• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Charing Cross Road Lato 1972, 10 lipca // Modest clothes can be beautiful, but who cares, I'm a whore

Lato 1972, 10 lipca // Modest clothes can be beautiful, but who cares, I'm a whore
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#1
18.01.2024, 01:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.03.2024, 20:39 przez Eutierria.)  
Cryk Bellów, wóz Jaśniepana Zarządcy i jego Żony
10 lipca 1972 roku

Nie było go dzisiaj w Fantasmagorii. To nie było nic, co szczególnie dziwiło - był środek tygodnia, a on lubił zawieruszyć się gdzieś na długo, to w okolicznym lesie, kiedy jeszcze jeździli po wioskach, to pomiędzy budynkami Charing Cross Street, kiedy przyjechali do Londynu. Albo do kogoś poszedł, albo leżał na dachu którejś z kamienic i palił papierosy. Norma. Ważne było, że zawsze wróci. Obiecał to głośno i wyraźnie - to będzie jego miejsce, był w tym szczery i znów nie zawiódł - co prawda zaskoczył go zmierzch, a on nie dał znać Alexandrowi jak piekielnie późno raczy pojawić się w ich sypialni, bo tego wszystkiego nie przewidział, ale... Jeszcze nie nastała godzina, przy której człowiek zaczynał się martwić, więc starszy Bell żył normalnie - poszedł się umyć, zamierzał położyć się spać, ale kiedy wracał do swojego wozu, mógł spostrzec, że świeci się w nim jedna z lamp. Czyli Flynn bezpiecznie wrócił.

I nagle jakiś taki niepokój rozszedł mu się po ciele, jakby zło wisiało w powietrzu... To dobrze, że wrócił, więc... dlaczego poczuł takie dziwne napięcie przed naciśnięciem klamki? Istniało kilka potencjalnych odpowiedzi na to pytanie. Pierwsza, która narzucała się na myśl zależała od tego, na co Alexander wpierw zwrócił uwagę.

Jeżeli na zmiany w pomieszczeniu... to nie mógł nie zauważyć wielkiego lustra opartego o półkę na książki. Wątpliwe było, żeby Flynn je sobie tutaj przyniósł - gdyby po prostu chciał się przejrzeć, to poszedłby do wozów którejś z dziewczyn, a nie targał je aż tutaj. Na stałe nie było im potrzebne, więc je pewnie na chwilę wykształtował, żeby się w nim przejrzeć. I to była zupełna nowość, bo on się nie czesał od co najmniej czterech lat. Tak, dawał obcinać sobie włosy i tak - rozczesywał je palcami podczas mycia, ale generalnie dawał im żyć własnym życiem. Codziennie ubierał się tak samo i teraz co - robił tutaj jakąś rewię mody? Bo obok lustra stała torba, z której wystawało więcej ubrań.

Jeżeli na jego twarz i włosy... to nie mogło mu umknąć, że nie zaczesał ich do tyłu, ani nie związał gumką. Urosły mu już sporo, pewnie zaraz będzie biegał za kimś, żeby mu pomógł je skrócić, ale teraz... teraz opuścił je swobodnie na ramiona, ewidentnie poprawił ich ułożenie palcami lub czarem, tak żeby tym razem nie wchodziły mu do oczu. Postarał się coś z tym swoim wyglądem zrobić, ale wpatrując się w swoje odbicie, sprawiał wrażenie piekielnie smutnego. Jakby coś w nim umarło. Te resztki nadziei tlące się zwykle pod przymkniętymi powiekami dzisiaj zniknęły.

Jeżeli na jego ubiór... i to on pewnie krzyczał najgłośniej, Alexander od razu doszedł do sedna tejże tajemniczej sprawy - do czarnej, damskiej bluzki z mocnym dekoltem i przewiewnej, ociupinę za króciutkiej, czarnej spódnicy w dziwaczny, kwiecisty wzorek, jakie Flynn miał na sobie.

Przyniósł te ubrania od znajomych, bo wiedział dobrze, że spodobają się ich siostrze, ale kiedy je wyciągnął momentalnie skojarzyły mu się z Fontaine i... nie był do końca pewny kiedy to się zaczęło. Kiedy chciał spojrzeć na siebie w tym stroju, obrócić się bokiem do tafli lustra, schylić przed nim, wykonać jakąś pozę? To się po prostu stało. I wyglądał absurdalnie. Powiedziałby nawet, że obrzydliwie. Nie miał wstydu nie od wczoraj, nie był dobry w przestrzeganie zasad społecznych - wyszedłby tak na miasto i śmiał się z każdego, kogo by ten widok zgorszył. Nie pomogło mu to jednak w przezwyciężeniu tych idiotycznych myśli, które go czasem nawiedzały - o porzuceniu, o byciu kimś niewystarczającym. I ta brzydota objawiająca się w tym momencie w kompletnie męskiej budowie ciała, w wyrzeźbionej muskulaturze, w twarzy, jakiej nikt by nie pomylił z kobiecą choćby i mu za to zapłacili pieniądze... Kurwa, ale on się robił żałosny.

