• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[09.06.72] Posiadłość Mulciberów | Margaret & Richard

[09.06.72] Posiadłość Mulciberów | Margaret & Richard
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Margaret Mulciber
#1
02.01.2024, 01:50  ✶  
09.06.1972

Odkąd powrócił ojciec, jej życie wracało na znane jej, spokojne tory. Właściwie Ci obserwujący życie Margaret z boku mogliby powiedzieć, że nic się tutaj nie zmieniło. Dalej wykonuje znaną sobie rutynę dzień za dniem, dając sobie jej lekki upust wolnymi wieczorami, choć i nawet one są zaplanowane na to, aby rzeczywiście były wolne. Być może to nuda, a być może bezpieczna przystań, w której kobieta zawsze może się schować. Coś jednak zwane wróżbiarską intuicją, podpowiadało jej, że nadchodzi jakieś zatrzęsienie. Choć przecież to nie zawsze jest coś złego, jak mówi nam karta wieży, prawda? Hm... Właściwie to chyba nie. Wieża to w końcu nagła zmiana w życiu, czasami zbyt drastyczna, abyśmy byli ją w stanie w spokoju przetrwać. Margaret nigdy jej jeszcze nie ujrzała od momentu, gdy kładzie sobie tarota. Z jednej strony pragnęłaby ją w końcu zobaczyć, z drugiej, przed odwróceniem karty, w duchu prosi wszechświat o odczekanie tej chwili.


Jak co wieczór rozpoczęła swój rytuał opieki nad domowymi roślinami. Nie było ich wiele, a znaczna część tych, jakie się tutaj znajdowały, to rośliny o wąskich zielonych liściach pozbawionych nadaremnych ekscesów w postaci przejaśnień, niekonwencjonalnych ulistnień czy licznych rozgałęzień. Lubiła piękne, kolorowe kwiaty, lecz nie czuła, aby domowa przestrzeń była dobrym miejscem na to, by tutaj przebywały. Nie wpasowywało się to w dość surowy wystrój całego domostwa. Nie było zresztą komu go urządzać. Jednak surowy to zbyt negatywne określenie. Raczej można powiedzieć... klasyczny. Bez pojawiającej się ferii barw, która zdawała się obecnie świecić w nowych ruchach społecznych. Jedynym, drobnym kontrastem do tradycyjnego pomieszczenia pozostawała jej długa, ciemna spódnica wysnuwająca się spod równie ciemnej narzutki zarzuconej na ramiona. Kontrast ten znajdował się w ziemistych, delikatnie pomarańczowych zdobieniach u podstawy spódnicy. I choć większość nie uznałoby to za jakiś rażący w oczy kontrast, tak dla Margaret było to wystarczająco, aby poczuć się nieco oderwana od surowego otoczenia domu.


Wszystko rośnie jak należy. Pochwaliła samą siebie w duchu, zerkając na ostatnią z roślin znajdujących się w salonie. Żadna z nich nie wyrwała się przed szereg i nie oderwała się od planu, jaki miała w głowie Margaret. Za to pewnie należałaby się pochwała, ale w sumie, za co tu chwalić. Co innego by było natomiast w drugą stronę. Gdzie ja Was mam... Ach, tutaj. Uśmiechnęła się w duchu, choć przecież wiedziała, gdzie znajdują się kadzidła. W tej samej szufladzie co zawsze. Wyjąwszy jeden patyczek, ustawiła go bezpiecznie w podstawce na szafce niedaleko fotela, w którym po chwili spoczęła, przymykając oczy. Kadzidła pomagały jej zasnąć, choć spać jeszcze nie zamierzała, ale w przeciągu ostatnich tygodni dołączała jedno kadzidło wieczorem, co pozytywnie wpłynęło na jej stan zdrowia. Skrzatka zaraz powinna tędy przechodzić i zapalić, jak zawsze, kadzidło.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#2
02.01.2024, 17:37  ✶  

Od samego rana, kiedy Richard zarejestrował nieobecność brata, chodził wściekły. Szukając Robeta sprawdzał pokój brata, bibliotekę, gabinet. Nigdzie go nie było. Nawet w jadalni. Jedynie pozostawiona w gabinecie wiadomość, do którego tylko oni najczęściej wchodzili, była jasną informacją, gdzie mógł być obecnie. Richard nie mógł nic zrobić, jak tylko przeklinać w duchu, czekać na powrót brata, jeżeli wróci. Bądź na jakąkolwiek informację, co dalej. W resztę dnia przemieszczał się jedynie między pomieszczeniami, jakie były dla niego kluczowe na dany dzień.

Przed bratanicą musiał jednak sprawiać pozory opanowanego, trzymającego swoje nerwy na wodzy, dobrego wujka. Najpewniej jego obecność, mogła ją zaskoczyć. Wizyta Richarda w tej posiadłości, w tych dniach, była niezapowiedziana. Nawet skrzaty nie wiedziały, że zostanie on tutaj na dłużej. Pod nieobecność Roberta, ktoś Henriettą musiał się zająć i nie mogła to być Margaret.

Richard przesiedział większość dnia w gabinecie, zagłębiając się w lekturze materiałów pieczętowania i run, jakie sporządził Robert. Aby się nie nudził. Czytanie dla zbicia czasu. Bo i tak wiedział, że nie będzie zagłębiał tajnik pieczętowania w praktyce.

Im dłużej nad tym siedział, tym bardziej tyłek go bolał. Musiał wstać i rozprostować kości. Ten fotel ojca nie był wygodny. Najchętniej to by go wypierdolił. Wyszedłby też z kamienicy, ale nie mógł. Zbyt duże ryzyko, gdyby ktoś pomylił go z Robertem. Sam musiał zachowywać ostrożność.

Nie zarejestrował, jak późno się zrobiło. Podszedł do okna, aby spojrzeć na okolicę słabo oświetloną latarnią uliczną. Wyjął swoją papierośnicę, popatrzył na nią przez chwilę. Otworzył w końcu i wyjął z niej papierosa. Zamknął i schował do kieszeni. Wyciągnął zapalniczkę i zapalił sobie. Zapach tytoniu koił jego nerwy. Przeciągnął się i opuścił gabinet. Korytarzem przeszedł się do salonu. Początkowo nie dostrzegł obecności Margaret, która siedziała na fotelu i przymknęła oczy. Wróżbici. Nie przejmował się tym, że mógł dymem tytoniowym zakłócić jej spokój. Najwyżej pomyśli, że kadzidło ma wadliwe. A może to ten sam zapach? Nie chciał jej przeszkadzać, jeżeli ćwiczyła swoje matczyne zdolności, albo próbowała czego innego. Medytacji? Relaksu? Z drugiej strony mogła to samo robić w swoim pokoju.

Ubrany był w niebieską koszulę i ciemne spodnie. Na jego twarzy był lekki zarost. Nie golił się od dwóch dni i jakoś mu to nie przeszkadzało. Przyszedł do salonu, aby dokończyć czytanie dzisiejszego proroka codziennego, którego nie skończył czytać z rana. Gazeta leżała zwinięta na stoliku kawowym.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Margaret Mulciber
#3
03.01.2024, 20:57  ✶  

Wdech i wydech. Wdech i wydech. Skupienie na oddechu pomagało jej się rozluźnić. Odgonić myśli, które raz po raz kłębiły się jej w głowie. Nie miała ich zbyt wiele, a przynajmniej nie na tyle, aby się nimi zamartwiać, jak to większość świata ma w swym zwyczaju. Mimo wszystko dalej trwała w swym nastoletnim etapie, gdzie można posmakować nieco dorosłości, a równocześnie nie bać się o konsekwencje swoich czynów. Nastolatki jednakże są odważniejsze od Margaret, która nie wykorzystywała swojej bezpiecznej pozycji danej przez los. W końcu, jak to się mawia, nie ma co kusić naszego fatum. Zawsze może być gorsze.


Słysząc kroki dobiegające z jej prawej strony, oko delikatnie jej wzdrygnęło, a ona sama poczuła dreszcz niepokoju, jaki przeszedł przez jej ciało. Przez ułamek sekundy poczuła nawet mimowolne zesztywnienie, jakby ktoś ją trafił petrificusem. Nie lubiła niespodzianek, a na każdą nieznajomą zmienną, pojawiającą się w jej otoczeniu, jej ciało reagowało obronnie, będąc gotowym do walki... a raczej ucieczki.


Teraz spowodowane było to innym dźwiękiem, niż wydają kroki skrzatki. Cięższym? Być może. Wzięła głębszy oddech, przytrzymując go w klatce piersiowej. To, a także drażniący dym, jaki powoli dostawał się do jej nozdrzy, poskutkowało nagłym kaszlem, a tym samym otwarciem oczu i, można rzecz, wybudzeniem. Szybko zlustrowała pokój wzrokiem, zatrzymując się na mężczyźnie, który zakłócił jej spokój. - Przepraszam. - Wydusiła z siebie. To nie przez papierosy. Chciała dodać, jakby tym jednym zdaniem przyzwalając Richardowi na palenie, ale przecież to byłoby niegrzeczne. Z pewnością doskonale wie, co może robić w tym domu i nie potrzebuje na to zgody od Margaret.


Kobieta wyprostowała się, przywodząc kostki do siebie, kładąc złożone ręce na uda. Powinna sobie pójść, a może zostać? Obie drogi wydają się być dość nieeleganckie... - Zdaje się, że ojca jeszcze nie ma. - Rozpoczęła. Coś musiała powiedzieć, nawet tak oczywistego. Zerknęła ukradkiem na bok, na stojące wciąż w podstawce kadzidełko. Zdjęła je, nie chcąc go zapalać. A przynajmniej nie tutaj. - Wnioskuję, że Wuj nie przyjechał do nas na wakacje. - Lato było właściwie jedynym okresem, w którym Margaret widywała się z wujkiem i jego rodziną. Rodziny jednak tutaj nie ma. Większość pewnie ma swoje życia. - Chyba że reszta nie miała czasu, aby do nas przyjechać, tak, jak kiedyś. Pewnie są zajęci w Norwegii. Tak szybko ten czas mija... Kiedyś nie sądziłam, że ukończę Hogwart, a teraz. Teraz trochę tęsknię za szkołą. - Rozmarzona na temat wspomnień mówiła, co ślina jej na język przyniosła. - Przepraszam, nie wiem, co mówię. To już ta późna pora. Mam nadzieję, że Wujek nie ma nam za złe słabej gościny. Ta wizyta była dość niespodziewana. Choć w zasadzie tak rzadko mamy gości, że niezbyt odnajduję się w ich przyjmowaniu. - Uśmiechnęła się nieznacznie, chcąc nieco rozluźnić samą siebie. - Ale jeżeli potrzebna byłaby pomoc, jestem u siebie. Przez większość czasu. - Kolejna skrzatka do kolekcji.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#4
03.01.2024, 23:45  ✶  

Kaszel dziewczyny, zwrócił uwagę Richarda. Zaczęła przepraszać. Za co? Jeżeli drażnił ją zapach tytoniu, mogła powiedzieć. Nie wiedział, że miała uczulenie. Albo jej organizm był zbyt wrażliwy na ten zapach. Z biegiem lat, mogło się coś zmieniać, czego Richard mógł nie zarejestrować. Bądź, zostać niedoinformowanym.
Tylko spojrzał na bratanicę, po czym wziął gazetę, z zamiarem opuszczenia salonu, kiedy Margaret, poprawiła się na fotelu jak na damę przystało. Niczym posłuszne dziecko swojego ojca.

- Nie ma.
Potwierdził, nie zdradzając po sobie żadnych emocji. Przy niej, musiał grać. Udawać, że jest dobrze. Nie musiała wiedzieć wszystkiego. Dla jej bezpieczeństwa. Im mniej wie, tym lepiej.

Słuchając kolejnych słów, zdawało się, że bratanica potrzebuje porozmawiać. Była przecież sama przez parę tygodni. Robert dopiero wczoraj poświęcił jej więcej uwagi, zaraz jak wrócili i ogarnęli Henriettę. Pozwolił im na to. Potrzebowali tego. Richard nawet o najgorszym nie chciał myśleć, gdyby Robert miał nie wrócić.

Okres wakacji, kiedy przyjeżdżał ze swoimi dzieciakami, dawno minął. Nie był też częsty i nie był długi. Ale jako ojciec, nie chciał im też wszystkiego dosłownie odbierać. Jeżeli czegoś od nich oczekiwał, musiał coś dawać od siebie. To już jednak przeszłość a jego dzieci zaczęły już swoją karierę zawodową.

- Raczej nie na wakacje.
Kolejny raz potwierdził. Margaret słusznie spostrzegła, że nie były to wakacje. Mieli jeszcze czerwiec a edukacja w większości szkół jeszcze trwała. Za wcześnie mówić już o wakacjach. Pobyt we Francji, nie uznałby do relaksujących wycieczek w swoim życiu.

Odłożył gazetę i sięgnął po popielniczkę. Usiadł na kanapie, aby Margaret mieć naprzeciwko. Słuchał jej, stopniowo wypalając papierosa. Rozmarzyła się, a on ją obserwował. Była zestresowana? Próbowała rozluźnić się? Sięgnęła do wspomnień i chęci powrotu do Hogwartu. Nawiązała do mijających szybko lat. Richard to zauważył. Po sobie i po Robercie. Im więcej lat im przybywa, tym bardziej widoczne są między nimi różnice jak na bliźniaki. Co z nimi robi stres, praca zawodowa i inne zobowiązania, działania. Gdyby ich postawić obok siebie, bystre oko dostrzegłoby tę jedną różnicę.

- Nie masz się czym przejmować. Margaret. Wychowywałem się tutaj, więc raczej oczekuję traktowania mnie jak członka rodziny a nie gościa z innej rezydencji.
Pół żartem, pół serio. Ale nie oczekiwał, że będzie traktowany inaczej. Brat mu już raz powiedział po śmierci ojca, że to też jego dom. Mógł po nim poruszać się jak we własnym. Dlaczego miałoby być inaczej? Może przez rozmarzenie się, Margaret o tym na moment zapomniała? Albo w ten sposób wyraziła otwartą chęć porozmawiania?
- Tak nagle się rozmarzyłaś. Chcesz ze mną o czymś porozmawiać?
Zapytał, niczym dobry wujek, który wysłucha bratanicy. Umiał poświęcić komuś uwagę. Wysłuchać. Dać poczucie zainteresowania. Dorosła nawet młodzież potrzebuje czasami rady starszych nieco od nich osób. Może było coś, o czym nie mogła porozmawiać ze swoim ojcem?
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Margaret Mulciber
#5
04.01.2024, 18:42  ✶  

Mhm, no dobrze... Przeszło przez głowę kobiety słysząc drugą, zdawkową odpowiedź rzuconą w jej kierunku. Nie chce rozmawiać. W sumie jak większość ludzi na tym świecie, gdzie rozmowa jest jedynie wymaganą kurtuazją, aniżeli czymś, co każdy z nas podejmuje z ochotą. Szczególnie gdy podczas tej komunikacji dochodzi do wymiany nieistotnych informacji, które nijak przełożą się na przyszłe życie, pracę czy naukę. Porozmawianie o pogodzie, wczorajszej kolacji czy planach na wakacje, jest jedynie pustą wymianą zdań, o której każdy zapomina. Podobnie zresztą jest z rozmową na temat własnych uczuć, chęci, marzeń. Mało kogo to tak naprawdę interesuje, a czyjaś atencja jest jedynie iluzją, aby się nam lepiej żyło. Może dlatego Margaret nie lubiła rozmawiać? Choć to myślenie z pewnością jest toksyczne na wielu płaszczyznach, bo czasami jest ta potrzeba wygadania się. - Rozumiem - wyszeptała, gdy wuj potwierdził, że nie jest to wizyta wakacyjna. Przeniosła wzrok na trzymane w ręku kadzidełko, wokół którego palce się jej nieco mocniej zacisnęły.


- Hah, tak, tak, racja. - Uśmiechnęła się, zerkając w podłogę, wypuściwszy nieco powietrza nosem ze zdenerwowania. Chcąc zająć czymś ręce, powoli gładziła palcem po kadzidle, wyczuwając jego chropowatą strukturę pod paznokciem. - Wiem, że to właściwie też Wujka dom, w końcu macie wspólną historię... ale z pewnością podróż potrafiła wykończyć, a miłe ugoszczenie byłoby dobrym gestem z naszej strony. Ale... - Przerwała na chwilę, wzruszając na koniec ramionami i dodając: - Ponoć nigdzie nie ma tak dobrze jak w domu, więc - Więc właściwie to jej się urwał wątek, jaki chciała kontynuować. Coś tam o tym, aby Wujek czuł się jak u siebie. Masło maślane.


Na całe szczęście, choć może niekoniecznie, z tego krótkiego zawieszenia wyrwało ją pytanie. Porozmawiać? Oczy się jej delikatnie rozszerzyły, a serce nieco szybciej zabiło. To widać? Z nieuwagi wbiła paznokieć mocniej w kadzidełko, które pod wpływem siły ułamało się praktycznie w połowie. - Ja... - Otworzyła nieznacznie usta, gdy słowo jej się wyrwało. Mówić, czy uciekać? Zbyć pytanie jak wiele do tej pory w swoim życiu? -  Ym... Nie, w zasadzie to... nie chcę się narzucać i marnować Twojego czasu. Z pewnością mógłby Wuj spożytkować go lepiej niż na spędzaniu tego wieczoru ze mną. Czasami po prostu przez ludzką powłokę wydostają się nasze słabości i chęci wyrzucenia tego, co nam siedzi w środku. Po zastanowieniu się jednak nie mają one wiele wspólnego z racjonalnym podejściem do życia. - Wszystko powiedziała właściwie na jednym wdechu, trochę jak ciągnący się monolog. - O, przepraszam, zabrzmiałam zbyt wróżbiarsko. Haha. - Wydusiła z siebie śmiech. Tym razem bardziej sztuczny.


- Ale tak, w końcu nasza rodzina powinna zawsze kierować się umysłem, a nie marzeniami, prawda? Mulciberowie władcy umysłów... Zawsze mi się podobał ten tytuł. - W zasadzie to go nie lubiła. Nie pasowała nigdy do tego tytułu i każdy sobie z tego zdawał sprawę. Nie potrafiłaby panować nad swoim, a co dopiero czyimiś umysłami. Nawet z wróżbiarstwa, możliwego opium dla ludzi, nie potrafiła uczynić swojej sztuki do wpływania na innych. Teraz w zasadzie, po ucieczce z Ministerstwa Magii, ich tytuł władców powoli może odejść w zapomnienie. Zabawne.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#6
05.01.2024, 23:13  ✶  

Richard miał dzisiaj taki niezbyt dobry nastrój na rozmowy. Z jednej strony wściekły, z drugiej zamartwiający się o życie swojego brata. Gdyż ten idiota polazł tam, gdzie nie powinien, zostawiając wszystko na jego głowie. Mimo iż rozumiał, że musi, to brzmiało jak wyrok samobójcy. Starał się swoje emocje tuszować, za zasłoną neutralności, obojętności i wyrozumiałości, mając na uwadze, że tutaj mieszka jeszcze córka brata. Niczego nieświadoma jak pracujące od lat skrzaty.

Mimo wszystko, Richard wyłapał z słów Margaret, że potrzebowała z kimś porozmawiać. Postanowił poświęcić jej swój czas, który był w sumie znacznie lepszy, niż czytanie całego opracowania pieczętowania i wykorzystywania run. Nie bardzo mógł skupić swój mózg na opisach, kiedy myślami był gdzie indziej.

Po udzieleniu odpowiedzi, obserwował Margaret, która wydawała się być zdenerwowana. Trzymała niezapalone kadzidło. ”Nigdzie nie ma tak dobrze, jak w domu…” Zależy to jeszcze, jaki to dom. O którym mowa? Dla Richarda, dom był w Norwegii. Tutaj miał tylko wspomnienia. Tutaj miał zagwarantowaną możliwość powrotu, gdyby za granicą coś się nie udało. Coś nie wyszło. Na jej stwierdzenie nie odpowiedział. Wolał to przemilczeć.

Gdy zapytał o jej chęć rozmowy, czuła się zaskoczona? Zauważył to, poprzez jej nieostrożność złamania kadzidła. W potoku słów, zdawać by się mogło, że Margaret wyrzuciła z siebie co jej na duszy leżało? Nie chciała zabierać czasu, ale jednocześnie mogła potrzebować uwagi drugiej osoby. Nawet jeżeli jej słowa brzmiały w jej mniemaniu, wróżbiarsko. Musiał się do tego po prostu przyzwyczaić. Kiedy mówiła, zaciągnął się papierosem i strzepnął popiół w popielniczce.

- Margaret. Mówiłem Ci, że przy mnie możesz czuć się swobodnie? Widzę, że jesteś zdenerwowana. Mam czas, mogę Ci towarzyszyć. 
Powiedział ze spokoje, zarejestrowawszy nawet jej sztuczny uśmiech. Kogo próbowała oszukać? Siebie? Jego? Nie miał nic przeciwko marzeniom.  Swoim dzieciom też poświęcał swoją uwagę, jeżeli miały coś do omówienia, potrzebowały rady. Rodzinę trzeba mieć przy sobie. Umieć z nią rozmawiać. Mieć w niej jakieś wsparcie, odrobinę zaufania. Bo jeżeli przyjdzie w naszym życiu krytyczna sytuacja, możemy jej potrzebować. Richard budował to na swoim doświadczeniu, z biegiem lat analizując błędy swojego ojca i skutki jakie z tego wynikły, aby ich samemu nie popełniać. Prawda, że od synów powinno się wymagać najwięcej, ale nie można zamykać im drogi rozwoju w innym kierunku, jeżeli okazuje się być korzystniejszy niż narzucany z góry.

Czy ich rodzina kierowała się mottem ”władcy umysłu”? Pojęcie ogólne, ale bardzo możliwe. Wielu członków z nich to przede wszystkim naukowcy. Badacze mózgu. Niektórzy obierając inną drogę kariery, spożytkowali te słowa inaczej. Manipulując, oszukując, kłamiąc. Jak robił to czasami Richard. Oszukiwał ludzkie umysły, wykorzystując to kim się urodził.

- Nie jest zabronione posiadać marzenia. Każdy może je mieć. Ale nie każdemu dane może być je zrealizować.
Wyjaśnił to ze swojego punktu widzenia. Każdy czegoś pragnął. Ale nie każdy też mógł to otrzymać.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Margaret Mulciber
#7
07.01.2024, 21:30  ✶  

Trudno się jej rozmawiało z wujem. Nawet chyba trudniej niż z ojcem, choć jedno pewnie wynika z drugiego. Będąc na co dzień z Robertem, była przyzwyczajona do jego wszystkich zachowań. Spojrzeń, westchnień, znikomej gestykulacji. Fakt, że Richard jest jego bliźniakiem, wcale w tym nie pomagał. To tak, jakby znane jej miejsce, znana jej osoba, nagle zmieniła charakter. Nie o 180 stopni, ale jakby jakaś jej cząstka przemieniła się w środku, dając całkowicie inne spojrzenie na obraz, który od lat malował się w takich samych barwach. Było to co najmniej konfundujące, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Powoli jednak utwierdzała się, że słowa, które przed chwilą rzucił jej wuj, są prawdziwe. W końcu już dwukrotnie zachęca ją do wyrzucenia swoich myśli, a gdyby tego nie chciał, potwierdziłby słowa Margaret o przeszkadzaniu i najpewniej pozwolił jej odejść, do czego jedną nogą powoli zmierzała.


- Dziękuję. - Wyszeptała cicho, właściwie jedynie do kadzidła, które ułamane spoczywało teraz w jej dłoniach. Odłożyła je koło podstawki, jednym ruchem przecierając brudne od resztki ziół dłonie o spódnicę. - Zawsze czuję się swobodnie. To nie tak, że kiedykolwiek czułam się... stłamszona. - Ał. To słowo... nie, nie tego chciała użyć, a raczej nie takie słowo chciała wypowiedzieć w przestrzeń. - To znaczy... Ech. - Wzruszyła ramionami. - Dobrze się czuję z ojcem i jego żoną i cieszę się, że wrócili. Wszystko będzie mogło wrócić do normalności, a tego potrzebowałam. - Wiele można byłoby powiedzieć o ich relacji rodzicielskiej, ale nigdy nie negowała tego, że potrzebowała ojca. W końcu z nim przeżyła całe swoje życie. Pozostaje pewnie kwestia do zastanowienia, dlaczego go potrzebowała i czy naprawdę wynikało to z jej wewnętrznej chęci, a nie dość oschłego wychowania, jakie jej sprezentował, niejako narzucając Margaret emocjonalne związanie z nim. Dziwne, że tak trudno byłoby mi powiedzieć, że go kocham. A jednak jak nie miłość rodzicielska, to co mnie trzyma... Choć kobieta starała się rozumieć emocje innych, tak swoich nigdy nie była w stanie rozgryźć.


- Nie każdy może je zrealizować? - Zapytała. Niewinnie jak dziecko. Przecież to oczywiste, że nie każdy może je zrealizować. Ile to małżeństw jest tworzonych wbrew młodym parom i ile z nich potem trwa w wiecznym nieszczęściu. Sama pewnie już dawno powinna być w jakimś aranżowanym małżeństwie, ale może nawet na bycie żoną się nie nadaje i lepiej się nie kompromitować przed innymi rodzinami. Hah, nie, Margaret w to nie wierzyła, ale lubiła sobie żartować sama z siebie. Miała w tym aspekcie dość czarny humor. - A można być szczęśliwym wtedy? Czy szczęście nie jest tym, do czego każdy z nas zmierza? Wykonujemy pracę, rozwijamy pasję, zakładamy rodziny. Różne jest szczęście, ale czy dziecięce marzenia, które spełniamy, nie powinny nam dawać szczęścia? I jeżeli je posiadamy, a nie możemy ich zrealizować to... - To w zasadzie co nam pozostaje w życiu? Smutek, rozpacz, gorycz, która wypełnia nasze serca? - Wujek był szczęśliwy, gdy opuścił nasz dom? Spełnił swoje marzenia?

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#8
08.01.2024, 00:26  ✶  

Każdy z Mulciberów wychowywał swoje dzieci na swoich zasadach. Każde z tych dzieci, dorastało w różnych w sumie warunkach, dyscyplinie. Każde z nich szanowało swojego rodzica na swój sposób. Nie każde musiało to otwarcie udowadniać.
Richard nie bywał w tym domu codziennie. Nie zamieszkał na powrót po śmierci ojca, choć miał taką możliwość. Nic dziwnego, że bratanicy mogło zdawać się z nim rozmawiać trudniej. Nawet, jeżeli wyglądem, przypominał jej ojca. To jednak z charakteru i działań mogli się różnić.

Podziękowała, ale wzrok miała utkwiony w złamanym kadzidle. Jeżeli chciała zapalić, mogła poprosić o ogień. Z tym tutaj problemu nie było, skoro Richard palił papierosa, to i miał przy sobie zapalniczkę.

Słowa Margaret były zastanawiające, a także zaskakujące. Zmarszczył lekko brwi, ukazując zainteresowanie jej słowami. Że odważyła się żyć tego słowa.

- Stłamszona?
Zapytał dla potwierdzenia tego co usłyszał, licząc na rozwinięcie swojej myśli. Czy rzeczywiście tak było? Tak się tutaj czuła? A mimo tych słów, mówi że czuje się swobodnie? Poprawiła się tak, jakby chciała usprawiedliwić wcześniejszy zły dobór słownictwa.

Rodzina w komplecie. Cieszyła się na powrót ojca i Henrietty. Ale czy to były szczere słowa? Mogła zostać tak wychowana, żeby tak określać swoją rodzinę. Nie Richardowi to oceniać. Nie zmienia to faktu, że każde dziecko potrzebowało rodzica. Jego zrozumienia i akceptacji. Niekoniecznie czułości i głaskania. Richard tego nie miał. Czy wszystko będzie mogło wrócić do normalności?  Trudno powiedzieć. Dla Margaret pewnie tak, nieświadomej tego, co działo się w ostatnim czasie.

- Brakowało Ci ich przez ten ostatni miesiąc?
Zapytał na zasadzie ”tęsknoty”, czy ją odczuwała, skoro wspomniała o radości z ich powrotu. Czy tak było, co jednak mogło trochę mu kolidować z wypowiedzianym wcześniej słowem ”stłamszona”.
- Dla jednych są na wyciągnięcie ręki i mogą spełnić je od razu. Inni z kolei muszą czekać latami, albo samodzielnie zapracować na ich realizację.
Wyjaśnił ze spokojem, udzielając odpowiedzi na jej pytanie o marzeniach. I to nawet na bazie własnego doświadczenia. Nie spodziewał się jednak takiego rozwoju tematu, gdzie dziewczyna pociągnie to pod emocje i cechę szczęścia. Czy było szczęście? Czy istniało ono w słowniku rodziny Mulciber? Według Richarda szczęściem nie jest zamierzanie do celu, zakładanie rodziny. To był obowiązek. Cel.

Pytania jakie od niej dostał, nie spodziewał się. Ale przypomniało mu dlaczego rzadko rozmawiał z wróżbitami. Potrafią za dużo widzieć lub dostrzec. Albo udają, że dużo wiedzą.

Czy on był szczęśliwy opuszczając dom rodzinny? Tak. I nie.
Tak, gdyż uwolnił się od ojca. Nie, ponieważ był z dala od rodzeństwa.
Czy spełnił swoje marzenie? Tak. I nie.
Tak, został aurorem. Nie, bo musiał to marzenie spełnić z dala od swojej rodziny. Ojciec nie dał mu żadnej szansy.
- Nie byłem. Ale marzenie spełniłem.
Odparł nie zamierzając w tym przypadku kłamać. W ich rodzinie nie było to żadną tajemnicą.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Margaret Mulciber (1902), Richard Mulciber (1752)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa