Ledwie trzy dni temu korzystała z pomocy panny Bulstrode, aby zerwać więź która podczas Beltane połączyła ją z jej najlepszym przyjacielem. Stwierdziła, że może niezbyt głupim pomysłem będzie w ramach rekompensaty zabrać ją na wycieczkę. Odwdzięczyć się za te wszystkie razy, kiedy Flo przychodziła jej z pomocą. Zresztą sama Geraldine potrzebowała chwili odpoczynku. Musiała odetchnąć, nie miała wielu przyjaciół, także postanowiła wyciągnąć ze sobą Florence. Upewniła się oczywiście wcześniej, że nie ma ona dyżury, wiedziała, że mało kto ma taką możliwość jak ona, aby z dnia na dzień robić to na co ma ochotę, jedna z niewielu zalet pracy na własną rękę.
Wysłała jej krótką notatkę o tym, żeby spotkały się w mugolskim Londynie. Uważała, że najwyższa pora przestać ciągle gdzieś gonić. Pociąg wydawał się jej być idealną opcją. Miałyby czas, żeby porozmawiać, podróż może i trwałaby długo, ale nie uważała, że w tym przypadku to mankament. Sama była ciekawa, co słychać u przyjaciółki, bo określała ją tym słowem, chociaż nie rozmawiały zbyt często. Wiedziała jednak, że zawsze może na nią liczyć, że jeśli tylko znajdzie chwilę, to przyjdzie, czym innym mogła być przyjaźń?
Gerry pojawiła się na dworcu chwilę przed czasem. Jako, że pogoda była całkiem ładna nie wyglądała standardowo, swój skórzany płaszcz i ciężkie buty zostawiła w domu. Wyglądała wyjątkowo dziewczęco jak na siebie, jakby była kimś zupełnie innym. Uważne oko na pewno zobaczyłoby kawałek jej blizny, który malował się pod ramiączkiem sukienki. Była paskudna, jednak nie chciała się jej pozbyć, uważała, że dodaje jej uroku i przypominała o tym, że nie była wystarczająco dobra. Przez ramię miała przewieszoną niewielką torebkę, w której znajdowała się różdżka i srebrny sztylet, zapalniczka i paczka fajek - czyli rzeczy bez których nie ruszała się z domu.
Oparła się o ścianę i przymknęła oczy. Głośne dźwięki, które dochodziły z otoczenia wcale nie przeszkadzały jej w tym, aby na moment odpłynąć. Była zmęczona, wykończona, ostatnio wiele się działo w jej życiu, a ona sobie z tym nie do końca radziła. Czuła się okropnie samotna, naprawdę potrzebowała towarzystwa. Wydawało jej się, że jeszcze moment i dosięgnie dna. Z tymi myślami kłębiącymi się w głowie czekała na pannę Bulstrode.