• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[07/07/1972] Wuj w dom, pędzle w dłoń || Erik & Morpheus

[07/07/1972] Wuj w dom, pędzle w dłoń || Erik & Morpheus
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#1
13.12.2023, 18:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 14:49 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Piszę, więc jestem
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

—07/07/1972—
Warownia Longbottomów, Dolina Godryka
Erik Longbottom & Morpheus Longbottom



Służba. To pierwsze słowo, jakie przychodziło na myśl Erikowi, gdy myślał o głównej ''misji'' rodu. Chociaż zawsze były jakieś wyjątki od reguły, tak wielu Longbottomów poświęciło swe życie własnemu temu; służbie innym. Pomaganiu słabszym i schorowanym; tym, którzy nie mieli tyle szczęścia w życiu co oni lub nie zdawali sobie do końca sprawy z niebezpieczeństwa, jakie czyhało na horyzoncie. Erik służył poprzez swoją pracę dla Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. I okazjonalny wolontariat w Strażnicy.


Nie spodziewał się jednak, że teraz będzie wykonywał prace porządkowe we własnej posiadłości. No dobra, rezydencji dziadka. To był jego wolny dzień, więc pozwolił sobie pospać trochę dłużej, a gdy już zwlókł się na śniadanie... Oprócz góry tostów zostawionych mu przez siostrę, na stole znalazł także notkę od matki, która w miłych, acz dosadnych słowach nakazywała mu zostać w domu... I zacząć malować płot. Bez pomocy skrzatki, bo ta akurat została wysłana do miasta po sprawunki. Erik był w ogromnym szoku.


Szybko się domyślił, co mogło być powodem usadzenia go na resztę dnia w posiadłości. To była kara. Bądź co bądź, czerwiec był dosyć... stresującym miesiącem dla innych domowników. Walka z trollem w górach Kaledońskich, rozbicie się o drzewo mugolskim traktorem, walka z duchami i poważne uszkodzenia ciała na pokładzie tonącej „Perle Morza”. Może Elise Longbottom miała jakieś matczyne przeczucie i wolała, aby syn tego dnia nie szukał jednak kłopotów za murami Warowni?


Po przebraniu się w bordowy uniform roboczy znaleziony w ogrodniczej szopie Erik przystąpił do roboty. Zgodnie z instrukcjami zmieszał farbę, aby uzyskać odpowiednią barwę i... Zaczął machać różdżką od lewa do prawej, od góry do dołu. Pędzel fruwał w powietrzu, powoli sprawiając, że zapuszczony płot powoli odzyskiwał dawną świetność. Mogłem zawołać kogoś do pomocy, zdał sobie sprawę. Takie malowanie nie było zbytnio zajmujące, gdyby robił wszystko ręcznie, to przynajmniej miałby czym zająć ręce, a tak... Rzucanie zaklęć wymagało w gruncie rzeczy tylko odpowiednich machnięć i ruchów nadgarstka. I wtedy Erik usłyszał, że ktoś się do niego zbliża od tyłu.


— Co? — podniósł głos, w pierwszej chwili nie rozumiejąc słów przybysza. Odwrócił się gwałtownie, mimowolnie machając różdżką tak, że pędzel nasączony ciemną farbą momentalnie oderwał się od płotu i poszybował prosto w stronę... wuja Morpheusa. — O nie!


Zdał sobie sprawę zbyt późno ze swojego błędu i jedyne co mógł zrobić, to wycelować w powietrze. Czy pędzel zareaguje jednak odpowiednio szybko? Czy starszy Longbottom zdoła uniknąć spotkania ze świeżo-otwartą farbą, która na pewno zostawi po sobie ślady?


Odkryj wiadomość pozafabularną
Zachęcam do rzucenia kostką na Aktywność Fizyczną i sprawdzenie, czy uda się uniknąć tego niespodziewanego ataku :D


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#2
14.12.2023, 12:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2023, 12:03 przez Morpheus Longbottom.)  

„Najdłuższy okres żałoby dla brata lub siostry wynosi sześć miesięcy, a najkrótszy cztery miesiące. Podczas najdłuższego okresu, tj. sześciu miesięcy, czerń powinna być noszona przez pięć miesięcy, z odrobiną bieli po dwóch miesiącach, pół-żałoba przez jeden miesiąc. Po miesiącu diamenty, spinki, broszki itp.; złoto po dwóch miesiącach. Podczas najkrótszego okresu, tj. czterech miesięcy, czerń powinna być noszona przez dwa miesiące, a pół-żałoba przez dwa”. Tak zapisano w małej książeczce, stojącej na półce w bibliotece Longbottomów, którą przywiozła ze sobą jego matka, gdy wprowadziła się, porzucając rodową siedzibę Slughornów. Jego matka urodziła się w zupełnie innych czasach, gdy socjeta dużo ciaśniej trzymała się zasad, a co za tym idzie, wpoiła mu, najmłodszemu synowi, temu dla matki. „Maniery i zasady dobrego społeczeństwa, czyli solicyzmy, których powinien unikać członek arystokracji” autorstwa Fredericka Warne'a z 1888 roku często stanowiły znaczną pomoc dla Morpheusa w okolicznościach społecznych zasad czarodziejów. Co i jak, niekoniecznie dlaczego, ale to potrafił sobie wyjaśnić, chociażby tym, że arystokracji się zwyczajnie nudzi i muszą wymyślać zasady, aby nie dać po sobie poznać, że srają tak jak inni przeciętni ludzie czy czarodzieje.

Tak jak po Aurorze nosił żałobę przez cztery miesiące, tak i po Derwinie zamierzał. Czarna szata nie była domyślnym ubiorem Morpheusa, który co prawda nosił się raczej w ciemniejszych barwach, ale szybciej w winne czerwienie i szmaragdy, niż nudną czerń. Zwłaszcza w lipcu, kiedy słońce zaczynało przyjemnie grzać. Musiał jednak to oddać bratu. Gdy tylko wrócił do Anglii, kazał Malwie zamówić dla niego pięć czarnych koszul, dwie pary czarnych spodni oraz dwie proste czarne szaty, bez żadnych zdobień, z gładkiego, niepołyskliwego materiału. Miał kilka sztuk odzieży w czerni w zapasie, zawsze, poza koszulami. Na białe przyjdzie czas za dwa miesiące. Tak sztywne ramy pomagały mu z myślami o własnej śmiertelności.

Spacerując po ogrodzie, myśląc o ostatnich zdarzeniach, przypomniała mu się rozmowa z pogrzebu Aurory. Jej bracia zastanawiali się, który z nich będzie następny. Wszyscy wytypowali jego, Morpheusa, chociaż ich praca na co dzień dużo bardziej niebezpieczna, z jakiegoś powodu ambicje związane z Departamentem Tajemnic i tym, co nieodkryte, stanowiły dla nich podstawowy argument. Albo zginiesz, albo dostaniesz na głowę, czyli właściwie to samo. Trzeba będzie cię pochować za życia. Musiał przyznać, że ich rozumowanie nie było nieprawidłowe.

Do malowanego płotu przywiódł go zapach farby. Zauważył plamę czerwieni, znajomy strój roboczy. To musiał być Erik, bo coś mu przemknęło w przyszłości szwagierki, że zamierza mu zlecić jakieś bardzo upierdliwe zadanie. Wcale się nie dziwił kobiecie. Oboje jej dzieci chodziło z celownikiem na plecach i życzeniem śmierci na ustach, ciągle się w coś pakowało i unikało tragicznego losu o włos, a zagrożenie po morderstwie Derwina stało się tym bardziej realne.

— Ładnie cię Elise zrobiła — zaśmiał się do bratanka i wtedy zaatakował go pędzel.


Rzut O 1d100 - 10
Akcja nieudana


Próbował go uniknąć, ale zyskał tylko tyle, że dostał farbą prosto w twarz.


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#3
17.12.2023, 17:05  ✶  

Żałoba nie była łatwa. Dużo łatwiej byłoby ją przetrwać, gdyby mógł w pełni poświęcić się konkretnej misji, najlepiej takiej, która dałaby mu i wszystkim Longbottomem szansę na wyciągnięcie konsekwencji wobec ludzi, którzy w Beltane odebrali im członka rodziny. Aż za dobrze pamiętał konflikt, jaki czuł po opuszczeniu Strażnicy Zakonu tuż po Beltane. Z jednej strony niemoc, z drugiej zrozumienie, że na tym etapie nie mogli zrobić zbyt wiele bez zwracania na siebie uwagi.


Z perspektywy czasu zaczął doceniać szansę, jaką dał Longbottomom Patrick i Albus. Tuż po pogrzebie Derwina wszystkimi targały emocje. Tutaj nie było co się spierać. Gdyby faktycznie pozwolono im dać ujście tym najgorszym żądzom, tym które wołały o wymierzeniu bezpośredniego ciosu w serca ich przeciwników... Kto wie, jak by się to skończyło. Dla organizacji pewnie niezbyt dobrze. Kolejne tygodnie pozwoliły im oswoić się ze stratą po swojemu. Praca. Obowiązki domowe. Żal. Odpoczynek. To pozwoliło nabrać nieco dystansu do tego wszystkiego. Niestety... zaczarowany pędzel nie zdystansował się wystarczająco szybko od Morfeusza. Erik skulił się w sobie, gdy farba wylądowała z głuchym plaśnięciem na ciuchach krewniaka.


— Na Merlina, przepraszam! — rzucił, zamiast powitania, podchodząc bliżej. Nowe ciuchy? Pewnie jeszcze świeżo wyprane... Eh, co za niefart. — Nie idziesz na żadne spotkanie w Ministerstwie, prawda?


Dopiero po dłuższej chwili dotarła do niego poprzednia uwaga Morfeusza.


— Faktycznie, dawno nie miałem tyle roboty. Do tej pory myślałem, że to Malwa zajmuje się sezonowo takimi drobnymi remontami. — Podrapał się po potylicy. W sumie niektórzy domownicy mieli zwyczaj wyręczania skrzatki w jej obowiązkach, więc może w to lato sama o tym zapomniała, wychodząc z założenia, że znowu zaczną jej wyrywać robotę z rąk? — W tym tempie, nie wiem, kiedy to skończę. — Rozejrzał się najpierw lewo, a potem w prawo, przyglądając się ciągnącemu się wzdłuż granic działki płotkowi. — Chociaż może właśnie taki był cel. Trzymać mnie na podwórku do końca lata.


I wypuszczać mnie tylko do pracy, pomyślał z przekąsem. Chociaż znając dojścia rodziny w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, zaproszenie wuja Caspiana na kolację mogłaby wystarczyć, aby załatwić Longbottomowym pociechom przymusowy urlop. Czy byłoby tak dla nich bezpieczniej? Być może. Czy spotkałoby się to z ich sprzeciwem? Oczywiście, że tak. Znając honorowe tendencje dziadka Godryka, możliwe, że nawet poparłby ich bunt, gdyby nie zgodzili się na uziemienie.


— Nie wiesz, czy przypadkiem matka nie ma takich planów? — Uśmiechnął się półgębkiem, trząsając lekko różdżką; pędzel poderwał się z ziemi i wylądował przy kuble z farbą. — Pewnie dostrzegasz więcej ode mnie.


Dosłownie i w przenośni. Chociaż Erik widział w Morfeuszu starszego brata, niż wuja, tak teoretycznie i tak zaliczał się do tego ''starszego pokolenia''. Mógł coś usłyszeć lub po prostu wyczuć za pomocą swoich wyjątkowych umiejętności. Erik mógł co najwyżej na własną rękę wysnuć wnioski i przeprowadzić śledztwo... W rodzinie pełnej brygadzistów i aurorów nie było to jednak zbyt efektywne. Bądź co bądź, wielu z nich na pewnym etapie życia przeszło bardzo podobne szkolenie.


— Wyjazd do Grecji ci chyba trochę posłużył — zauważył, porównując ich opaleniznę. Słońce kontynentu grzało mocniej niż w Anglii albo to Erik znacząco pobladł, kisząc się na co dzień w mundurze Brygady Uderzeniowej.


