- Mhm - powiedział, sięgając po kawę. Dawno nie pił kawy w kawiarni: zdążył już zapomnieć jak intensywny zapach może mieć. Przez dłuższą chwilę wdychał aromat napoju, przysłuchując się temu, co mówił Xenophilius. Żałoba... Serce na krótki moment ścisnął żal. Nie chciał spowodować tyle smutku, nie planował tego. Ale jaki w sumie miał wybór? Felix wypił łyk gorącej kawy, pozwalając by lekko oparzyła mu usta. - Do Jęczącej Marty?
Uniósł brwi i w końcu spojrzał na blondyna. Chwilę milczał, a potem się uśmiechnął. Tym swoim dawnym uśmiechem - łobuzerskim, dziecinnym. Jakby jednak nie wszystko się diametralnie zmieniło w jego życiu.
- Nie planowałem tego, ale muszę przyznać, że to najlepszy numer, jaki wyciąłem kiedykolwiek w Hogwarcie... Znaczy się - khm - kaszlnął, zasłaniając usta dłonią zwiniętą w pięść. Odchrząknął, ale nie był w stanie pozbyć się głupiego uśmiechu z twarzy i tego błysku rozbawienia z oczu. A jednak życie w cyrku ani trochę nie zabiło w nim tej iskierki. - Miałem dosyć, wiedziałem że i tak nie zdam egzaminów. Poza tym niedaleko stacjonował... Była dziewczyna, którą zdążyłem pokochać przed laty. Każdy dzień rozłąki z nią był jak lata. Gdy się pojawiła znowu w moim życiu, nie mogłem... Po prostu nie mogłem pozwolić jej odejść samej.
Wzruszył ramionami, jakby właśnie podawał koledze przepis na tosty francuskie. Ot, zakochał się i postanowił upozorować swoją śmierć. Nie, wróć - zniknąć, a śmierć tamtego chłopaka po prostu bezczelnie, bezdusznie wykorzystać. Czy jego rodzice kiedykolwiek zaznali spokoju? Czy nadal go szukali? Te myśli czasem nawiedzały go w snach, ale starał się je odpędzać. Było lepiej, gdy Elaine była blisko. Wtedy nic na świecie nie liczyło się poza nią.
- Nie mogłem po prostu zrezygnować, bo pewnie zabraliby mi różdżkę - powiedział w końcu, sięgając po ciastko. Będzie mu musiał oddać za to kasę, tylko... Nie miał za dużo pieniędzy przy sobie. Ale tego Xenio nie musiał wiedzieć. Nie wyglądał aż tak źle. Nie był brudny czy niedożywiony, nie chodził w dziurawych ciuchach. Nie wyglądał na żebraka. - I teraz też nie wiem, jak zareagowanoby, gdyby się dowiedziano, że żyję. Myślisz, że trafiłbym do... Azkabanu?
Ściszył głos, tak na wszelki wypadek. I tak mówił cicho, ale teraz praktycznie szeptał.