• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[28/06/1972] Każdy ma jakiegoś bogina w szafie || Cameron & Florence

[28/06/1972] Każdy ma jakiegoś bogina w szafie || Cameron & Florence
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#1
04.01.2024, 00:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 09:10 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic

—28/06/1972—
Klinika Świętego Munga,
Cameron Lupin & Florence Bulstrode


To była kolejna czerwcowa noc, jaką Cameron spędzał na dyżurze. Lato miało to do siebie, że udało mu się tak ustawić grafik, aby mieć wolne w godzinach porannych. Dzięki temu łatwiej mu było zsynchronizować zegarki z Heather, która w każdej chwili mogła zostać wezwana na patrol. A biorąc pod uwagę, jak zbliżyły ich do siebie ostatnie tygodnie, niewidywanie się przez nawet dwa czy trzy dni z rzędu wręcz nie wchodziło w grę.

Wbrew pozorom w nocy w Świętym Mungu działo się równie dużo, co za dnia. Gdyby magiczne kliniki mogły reklamować się jednym sloganem w dziale z ogłoszeniami w ''Proroku Codziennym'', to na pewno byłoby nim określenie ''dynamiczne środowisko pracy''. Tutaj każdy dzień to przygoda. Nigdy nie wiadomo co przyniesie poranek, popołudnie lub wieczór, więc wręcz nie ma czasu na nudę! Ba, pracownicy powinni się wręcz cieszyć. W porównaniu z taką panią Helenką z kafaterii, która codziennie serwuje te same dania całej armii medyków, dla lekarza każdy dyżur był inny.

Czasem przyczyną tego stanu rzeczy byli pacjenci. Na pogotowie zawsze mógł trafić człowiek z jakimś ciekawym przypadkiem. A wtedy stażyści służący pod florence Bulstrode mogli rozszerzyć swoją wiedzę. Bo tak, bywały takie dni, gdy Cameron rozpatrzał swoją karierę w kategoriach służby niż studiów pod okiem specjalisty. Przynieś to Lupin, pozamiataj tamto Lupin, popraw błędy na flaszkach z eliksirami Lupin, powtarzał w myślach, przedrzeźniając swoją profesorkę.

— Reszta grupy musi mi cholernie zazdrościć — sarknął, pociągając w dół za bluzę od uniformu; złość wymierzona w strój, choć wolałby, aby jej celem było coś innego. Westchnął przeciągle i zanurzył mopa w wiadrze, odsączając z niego wodę. Że też akurat jemu przypadło dziś w udziale mycie podłogi na oddziale. Praca uszlachetnia, dobre sobie.

Mógł przeklinać Bulstrode, nie rozumieć jej stylu rozporządzania studentami, ale koniec końców zawsze robił, to co mu kazała. Nie chciał mieć w niej wroga, a poza tym, ilekroć posyłała mu jedno z tych spojrzeń, to momentalnie robiło mu się słabo, a jego twarz przechodziła z bladości do intensywnego zarumienienie. I to bynajmniej nie z tego powodu, że jego osoba była jakoś wyjątkowo doceniana, a z przestrachu.

Jak na zawołanie, na schodach rozległ się charakterystyczny odgłos obcasów. Cameron od razu podniósł głowę, opierając się na mopie. O wilku mowa, pomyślał, spoglądając z zaciekawieniem ku kobiecie. Miał wrażenie, że idzie dosyć szybko... Może chciała go zwolnić z tych robót i zabrać do jakiegoś pacjenta? Nie miałby nawet nic przeciwko temu, aby wysłała go do pracowni, aby uwarzył parę eliksirów. Wszystko było lepsze od robienia za sprzątacza.

— Pani profesor? — zaczepił ją, gdy go mijała. Ich spojrzenie skrzyżowały się, a Lupin mimowolnie dygnął, uciekając spojrzeniem w bok. Jego wzrok zawisł tuż nad uchem nauczycielki. — Wszystko w porządku, chyba się pani spieszy? — Uniósł minimalnie kąciki ust. — Może... Mogę jakoś pomóc?