- Chcesz... - zaczął, przerywając cokolwiek co jego brat miał mu do powiedzenia - iść ze mną potańczyć? - Dokończył to jakoś ciszej, niepewnie. Sam dopiero na to wpadł.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#2
21.01.2024, 00:43  ✶  
Za każdym razem, kiedy nie widywałem Flynna cały dzień na terenie cyrku i/lub późno wracał do przyczepy, ogarniał mnie niepokój. Zawsze tliła się we mnie niepewność, że może jednak tym razem nie ujrzę go w środku, że coś się stało albo po prostu odszedł bez pożegnania się. Usilnie się tego obawiałem, więc ulgę czułem dopiero wtedy, kiedy przekraczałem próg wozu i go widziałem.
Teraz go właśnie widziałem i nie byłem pewien, czy chciałem go takim widzieć. Nie chodziło mi przy tym o jego ubiór, bo ta spódniczka to akurat podkreślała znajome mi kształty jego ciała, ale... było to samo w sobie nietypowe, niecodzienne, właściwie pierwsze w swoim rodzaju, a przynajmniej pierwszy raz go tak ubranego widziałem.
Bardziej obawiałem się tych emocji, które dostrzegałem w jego oczach. One zawsze były dla mnie bardzo ważne, a teraz, cóż, oblewały się w smutku, w stracie, może przegranej. Sam nie wiedziałem i chyba potrzebowałem się tego dowiedzieć, żeby niepotrzebnie nie panikować. Chciał... iść potańczyć?
- Flynn, wszystko w porządku...? - zapytałem go, robiąc tych kilka kroków by chwycić go za twarz swoimi dłońmi. Próbowałem odnaleźć coś, jakieś odpowiedzi w jego spojrzeniu... A może oznaki normalności? - Stało się coś? Wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim... Jestem tu i zawsze będę przy tobie - zapewniłem, cmokając go w czoło, co było tym razem nieco dziwne, kiedy żadne zagubione włosy nie smyrały mnie w usta niepowołane. Nie musiałem z nimi walczyć ani nic. Po prostu Flynn miał ułożone włosy. Tylko tyle. Nic... nadzwyczajnego? A jednak.
Cóż, nieistotne. Przytuliłem go zaraz do siebie, porwałem w ramiona. Nie byłem pewien, co oznaczała ta zmiana, ale czułem, że była to tylko powierzchowna skorupa, która skrywała coś złego.
Nie odpowiedziałem na pytanie Flynna, chcąc je dosyć politycznie przemilczeć. Obawiałem się, że nie mogliśmy wyjść potańczyć, bo to nie spotkałoby się z przychylnością ze strony społeczeństwa, a ja jednak musiałem dbać o dobre imię. Właściwie, byłem tą osobą w cyrku, co powinna być najbardziej rozważna, więc nawet musiałem brać poprawki na prośby i marzenia Flynna, mimo że zależało mi na nim jak diabli. Cóż, jeśli się uprze by potańczyć, znajdę na to na pewno inny, ciekawy sposób. Może nie na potańcówce pełnej ludzi, ale... może tu, w naszej przyczepie? Mogliśmy nawet zrobić małą, spontaniczną potańcówkę z innymi członkami cyrku, jeśli to sprawiłoby mu radość. Zapewne znalazłoby się kilku delikwentów, co jeszcze nie spali i pragnęli się rozerwać.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#3
21.01.2024, 04:12  ✶  
Nie powinien myśleć w ten sposób. Nie powinien próbować zrekompensować nikomu braku czegoś, skoro nie mógł mu tego dać w żadnym z potencjalnych układów, ale... no właśnie, ale! Bo myślał ciągle o tym, że nie powinien tego robić, o własnej głupocie, naiwności. O tym, jakie to było dziwaczne. Ciągle o tym myślał. Teraz kiedy Alexander przekroczył próg wozu i wpatrywał się w niego nie z bezgranicznym uwielbieniem, a zmartwieniem wypisanym na twarzy już od chwili kiedy ich spojrzenia się zetknęły... Jak miał sobie nie dopowiedzieć miliona rzeczy o byciu durnym, o regularnym działaniu na przekór własnemu szczęściu, bo ten widok przecież zapadnie w pamięci starszego Bella na długo, a on wcale nie powinien tego chcieć. Flynn wcale nie czuł, że mógłby powiedzieć Alexandrowi o wszystkim. Jasne - przytaknął. Nigdy by otwarcie nie zaprzeczył. Niestety czuł też niesamowitą, bolesną wręcz potrzebę przypodobania mu się, jakby miało to nagle wynagrodzić całe zło ściągnięte na Fantasmagorię wraz z dniem swojego powrotu. A jak się komuś chciało przypodobać, wiele prawd trzeba nagle było przypudrować albo najlepiej przemilczeć...

- Nie. - Prawie nic nie było w porządku. A tak bardzo chciał, żeby było. Nie miał żadnych wątpliwości. Nawet iskra zwątpienia nie rozbłysła w nim, kiedy Alexander złapał go za twarz. To były dłonie kogoś, kogo kochał. I ten człowiek non stop zapewniał go o tym, że to uczucie należało do odwzajemnionych. A on... a on ciągle czuł się, jakby to miało zaraz zniknąć, rozprysnąć się i obrócić w niebyt. Wypowiedziane mu w twarz słowa nie pomagały w pozytywnym myśleniu, ale tu nie chodziło tylko o ostatnie sprzeczki, ale o całokształt jego charakteru - ciemność jego myśli, snów, marzeń. Nie pamiętał żadnego momentu swojego życia, w którym nieczułby się w ten sposób. Inni ludzie tego nie czuli, wiedział o tym - ekstremalnych wahań. - To znaczy tak. - Spróbował się uśmiechnąć. Że niby było źle, ale nie aż tak źle. - Ale nie, boo... wiem, że tu jesteś, ale... nigdy nigdzie razem nie wychodzimy. Mieszkałem tu tyle lat, mógłbym... pokazać ci kilka miejsc. - Oparł się o niego, korzystając z tego uścisku w całości - przylgnęli do siebie ciałami, dodatkowo zarzucił mu ręce wokół szyi. I nie dawał za wygraną - chciał wyjść, nie doprecyzował co prawda kiedy, gdzie i w jakim stroju, ale tematem rozmowy nie były wesołe podrygi w ich zamkniętej przestrzeni, w małym świecie ogrodzonym namiotami i wozami, ale Londyn - w całej swojej okazałości i tajemniczości, jego poprzedni dom. - P-powiedziałeś mi, że - oh niech go diabli wezmą, znowu łamał mu się głos, chociaż wcale nie powinien - chcesz być ze mną oficjalnie parą. To jest to, co robią pary. Zabierają się na randki. - To jest to, co on robił jako chłopak, chciał dodać, ale jakoś mu to jednak ugrzęzło w gardle. Bo miał w kieszeni kurtki ulotkę reklamującą następny występ Bowiego i wcale nie zamierzał zabrać tam swojego brata. Prawdę mówiąc... nie do końca wierzył w to, że Alexander by się tam dobrze bawił. Ale wciąż mógłby zabrać go do The Loft, do piwnic pod klubem. Tam, gdzie się spotykali ludzie z marginesu. To pewnie nie było idealne miejsce dla Alexandra, ale to było jego miejsce, jedno z jego ulubionych. Mógłby zabrać go do Wiwerna. Pokazać mu, w jaki sposób bawili się geje zamieszkujący stolicę. - Chodź ze mną potańczyć - powtórzył.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#4
22.01.2024, 23:23  ✶  
Nieświadomie oboje byliśmy na tym samym etapie. Tak panicznie baliśmy się stracić tą drugą połówkę, zrazić do siebie, być niewystarczającym, niedostatecznie dobrym, zbyt ograniczonym, za bardzo prostym. Każde spotkanie, każdy moment wspólnie spędzanego czasu był grą o wysoką stawkę, gdzie na szali znajdował się nasz związek, nasze małe szczęście, tak ulotne, że wciąż baliśmy się je utracić, a przecież nic się nie działo. Nic się nie działo, prawda? Pragnąłem tego całym sobą by wszystko było jednak w najlepszym porządku... Tylko że nie było. Znaczy niby było, ale jednak nie - to nie brzmiało dobrze.
Jednakże ta bliskość, przyleganie Flynna do mnie raczej dawało dobre rokowania, więc... Gdzie był problem pochowany? Naprawdę w tym, że nigdy nigdzie razem nie wychodziliśmy...?
Objąłem go w pasie, zastanawiając się, co za miejsca chciał mi pokazać. Może to wcale nie byłby zły pomysł, żeby gdzieś pójść razem indziej niż cyrk, bo w cyrku to właściwie ja byłem zawsze, od zawsze, więc nie musiałem na zawsze, ale jednak... czemu mi to brzmiało niczym pułapka? Może to był jednak ten strój Flynna, bo proponował mi to dopiero, kiedy wrzucił na siebie spódniczkę. Wcześniej nic o tym nie wspominał, że chciałby mnie gdziekolwiek zabierać. Albo być przeze mnie zabieranym...?
- Nigdy nigdzie razem nie wychodziliśmy, bo nie wiedziałem, że chciałbyś... Ja non stop siedzę w cyrku, rzadko się stąd ruszam - przyznałem zakłopotany nieco, ale raczej na taki słodki sposób, a nie zapalający lampki awaryjne. Było mi głupio, bo nawet nie pomyślałem o tak prozaicznej rzeczy jak randka. To mnie Flynn zaskoczył! Musiałem dostać niemałych rumieńców.
Wpatrywałem się w niego i myślałem sobie o tym pomyśle w następujących kategoriach, że wcale nie musiało to wyglądać na ten krytycznie-dramatyczny sposób, w jaki to sobie wyobrażałem. Może to jednak nie pułapka, a jeśli nawet, to było już późno, więc gdybyśmy nawet wyszli teraz, tak, jak tu staliśmy, to raczej nie poczynilibyśmy niewyobrażalnej szkodliwości społecznej. Świat zarówno mugoli, jak i czarodziejów był bardzo ograniczony, więc... gotów byłem się zbuntować czy po prostu w razie czego mieć oczy dookoła głowy?
Poza tym to był Flynn. Pragnął czegoś, co faktycznie mogłem mu dać od siebie - moje towarzystwo. Jak mógłbym mu odmówić, skoro wspominał o naszym byciu parą? Tak na poważnie, oficjalnie, razem...? Aż poczułem takie niespodziewane motyle w brzuchu. Pary zabierały się na randki, no tak. Miał rację, że powinniśmy chodzić na randki.
- A gdzie chciałbyś mnie zabrać...? Co to za miejsce? Przyznam się bez bicia, że nie mam zielonego pojęcia, gdzie mógłbym iść z tobą potańczyć - odparłem zażenowany, bo właśnie zostawałem największą porażką towarzyską roku. Facet domagał się randki, a ja nawet nie miałem pojęcia, gdzie mógłbym z nim iść na tę randkę. Jedyne miejsca, które znałem w Londynie, to Ministerstwo Magii, ten paskudny punkt z loteriami, kawiarnia Nory i apteka z eliksirami. Dobrze, że chociaż on jakoś znał stolicę, jakoś lepiej, że miał w głowie jakieś miejsca.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#5
27.01.2024, 13:45  ✶  
Ukochany objął go rękoma, ale o nic nie zapytał. Czy to dlatego tak rzadko się kłócili? Bo on o nic nie chciał pytać? Podał sam sobie Veritaserum, a on bał się zadawać pytania, bo jeszcze go zrani - dlaczego sądził, że tak tanią prowokacją doprowadzi do tego, że uda mu się wyjść z cienia własnych myśli? Może tak to właśnie miało wyglądać - nie udowodni mu nigdy, że nie kłamał ani razu, mówiąc o miłości. Oh, a on kochał go tak mocno, ale jego miłość była wciąż niezdrowa. Nie, nie chodziło to, jak dzielił ją między ludzi, ale o to, dlaczego Alexander nigdy nie musiał bać się o to, że Flynn zniknie z jego życia. Bo ta miłość wiązała się z lojalnością, której nikt od niego nie oczekiwał. Z lojalnością tak silną, że za sens swojego istnienia potrafił uznać to, że dla niego rozszarpałby gardło każdego, kto zechciałby go skrzywdzić. Wiedział, że on tego nie rozumie - miał go za kogoś dobrego, kogoś ociekającego słodyczą i zrozumieniem, ale nawet jeżeli był słodki, to był słodkim narzędziem zbrodni wpatrzonym w niego jak w obrazek.

Trochę rozbawiła go myśl, że starszy Bell w ogóle nie założył, aby Flynn miał być chętny do wspólnego wyjścia. Jasne, żył w Fantasmagorii, wykonywał ich polecenia, pomagał im we wszystkim i wszedł w tę społeczność, wygryzł w niej swoją obecność jak niemożliwa do sprania plama na ulubionej koszuli, ale... Wciąż tak dużo czasu spędzał poza obrębem cyrku, nawet jeżeli nie szedł nigdzie daleko, a jedynie palił na jakimś drzewie w oddali.

Nie domyślił się, że to przyciągnęło go lata temu do Fontaine? Świeżość, nowość, smród stolicy wgryzający się w gardło nawet bardziej niż odór uliczek Birmingham, a jednak... to miejsce było tak żywe, oferowało tak wiele - coś więcej niż nudę i monotonię. I chociaż jego myślenie od tego czasu zmieniło się mocno i nie narzekał na swoją obecną codzienność, to byłoby kłamstwo gdyby mówił o życiu w Londynie w samych negatywach. Były w tym wszystkim elementy jasne, miał tu wciąż dużo przyjaciół, znajomych. Wciąż była muzyka. Wciąż były używki, od których człowiek czuł się tak, jakby przechodził na tamtą stronę, a później wracał i czuł się wolny.

Edge obliał wargi.

- Nie musisz znać takiego miejsca. To ja żyłem tu tyle czasu i to ja zabieram ciebie. O ile w ogóle chcesz iść. Jest The Loft, o ile lubisz jazz. Jest The Catacombs w piwnicy kościoła w Earls Court, jest... Heaven, pod mostem na Charing Cross, ale oni się nie otworzyli na mugoli, więc jest strasznie pusto. - Powiedział jest. Nie było. Nie oceniał tych miejsc pod kątem tego, jak zapamiętał je sprzed czterech lat - mówił o teraźniejszości, musiał odwiedzić je przynajmniej raz. W lipcu? A może po prostu chodził tam regularnie, tylko nikomu o tym nie mówił? Gdyby Al zapytał o to jego oczy, odkryłby w nich teraz jakąś zadziorność - on wciąż prowokował, ale do czego - czy on sam to wiedział? Czy on to jeszcze chociaż trochę rozumiał? - Pójdziemy więc?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#6
28.01.2024, 16:34  ✶  
No tak. Flynn znał Londyn zapewne od podszewki, więc wskazałby mi każdy przybytek, jaki tylko przyszedłby mi do głowy. Może nawet ten przeklety punkt z loteriami na Pokątnej, który był skryty pomiędzy budynkami? Nie zdziwiłbym się, gdyby niejednokrotnie spędzał czas na jego dachu. Był momentami niczym taki kot dachowiec, który mógłby wylegiwać się na każdej wysokości, aczkolwiek najbardziej uwielbiałem, kiedy spędzał czas na naszym dachu. Tak, jeszcze kiedy wracałem do przyczepy, a on dopalał kolejnego z rzędu papierosa, myślał o czymś usilnie albo leniwie szykował się do wstania, powoli, niespiesznie.
- Bardziej kusisz mnie do wyjścia na miasto czy do zostania w przyczepie na resztę nocy...? - zapytałem go, delikatnie muskając jego podbródek. Te oblizywanie warg przez Flynna nie uszło mojej uwadze, więc te jego słowa tak mi wpadły jednym uchem i niemalże wymknęły się drugim. Musiałem srogo się skupić, żeby jednak tego nie zrobiły.
- O, to Heaven z chęcią odrzucę, skoro tam pusto... Plus z moim lękiem wysokości wolę unikać mostów i ich okolic - stwierdziłem strategicznie, nie chcąc całkowitym przypadkiem wylądować na moście, a bo będzie fajnie czy coś. Pod wpływem - bo zapewne zamierzaliśmy coś pić procentowego na mieście - różne głupie pomysły wpadały do głowy, a nie chciałem by most był jednym z nich. - Znasz mnie i znasz Londyn... Więc bardziej pasuje do mnie The Loft czy The Catacombs? - zapytałem zaciekawiony, co Flynn dla mnie wybierze. Skoro to on mnie zabierał na miasto, to niech decyduje.
Cóż, chyba właśnie godziłem się na ten wypad, ale nie ukrywałem, że byłem z tego powodu nieco spiety. Wielki Pan Zarządca Cyrku, gwiazda estrady, towarzysko kochający wszystkich i otwarty na nich sercami, w tej chwili był zestresowany faktem, że może jednak nie wypadnie w towarzystwie swojego ukochanego tak, jak powinien...? Że powiem czy zrobię coś nie tak? Że jednak nie wyjdę na tak towarzyską osobę, na jaką powinienem? Że okażę się nudniejszy od innych?
Ale też, że wplączę się w jakieś kłopoty? Że oboje się wplączemy...? Że może gdzieś tam w mrocznych uliczkach spotkamy Fontaine...? Albo przyniosę innych wrogów do naszego cyrku? Że poznam przyjaciół Flynna spoza cyrku i że nie przypadną mi oni do gustu? Albo te miejsca...? Brzmiały niewinnie. Lubiłem jazz, więc to raczej nie było nic złego, okrutnego, w jaki sposób zawsze malował się Flynn, czytaj Crow. Heh. Czyżbym się bał poznać jego drugą twarz? Jego drugi świat...? Ale czy mogłoby się wydarzyć coś, czy mógłbym poznać tajemnicę, która mogłaby mnie zrazić do Flynna? Tak patrząc na niego, tak w te jego przymrużone oczy, stwierdzałem, że nic nie było w stanie tego zrobić, więc uśmiechnąłem się do niego promiennie. Nie powinienem myśleć tak pesymistycznie. Żadnych katastrof nie wróżyły mi karty, więc pocałowałem go czule, nieco wygłodniale. Zdecydowanie powinniśmy spędzać ze sobą więcej czasu.
- Czy... my ubieramy się w sukienki? Czy przywdziewamy czarne skóry...? - dopytałem, bo na dobrą sprawę, to za wiele okazji do zakładania damskiej odzieży nie miałem, ale Flynn miał w tej chwili tak zadziorne spojrzenie, że najpewniej poszedłbym z nim teraz nawet do samego Piekła, jeśli by zechciał. Kusił, a ja lubiłem być kuszony. Wręcz kochałem, jeśli chodziło o niego. Był wtedy taki seksowny i uroczy. Tylko ciekawe, jak sobie poradzę z obcasami, a taka biała obcisła koszulka pod skórzaną kurtkę... Myślę, że sam seks. Choć najbardziej to uwielbiałem te wszystkie swoje luźne, kolorowe koszule. W każdy możliwy wzór.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#7
28.01.2024, 22:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.01.2024, 23:02 przez The Edge.)  
- Kuszę cię do wszystkiego - odpowiedział. Nie powiązał w żaden sposób zwilżenia warg z jego reakcją, więc po prostu brnął w cokolwiek, korzystając z bliskości, jaką Alexander im stworzył. - A co, masz ochotę przelecieć mnie, zanim wyjdziemy? - Uśmiechnął się do niego w bardzo ordynarny sposób, bo ostatecznie... no był wciąż sobą, tym samym, zboczonym sobą. Ostatnio próbował seksem właśnie odwracać jego uwagę, ale prawda była taka, że to właśnie on nie potrafił odmawiać takiej bliskości. Wystarczyło pchnąć go w kierunku łóżka, żeby wszystkie te durne pomysły uciąć tu i teraz. Dało się zamknąć go w jego własnej pułapce.

Na tekst, że nie wybierał Nieba, wzruszył ramionami.

- Okej - odpowiedział, unosząc w górę brwi. Nie brzmiało to do końca przekonująco ani przemyślanie, ale no tak naprawdę to nie zależało mu konkretnie na żadnym z tych miejsc - lubił je wszystkie, wszędzie miał znajomych, wszędzie grali dobrą muzykę, wszędzie potrafił znaleźć swój kąt nawet jako kompletny samotnik - bo wbrew wszelkiej logice to w takim właśnie ścisku i zadymionych pomieszczeniach człowiek czuł się najbardziej niewidzialny. - Szczerze? Żadne. Możemy sprawdzić, czy w ogóle to poczujesz. Orzeł to The Loft, reszka to Katakumby - nazwa zabrzmiała w jego ustach trochę cierpko, ale wcale nie chodziło tu o klub - klub był w porządku, ale same w sobie katakumby... te prawdziwe katakumby, ciągnące się pod Nokturnem - to one wiązały się ze wspomnieniami wywołującymi w nim zniechęcenie. Odsunął się od niego na krok, przywołał ręką pojedynczego sykla i podrzucił go do góry, żeby chwilę po tym przyklepać go do przedramienia. No i wyszło The Loft. - Ooh, tam grają też swing. Umiesz tańczyć lindy hop? - Całym sercem wierzył, że nie, nawet jeżeli odpowiedź będzie twierdząca. - Mój dobry przyjaciel - o którym nigdy wcześniej nie wspominał - jest tam od wielu lat barmanem. - Ale tak naprawdę nie było w tym jakiejś szczególnie głębokiej historii. Żaden to był jego kochanek ani tajemnica, to był prosty i uprzejmy człowiek, z którym zaprzyjaźnił się jeszcze w młodości, kiedy oboje uczyli się żyć w obcym mieście i nigdy się z siebie nie wyleczyli, nawet kiedy Crow okazał się kimś żyjącym na Ścieżkach.

A później pozwolił mu się pocałować. Przywarł do niego nawet na dłuższą chwilę, układając swoją głowę na jego barku i w tej pozycji właśnie zmarł, bo chociaż mówienie wychodziło mu dzisiaj całkiem nieźle, to... no, nie każde słowo... nie każde... ugh.

- Nie, ja... - Alexander mógł poczuć, jak facet odetchnął głęboko, łaskocząc go tym oddechem w gołą szyję - chciałem poczuć się jak... - chociaż raz, ten jeden raz. Nie wydusił tego z siebie głośno, tego się chyba nie dało powiedzieć głośno, bo było zbyt osobiste. - Twoja dziewczyna.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#8
03.02.2024, 22:58  ✶  
Miałem naprawdę niesamowite rokowania na bycie duszą towarzystwa, skoro żaden z wymienionych przez Flynna przybytków nie pasował do mojej osoby. Może po prostu do mnie pasował cyrk? Przyrosłem tak do niego, że wszelkie zmiany jawiły mi się jako jadowite. Ok, do słodkiej kawiarni skoczyć to sprawa prosta, ale na party, na imprezy, dzikie harce po zachodzie słońca... Hehe. Zdziadziałem. Jeszcze kilka lat temu, zanim przejąłem odpowiedzialność za cyrk od Tully’ego, nie byłbym taki przerażony ludźmi spoza. A lindy hop...? Co to u diabli było??? Zaprzeczyłem powoli głową, bo raczej nie umiałem tego tańczyć, skoro nie znałem tego terminu, chyba że to jednak było coś, co można było spotkać również u nas w cyrku, wtedy to może... albo wciąż nie. Może jednak wyjście z cyrku na miasto nie miało być jednak moim największym zmartwieniem...? Ale brałem to, co dawał los. Flynn nie pozwoli mi zginąć w tłumie, nauczy mnie tych hopów... o ile w ogóle opuścimy ten wóz dzisiejszej nocy.
Byliśmy blisko. To już samo w sobie było niczym najwolniejszy taniec na świecie. Flynn uwielbiał się uwieszać na człowieku, przylegać do niego - czyli do mnie - całym ciałem. Chłonąć chwilę, moment, umykający czas. Czuć ciepło, bliskość, miłość. To było dla niego ważne. Nie byłem pewien, czy aby nie ważniejsze od moich słów. Oczywiście go przytulałem do siebie, bo dla mnie ta bliskość również była ważna, to, że przytulał się do mnie, że chciał to robić, że wciąż był nieprzerwanie, wracał tu i nie znikał. Szczególnie w tym czasie, nim faktycznie zniknie... na jakiś czas, bo chciałem sobą zapamiętać te drobne chwile i te dłuższe również. Pamiętać go, jego dotyk, oddech, ciepło, miękkość, kształt by móc to wszystko, całego Flynna sobie przypominać, kiedy tylko będzie mi przejmująco i pusto. Nie chciałem zostawać sam, ale najważniejsze w tym wszystkim i tak było to, że w tej chwili był, a potem w końcu wróci. Obiecał mi to, więc stałem i chłonąłem go, zapamiętywałem na ten krótki, przyszły czas.
I też nie mogłem się nudzić, bo wciąż - mimo że sądziłem za każdym razem inaczej - Flynn zaskakiwał mnie czymś nowym. Wolałem już jednak by chciał się czuć jak moja dziewczyna niż opowiadał mi o lubieniu swoich byłych.
- Moja dziewczyna...? Skąd ten... pomysł? Chciałbyś być kobietą? - zapytałem Flynna niepewnie, bo choć bardzo chciałem, to jednak nie potrafiłem czytać w jego myślach. Oczy może coś mi szeptały, ale w tej chwili były nieco poza moim zasięgiem, mimo wszystko jednak wiedziałem, że coś było nie tak z Flynnem. O zgrozo, jeszcze nim wszedłem do tej przyczepy, coś mi krzyczało z tyłu głowy, że może jednak dobrze, że ten parapet wciąż diabli mieli i jeszcze nie oddali po ostatnim incydencie.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#9
05.02.2024, 00:51  ✶  
Flynn obserwował zmiany na jego twarzy, gesty, nawet te delikatne błyski w oczach - chciał dostrzec w nich cokolwiek dającego mu szerszy opis reakcji, bo na ten moment brodzili w jego milczeniu. Poza pokręceniem głową nie wyłapał nic szczególnego. Z jakiegoś powodu chciał, żeby było inaczej. No dobra, niechęci widzieć tam nie chciał, bo od razu by się zastanawiał, czy powiedział coś nie tak. Coraz częściej zamartwiał się, że powie coś głupiego, jakiś czort wkradnie mu się pomiędzy słowa, poprzestawia szyk, doda o jeden wulgaryzm za dużo, zagapi przy dobieraniu epitetów... I znowu się pokłócą, a on tak bardzo nie chciał się kłócić z żadnym z obojga facetów, których kochał. Dlaczego więc go prowokował? Dlaczego tak wyraźnie próbował go podszczypywać, testował jego reakcje, robił jakieś durnoctwa, co ich sam do końca nie rozumiał?

- To cię nauczę... Masz ty w ogóle wyczucie rytmu? Jak nie, to Waughy nas wyśmieje, ale nie bądź na niego zły. W tym roku urodziła mu się druga córka i podobno jest „gorsza” od poprzedniej i ciągle ryczy, więc się z partnerką nie wysypiają. Podejrzewam, że gdybyśmy się tam na siebie wygrzmocili, to zapewnilibyśmy mu rozrywkę na kilka najbliższych tygodni.

Chyba stracił rozum. Albo jego resztki, bo nigdy zbyt wielkim rozumem nie grzeszył. A może miał wielki rozum, tylko cały wypchał myślami o śmierci, szybkich autach i tym, jak szybko zabić kogoś nożem i na normalne pomysły życiowe nie wystarczyło przestrzeni?

Słyszał to zwątpienie, niepewność. Od razu miał ochotę powiedzieć: przepraszam. Przepraszam, że obracam wszystko w żart, albo robię z tego widowisko, że nie potrafię z tobą normalnie porozmawiać, tylko albo się na ciebie drę, albo kupuję sobie nielegalne eliksiry i zmuszam cię do przepytywania się. Nie robię tego, co cię nie kocham, naprawdę. Kocham cię z całego serca, ufam ci, jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, światłem moich dni. To mnie przeraża i jednocześnie napełnia nadzieją, moje życie momentalnie nabiera sensu, przestaję błądzić gdzieś we mgle i widzę jakiś cel, twoje szczęście. I dlatego tak wariuję, wiesz, bo wiem, jak bardzo boli życie ze mną, jakim wciąż jestem śmieciem, najgorszym z możliwych prezentów od losu, wcale nie jestem takim dobrym człowiekiem, za jakiego mnie masz i nie zasłużyłem sobie na to, żeby mi wybaczać te wszystkie błędy. Zasługujesz na tę żonę, na którą mówiłeś, że nie masz czasu. Na dobrą kobietę robiącą ci śniadanie i siedzącą przy tobie kiedy jesteś zmęczony, a nie na idiotę szlajającego się wtedy gdzieś po ciemnych alejkach okolicznego miasta. Nawet gdybym był kobietą, to bym na ciebie nie zasługiwał. To jest ułuda. Po prostu chcę w to zagrać. Na chwilę. Pobawić się tym.

Nie powiedział nic. No może poza jednym.

- Mhm.

Ale to nie było takie „twierdzące mhm”, tylko takie „mhm” pełne znaków zapytania.

- To idziemy?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#10
11.02.2024, 17:48  ✶  
- No co ty... Poczucie rytmu to ja mam, ale nie wiem, co to jest te hop-hop... hip-hop...? - zapytałem go, bo już zdążył mi uciec z głowy ten drobny termin, ale mogłem się założyć, że było w nim słowo hop. - Candy hop? Cóż, znasz naprawdę dużo ludzi poza cyrkiem, co? - zapytałem go zaciekawiony, chcąc zmienić temat, ale też sprytnie dowiedzieć się jeszcze czegoś o tych kocich ścieżkach Flynna. Zdawałem sobie sprawę, że znikał na całe dnie, ale jakoś nigdy nie zastanawiałem się, gdzie błądził. Zawsze skupiałem się aby na tym by wracał, a jednak... to padło kilka nazwisk, o które teoretycznie powinienem być zazdrosny, hę? Tylko czy Flynn zrobiłby coś, co mogłoby mnie unieszczęśliwić...? Raczej usilnie robił wszystko byleby było odwrotnie, no nie?
Z drugiej strony, ta Flynnowa chęć by poczuć się jak moja dziewczyna...? Brzmiało niczym jawna prowokacja. Nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi na to, czemu miałaby służyć, więc próbowałem iść w to wszystko niczym w ogień by przekonać się na własnej drodze, gdzie mnie to zaprowadzi, ale jednak... Bałem się. Wyjścia. Flynna. Kłopotów. Ludzi. Jego znajomych. Prawdy. Tu mogliśmy być sobą, bezpieczni, zamknięci w bańce idealnych siebie (albo załóżmy, że popapranie idealnych), ale byliśmy we dwoje i nikt nie był w stanie stanąć między nami ani zmienić czegokolwiek, a tam... Flynn w spódniczce udający moją dziewczynę - może jakąś Teófilę Teresitę Maríę José Marielos Vásquez albo jeszcze inną, Matka jedna jedyna wraz z Bogiem Jima wiedzieli tylko w jakim celu... Chyba Flynn nie chciał mnie zostawić, zrażając mnie do siebie? Jakby nie patrzeć, wciąż na każdym kroku pragnął pokazać siebie z jak najgorszej strony. Czyżby jednak nie zamierzał wrócić? Ale na co ta farsa? Czy ja w tej chwili niepotrzebnie panikowałem, czy może jednak coś było na rzeczy?
- Nie idziemy. Nie odpowiedziałeś na moje pytanie - zauważyłem, bo nie potrafiłem go non stop tapać po główce i udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Chociaż nie. Jednak powinienem, żeby znowu nie wpadł w ten podły nastrój, który go zaprowadził wprost w ramiona bezdusznego ataku, pełnego agresji, niewysłowionej furii, amoku. To było straszne, przerażające, dziwne. Martwiłem się o Flynna. Nie chciałem by znowu czuł się źle. - Albo chodźmy. Tylko powiedz mi, odpowiedz krótko, skąd ten pomysł z byciem moją dziewczyną...? Ty tak lubisz czy coś... się dzieje...? - zapytałem delikatnie, powoli, jak gdyby od tych słów zależało istnienie naszych światów. Kruche, cóż, były to ściany, niczym skorupki jajka, a Flynn był taki niestabilny. Chciałem dać mu oparcie, ale żeby to zrobić, potrzebowałem wiedzieć, co mu siedziało w głowie, a nie należało to do prostych zadań.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów The Edge (4586), The Overseer (3472)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa