• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[1 XII 1970] I just see the truth | Neil & Morpheus

[1 XII 1970] I just see the truth | Neil & Morpheus
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#11
16.01.2024, 13:55  ✶  

Kolejne Arresto Momentum padło o moment za późno, nie łapiąc nawet tych, w których zostało wycelowane, bo jeden ze Śmierciożerców złapał swojego transmutowanego kolegę i tak jak się pojawili, tak zniknęli, teleportując się z miejsca zdarzenia. Pomimo że został tylko jeden, to właśnie ten najbardziej niebezpieczny, który używał z powodzeniem Czarnej Magii, aż się Morpheusowi robiło niedobrze od smrodu, jaki zapanował w pomieszczeniu. Oddychał szybko, płytkie oddechy nie starczały jego organizmowi, a dym z płomieni wymuszał kaszel. Pożar ryczał w uszach i rozprzestrzeniał się natychmiastowo, niemal docierając do uwięzionych mugoli. Nie miał czasu na myślenie, nawet nie zauważył, że jego szata zaczęła się palić na brzegach.

Morpheus nie za bardzo zastanawiał się nad tym, dlaczego akurat w tym miejscu zaatakowano, ale mógłby szybko wskazać kilka cech. Zamieszkiwanie tego samego domostwa, co pół biura BUM-owców nauczyło go tego i owego. Po pierwsze, była to dzielnica robocza, mniejsza możliwość spotkania oporu, po drugie upojona grupa osób była dużo łatwiejsza do opanowania czarnoksięskimi czarami. Po trzecie i może najważniejsze, to były pierwsze nuty wojennej symfonii, oczywiście, że im bardziej, tym dla nich lepiej. Strach i popłoch miał ogarnąć wszystkich.

Chwila zawahania się i uderzyło go jakieś zaklęcie. Nie ostateczne. Upadł na szkło, które wbiło mu się w przedramiona, kilka kawałków rozorało mu policzek. Ciepła struga krwi popłynęła, niczym zbroczony święty obraz, płaczący nad losem swoich wiernych. Podniósł się i wysłał w stronę czarownika połamane krzesło, aby go rozproszyć dużym przedmiotem. Wtedy zauważył czwartego, który wchodził przez płomienie i wycelował w Neila. Zanim zielone światło się pojawiło, zobaczył martwe oczy chłopaka.

Jedyne co mu pozostało, to potykając się o własne nogi, wpaść na chłopaka i obalić go własnym ciężarem, kryjąc ich oboje za barem. Chyba potłukł jeszcze więcej szkła. Zielona smuga minęła ich o włos.

— Żyjesz? — szepnął do barmana, próbując wytrzeć z twarzy własną krew.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#12
16.01.2024, 14:55  ✶  
Udało się! Udało się? Cóż, kwestia szczęście, rozproszenia i możliwe, że niedocenienia mnie, do tego sygnały mugolskiej pomocy zjeżdżającej się na miejsce też nie pomagały. Tak czy inaczej mój sukces nie napełnił mnie pychą, ale na pewno cieszył przez swoja niespodziankową naturę, pokazując, że może nie jestem aż taki zły w magię, jak myślałem za czasów szkoły. Kwestia praktyki być może i zdecydowanie kwestia presji żeby ratować życie czyjeś i swoje.
Sytuacja jak nagle się zaczęła, tak nagle się skończyła. Dwójka zniknęła, pozostał trzeci, który rzucił kolejne zaklęcie w mężczyznę. Serce mi stanęło na chwilę widząc, jak ten upada. Nie żyje? Zostałem sam? Czy ja właśnie byłem świadkiem?... Nie! Żyje. Uśmiechnąłem się na widok, jak się rusza i do tego posyła krzesło w stronę mężczyzny. Ta chwila zapatrzenia na czarodzieja sprawiła, że dodatkowy osobnik biorący udział w walce umknął mojej uwadze. Było ich trzech, więc skąd nagle czwarty, szczególnie, ze pomoc była w drodze? Jak bardzo zaplanowali ten atak, który jakby nie patrzeć poszedł po ich myśli. Mamy ofiary śmiertelne, a oni mają co najwyżej transmutowanego na jakiś czas towarzysza.
Kątem oka wyłapując ruch śmierciożercy, zostałem uderzony masą klienta i runąłem z nim na ziemę za barem, wydając z siebie jęknięcie kiedy jego ciężar spadł na mnie, przyciskając mnie do twardej drewnianej ziemi pokrytej kawałkami drewna i szkła. Czułem, jak ostre krawędzie wbiły mi się w kilku miejscach w plecy i tył głowy. Ręce szczęśliwie zostały oszczędzone, bo odruchowo chwyciłem się lecącego na mnie mężczyzny, trzymając go za fraki, jakby od tego zależało moje życie, bo... poniekąd zależało. Jęknąłem kiedy ból upadku do mnie dotarł w sekundzie względnego spokoju.
-Taa...-kaszlnąłem cicho, bo przewrócenie porządnie wyrzuciło powietrze z moich płuc. Na sali dało się słyszeć odgłosy pękającej porcelany gdy myszy i kruki wracały do swoich pierwotnych form. Obejmując go za ramiona, spojrzałem mu w oczy.-Gdzie nasza pomoc? Zaraz policję zaczną zabijać.-zaszeptałem, byliśmy w średniej formie. Już wystarczająco dużo osób zabili, a skoro teleportacja istnieje, to czemu jeszcze nikt nie przybył tu na miejsce nam pomóc? Do tego zaraz zajrzą za bar i będzie też po nas. Gdzie moja różdżka? Rozejrzałem się, bo musiała mi wypaść w czasie zderzenia z mężczyzną. Nie powiem, jego atak wziął mnie z zaskoczenia.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#13
16.01.2024, 22:38  ✶  

Morpheus szybko przemieścił się na bok, w jakim stopniu pozwalały mu pokrwawione ręce. Zauważył tlącą się wełnę i zgasił ją nadepnięciem na brzeg swojej szaty. Zauważył w niej kilka rozdarć, mimochodem, jak zwykle za dużo dostrzegając dla swojego bezpieczeństwa. Odetchnął, omiatając młodszego mężczyznę zapachem papierosów i tych kilku łyków piwa, jakie zdążyły przejść przez jego gardło. Nawet klub pojedynkowy nie przygotował go na to, co stało się jego udziałem w barze.

— Powinni...

— BUM! Nie ruszać się! — wykrzyknął jakiś nieznany głos i znów dźwięki pojedynków. Teraz jednak nie pędziły w nikogo talerze i inna prowizoryczna broń, a prawidłowe zaklęcia i sufit nad głowami dwójki rozświetlił się światłami zaklęć. Okrzyki, grzmoty, syk stykającego się ognia i wody, zawodzenie policyjnych syren, które jakby się oddalało, tworzyło fałszującą symfonię destrukcji i zniszczenia. Balladę o przetrwaniu i kontroli. Mógłby zniknąć, teleportować się, ale głupia bohaterskość w jego krwi nie pozwalała mu zostawić drugiego czarodzieja samego w tak beznadziejnej sytuacji. Walczył dzielnie. I był uroczy. 

— ... już być. — niemal się zaśmiał, nadal jednak szeptał. Usiadł na posadzce, jakby za jego placami nie działa się bitwa, na życie i śmierć. Wyciągnął w stronę barmana zakrwawioną dłoń, zreflektował się, wyjął z niej szkło i przetarł ją o przód swojej szaty, krzywiąc się z bólu i ponownie podał do uścisku. — Morpheus.

Wrzawa zaczynała cichnąć. Dało się słyszeć rozmowę: Widział ktoś Longbottoma? Którego? Tego dziwnego. Mamy już wszystkich, trzeba rzucić zaklęcia. Udało mu się rzucić Mroczny Znak? Nie do końca, już go zdjemujemy...

— Jesteśmy za barem — wychrypiał Morpheus głośniej. Dwójka BUM-owców, z uniesionymi w pogotowiu różdżkami pojawiła się przed nimi ze zmarszczonymi brwiami, gotowi do sprawdzenia ich tożsamości i najwyraźniej bitki. Nie był zaskoczony.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#14
16.01.2024, 23:22  ✶  
Wyczucie czasu mieli idealne, nie można powiedzieć, że nie. Wzdrygnąłem się słysząc krzyki i padające zaklęcia. Czy mieliśmy iść im pomóc? Nie, chyba nie, policji bym nie wchodził w drogę, żeby im pomagać, w końcu są do tego wyszkoleni, a już i tak ledwo uciekłem śmierci i to tylko dzięki klientowi.
Spojrzałem na faceta, co mi się przedstawił tak po prostu. Kilka metrów od nas, za barem biją się na śmierć i życie, co prawda słyszalnie wygrywają, ale...
-Neil.-przedstawiłem się z łagodnym uśmiechem ulgi chwytając jego dłoń, nie przejmując się krwią, choć uważając na rany, wiec nie chwyciłem go zbyt mocno. Mógłbym mu zrobić mieszankę ziół na poprawę zdrowia i szybsze leczenie się ran, jakaś maść też byłaby dobra, chociaż to dopiero po zrobieniu się strupów. Od razu zastanowiłem się czy uda mi się zdobyć na niego namiary, żeby się jakoś odwdzięczyć.
Całe szczęście jednak zmieniło się w zaskoczenie i niepewność kiedy za bar wskoczyli czarodzieje BUM, na których widok się wzdrygnąłem, szczególnie, że ich różdżki były w pełnej gotowości. Zaraz jednak spojrzenie wróciło na mężczyznę, który wezwał pomoc. Co bym zrobił bez niego? Wiedziałbym w ogóle kogo wzywać i przede wszystkim jak? Nigdy nie musiałem tego robić, ale widać czasy się zmieniają i trzeba nabrać wprawy w niezbyt przyjemnych rzeczach. Na razie będę musiał się oswoić z myślą, że tam na sali leżą martwi ludzie zabici w ataku, to było mocno niekomfortowe.
Chwyciłem czarodzieja za rękę, trochę nie chcąc, żeby jeszcze gdzieś szedł, a trochę dla własnej otuchy, w końcu mogło to wszystko skończyć się dużo gorzej. A co rodzice zrobiliby bez moich pieniędzy? Żyliby, ale jednak jestem dla nich dużym wsparciem.
-Zapiszesz mi swój numer?-na szybko przekalkulowałem, że prędzej poda mi numer niż adres, więc o to poprosiłem.-Chcę się odwdzięczyć jakoś za pomoc.-posłałem mu uśmiech, licząc, że da i coś dzięki czemu będę mógł go odnaleźć.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#15
17.01.2024, 20:11  ✶  

Nagłe dotknięcie zaskoczyło go, jakby resztki magii pozostały pomiędzy nimi i błysnęły nagłym ukłuciem, gdy skóra złączyła się ze skórą. Ścisnął w geście otuchy dłoń barmana, odpowiadając na ten gest. Neila. Ręce Morpheusa były niesamowicie lodowate, ale miękkie w dotyku. Na pewno nie parał się pracą fizyczną, dbał o przycięte krótko paznokcie, ale sam uścisk należał do tych pewnych, można rzec nawet stanowczych. Zupełnie jakby przekazywał drugiemu czarodziejowi, że teraz już wszystko jest pod kontrolą i nie ma się czym przejmować. Oczywiście stanowiło to wierutne kłamstwo, nic nie było dobrze i nadal należało się mieć na baczności. Morpheus po raz pierwszy poczuł w rzeczywistości, że trwa wojna, że nawet on jest w niej zagrożony.

— Możesz do mnie napisać — głos miał zachrypnięty od dymu, ściśnięty zmęczeniem i sytuacją w jakiej utknęli. Sięgnął w poły swojej szaty. Pomiędzy kartami, papierośnicą i innymi drobiazgami mial jeszcze jedno małe, metalowe pudełeczko. Podał Neilowi wizytówkę wypisaną piękną kaligrafią, wyglądającą na robioną ręcznie, ale nie amatorsko. Beżowy kartonik miał wybity w formie fakturowanego znaku wodnego symbol Brytyjskiego Ministerstwa Magii.


Morpheus Longbottom
Niewymowny
Ministerstwo Magii, Londyn
Departament Tajemnic, poziom 9

Podniósł się z cichym stęknięciem. Istniały tylko dwie aktywności fizycznej, które lubił, pierwszą było pływanie.

— Do zobaczenia Neil. Oby w lepszych okolicznościach — pożegnał się, gdy jeden z funkcjonariuszy poprosił go na bok. Idąc nie patrzył na martwe ciała, poruszał się z pewnością właściciela świata i niemal wojskową precyzją. Po mowie ciała BUM-owców też dało się wywnioskować, że jest z nimi w jakiś sposób zaznajomiony i w pozytywnych stosunkach. Później wszystko toczyło się bardzo, bardzo powoli. Nastąpiła długa weryfikacja personaliów obu czarodziejów, gdy siedzieli przy ostatnich trzymających się jako tako stolikach, odpowiadając na wiele pytań, zebranie zeznań od obojga, zanim zdążą ustalić wspólną wersję. Na koniec przetransportowano każdego do św. Munga, gdzie całkowicie stracili się z oczu i zajęto się ich urazami. Na szczęście dla ego Morpheusa, uporano się z ranami na twarzy, chociaż przy oczyszczaniu magimedyczka wyciągnęła z nich siedem kawałków rozbitego szkła.

W mugolskich gazetach pisano o pożarze w barze, który wywołała bójka kibiców i podano do informacji imiona i nazwiska trzech ofiar śmiertelnych. Mugolskim świadkom zmieniono pamięć, a w świecie czarodziejów załamywano ręce nad kolejnym atakiem popleczników lorda Voldemorta.


Koniec sesji


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Morpheus Longbottom (2936), Neil Enfer (2027)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa