Maj | W drodze do Londynu
Byłaś na niego wściekła, że znowu cię uśpił. Nie lubiłaś tracić kontroli, a on sobie zbyt często rościł do niej prawo. Najpierw cię porwał, potem przeleciał jak burą sukę, próbował na tobie wymusić posłuszeństwo, ale na to musiał naprawdę popracować, a nie żądać sobie. Łaskawie dał ci ubrania, więc w pociągu mogłaś godnie i dumnie siedzieć przy oknie i wpatrywać się w obraz za nim. Było ciemno, jechaliście praktycznie cały dzień, śniadania nie zjadłaś, a obiadu nie było, bo w pociągach dawali jedynie obiadokolacje. Byłaś okropnie głodna i słychać było to w twoim brzuchu, który co jakiś czas nieprzyjemnie zaburczał. Nie patrzyłaś na niego, chciałaś go ukarać pieprzonym milczeniem. Twoje serce jednak biło szybciej na myśl, że jeszcze dwie godziny i będziecie w Londynie, czułaś jak robiło ci się słabo, bo nie wiedziałaś, co cię tam czeka. Nie wiedziałaś też, dlaczego cię porwał, jaki miał w tym cel? Nie chciał ci wyjaśnić tej sytuacji.
Byłaś za, ale jednocześnie podniecona, bo w końcu zobaczysz znowu Londyn, który ci się tak bardzo podobał, bo nie było tu Otto. Miałaś ochotę zwiać mu przy byle okazji, a wtedy udać się szybko do Stanleya. Nie wiedziałaś, gdzie mieszkał, ale chyba nie było tak trudno odnaleźć tam człowieka, nie? Borginowie byli raczej znani wśród magicznej społeczności. Do przedziału weszła kobieta z wózkiem pełnym pachnącego jedzenia. Czułaś tam zapach zupy i gulaszu, którego na pewno nie tkniesz, ale zupę z pomidorów? Albo jakąś kanapkę z serem? Poczułaś jak w buzi zbiera ci się ślinka, jak brzuch jeszcze bardziej domagał się jedzenia. Dopadł cię też zapach herbaty i kawy, tego też byś się napiła. Kobieta uśmiechnęła się do ciebie ciepło, bo słyszała odgłosy twojego brzucha.
– Panienka głodna, co? Mąż zamówi coś panience, a nie tak ją głodzi – zarechotała w sposób ciepły i życzliwy, a ty poczułaś jak złość ci się zbiera w głowie. Nic nie mogłaś jednak na to poradzić, bo nie miałaś się w końcu odzywać, tak?