Niby siedział tu od miesięcy, a dalej nie wiedział, że sytuacja ze złej zawsze mogła przerodzić się w gorszą... Może jego instynkt samozachowawczy jednak nie był tak dobry, jak mu się wydawało?
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#2
04.01.2024, 12:01  ✶  
Florence, w schowku na końcu korytarza siedzi w-w-wielki pająk. Taki naprawdę olbrzymi! Wielkości mojej głowy!!!
Florence Bulstrode nie miała pojęcia, skąd tak wielki pająk miałby się wziąć w klinice i w pierwszej chwili zakładała, że uzdrowicielka próbuje ją nabrać. Gdy jednak przyjrzała się najpierw bardzo spanikowanej Tessie, przerażonej chyba po równi pająkiem, jak i rozmową z Florence – co wynikało jednak raczej ze strachliwości Tess niż samej osobowości Bulstrode – a potem jej przyszłości (obejmującej trzymanie się bardzo, bardzo daleko od schowka), utwierdziła się w przekonaniu, że coś jest na rzeczy. Ktoś umieścił wielkiego pająka w tym schowku.
To było po prostu niedopuszczalne. Karygodne.
Jak ona dorwie tego żartownisia, niech bogowie okażą mu swoje zmiłowanie, bo Florence nie będzie miała żadnej litości.
Gdy więc tylko miała przerwę w trakcie dyżuru, tej nocy o dziwo w miarę spokojnego – tylko jedna wiedźma zdołała przerobić swoje nogi w ananasy i jakimś cudem czar nie schodził samoistnie, a pewien czarodziej uległ zaklęciu upiornej pozytywki – skierowała się czym prędzej we wskazanym przez Tessę kierunku.
– Panie Lupin – powiedziała, przystając, kiedy natknęła się na Camerona ze ścierką. Spojrzała najpierw na niego, potem na wiadro, potem na mopa.
Właściwie to Florence spodziewała się, że już dawno skończył. Normalnie takie zadania wykonywała sprzątaczka, ale jeden z pacjentów pojawił się tego dnia z burzową chmurką nad głową i korytarz po prostu nie mógł zostać w takim stanie, czekając na pojawienie się sprzątaczki…
– Nie zaklął pan szczotki i wiadra? – spytała uprzejmie, dostrzegając, że tę pierwszą Lupin trzymał w dłoni. – Zresztą, może lepiej tak niż podzielić los słynnego ucznia Merlina – zbyła to zaraz. Była to jedna z historyjek chętnie powtarzanych uczniom, tak dla przestrogi wobec tego, że nieprzemyślane używanie magii może spowodować przykre konsekwencje. I że pewne rzeczy jednak najlepiej zrobić całkowicie niemagicznie. (Chociaż trzeba przyznać, że z tym Florence zbytnio się nie zgadzała. Ona pomagała sobie magią właściwie we wszystkim, czyniąc to już zupełnie odruchowo.)
– Tak, właściwie to tak, panie Lupin, może mi pan pomóc – zdecydowała zaraz, przesuwając wzrokiem po podłodze i dochodząc do wniosku, że jej stan był… powiedzmy że zadawalający. Pomyślała, że lepiej mieć asystę w tej walce z pająkiem, bo co jeżeli na przykład ten ucieknie i wybiegnie na szpitalny korytarz? Florence wprawdzie nie bała się pająków, ale one miały bardzo wiele nóg, pewnie przemieszczały się szybko, poza tym mógł być jadowity. Lepiej było stawić mu czoła we dwoje. – Muszę dokonać eksterminacji, będzie mi pan asystować, żeby ofiara nie uciekła. Różdżka w dłoń, proszę – zarządziła i ze stukotem obcasów (bardzo niskich, bo do pracy wybierała wygodne obuwie) Florence skierowała się na koniec korytarza, ku temu nieszczęsnemu schowkowi.
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#3
07.01.2024, 23:24  ✶  
Cameron nic nie słyszał o żadnej szafce, w której zamieszkał wielki pająk. Może to i lepiej? Nie przepadał zbytnio za naturą i robactwem; efekt wakacyjnych wypraw z ojcem i rodzeństwem. Cud, że przez te wycieczki nie nabawił się arachnofobii. Co innego lęk wysokości. Zajęcia z latania w Szkole Magii i Czarodziejstwa były obowiązkowe, a Lupin zdecydowanie nie należał do hehe orłów z tego przedmiotu.

— A nie lepiej jest ręcznie? Bo tak jest dokładniej, czy c-coś w tym stylu? — Zamrugał zdziwiony. Przecież takie właśnie dostał zalecenia od tych salowych, które chwilę później wybyły do kafeterii. — Podobno p-pani woli jak sprzątamy na oddziale bez magii.

W jego oczach rozbłysły iskierki nadziei, gdy okazało się, że Bulstrode faktycznie wyzwoli go z okowów niewolniczych obowiązków. W końcu trochę gratyfikacji nareszcie kapka empatii! To było jasne: wyraźnie dostrzegała jego wartość dla tej placówki i jej zespołu studentów. Dlatego tak chętnie wzięła go teraz do pomocy. Ha! Może jednak nie była taką wredotę, za jaką ją do tej pory uważał? Był gotów przyjąć jakąkolwiek rolę, jaką tylko jego profesorka chciała mu przydzielić.

Miał czyścić narzędzia na sali operacyjnej? Jasne! Przygotować mikstury na następny dzień? Z przyjemnością! Pomóc z dokumentami na poranny obchód? Zrobi co w jego mocy. Cameron uśmiechnął się szeroko i przesunął wiadro z mopem na bok. Niestety, jego entuzjazm momentalnie opadł, podobnie jak kąciki jest ust, gdy Florence zdradziła mu pierwsze szczegóły jego zlecenia.

W najśmielszych snach nie wpadłby na to, że jego oferta pomocy sprawi, że będzie współuczestniczył w czymś, co... Cóż... Wyglądało na pierwszy rzut oka jak morderstwo. Kto by pomyślał, że jedna z naczelnych uzdrowicielek Londynu okaże się prokuratorem, sędzią i katem w jednej osobie? I to słownictwo! Eksterminacja, jakby chodziło o jakieś robactwo, pomyślał bezwiednie, aby chwilę później wzdrygnąć się mimowolnie. Jak zwykle, z deszczu pod rynnę.

— E-eksterminacja? — Otworzył usta ze zdziwienia. Na własnej skórze doświadczył, że humorki co poniektórych gości Szpitala św. Munga mogły podnieść komuś ciśnienie, ale przez myśl by mu nie przeszło, aby rozwiązywać tego rodzaju kwestie przy pomocy różdżki. Ktoś musiał poważnie nacisnąć jej na odcisk. — P-powinienm pójść p-po jakąś ło-łopatę?

Serce zaczęło bić mu szybciej. Bulstrode nie należała do najprzyjemniejszych osób z kadry szpitala, ale nie była kompletną wariatką. Tyle lat pracowała w zawodzie, że musiała wiedzieć, na czym polega zasada pod tytułem "każda akcja rodzi reakcje"! Nie mogła tak po prostu machnąć różdżką i pozbyć się pacjenta lub rywala, który sprzeciwił się jej podczas ostatniego zebrania. To tak nie działało! Będzie śledztwo, przyleci Brygada Uderzeniowa, a on będzie w samym środku tego szamba! Heather będzie go przesłuchiwała, a potem pewnie jeszcze Brenna.

— Czy t-to na p-pewno dobre rozwiązanie? — rzucił Lupin, starając się nie zostać w tyle. Profesorka mogła mieć obcasy, ale biegała w nich, jakby ćwiczyła do maratonu. Być może maratonu uciekania przed Brygadzistami i Aurorami? — Cz-czasami wystarczy po prostu p-porozmawiać! Nie trzeba od razu nikogo zabijać! — Zaczął tarmosić między palcami rąbek szaty służbowej. — Proszę pomysleć o s-skandalu, o p-pani karierze!

Czy to była jakaś kara od losu za to, co się wydarzyło w chacie tej przebrzydłej wiedźmy w Kniei Godryka? Teoretycznie pomógł pozbawić tam kogoś życia. Wprawdzie nie postrzegał tego w kategoriach morderstwa, ale cholera wie, jak inni by na to spojrzeli. Czy Matka Natura albo inne bóstwo postanowiło sprawdzić, czy Cameron będzie gotów po raz drugi zrobić coś podobnego. Spojrzał z przestrachem na Florence, jednak zaraz odwrócił wzrok. W gruncie rzeczy nie był facetem o wyjątkowo mocnej sile woli.

Poczuł gulę w gardle, gdy zatrzymali się przed schowkiem na miotły. Przełknął głośno ślinę, zatrzymując się niecałe pół kroki za Florence. Czy to tam zamknęła swoją ofiarę? Kto to był? Pacjent, który ją zwyzywał podczas badania? Ordynator? Zerkał kątem oka na swoją towarzyszkę. Kogo byłaby w stanie zlikwidować w hierarchii tego cholernego szpitala? Na Merlina, nie na taką patologię się pisałem, pomyślał, czując, że zaczyna się stresować. Trzeba było zostać jakimś znachorem albo zastąpić pielęgniarkę w Skrzydle Szpitalnym w Hogwarcie.

— N-niedobrze mi — przyznał, łapiąc się za brzuch z krzywą miną. — Czy n-naprawdę musimy to robić? Są przecież p-pokojowe wyjście! Możemy pójść do k-kogoś wyżej, złożyć jakąś skargę i... wszystko się samo rozwiąże!
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#4
08.01.2024, 17:25  ✶  
Gdyby nie to, że planowała na moment wyjść na przerwie ze szpitala, pewnie miałaby płaskie obuwie ochronne. Dopiero wtedy Cameron przekonałby się, jak żwawo Florence umiała się poruszać, kiedy szło o zakłócenia szpitalnego porządku... O ile zwykle poruszała się raczej spokojnie, i do biegu mogło ją zmusić głównie wezwanie do pacjenta w ciężkim stanie, o tyle myśl o pająku, swobodnie poruszającym się po szpitalnych korytarzach, wzbudzającym zapewne panikę w Mungu, dezorganizującym pracę kliniki, nagle Bulstrode doznawała przypływu energii.