Nie znał wszystkich szczegółów związanych z wyjazdem Morpheusa, jednak miał nadzieję, że udało mu się domknąć na miejscu wszystkie sprawy, zanim zdecydował się na powrót do domu. Cieszył się z tego, że rodzina praktycznie była w komplecie. Spoważniał nieco, gdy na horyzoncie jego umysłu pojawił się obraz Derwina. Prawie w komplecie.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#4
19.12.2023, 14:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2023, 14:19 przez Morpheus Longbottom.)  

Wyjął z kieszeni chusteczkę i wytarł skrupulatnie tę farbę, która trafiła na jego skórę, aby następnie rzucić chłoszczyć na swoje ubranie, co było nieco ryzykowne bez pewnej ręki, bo chociaż zaklęcie czyszczące pięknie usuwało wszelkiego rodzaju mazie, a on by się spierał, że farba właśnie tym jest, to gdy trafiło na istotę żywą, wywoływało pianę na ustach i puszczanie baniek mydlanych. Bardzo nieprzyjemne i upokarzające.

Morpheus miał szczęście, lub nieszczęście, zależy kogo zapytać, aby znajdować się jedną nogą w starszym pokoleniu, a drugą w młodszym. Przez to żadne z dzieci jego rodzeństwa nie mówiło do niego wujku po skończeniu lat siedmiu, a po imieniu, co znacząco skracało dystans w relacjach pomiędzy nimi, a jednocześnie po imieniu mówili sobie z rodzicami tychże dzieci i najmłodszy syn Godryka miał dostęp do planów, a także decyzyjny głos w wielu sprawach tak zwanych dorosłych. Oczywiście, z czasem waga tego malała, bo dzieci dorastały, nadal jednakowoż nosił w sobie klucz dostępu do narzekań rodziców na swoje pociechy.
Nie inaczej było z matką Erika.

— Nie. Kontempluję wschodzące maciejki. — Z ust kogoś innego zabrzmiałoby to ironicznie, złośliwie, jakby rzeczywiście szedł na spotkanie i Erik zadał głupie pytanie. W przypadku Morpheusa zaś całkiem możliwe i prawdziwie. Często siadywał w dziwnym miejscu i patrzył na dziwne rzeczy. Zdarzało się, że zimą patrzył na uśpiony ogród i mówił nieobecnym głosem, że ten zarósł, a zapytany o to później, odpowiadał szczerze zaskoczony, że nie ma pojęcia, o czym jest mowa.

— Malwa i ojciec — mówił oczywiście o Godryku — za bardzo was rozpieszczają. Machaj, machaj, potraktuj to jak ćwiczenie tych swoich muskułów. Wniosę o przepustkę z Azkabanu dla ciebie.

Morpheus dźgnął wyciągniętym palcem przedramię Erika, jakby rzeczywiści sprawdzał, jakie mięśnie kryją się pod czerwonym kombinezonem i skórą. W przeciwieństwie do znakomitej części Longbottomów, starszy z dwójki strażników schnącej farby na płocie, wieszcz raczej stronił od aktywności fizycznej i daleko mu do wysportowania prezentowanego przez resztę. Mógł się nawet pokusić o stwierdzenie, że jego ojciec w podeszłym wieku jest dużo sprawniejszy, a na pewno wytrzymalszy, niż on sam. Ktoś musiał tutaj myśleć i Morpheus podjął się tego nieszczęsnego zadania.

— Nigdy nie spędziłem tyle czasu na słońcu podczas pracy, to nienaturalne. Ty za to wyglądasz, jakbyś wychodził tylko po nocach. Mam rację?

Wyciągnął papierosa z paczki, wysunął drugiego, zaproponował Erikowi, zapalając tego pierwszego od różdżki. Zaciągnął się przyjemnie kołtunami dymu, pozwalając im zagościć się w jego płucach i wymalować przyszłość w dymie. Może dlatego często zamykał oczy, gdy wydychał. Nie chciał widzieć znaków, nie o sobie czy ogólnikowych omenów, groteskowych ułud. W Erika za to patrzył aż zbyt nachalnie, jakby szukał czegoś w jego przyszłości. Po prawdzie szukał.


Robię jasnowidzenie na Erika
Rzut PO 1d100 - 35
Slaby sukces...


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#5
21.12.2023, 01:21  ✶  

— Naprawdę? — Zamrugał parokrotnie, jakby nie był pewny, czy Morpheus nie próbuje go wkręcić. — Fascynujące. — Uśmiechał się coraz szerzej z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem. — Gdy w pełni dojrzeją, odwdzięczą się za tę atencję z twojej strony.


Nie domyślił się, że wuj po prostu medytował w ogrodzie. Niektórzy wierzyli, że rozmowy z kwiatami pomagają im lepiej rosnąć. Może Morfeusz też wyznawał tę zasadę? Z kuchnią to chyba też tak działa, zamyślił się na moment. Gdyby spytał Nory Figg, czy ta zasada mogłaby też odnosić się do wypieków, podejrzewał, że mógłby otrzymać odpowiedź twierdzącą. W czasach szkolnych zdarzyło mu się parę razy widzieć, jak puchonka zastraszała muffiny i ciasta w piekarniku, co by nie skończyły jako zakalce.


— Wiesz... Nie mają zbyt dużego wyboru. Kogo mają rozpieszczać jak nie nas? Franka przez większość roku nawet nie ma w posiadłości. — Niektórzy mogliby się spierać, czy Godryk faktycznie tak im dogadzał. Dziadek był bardzo... konkretnym mężczyzną, ciało mogli powoli słabnąć, jednak jego umysł? Były osoby, którym Erik naprawdę nie chciał nadepnąć na odcisk i Godryk był jedną z nich. — Pomyśl o tym z tej strony: póki uwaga skupia się na nas, jesteś poza radarem. Brenna by zazdrościła. — Zaśmiał się krótko. — Azkaban, co?


Widziałem gorsze więzienia, pomyślał, zerkając na fasadę domu. „Warownia” Longbottomów. Prawdę powiedziawszy, Erik wyobrażał sobie tego typu budynki jako średniowieczne zameczki z kamienia z mostem zwodzonym, który stanowił jedyną drogę do środka przez otaczającą konstrukcję fosę. A tutaj? Wiejska posiadłość, trochę poszerzona i powiększona w paru miejscach przy pomocy sprytnych zaklęć, ale twierdzą to ona nie była. Przynajmniej nie z wyglądu. Co innego, jeśli mowa była o zabezpieczeniach.


— Wiesz, zawsze możemy się wybrać na wspólny trening — skomentował, celowo podpuszczając Morfeusza. Instynktownie napiął też mięśnie, co by wydawały się twardsze i większe. — Zaczniemy od spaceru z psami, bieg przez Dolinę, może przypłynięcie rzeki, a skończymy to lotem na miotle albo starciem szermierskim. Co ty na to?


Z Brenną nie mógłby sobie tak zażartować. Brała takie propozycje zdecydowanie zbyt poważnie i w ciągu pięciu minut była gotowa wyruszyć w drogę, usprawiedliwiając się, że przecież Erik sam tego chciał. Może Morfeusz nie nasiąkł jeszcze nawykami swojej bratanicy?


— Większość dnia spędzam w Ministerstwie Magii, a jak już z niego wychodzę, to w pełny umundurowaniu — żachnął się Erik, pozwalając sobie na ten drobny upust frustracji. — Mam wrażenie, że z każdym kolejnym dniem mamy więcej roboty papierkowej niż faktycznej pracy. Jedno wezwanie do zakłócania porządku na rogu Pokątnej i Nokturnu, a dokumentacji tyle, jakbyśmy mieli kogoś przyskrzynić za regularne rzucanie klątw na sąsiadów.


Pokręcił głową, sięgając ochoczo po papierosa. W tych czasach nie potrzebował zbytniej zachęty do tego, aby palić. Trzymał się chwiejnie nadziei, że te drobne chwile przyjemności nie przemienią się zbyt szybko w pełnoprawny nałóg. Jeszcze zostanę pierwszym wilkołakiem, który nie potrafi się rozpędzić, bo zaraz dostaje zadyszki, pomyślał z przekąsem, podpalając fajkę i wciągnął dym do płuc z pieszczotliwym wdechem.


— Nawet urlop w zeszłym miesiącu zbytnio nie pomógł — kontynuował, skupiając się na kwestii braku opalenizny. — Zamiast dawać się namawiać na wypady wędkarskie, mogłem uciec do jakiegoś kurortu.


W łowieniu ryb nie było nic złego, jednak lokum, w którym spędził te kilka dni, pozostawiało wiele do życzenia. Poza tym w ubiegłym miesiącu Erik po prostu nie miał szczęścia. Wypad w góry? Walka z trollem. Wyjazd na wieś? Jazda traktorem skończyła się wypadkiem. „Przygodowa” wycieczka na nawiedzony statek? Upadek z sześciu metrów, złamany nos, ręka w temblaku. Dzięki Merlinowa za cuda współczesnej magimedycyny. Na czole chłopaka pojawiła się zmarszczka, gdy zauważył, jak intensywnie wpatruje się w niego Morfeusz.


— Zgaduję, że może być lepiej? — Uniósł pytająco brew, narastająca w nim niepewność zdawała się tylko podsycać te najczarniejsze myśli. — Powinienem się martwić, czy jednak dotrwam do tegorocznego Lammas?


[+]Jasnowidzenie Morfeusza
Każda decyzja, jaką człowiek podejmie w swoim życiu, sprawia, że jego życiowa ścieżka coraz bardziej się rozwidla. Niektóre kroki prowadzą po prostu od punktu A do punktu B. Innym razem rozwidlają się coraz dalej, zmieniając się w plątaninę, w której nawet najtęższe umysły świata czarodziejów nie mogłyby się rozeznać...

Ty masz jednak szczęście. A może raczej Ty i twój bratanek. Pozwalasz, aby twój dar pokierował cię we właściwe miejsce, do odpowiedniego obrazu w galerii życia Erika Longbottoma. Niektóre z nich są ledwo zarysowane, toteż niewiele można z nich odczytać... Przyciąga cię jednak dosyć konkretna wizja, a gdy jej ulegasz...

Widzisz, czujesz zgiełk. Gdziekolwiek wyląduje twój krewniak, będzie tam mnóstwo ludzi. Różdżki pójdą w ruch, jednak on się tym nie przejmie. Czy to cień uśmiechu na jego twarzy? Jest tak pewny swoich umiejętności, a może po prostu znajduje się na tyle daleko od głównego miejsca akcji? Ciężko ci to określić. Wtem wyczuwasz drgania. Zamglony i tak obraz bratanka zdaje się wibrować. Zwiastun zagrożenia? Stres? Negatywne emocje? Musiałbyś sięgnąć głębiej, jednak to wszystko, co na ten moment jesteś w stanie dojrzeć. Otwierasz oczy.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#6
21.12.2023, 21:46  ✶  

Nestor rodu, Godryk Longbottom, ojciec Morpheusa i dziadek Erika, miał w sobie to coś, że nawet dość wątły na tle swojej rodziny profeta stawał prosto, aż strzykały kości. Nikt nie chciał go zawieść i przynieść mu wstydu. Nawet ekscentryczny Morpheus, który kontemplował różowe płatki pachnących kwiatów w ogrodzie i pracował w Departamencie Tajemnic, zdawał się robić wszystko, aby utrzymać pewne pozory. Wszyscy nosili maski, ale wieszcz głównie zakładał opaski na oczy, aby skryć pierwsze ślady szaleństwa. On stracił brata, jednak Godryk stracił dziecko. Drugie. Nikt nie powinien grzebać swojego potomstwa.

Zaciągnął się mocno dymem papierosowym, wypuścił go przez nos, niczym smok, gotowy do otworzenia paszczy, aby ziać ogniem i ponownie. Już od dawna jego przepalone gardło nie wydawało z siebie protestu kaszlem przeciwko atakowi gęstych kłębów tytoniowych. Ostatnio nawet próbował doszukiwać się różnych smaków w mieszankach z różnych źródeł, starość, kurwa, starość, ale nie umiał jeszcze, a nie miał do tego cierpliwości. Za dużo stresu związanego z podejrzewaniem wyimaginowanych efektów smakowych, a palenie go głównie odstresowywało. Wiedział, co robić z rękoma, gdy nie miał w nich przedmiotów do dywinacji.

— Już biegnę, założyć moje szorty i buty sportowe i śmigam po miotłę. Bogini wie, że szybciej pozamiatam, niż polecę. — Mówiło to zaś wiele, bo Erik mógł sobie dać rękę uciąć, że nigdy nie widział Morpheusa, jak ten robił coś z gatunku domowych obowiązków, tym bardziej zamiatał. Na pewno zaś wiedział, że jego wuj panicznie boi się wysokości. Znów się zaciągnął kotłującą się śmiercią w bibułce. — Nie widzę przyszłości dla tego planu.

Taki typowy żart ze strony czarodzieja o jego zdolnościach, które przewijały się zawsze gdzieś, kiedy nie chciał brać w czymś udziału. Zwłaszcza w sportowych zajęciach rekreacyjnych Longbottomów. Przecież nikt mu nie mógł powiedzieć, że łże, gdy czasami jego oczy stawały się ogromne, jak dwie studnie i spoglądał szklanym wzrokiem, jakby widział wieczność i stratę i świat, który płonnie. Podobna mina mignęła na jego twarzy. Zupełnie jakby stał się na chwilę przyszłością samą w sobie, wydawał się nieco niematerialny również, całość jego osoby przestawała istnieć tu i teraz, bo czas przestawał istnieć sam w sobie. Jego linearność pryskała, niczym fontanna z różdżki, rozpierzchając się na miriady nowych form odczuwania obecności i miejsca. Morpheus nigdy nie odczuwał upływu tak jak inni, najpierw obdarowany spojrzeniem w to, co nadejdzie, następnie ukochany przez przeszłość zmieniaczem czasu od matki.

— Kolejny słodki chłopiec, wydany na zarżnięcie — szepnął dziwnie pustym głosem, jakby pobrzmiewało w nim echo i zaraz znów był trzeźwy, obecny. — Zdecydowanie masz przyszłość. Bardziej interesującą, niż malowanie płotu, gwarantuję. Nie każ mnie pokutowaniem za nieobecność na jednym pogrzebie drugim, dobrze? Nie rób tego Brennie. Bądź dzielny, bądź silny, nie pozwól Sparcie spłonąć.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#7
02.01.2024, 22:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2024, 22:32 przez Erik Longbottom.)  

Zaciągnął się chciwie papierosem, którego końcówka rozżarzyła się na moment niczym końcówka różdżki tuż przed rzuceniem zaklęcia zapalającego. Trzymał dym w płucach przez dziesięć sekund, aż powoli wypuścił z ust smużkę dymu, która owinęła się wokół jego twarzy. Mimowolnie skrzywił się, gdy resztki obłoczka uderzyły go po oczach. Powstrzymał się jednak od głośnego kaszlnięcia. Na co dzień nie szukał przyjemności w paleniu.


Bądź co bądź, gdy sięgał po paczkę fajek, nie chodziło mu o celebrowanie chwil spędzonych z innymi pracownikami Ministerstwa Magii w palarni. To był sposób na uspokojenie, ukojenie nerwów i cóż... Okazja do tego, aby po prostu zwolnić. A w pracy, w której w każdej chwili mogło wpaść kolejne wezwanie, takie drobne przerwy były na wagę złota. Może medytacja działała lepiej, jednak Erik wątpił, aby znalazł na to czas pośród codziennego harmidru i obowiązków.


— Nie zapomnij o zdrowym, odżywczym śniadaniu i miksturze na wytrzymałość — odparł niewzruszony, uśmiechając się niewinnie. Odsunął papierosa od ust, aby strącić z niego popiół na ziemię. — Na taki maraton trzeba mieć w końcu trochę siły. — Wspaniałomyślnie darował sobie oklepany tekst o tym, że bez względu na wiek powinno się walczyć ze swoimi lękami. Sam cierpiał na klaustrofobię, więc wiedział, jak się kończyły takie potyczki. — Tak? A może tylko zerkasz za niewłaściwą kurtynę i widzisz tylko tę najmniej — Zaciągnął się papierosem. — Najmniej pozytywną wersję przyszłości?


Na dobrą sprawę nie miał jakiejś wielkiej wiedzy na temat tego, jak działało jasnowidzenie czy wróżbiarstwo. Lekcje w Hogwarcie mówiły jedno, a rozum podpowiadał coś zupełnie innego. Z drugiej strony ciężko było polemizować ze skutecznością tych technik magicznych. Musiało istnieć jakieś źródło, jakiś magiczny trakt dostępny jedynie dla wybranych, który ukazywał to, co dopiero miało się stać. Jak to się jednak przekładało na interpretacje wizjonerów? Nawet rozmowa z Dolohovem nie powiedziała Erikowi zbyt wiele.


Jakby sama mina Morfeusza nie była wystarczająco niepokojąca, tak jego ton głosu dosyć jawnie sugerował, że cokolwiek przewinęło się właśnie przez jego głowę, nie napawało dużym optyizmem. Erik momentalnie spoważniał, blednąc nawet nieco. Zazgrzytał zaniepokojony zębami, gdy dotarły do niego słowo zarżnięcie. Masz teraz swoją ciekawość, przeklął się w myślach. Jak to było? Lepiej nie zadawać pytań, jeśli faktycznie nie chce znać się na nie odpowiedzi. Chyba powinien to sobie wytatuować. Albo powiesić tabliczkę nad łóżkiem, żeby każdego ranka sobie przypominać o tej lekcji.


— Postaram się — odparł spolegliwie. Powstrzymał się od dodatkowych pytań. Nie chciał ryzykować, że utrzyma przez to wuja jeszcze dłużej przy tych jakże niepokojących wyzwań. Zamiast tego pozwolił mu wybudzić się z tego małego transu. Otaksował nieco zmartwionym wzrokiem Morfeusza. — Czy... To zawsze jest takie łatwe? To znaczy, że tak łatwo wpadasz w ten... Stan? — Przekrzywił głowę w bok, sięgając znów po papierosa. — Tak samo było w Grecji, czy musiałaś się bardziej na tym skupić?


Nie znał zbyt dobrze oficjalnej terminologii, więc operował najprostszymi terminami, na jakie było go stać. Podejrzewał, że tak jak z paroma innymi rodzajami magii to emocje odgrywały tu dużą rolę. Znali się od lat, byli rodziną, więc być może ułatwiało to zerknięcie w przyszłość. Co jednak w sytuacji, gdy jasnowidz znajdował się w obcym miejscu, ale o dużym znaczeniu historycznym?


— Będe próbował się trzymać z dala od dużych kłopotów. I tak muszę popracować nad wizerunkiem. — Uśmiechnął się minimalnie. — Mam wrażenie, że Erik-celebryta może być obecnie bardziej potrzebny niż Erik-brygadzista. Zwłaszcza gdy Brenna robi za trzech albo nawet czterech Longbottomów w departamencie.


Westchnął cicho. Obiecał siostrze, że weźmie na siebie zainteresowanie mediów, co by odciążyć ją i kuzynki. Chociaż Erik z chęcią wyciągnąłby jeszcze kogoś z rodziny, aby grzali się razem w świetle fleszy aparatów, tak miał świadomość, że byłoby to jak wyrysowanie krewnemu tarczy strzeleckiej na plecach. Jeden Longbottomów otwarcie krytykujący Śmierciożerców w mediach wystarczył. Przynajmniej na ten moment. A może jednak nie? Przyszłość pokaże.


— Chociaż kluczem pewnie będzie niewpuszczenie tutaj żadnego konia z Troi, co? — Uśmiechnął się półgębkiem.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#8
03.01.2024, 13:56  ✶  

Niewymowny wywrócił oczami, bo były tylko dwa rodzaje aktywności fizycznej, do której można go skłonić, pierwszy to ucieczka przed działaniem jakiegoś nieuważnie uruchomionego artefaktu w Departamencie Tajemnic, który właśnie pochłonął dwójkę współpracowników, a wcześnie zabił trójkę innych osób, które weszły z nim w kontakt. Drugą aktywnością był ciemnooki archeolog z Simi, przy czym Longbottom zaczął się zastanawiać, czy nie jest to jakaś forma narcyzmu ze względu na sporo cech wspólnych w wyglądzie oraz jego siostra, Octavia. Nadal był przekonany, że dwójka czarodziejów była zdecydowanie zbyt blisko ze sobą, ale nim zdążył to odkryć, dowiedział się, że jego brat nie żyje. Najgorszy skrzydłowy za życia, najgorszy skrzydłowy po śmierci.

Morpheus zatęsknił za czasami, gdy krył się z proponowaniem papierosów Erikowi przed szwagierką i otwierali szeroko okna, dywagując, co bardziej by ją zezłościło, zapach papierosów czy alkoholu, aby ukryć papierosy. Zaciągnął się własnym bardzo mocno, aż poczuł łzy w oczach, a po tylu latach palenia musiał się bardzo mocno postarać i próbował wypuścić kółeczka ustami, ale nie wyszło mu to zupełnie. Potrzebował gęstszego dymu fajkowego, uznał. Może jego ojciec miał coś ciekawego w swoich zasobach?

— Przepraszam, Erik. Nie powinienem był zaglądać tak głęboko. Wystarczyło powiedzieć ci, co będzie na obiad — westchnął, strzepując popiół bezmyślnie na trawnik. — Karkówka. Będzie karkówka. Miał być kurczak, ale się popsuł.

Zamknął oczy na chwilę, w zastanowieniu. Papieros kopcił się między palcami, zmarnowany bez oddechu, który będzie podtrzymywał jego życie, gasnący. W ostatnim momencie zawitał do ust Longbottoma, łagodząc pragnienie nikotyny, które równało się z innymi porywami serca najmłodszego ze starego pokolenia. Przyjemność i przymus palenia wypełniały go swojego rodzaju radością, ale też okrutnym śmiechem własnego szyderstwa. Powinien to rzucić. Może powinien spróbować kokainy. 

— Ja to robię właściwie cały czas. Czas nie płynie dla mnie tak, jak dla ciebie, Brenny czy innych. Wydarzenia niekoniecznie następują po sobie jedno za drugim. Celowo spoglądam w przyszłość prawie zawsze. Świadomie muszę zatrzymywać, gdy nie chcę widzieć. Spoglądanie w przyszłość samo w sobie jest takie samo zawsze, lecz w nieznanych miejscach może być dużo trudniej przez brak kontekstu. Lub dużo łatwiej, ponieważ nie niosą ze sobą bagażu emocjonalnego.

Gdyby Erik poprosił go teraz o to, aby wystąpił z nim w sesji zdjęciowej do magazynu czarodziejskiego, byłby pierwszy, żeby wybrać dla nich odpowiednie szaty, ba, nawet zapłacić za nie i odpowiednio posmarować fotografowi, aby oboje wyglądali jak najlepsze wersje siebie kiedykolwiek. Kontrastujące urody, moc jasnookiej młodości i respektowana powaga czerni. Przyszłość w dwóch znaczeniach, Erik jako nadchodzące pokolenie, to, które włada światem teraz lub będzie za chwilę oraz Morpheus, jako ten, który widzi to, co w przyszłości.

Może jednak na starość się ożeni?

— Powiem dziadkowi, że nie przeczytałeś Iliady. To grecy zostawili konia dla Trojan, Helena była królową Sparty, Menelaos jej mężem, Parys jej kochankiem. Sparta upadła przez wewnętrzne konflikty i zastanie. — Skierował wzrok ku budynkowi Warowni, jakby spodziewał się, że za chwilę dostąpi samozapłonu. Oczywiście nic takiego nie nastąpiło. Ktoś przechodził korytarzem, niewyraźna sylwetka przez szybę, listki bluszczu kołysały się delikatnie przy letnim zefirku. Nikt by nie powiedział, że trwa wojna. — Zniszczona i spalona przez wizygotów, przez rodzące się imperium Rzymskie. Ponieważ nie rozwinęła się ponad swoje militarne tradycje. To chyba odpowiada na twoje pytanie-nie pytanie. Tak, Erik celebryta to ktoś, kogo będzie potrzeba. Czytałem twój wywiad. Bardzo odważny.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#9
09.01.2024, 02:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.01.2024, 00:36 przez Erik Longbottom.)  

Po tylu latach w Brygadzie Uderzeniowej, nabrał przekonania, że rozumie ludzi. W tym zawodzie było to wręcz wymagane. Jak inaczej miałby prowadzić przesłuchania, rozmawiać z ofiarami przestępstw, a przy tym nie tylko nie zwariować, ale też okazać szacunek i empatię? Jasne, niekiedy stosował zasady dobrego wychowania po to, aby nie sprowokować rozgorączkowanego petenta do złożenia skargi, jednak w znacznej większości przypadków to po prostu jego spokojna, dobrotliwa natura zwyciężała nad chęcią przywdziania maski twardego i zimnego stróża prawa. Tacy pewnie mieli na tym świecie nieco łatwiej. Może potrafili po prostu zamknąć teczkę z aktami i ruszyć do przodu.


Tym, czego jednak Erik często nie rozumiał były żarty jego własnych krewnych. Miał niezdrowy zwyczaj wierzenia członkom rodziny na słowo, a żarty pokryte cienką warstwą ironii czy sarkazmu nie raz przelatywały tuż ponad jego głową. I chociaż zazwyczaj to Brenna wiodła prym w tej rodzinnej zabawie, tak wszystko wskazywało na to, że wuj bardzo szybko nadrabiał zaległości po powrocie w rodzinne strony. Normalnie zbyłby podobny komentarz zwykłym "nieśmieszne" lub próbował walczyć o swoje racje. Nie mógł się jednak oprzeć wrażeniu, że drobny prztyczek w nos od Morfeusza był czymś więcej. Jakby tym drobnym dowcipem starał się ukryć jakiś smutek, niezrozumienie? Trudno było stwierdzić. A może to tylko wyobraźnia młodego Longbottoma płatała mu psikusa.


— Faktycznie, przerażające. — Pokiwał głową, wpatrując się pustym wzrokiem w kępę trawy w ogrodzie. — Brennie i Danielle też fundujesz takie żarty, czy rezerwujesz takie atrakcje specjalnie dla mnie? — Uniósł pytająco brew, a na jego twarzy zatańczył lekki uśmiech. W ten sposób sprawdzał teren, chcąc potwierdzić swoje przypuszczenia. Papieros krążył przez chwilę między jego palcami, zanim ponownie uniósł go do ust. Pozwolił, aby dym na powrót rozgościł się w jego gardle. — Gdybym cię nie znał, powiedziałbym, że próbujesz się ze mnie nabijać. Ale cię znam. — Otaksował uważnie jego twarz. — Więc to raczej nie to.


Papierosy? Alkohol? Mugolska literatura? Wszystko było lepsze od narkotyków. Na szczęście Erik nie potrafił wchodzić ludziom do głowy, toteż nawet przez myśl mu nie przeszło, że Morfeusz mógłby rozważyć zwrócenie się ku tak niebezpiecznym i uzależniającym substancją. Podobno w małych ilościach wszystko było dobre, ale chyba oczywiste było, że to powiedzenie nie odnosiło się do kompletnie wszystko. Na przykład niemagicznych narkotyków i czarnej magii. Czy Morfeusz w ogóle wiedział, ile groziło za posiadanie kokainy? Było to dużo: pozbawienie wolności do lat siedmiu i nieograniczona kara grzywny. Ministerstwo Magii mogłoby się znacznie wzbogacić na złapaniu Morfeusza z tą substancją. Niech Merlin ma go w swojej opiece.


— Nie zazdroszczę ci tego — odpowiedział nieco ponurym głosem. — Brzmi raczej jak nieznośna klątwa, niż magiczny dar. — Zmrużył oczy, gdy przebijające się między gałęziami drzew promienie słońca uderzyły w jego twarz. — Poza pełnią rzadko kiedy czuję wilka. Czasem mam wrażenie, że mam w sobie coś dzikiego. Jakiś instynkt. — Wzdrygnął się na brzmienie tych słów. Brakowało jeszcze, żeby określił się prawdziwym samcem alfa. — Przed pełnią jestem bardziej pobudzony, potrzebuję więcej ruchu, większych posiłków, a po pełni dosłownie padam z nóg, ale rzadko kiedy pamiętam, co dokładnie działo się w nocy. — Uciekł na moment spojrzeniem w bok. — To wszystko jest bardziej... cykliczne. Stale. Uporządkowane? — Wzruszył ramionami, wypuszczając dym przez nos. — Ty chyba nie masz takiego komfortu. To może przyjść w każdej chwili. Działa na ciebie w każdej chwili.


Powstrzymał się od ckliwego ''przykro mi, że musisz do znosić''. Każdy miał jakieś brzemię, niektórzy znosili je lepiej inni gorzej. Czasem przychodziło się z nim na świat, a czasem czekało całe lata, aby zostać obarczonym jego ciężarem. Czy Erik zasłużył sobie na to, aby co miesiąc znosić klątwę lykantropii? Czy Morfeusz zapracował sobie na to, żeby wizje przyszłości były stałą w jego życiu, równie powszednią, jak oddychanie? Czy ich kłopoty sprawiały, że inni z ich otoczenia mieli ich mniej? Może spłacamy w ten sposób długi naszych przodków, pomyślał z sarkazmem. Kąciki jego ust poderwały się w górę, jednak nie było w tym geście nawet krzty euforii.


Co tu dużo mówić, Erik z przyjemnością wszedłby w podobną współpracę. W ostatnim czasie został zmuszony do tego, aby nieco dokładniej przyjrzeć się swojemu życiu. Do niedawna wydawało mu się, że może brać z życia całymi garściami, rozwijać się w różnych sferach i nie ryzykować straty żadnych wpływów. W swoich przemyśleniach nie uwzględnił jednak jednej rzeczy: działań innych ludzi i konsekwencji wydarzeń, na które nie mieli jakiekolwiek wpływu. Beltane pokazało mu, że nie da się być dobrym we wszystkim. Można balansować na linię między różnymi przymierzami, lojalnością wobec różnych ludzi, różnych organizacji, ale w ten sposób niczemu nie można było się poświęcić w stu procentach. Niewykluczone, że niedługo przyjdzie taki moment, gdy Longbottom będzie musiał się określić. Sesja fotograficzna z Morfeuszem na okładkę Czarownicy na pewno osłodziłaby mu ten czas.


— Postęp największym wrogiem tradycji, czy coś w tym rodzaju — stwierdził, wzdychając cicho. — Ciekawe, czy nas kiedyś spalą, bo się okaże, że nasze wartości staną się przeżytkiem. A może doszliśmy do takiego poziomu, że przyszłe pokolenia będą je uznawały za podstawę zasady, niż coś kontrowersyjnego.


Może nie było to idealne porównanie, jednak można było doszukiwać się podobieństw między militarystyczną kulturą Spartan a punktem widzenia tradycyjnych rodzin czystej krwi. Rzymianie okazali się bardziej plastyczni, nadali nowy kierunek swojej kulturze, a ci, którzy utknęli pośród starych wierzeń, odeszli w zapomnienie. Czy ten los spotka obecne ''wyżyny społeczne'' czystokrwistej arystokracji? Czy elitę, która uformuje się po ich odejściu, czekał taki sam koniec? Tyle pytań, tyle filozoficznych rozmarzań, a płot dalej czekał na malowanie. To naprawdę robota na cale lato, zdał sobie sprawę Erik. W posiadłości był taki ruch, że co chwilę będzie nachodzony i nigdy tego nie skończy. Jak mógł jednak nie uczestniczyć w dyskusji?



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#10
11.01.2024, 20:11  ✶  

Szmer wiatru głaskał gałęzie w sadzie, ostatnie płatki kwiecia frunęły krótkim zrywem wolności w stronę ziemi, aby zmienić się z narządów rodnych w pokarm dla dżdżownic, słodką nagrodą za trudy trawienia ludzkich pozostałości. Wiosna odeszła już, zostawiając żar gorąca z nieba, niesamowicie błękitne niebo oraz blask światła na ciepłej wodzie jeziora. Morpheus z żalem zauważył, że ominął go całkowicie czas, gdy zieleń jest soczysta i świeża, a różowe pąki rozkwitają na gałęziach jabłoni. Słońce, które raziło jego bratanka, czyniło złotą aureolę dookoła jego głowy, niczym świętemu na ikonach prawosławnych.

— Nie żartowałem — powiedział tylko na swoją obronę, ale bez zacietrzewienia czy oburzenia. Morpheus nigdy nie żartował w kwestii swoich wizji, dla niego spoglądanie w przyszłość, nawet jeśli dotyczyły spraw błahych, jak na przykład danie, jakie podawała Malwa. Czasami dlatego, że następstwa takich drobnych spraw okazywały się najwyższej wagi, ale głównie ponieważ uważał, że to najdrobniejsze chwile tworzą obraz całości, największe trywializmy są układankami losu, składającymi się na zapierający dech w piersiach krjaobraz życia.

Morpheus usiadł obok bratanka, krzyżując nogi w swobodnej pozie. Przesunął dłonią po ziemi, przeczesał trawę, ale nie zerwał ani źdźbła. Nie chciał niszczyć ich melodii. Palił dalej, słuchając monotonnego cykania letnich owadów oraz bratanka, odkrywającego swoje troski związane z klątwą.

Jak przez mgłę pamiętał dzień, kiedy informacja o pogryzieniu Erika runęła na nich, niczym grom z jasnego nieba. Pamiętał wściekłość rodziców chłopaka, niesamoty smutek i obawę o jego życie. Plany, jakie poczynili wszyscy, aby przystosować się do nowej rzeczywistości. Nie wyobrażał sobie nigdy, jak musi mu być ciężko w wilczej skórze.

— Accio czysty pędzel.

Niestety, nic nie przyleciało. Nie, zaraz, coś usłyszał. Nagle w jego stronę poszybował stary, niemal wyliniały pędzel, który uderzył go prosto w twarz. Teraz przynajmniej nie miał śladów po farbie wszędzie dookoła siebie, na skórze i na ubraniach. Za to na pewno przez kilka dni pod okiem będzie się pysznić lekki siniak, jakby ktoś go znokautował w bójce, ale nie dość, aby podbić oko. Poprosi później skrzatkę o jakąś maść, aby szybciej zniknęło.

— Czasami nie pozowała mi spać, a czasami myli rzeczywistość z wizją. Nie odczuwam tego jednak, jako klątwy. Zbyt długo to ze mną jest, Eriku, żebym chociażby pamiętał życie bez daru. To jak życie bez magii, różdżki, zaklęć. Nie żałuj mnie, urodziłem się do tego. — Posłał bratankowi ten czarujący uśmiech, którego używał, aby opowiadać niestworzone historie pięknym paniom, których nie planował podrywać, ale chciał mile połechtać ego. To ten rodzaj uśmiechu, który pokazuje się na przyjęciach, pełen pewności siebie.

Zamoczył lichy pędzel w farbie i zaczął pomagać drugiemu czarodziejowi.

— Koło fortuny nieustannie się kręci. Przychodzą czasy konserwatywne i liberalne. Pewna czarownica powiedziała mi, że brzmię jak młody mugolak-rewolucjonista. Rzecz w tym, że wierzę w nieustanny wzrost. Wielkie Arkana w Tarocie to opowieść o podróży, ale tej bez końca. Ostatnią kartą jest Świat, pełnia, lecz po dotarciu do tego miejsca, orientujesz się, że w innym aspekcie znów jesteś Głupcem. Jedyną nienaturalną rzeczą w życiu jest stagnacja. To chyba czyni mnie rewolucjonistą — zaśmiał się, a perlisty śmiech rozbiegł się na wszystkie strony, niczym korale zerwane z szyi dziewczyny podczas rubasznego tańca.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (6731), Morpheus Longbottom (4263)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa