Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Bajarz IV
Czego uczą nas mity o przepowiedniach?
Umykasz przed nimi na koniec świata tylko po to, by zatoczyć krąg i wpaść im w ramiona.
*
…czym jest prawdziwa przepowiednia?
Były drobne znaki, symbole objawiające się w szklanej kuli, wskazówki udzielane przez karty, znaczenia, kryjące się na dnie filiżanki. Przebłyski przyszłości, jakie jasnowidz mógł zobaczyć, kiedy spoglądał na kogoś i sprawdzał, co go czeka. Sny o bliskich, zwiastujące grozę lub szczęście. I wszystko to może było prawdziwą przepowiednią, ale jednocześnie… nie jedną z tych, które zamykano w szklanych kulach, katalogowano i ustawiano na półkach Departamentu Tajemnic.
Tam trafiały tylko te wygłaszane przez wieszczy, nad którymi na chwilę kontrolę przejmował ich talent, a może jeszcze inna, niezrozumiała siła: boska czy magiczna. Przepowiednie, które mogły zmienić los wielu, a być może – zaważyć na dziejach świata.
*
Zadanie było pozornie rutynowe i mógł nim zająć się dowolny pracownik Komnaty Przepowiedni. Do Departamentu dotarły plotki o tym, że pewien jasnowidz – starszy już i przez własny talent doprowadzony niemalże do obłędu, chętnie zaglądający do butelki – wygłosił przepowiednię. Nie potraktowano tego nawet jakoś szczególnie poważnie, bo równie dobrze słowa Charona mogły być prawdziwym wieszczeniem, jak i majakami kogoś, kto wypił zbyt wiele butelek rumu w towarzystwie sąsiada, Alistaira Laramonta. Lub sąsiad sam wypił nieco zbyt wiele i niepotrzebnie zarzekał się, że jego przyjaciela na chwilę dosłownie opętało, że oczy stanęły mu w słup, że mówił straszliwym głosem i że wypowiedziane słowa z pewnością nie były tylko pijackim gadaniem, i że właściwie to Charon nie wypił tyle, by nic nie pamiętać, a utrzymywał, że przysnął…
A jednak Morpheus został po cichu poproszony przez bratanicę, by postarał się, aby zadanie przydzielono właśnie jemu. By nie dostał go jakiś młokos, któremu normalnie pewnie powierzono by rozmowę z Laramontem, a może sięgnięcie ku jego wspomnieniom, by potem – jeżeli weryfikacja wykazałaby, że przepowiednia jest prawdziwa – zamknąć je w szklanej kuli, w odmętach Komnaty Tajemnic.
Musimy znać treść tej przepowiedni.
I być może wszystkiego o niej nie powinien wiedzieć nikt inny w Departamencie…
Najwyraźniej pogłoski o przepowiedni dotarły nie tylko do Departamentu Tajemnic. I było w nich coś więcej: coś, co wzbudzało niepokój, coś, co skłaniało do zainteresowania się sprawą, zbadania jej bliżej i ocenienia, co jest prawdą, co kłamstwem i co mógł zapowiedzieć podstarzały wieszcz.
*
Charon, jasnowidz, który jeśli miał nazwisko, to od dawna go nie używał, mieszkał na irlandzkim wybrzeżu, w niewielkim domu, wzniesionym z szarego kamienia. Ledwo kawałek dalej, na stromym wzniesiony, leżała morska latarnia: i choć nie zdawała się potrzebna żadnym statkom, bo nie widzieli jej mugole ani mugolskie okręty, tam mieszkał Alistair i jako Latarnik każdego wieczora rozpalał w niej światła.