– Wolę, kiedy podłogi są czyste, panie Lupin – powiedziała uprzejmie, bo to w jaki sposób do stanu czystości te podłogi dojdą, czy wyczyści się je ścierą własnymi rękoma, czy mopem wprawionym w ruch magią, czy też wyszoruje szczoteczką do zębów, nie robiło jej już specjalnej różnicy. Najwyraźniej ktoś albo coś sobie wymyślił, uznając, że Florence ma tak sadystyczną naturę, albo celowo Camerona wkręcono. – Łopata nie będzie potrzebna. Różdżka jest lepszą bronią, a nie planuję sypać grobu.
Niby po co miałaby szykować taki dla pająka? Truchło lepiej będzie unicestwić.

Wędrując przodem w stronę końca korytarza, z różdżką w ręku, nie obejrzała się na Camerona i ani na moment nie zwolniła, gdy usiłował przekonać ją do bardziej pokojowych metod postępowania. Jego słowa docierały jednak do jej uszu i w pierwszej chwili zastanowiła się, czy może pan Lupin nie upadł na głowę, poślignąwszy się na mokrej podłodze, a kiedy wreszcie dotarło do niej, że podejrzewał ją o chęć dokonania morderstwa... poczuła się odrobinę rozbawiona. Chyba mniej tym, że uznał, że jest do tego zdolna, a bardziej faktem, że wciąż podążał za nią. Blady, przerażony, próbujący przekonać ją do zmiany zdania, ale najwyraźniej ani myśląc jej przeszkadzać w dokonaniu "eksterminacji". Gdy jednak – już pod schowkiem – zwróciła na niego chłodne spojrzenie jasnych oczu, na jej ustach próżno by szukać choćby śladu uśmiechu. I może jednak była w klątwołamaczce iskierka sadyzmu, bo milczała jeszcze przez chwilę, nim wyprowadziła go z błędu w kwestii tego, jakie ma plany na najbliższą przyszłość...

– Niech pan nie będzie śmieszny, panie Lupin. Gdybym chciała kogoś zamordować, zrobiłabym to tak, aby ciała nigdy nie odnaleziono – poinformowała go ze spokojem. Tak naprawdę Florence Bulstrode chyba nie byłaby zdolna do morderstwa... ale gdyby ktoś na przykład poprzelewał eliksiry celowo do niewłaściwie oznakowanych buteleczek, i naprawdę nie widziałaby innego wyjścia... to jako córka byłego aurora i uzdrowicielka wiedziała doskonale, że należałoby zadbać o brak świadków oraz z góry zaplanować usunięcie ciała.
– Nie wydaje mi się, aby metrowego pająka udało się przekonać do opuszczenia szpitala za pomocą rozmowy, i by jego usunięcie wpłynęło negatywnie na moją karierę, ale skoro uważasz to za najlepsze rozwiązanie, bardzo proszę. Niech pan czyni honory. Proszę się nie krępować, nie będę przeszkadzała – oświadczyła, odsuwając się od drzwi schowka i wskazując na nie różdżką, aby to jednak Cameron, nie ona, otworzył je jako pierwszy. – Mam nadzieję, że ma pan naprawdę dobre argumenty.
Obserwowała go jeszcze przez moment z pewną ciekawością, nim zwróciła spojrzenie ku schowkowi. Chyba nie miała wielkiej wiary w swojego stażystę, bo uniosła na wszelki wypadek różdżkę: tak gdyby pająk jednak nie zechciał go wysłuchać i próbował uciec na korytarz.

Coś, jakby wyczuwając ich obecność, walnęło w drzwi schowka z drugiej strony.
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#5
13.01.2024, 22:31  ✶  
Obie opcje były bardzo prawdopodobne. Bulstrode potrafiła przerazić każdego, a Cameron nie należał do jej największych fanów, ale nie chciał też jej podpaść. Dosyć łatwo było więc podsunąć mu fałszywe informacje dotyczące tego, jak mógłby wpaść w jej łaski. "Pani Bulstode to pedantka, więc korytarze muszą być nieskazitelnie czyste! Zwykłe domowe zaklęcia nie dadzą tu rady!" - takie słowa wystarczyłyby, aby Lupin spędził dziewięćdziesiąt procent swojego dyżuru, szorując podłogę w tym samym miejscu po raz dziesiąty. W tym wypadku pewnie było całkiem blisko tego stanu rzeczy. Nawet jeśli przy okazji mamrotał pod nosem przekleństwa, nie rozumiejąc, czemu akurat jemu przypadła taka robota.

— Uff — odetchnął z ulgą, gdy okazalo się, że jednak nie będzie musiał szukać dodatkowych narzędzi. No i kamień spadł mu z serca, że być może niczyja krew nie użyżni tej nocy przyszpitalnego ogródka. — T-t-tak się cieszę! N-n-naprawdę!

Niektórzy mogliby wysnuć tezę, że większość lekarzy zaliczała się do grona powolnych introwertyków. Chociaż na sali operacynej to zdecydowane działanie ceniło się ponad mędrkowanie, tak nie można było zaprzeczyć, że sposób i rozeznanie były równie kluczowe w pracy uzdrowicieli. Cameron lubił myśleć, że za parę lat tak właśnie będzie wyglądała jego praca. Stanie się na tyle obyty z procedurami, standardowymi zabiegami, dawkowaniem mikstur i eliksirów i dokumentacją medyczną, że stres związany z codziennymi obowiązkami służbowymi odejdzie w zapominanie, ustępując miejsca rutynie. Będize mógł powoli przechadzać się po szpitalu, wiedząc, że ''tylko spokój może ich uratować''. Zwolni i będzie, jak ten przysłowiowy żółw, który wygrywa z rozpędzonym królikiem.

Widząc Florence przemierzającą korytarze szpitala, wątpił, aby kiedykolwiek mógł wygrać z królikiem jej pokroju. Gnała od sali do sali, skupiona na swoim celu. Czas, który Cameron wykorzystałby na opracowanie różnych rozwiązań, przemyślenie możliwych scenariuszy ona poświęcała na to, aby dotrzeć jak najszybciej na miejsce. Konsekwencjami będziemy martwić się później, pomyślał zdezorientowany Lupin, nie zatrzymując się jednak. Zostawienie kobiety w tym stanie mogło skończyć się gorzej niż współuczestniczenie w... Czymkolwiek było to coś, co Bulstrode planowała zrobić ze swoją ofiarą.

— Cz-czyli to nie byłby P-pani pierwszy raz? — wymsknęło mu się niespodziewanie. Gdy tylko wypowiedział te słowa, przytknął sobie dłoń do ust.

Momentalnie pożałował tego, że po prostu nie pokiwał głową i nie uciekł wzrokiem w bok. Nie było to zbyt uprzejme, aczkolwiek biorąc pod uwagę, że jeszcze chwilę temu sądził, że pomaga w morderstwie... Ta uwaga nie była całkiem nie na miejscu. Z innej jednak strony, czy faktycznie chciał wiedzieć, czy Florence już kiedyś przytafił się przypadek, że musiała się kogoś po kryjomu pozbyć.

— Prze-p-p-praszam — wymamrotał, czerwieniąc się na twarzy. — Proszę... Proszę n-nie o-odpowiadac.

Wyprostowany jak struna w gitarze, powodził wzrokiem od Bulstrode po drzwi. Czy musiała stawiać go w takiej niezręcznej sytuacji? Nie mogła po prostu uznać tego za typowe narzekania młodziaka? Niee, oczywiście, że nie! Bo po co. Lepiej było wyciągnąć Camerona na środek metaforycznej sali i powiedzieć mu, że skoro jest taki mądry, to nieech próbuje. Decyzja została wręcz za niego podjęta.

— J-jak ktoś mówi, żeby się nie krępować, to p-p-potem się okazuje, że jest t-to sytuacja, w której cz-człowiek wręcz p-powinien się k-k-krępować — mruknął, podchodząc powoli do drzwi. Wbił nieufny wzrok w klamkę. — Jeśli się nie okażą aż tak dobre, t-t-o mam nadzieję, że m-m-moje u-ubezpieczenie jest lepsze.

Mina chłopaka stała się jeszcze bardziej skwaszona, gdy po drugiej stronie drzwi rozległo się niepokojące dudnienie, jakby coś głucho uderzyło parę razy o podłogę. Może pająk strącił stare kartony z wyższych półek? Cóż, już za moment miał się przekonać... Cameron nacisnął klamkę, a zamek puścił, sprawiając, że młody czarodziej stanął oko w oko ze swoim najgorszym strachem. Zamrugał zdziwiony, gdy w środku nie ujrzał pajęczaka-giganta, a zamiast tego Florence Bulstrode, która... nie do końca wyglądała jak Florence Bulstrode.

Kobieta była ubrana w ten sam uniform Szpitala św. Munga co zwykle, miała identyfikator przypięty do kieszeni płaszczyka medycznego, ale wydawała się też poważniejsza od swojego oryginału. Jej rysy twarzy były ostrzejsze, oczy ciemniejsze, kąciki ust opadały ku ziemi, dając tym samym wrażenie, że Florence jest zdegustowana i z trudem powstrzymuję gromadzące się w niej niezadowolenie. Włosy miała upięte w estetyczny kok. Najgorsze jednak było to, że w jednej dłoni miała banana z naderwaną skórką, w drugiej igłę i minizestaw do szycia.

Najgorszy koszmar Camerona z czasów szkoleń przed-stażowych. Na początku w ogóle nie radził sobie z ręcznym szyciem ran. Szkoła przyzwyczaiła go do tego, że takie typu zabiegi można było oddelegować magicznej różdżce; wystarczyło machnąć parę razy, a szwy same robiły swoją robotę. Pierwsze szkolenia były jednak bardziej wymagające: oczekiwano, że stażyści będą umieć sobie poradzić nawet bez magii. Może na wypadek jakichś zaburzeń magicznych lub, gdy nie będą w stanie opanować magicznej energii?

Kopia Bulstrode nie musiała nawet się odzywać. Wystarczyło to spojrzenie, ta gestykulacja, te ruchy ciała świadczące o tym, że w najmniejszym stopniu nie jest zadowolona ze swojego studenta. Cameron cofnął się o krok, a potem o kolejny, sparaliżowany strachem... Szycie ran i Florence Bulstrode zmieszane w jedno: gorzej już się chyba nie dało trafić. Najgorsze było to, że kompletnie się zaciął i nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Ba, nawet nie wiedział, co miałby powiedzieć. Co to do cholery jasnej miało w ogóle być?
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#6
14.01.2024, 11:18  ✶  
Rzut na ogarnięcie, że bogin to bogin
rzut na martwe ciało

Florence samą siebie uważała za dość powolną. Wolała najpierw pomyśleć, potem działać. Nie lubiła biegać i wysilać się fizycznie. Ale kiedy szło o porządek w szpitalu, umiała wykrzesać z siebie pewne pokłady żwawości.
Gdy spytał, czy to nie byłby jej pierwszy raz w dokonywaniu morderstw, spojrzała na niego przez ramię, dość krótko. Zastanawiała się, co działo się ostatnio w Hogwarcie, skoro na staże do Munga trafiali tacy jak o'Dwyer czy Lupin.
Niech Merlin ma w opiece magiczne społeczeństwo za piętnaście lat, kiedy szpitalne korytarze wypełnią się uzdrowicielami takimi jak oni: udającymi gąsienice na trawie na skraju nawiedzonego lasu czy z jąkaniem dopytującymi innych pracowników, jak często mordują ludzi.
– Nie zamierzałam odpowiadać, panie Lupin.
Nie, Florence wcale nie chciała sugerować, że kiedykolwiek kogoś zamordowała. Pytanie było po prostu absurdalne, a udzielenie odpowiedzi – poniżej godności Florence. Może gdyby rozmawiała z kimś innym, kogo lepiej znała i kto nie był stażystą, pozwoliłaby sobie na odrobinę złośliwości, teraz jednak postanowiła je zbyć, zwłaszcza, że mieli znacznie większy problem, pod postacią wielkiego pająka, kryjącego się w składziku…
…który nie okazał się pająkiem.
– Mniej mówienia, więcej działania – nakazała bezlitośnie, wskazując różdżką na drzwi, kiedy Cameron wspomniał o krępowaniu się. Sama była jednak gotowa posłać zaklęcie w pająka, ledwo drzwi zostaną otwarte, bo chyba niezbyt wierzyła, że Lupin opanuje sytuację. Nie, właściwie zupełnie w to nie wierzyła.
Nie rzuciła jednak czaru, bo zobaczenie samej siebie, wychodzącej ze schowka, wstrząsnęło nawet Florence. Zamrugała, skonsternowana, w pierwszej chwili zupełnie nie rozumiejąc, co się dzieje. Jakim cudem? Czy to był głupi żart uzdrowicielki, która posłała tutaj Bulstrode, by rozprawiła się z pająkiem, gdy tymczasem zostawiła w środku jakiś miraż? Spojrzenie Florence przesunęło się po sylwetce „tej drugiej”, zatrzymało na moment na igle i niciach, a potem powędrowało ku Cameronowi, nagle jakby bledszemu, bardziej przerażonemu, i pomyślała, że właściwie to Tessie nigdy nie była kimś, kto robiłby głupie żarty, i zdawała się naprawdę przestraszona…
– Proszę się odsunąć, panie Lupin – oświadczyła sucho, uznając, że chłopak w tym stanie do niczego się nie przyda. Lewą rękę położyła mu na ramieniu i stanowczo pociągnęła w tył, sama zbliżając się do tej drugiej Florence. – Riddikulus – powiedziała, celując w swoją kopię.
Trzasnęło.
Florence Bulstrode z bananem w ręku rozpłynęła się w kłębie dymu. Zamiast niej Cameron przez moment widział dokładnie to, co obawiał się tego wieczora zobaczyć: martwe ciało, spoczywające na posadce. Mężczyzna o jasnobrązowych włosach, lekkim zaroście, w ubraniu pokrytym krwią, wpatrywał się w sufit nic nie widzącymi, niebieskimi oczyma. Florence zacisnęła szczęki, mocno, aż do bólu, starając się nie przypatrywać, bo przecież wiedziała, że to nie Orion. I musiała zignorować głosik szepcący, że mieli wojnę, więc pewnego dnia to mógł być on.
Poruszyła różdżką i ciało zmieniło się w całe mnóstwo kolorowych motyli. Bulstrode odetchnęła, głęboko wciągnęła powietrze, jeszcze przez moment spoglądając na podłogę, gdzie chwilę wcześniej leżał jej martwy brat.
A potem odwróciła się do Camerona i zmierzyła go spojrzeniem.
– Czyżby aż tak nie wierzył pan w swoje umiejętności zajęcia się ranami, jeżeli nie będzie można skorzystać z eliksirów? – spytała, zwodniczo łagodnym tonem.
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#7
20.01.2024, 03:20  ✶  
Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie zdecydowanie nie była w dobrych rękach, a już zwłaszcza w kwestiach dotyczących zdrowia i bezpieczeństwa uczniów. Cameron osobiście nie miał żadnych problemów z dyrektorem Dumbledorem czy opiekunami domów; zdarzały mu się różne wybryki przez wieczne towarzyszenie Heather i Charliemu, jednak wiedział, że w znacznej większości przypadków byli sami sobie winni. Ale zarządzanie Skrzydłem Szpitalnym? Z tą upiorną pigułą? To była totalna porażka. Miał z nią na pieńku już od pierwszych lat nauki w Hogwarcie i tam, gdzie inni uczniowie widzieli dobrotliwą czarownicę, on widział wiedźmę, która nie tylko miała problemy z przyjmowaniem konstruktywnej krytyki, ale też lubiła podporządkowywać sobie młodych uczniów. Po prostu nie był w stanie zdzierżyć tej kobiety.

Poza tym szkolna uzdrowicielka miała jego zdaniem duże problemy z autorytetem. Przede wszystkim udawała, że jakiś miała. W przeciwieństwie do takiej Bulstrode, która wręcz nim kipiała i zostawiała po sobie widoczny ślad, gdzie tylko by nie poszła. Atmosfera grozy towarzysząca dyskusji z nią potrafiła się utrzymać zaskakująco długo pomimo intensywnego wietrzenia szpitalnych sal lub właśnie czyszczenia korytarza. Czy Lupin widział własne braki? Oczywiście! Zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest idealny i odbiega od typowego profilu młodego medyka. Leczenie było jednak jego jedynym talentem. Nigdy nie planował zostania medykiem polowym, gdzie czaiło się dwa razy więcej niespodzianek niż w sterylnych salach magicznych klinik. Poza tym gdzieś tam głęboko wierzył, że odziedziczył po rodzinie jakiś tam talent, który sprawi, że utrzyma się w tym kompetytywnym środowisku. Może obecność takich jak on je zmieni, ulepszy?

— A-ha... O-oczywiście — wymamrotał, gdy został dosyć dosadnie uciszony przez swoją nauczycielkę.

Znalazł swego rodzaju pocieszenie w tym, że nie tylko on był poruszony widokiem klona Bulstrode. Zgodnie z instrukcjami odsunął się na bok i pozwolił kobiecie zająć się sprawą. "Ta druga" przekrzywiła głowę, uważnie analizując osobę, na której była wzorowana. Zanim zdołała wykonać jednak jakikolwiek ruch, Florence posłała w jej kierunku zaklęcia. Cameron wybałuszył oczy, gdy rozpoznał formułkę z zajęć Obrony Przed Czarną Magią. A więc to był... zwykły bogin? Momentalnie się zaczerwienił, zdając sobie sprawę, że jego lęki zostały wprost obnażone przed osobą, której... Cóż, bezpośrednio dotyczyły. Zabawa się jednak nie skończyła, bo o to leżało przed nimi martwe ciało faceta w średnim wieku.

Usta Lupina ułożyły się w literę ''o''. Z tego, co pamiętał, zaklęcie Riddikulus miało zmienić bogina w coś zabawnego, prześmiewczego. Chyba jednak ma trochę skrzywione te swoje poczucie humoru, pomyślał tępo, nie wiedząc, czy powinien jeszcze bardziej pokraśnieć, czy zacząć blednąć. Gdyby był metamorfomagiem, to pewnie wyglądałby obecnie jak klaun z cyrku Bellów. Na samą myśl o tym, w głowie Camerona rozbrzmiała cyrkowa muzyczka, jaką można było usłyszeć podczas tego typu pokazów. Po chwili bogin zamienił się w chmarę barwnych motylków.

— Nie wiem, w co wierzę — burknął pod nosem, częściowo składając ręce na piersi. Po chwili zmienił jednak ich ustawienie, aby swobodnie zwisały wzdłuż ciała. W przeciwnym razie wyglądałby jak obrażony trzynastolatek, który nie dostał przepustki do Hogsmeade, a nie stażysta w Munga. — P-powiedzmy, że szkolenia z doraźnej p-pomocy medycznej b-były dosyć wymagające.

Przeniósł wzrok z ramienia uzdrowicielki na jej twarz, starając się przemóc, aby utrzymać z nią kontakt wzrokowy. Zamiast tego jego spojrzenie miotało się na wszystkie strony, nie potrafiąc skupić się na jednym punkcie. Wypuścił powoli powietrze z płuc. Już i tak się przed nią ośmieszył, co jeszcze gorszego mogło się stać? W ciągu paru minut pokazał, jak łatwo można go oszukać (czyszczenie kotytarzy), zasugerował, że Florence byłaby zdolna do morderstwa i jeszcze przez bogina odsłonił przed nią swoje lęki. Gorzej już chyba być nie mogło. Chyba że przybiegłaby tu Tessa, aby donieść, że ktoś znowu źle oznaczył buteleczki na mikstury.

— Ekmh — odchrząknął, biorąc głęboki oddech. Przygryzł dolną wargę, zmuszając się do tego, aby unieść minimalnie kąciki ust. W teorii miało mu to nadać niewinności, w praktyce sprawiło, że wyglądał, jakby nabroił. — J-ja aż tak się P-pani nie b-boję, p-pani B-bulstrode. — Starał się brzmieć hardo, jednak wada wymowy wcale tego nie ułatwiała. — P-po prostu... S-stres... P-prawda?

Zaśmiał się nerwowo, pocierając jedną spoconą dłoń o drugą, jakby właśnie mył ręce. A może metaforycznie zmywał z siebie wstyd po tej żenującej wpadce?
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#8
20.01.2024, 14:29  ✶  
Ridikkulus przemieniało bogina, ale… twojego własnego. Florence nie mogła walczyć z samą sobą, ze strachem Camerona: bo nie był jej strach. Jej lęki przyjmowały postać ciał trzech najbliższych osób, o których wiedziała, że podczas wojny ryzykują życiem: wszyscy troje w pracy aurorów, a jedno także w ramach cichych działań gdzieś za kulisami.
Jej strach zawsze czaił się gdzieś za rogiem, wciąż możliwy do spełnienia i w tym spełnieniu ostateczny. Pająk, szyszymora, a nawet taka Florence Bulstrode, to były lęki, które mogły sprawić, że ktoś skamienieje, ale z nimi dało się walczyć, stawiam ich czoła.
Śmierć dało się cofnąć tylko, gdy odgrywał ją bogin.
Gdyby Florence nie zobaczyła martwego brata, może nawet byłaby całą tą sytuacją mocno rozbawiona. Wszystkim, od tego, że Cameron zmywał te podłogi osobiście, przez to, że sądził, że Florence planuje przez morderstwo, ale najwyraźniej nie odważył się bardziej zaprotestować przeciwko współudziałowi, aż po swoją własną postać, wychodzącą ze schowka na miotły. Iskierki rozbawienia jednak miały pojawić się dopiero za jakiś czas, kiedy będzie opowiadała o całej tej historii matce albo Patrickowi. W tej chwili… nie, nie była zła, raczej dość spokojna po prostu i zadowolona, że usunęli bogina, który mógł poważnie namieszać w klinice. Florence odnotowała, że musi powiadomić o tym zdarzeniu ordynatora, bo skoro bogin zagnieździł się tutaj raz, trzeba było dopilnować, aby nie pojawił się drugi.
– Bardziej niepokoi mnie, że bogin trzymał igłę i nitkę niż ze przybrał moją postać, panie Lupin – powiedziała niemal łagodnym tonem, zamykając drzwi schowka. Dlaczego miałaby się przejmować tym, że jest największym strachem Camerona? Nie spodziewała się tego, w końcu nie była żadnym Voldemortem w spódnicy, ale zdarzały się różne rzeczy. Lupin powinien raczej się cieszyć, że świadkiem tego wydarzenia była jedynie Florence, a nie jego koledzy z Akademii Munga, którzy zapewne nie daliby mu żyć.
– Jeżeli skończył pan już z podłogą, może pan iść przygotować eliksiry dla pacjentów, na poranny obchód. A na pańskim następnym dyżurze, poćwiczy pan zakładanie szwów i opatrunków niemagicznym sposobem – oświadczyła stanowczo. Odwróciła się do Camerona i posłała mu uśmiech, który jednak nie sięgał oczu. – Myślę, że warto, aby odświeżył pan sobie wiedzę z kursów pomocy medycznej, w sytuacjach, gdy brakuje eliksirów… ostatnie Beltane niestety udowodniło, że tego typu umiejętności są bardzo istotne – powiedziała, a potem odeszła korytarzem, mając zamiar upewnić się, że gdy tu przebywała, nie pojawił się ktoś potrzebujący pilnej pomocy medycznej i następnie przygotować się do porannego obchodu, który miała odbyć tuż przed wyjściem z pracy…

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cameron Lupin (2746), Florence Bulstrode (1901)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa