dwa słonie w składzie porcelany. Niekoniecznie pasowali do obrazka, choć obydwoje starali się to poniekąd zatuszować. Na tyle na ile byli w stanie.

Ale jak to się mówiło o ludziach szlajających się po spelunach Nokturnu? Możesz wyciągnąć czarodzieja ze speluny na Nokturnie, ale przyzwyczajeń z tym związanych tak łatwo nie wyplenisz. Niestety.

Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#10
07.02.2024, 15:48  ✶  

Ciepłota rozlewająca się po jej ciele świadczyła wyłącznie o tym mikroskopijnym przywiązaniu, które urastało do wagi mikrokosmosu pamięci i wieczystości, w której zamknęli się w niewinnej bańce. Teraz istnieli tylko we dwoje, jak te sputniki przecinające swoje orbity, aby niebawem zderzyć się w gorliwym uścisku, rozbić się w pył i w tym miękkim, migotliwym piasku rozpościerać się na rozciągłość całego wszechświata. Może gdyby byli sobie odrobinę dalsi; odrobinę mniej dociśnięci do siebie na przestrzeni tych całych burzliwych lat młodości; trochę mniej znani sobie jak dno własnej kieszeni – może wówczas zbliżenia nie byłyby tak naturalną koleją rzeczy. I chociaż nigdy nie myślała o nim w tych kategoriach – nagle zaczęła dostrzegać niedostrzegalne.

Na przykład to, że ładnie się uśmiechał. I że jego włosy były w urokliwy sposób zmierzwione jak cała jej osobowość.

– Tak, nigdy się do tego nie przyznasz, ale rozpłakałeś się wtedy jak dziewczynka. A ja tylko chciałam cię zaczepić – rzuciła, a jej wargi rozlały się w mętnym, odrobinę nostalgicznym uśmiechu; stanowiło to nader dużo jak na Lycoris, która urokliwych grymasów nie przybierała z czystej zasady nigdy.

Coś w jej wnętrzu zabiło odrobinę za mocno; coś rozłożyło motyle skrzydła i wyfrunęło do krtani, gdzie ugrzęzły słowa niewypowiadalne, ckliwe i świadczące o tych rysach wrażliwości na jej osobowości, do których nigdy by się nie przyznała. Prawdopodobnie to to uleciało z warg z głębszym oddechem, który wzięła, odwracając od niego wzrok. Czynił jej ciepło, miałko i miękko – jakby przybierała figurę odrobinę miększej Afrodyty, aniżeli kutej w marmurze, bezwzględnej Ateny.

Bo nikt jej nie powiedział, nie szepnął na temat przyszłości; że będzie tutaj, gdzie ugrzęźnie pełna emocji sprzecznych i wyjątkowych w swojej krasie.

– Liczę na twoją inwencję. Pamiętasz jak tańczyliśmy pijani na nagrobku? – zabrzmiała retoryką; było to wszak wspomnienie niezmywalne z połaci wiążącej ich relacji. – Wtedy się potknęłam na kostce brukowej. I popatrzyłeś na mnie tym wzrokiem, którym patrzysz na mnie teraz.

Chwyciła nóżkę kieliszka i upiła jeden łyk wina, krzywiąc się brzydko.

– Przypomnij, co my tu robimy? Napiłabym się czegoś parszywego; nie jak ten alkohol, coś, co bardziej sponiewiera. Czy my udajemy ludzi poważnych? – zabrzmiała pytaniem, parskając śmiechem tak obłędnie szczerym i urokliwym, że przez moment nie wyglądała jak Lycoris.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lycoris Black (2824), Theon Travers (3786)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa