Murtagh lubił pozostawać w kontroli nad sytuacją. Cokolwiek się nie działo, dopóki wiedział jak zareagować na zachowanie ludzi, a konkretniej dopóki wiedział że jest w stanie to zachowanie dość dobrze przewidzieć, to czuł się panem sytuacji. Gorzej, jak ktoś odstawiał taki shit jak przed chwilą wydarzył się w efekcie ataku Warda na jego przyjaciela. Wtedy Murtagh nie czuł się już wcale tak pewnie i często tą niepewność maskował agresją.
Czy był zadowolony z tego jak Alex odpłacił matce Aurora za krzywdę dokonaną przez syna? Jeśli tak, nie dał tego po sobie jakoś szczególnie odczuć. Z drugiej strony nie było w jego ruchach czuć też dezaprobaty. Jako "mistrz ceremonii" nie chciał być tym który rozstawia wszystkich po kątach i kontroluje każdy najmniejszy detal. Było to dla niego jednocześnie przerażające i indukujące dreszczyk ekscytacji, kiedy musiał zrobić krok do tyłu i po prostu pozwolić wydarzeniom toczyć się swoim torem.
Tymczasem sam skupił się na Tristanie, który w końcu był ich głównym celem. Zabicie jego rodziców miało być tylko takim gratisem do tego, co mieli zrobić młodemu aurorowi. Jego odpowiedź wcale się Macmillanowi nie spodobała, ale opuścił różdżkę, przerywając działanie klątwy crucio na jego ojca. Nie dało się w sposób cywilizowany porozmawiać, przy akompaniamencie tak rozdzierających wrzasków starszego mężczyzny.
- Widzi pan, panie Ward. Właśnie tego chcieliśmy, żeby przyznał pan, że nie ma z tymi szmatami nic wspólnego. Skoro jednak idzie pan w zaparte, nie pozostawia nam pan za wiele wyboru... - Murtagh wyjął z kieszeni w płaszczu nóż, a właściwie kordiał. Porzucił go lekko i złapał za ostrze, wysuwając trzonek w stronę młodego Warda.
- Ma pan ostatnią szansę. Proszę wziąć ten sztylet i umieścić jego ostry koniec w sercu jednego z dwojga obecnych tu z panem ludzi, a drugie z nich pozostawimy przy życiu. Jeśli pan tego nie zrobi, albo spróbuje w jakikolwiek sposób zaatakować nas - zginą oboje. - oczywiście, było to kolejne z jego kłamstw. Nie planował pozostawić przy życiu któregokolwiek z jego rodziców, ale wciąż miał nadzieję że Tristan się złamie i zrobi coś co na zawsze spaczy jego duszę. Byłoby to dla nich podwójne zwycięstwo. Jeśli nie, miał gotową różdżkę, która znów skierowała się w stronię Adama Warda. Wystarczyło jedno jej machnięcie, żeby uśmiercić mężczyznę na tysiąc różnych sposobów. Na ten moment Macmillan poważnie rozważał spalenie go żywcem.
“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight Murtagh Macmillan, Secrets of London