To nie tak, że chciałem cokolwiek ukryć. Ale - jak chyba większość cyrkowców - przedstawicieli prawa darzyłem co najwyżej chłodnym szacunkiem, a prędzej nawet ciepłą antypatią. Jakoś tak wychodziło, że nasze spotkania z władzą najczęściej wiązały się z konfrontacją - kradzież, jakieś drobne wykroczenia... Wielu z nas miało swoją kartotekę w BUMie więc niczego nie pragnąłem bardziej niż ograniczenia kontaktu z bagiecją do minimum.
Widać jednak jasno było, że moje słowa nie padły na żyzny grunt (jak lubił mawiać Jim, kiedy ktoś puszczał mimo uszu jego nauki) i Alexander musiał zacząć się za mnie tłumaczyć, próbując załagodzić sytuację. Spochmurniałem i spuściłem nieco ramiona, wiotczejąc niczym balonik z którego uszło powietrze. Nienawidziłem sprawiać mu problemów. Już i tak miał na głowie wystarczająco zmartwień, związanych z mężczyzną, którego właśnie odprowadziłem wzrokiem, kiedy wracał w stronę pozostałych wozów z Ancią. Flynn skurkowany Bell, zguba i zniszczenie Dyrektora a moim zdaniem i całego naszego cyrku.
- Tak, oczywiście, przepraszam. Źle się wyraziłem. Oczywiście można wszystko sprawdzić, z tym że samego zderzenia to ja dokładnie nie pamiętam bo ten... - wskazałem szmatką na ranę na czole, która przestała wreszcie mocno krwawić i tylko pulsowała nieprzyjemnym, rozpraszającym bólem. O przeszukanie szoferki się nie martwiłem, byłbym skończonym idiotą gdybym przewoził cokolwiek nielegalnego w takim miejscu. Zresztą, nawet gdyby były tam jakieś narkotyki, to wysoce wątpiłem czy czarodziejka byłaby w stanie je rozpoznać. W końcu nie handlowałem żadnym czarodziejskim towarem a tylko mugolskimi, chemicznymi związkami.
Co mnie martwiło i zaprzątało o wiele bardziej, to to kto faktycznie był winny zderzeniu. Zważywszy na to, że w najlepsze sobie przysypiałem w momencie wypadku, nie miałem pewności czy winny nie był jednak Lightbringer. Może zbyt gorliwie oddał się modlitwie i w ogóle zapomniał, że prowadzi kilkunasto-tonowy pojazd? A jeśli tak, to czy ta kobieta nałoży na nas jakieś kary pieniężne? Przecież cyrk nie był zbyt majętny, gdybyśmy pływali w kasie, to nie bylibyśmy pieprzonym OBWOŹNYM CYRKIEM. A już szczególnie Jim, który nawet swoją przyczepę oddał mnie i spał... W sumie sam nie byłem pewny gdzie.
Próbowałem wymyślić wyjście z tej sytuacji, które nie wiązałoby się z obarczeniem nas winą, ale pulsowanie w skroni nabrało znów na sile a ja w końcu musiałem oprzeć się o maskę, czując jak kolana lekko się pode mną uginają. Oczywiście, gdybym miał różdżkę, to już dawno stałbym pewnie wesoło, nowy i niedraśnięty. Ale magia pozostawała dla mnie na zawsze zamkniętymi drzwiami, a nie chciałem też zawracać głowy Alexandrowi czy komukolwiek innemu koniecznością naprawiania mojej osoby w tym momencie. To mogło poczekać, na pewno do momentu kiedy brygadzistka opuści nasze towarzystwo. Może nawet do wieczora? Skupiłem się na oddechach, czując jak świat zaczyna lekko się bujać i przymknąłem oczy. Czy miałem wstrząs mózgu? Czy to też różdżka mogła łatwo uleczyć? Błagam, pośpiesz się babo i spadaj... pomyślałem, w stronę Mavelle.