9 czerwca 1972, Queen Mary's Rose Gardens, wieczór
Stanley Andrew Borgin & Stella Avery
Stanley Andrew Borgin & Stella Avery
Ostatni tydzień, a nawet trochę dłużej, było bardzo intensywne w życiu Stanleya. Tu trzeba było coś załatwić, tam pójść. W skrócie - ogrom pracy i wyrzeczeń aby to wszystko jakoś połączyć. Nie zawsze jednak były to prawe spawy jak chociażby "rodzinne sprawy" w Szkocji... chociaż gdyby wziąć pod uwagę fakt, że tam był wraz z nim Anthony oraz Sauriel, który był też częścią rodziny... to może jednak można to tak uznać? Mniejsza o to - nie mógł po prostu nikogo zawieść - najbliższych, współpracowników czy Stelli. Trzeba było jednak przyznać, że było to nie lada wyzwanie, aby odpowiednio lawirować pomiędzy tym wszystkim i nadążać z rytmem. Trochę taki taniec, który trzeba było kontynuować i nie połamać sobie nóg.
Tym razem jednak Borgin był na spotkaniu w kwestiach rodzinnych i było to najprawdziwsze spotkanie biznesowe. Mając z tyłu głowy fakt, że kiedyś nastąpi dzień niejako koronacji Tośka na nestora ich rodu i tym samym przejęcie przez niego obowiązków w kwestii zarządzania majątkiem czy rodziną, zgodził się wziąć udział w kilku spotkaniach wraz ze swoim dziadkiem, który musiał po prostu pozałatwiać parę rzeczy i nie wypadało, aby robił to sam, a nikt inny nie mógł mu w tym pomóc z braku czasu. Stanley mógł się nauczyć paru rzeczy i wesprzeć ich aktualnego seniora, a ich czołowy przedstawiciel miał okazję przekazać swoją wiedzę i przerzucić część obowiązków na swojego pomocnika. Gdyby dorzucić do tego fakt, że wypełnianie raportów to Borgin miał we krwi, czy nie czyniło to z niego idealnego kandydata do piastowania tej funkcji asystenta?
To nie było jednak wystarczające, ponieważ Stanley nudził się tam tak na zajęciach z zielarstwa. Dodatkowo miał wrażenie, że to jak kazano mu się ubrać, a wręcz to co mu przygotowano, było przerostem formy nad treścią. Fakt - często wybierał bardziej galowe stroje, nosił chyba codziennie koszule ale te pasowały wszędzie i idealny wpasowywały się w ministerialny mundur. Ale to? No brak słów... Było galowe, dopasowane, eleganckie... Ale czy to nie było, aż nadto? Jeszcze ten kapelusz? No wołało to o pomstę do samego Merlina, a jego interwencja była wręcz wskazana i nieunikniona. Problem tylko w tym, że ten nie bardzo kwapił się aby cokolwiek zrobić w tej kwestii.
Najgorsze było jednak to, że nie zdążyłby się przebrać i wrócić do ogrodu na czas. Spóźnienie się nie wchodziło w grę - wchodziło tylko jeżeli chciał nie dożyć jutra. Znaczy o ile minutę, dwie można było przeżyć, tak godzinę już nie bardzo. Ale o tym, że musi się tak stawić i nie starczy mu czasu, dowiedział się dopiero na 10 minut przed spotkaniem, na które sam de facto wybrał godzinę. Nie pozostało nic innego jak wziąć nogi za pas i się pośpieszyć, a zaistniała sytuację skwitować jednym - kurwa mać.
Punkt dziewiętnasta minął bramę wejściową i nerwowo rozejrzał się po okolicy. Na całe szczęście nie miał problemów z dostrzeżeniem swojej wybranki, więc czym prędzej udał się w jej kierunku. Specjalnie poszedł lekko okrężną trasą tak, aby Stella nie mogła mieć możliwości go zauważyć albo chociaż zrobić to z lekkim opóźnieniem, dając mu niejako pewną przewagę. Im bliżej niej się znajdował, tym bardziej zwalniał, a tuż przed samym odezwaniem się, przejechał dłonią po materiale aby mieć pewność, że wszystko wygląda idealnie.
- Wygląda na to, że albo się pani zgubiła... albo na kogoś czeka - odezwał się - Ja na przykład się kiedyś zagubiłem w pewnych orzechowych oczach i chyba już mi tak zostało - dodał z pogodnym uśmiechem na twarzy. Nie ważny jak bardzo byłby zmęczony czy zatraciłby chęci do życia, sama obecność Avery sprawiał, że chciało się unieść kąciki ust do góry - a już na pewno miał tak Stanley - Mam nadzieję, że nie musiałaś długo czekać, wiesz jak to bywa na spotkaniach - wytłumaczył się, wyciągając zza pleców mały bukiet dali - A to dla Ciebie, proszę bardzo - przekazał kwiaty ich docelowej właścicielce. Tym razem były one po prostu dodatkiem, miłą niespodzianką w mniemaniu Borgina, a nie czymś, co miałoby mówić "przepraszam" - tak jak to już bywało. Chociaż może trochę miały usprawiedliwić te kilka minut, które potrzebował pożyczyć, aby ów bukiet zakupić?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972