• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Irlandia Płn. i Płd. [21.07.1972] Make it out alive

[21.07.1972] Make it out alive
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#1
08.02.2024, 20:27  ✶  
Tell me what you see
Do the flowers grow?
Or are they ghosts in a world we once called our home?

Wyjazd dalej niż do Doliny Godryka normalnie wiązałby się z bardzo wieloma konsekwencjami. Przygotowanie się, rozeznanie dokąd jedziesz, nawet głupie spakowanie wymagałoby chociaż chwili. Przynajmniej Bletchley nie musiał się martwić tym, że zapomni szczoteczki do zębów. Strach i trwoga rządziła sercami Irlandczyków, a jego głowa produkowała tak nędzne żarty, jak zawsze. Jeśli życie człowieka było coś warte, to zanikało w obliczu tragedii. Krew, ciała i pytania "dlaczego". Przeciętnemu człowiekowi wydawało się, że najgorsze co go czeka to ta trwoga przebiegająca londyńskimi dzielnicami. Ta o Śmierciożercach i o tym, że mugole nie mogli czuć się bezpieczni. Nie spoglądali jednak dalej. Nie śledzili wszystkich wydarzeń. Największą reakcją byłoby gwałtowne nabranie tchu, pokręcenie głową, powiedzenie: biedni ludzie... Ano, biedni. I co dalej? Empatia umierała wraz z dorosłością. Im dłużej żyłeś tym bardziej niedołężniałeś emocjonalnie. Stawałeś się obojętny, bo świat i ludzie wokół ciebie byli obojętni.

Było coś dobrego w tym, że Atreus z nim jechał. Coś, bo nie wszystko. Bo dlaczego akurat on, a nie na ten przykład Victoria, która była bardzo dobra w zaklęcia osłaniające? Nie kwestionował jednak kuzynki, ciotki, czy jakkolwiek określić ich relację. Jego i Harper. Nie interesowało go do końca, z kim się tam znajdzie, dopóki nie była to osoba obca. Inna sprawa, że nie wiedział do końca, czy Atreusowi można ufać ze względu na ludzi, przy których się kręcił. Cała śmietanka podejrzanego towarzystwa. Nie winił go za to, ale paranoja, kiedy miałeś wrogów wszędzie, robiła swoje. Mimo to - cieszył się. Bo strach, widzisz, musiałby być wryty w przeświadczenie, że oberwanie nożem w plecy byłoby czymś strasznym. Dla Caina byłoby to tylko jego niedopatrzenie ludzkiego zachowania. Jego wielka wina. Śmierć jak śmierć - każda była beznadziejnie bezsensowna, a zawsze sądził, że to właśnie taką umrze. Nie jak bohater w bitwie, tylko ześlizgując się z piątego piętra na balkonie, albo z kosą w plecach w jakiejś zatęchłej uliczce. Gdyby dostał nią w mieszkaniu to pewnie stara sąsiadka zdążyłaby się poskarżyć dopiero policji, że chyba ktoś tu uprawia za dużo orientalnej kuchni i to dlatego tak cuchnie na całej klatce schodowej.

Wziął ze sobą tylko plecak z najbardziej potrzebnymi rzeczami. Potrzebował paru rzeczy tak oczywistych, jak nie rzucanie się w oczy i unikanie wszystkiego, co chce cię zabić. Czyli potencjalnie całego Belfastu, a jednak to właśnie w jego serce miał wkroczyć. Czy to naprawdę robota Czarnego Pana? Jeśli tak, to mogliby to zostawić Irlandzkiemu wywiadowi, bo w samym Londynie mieli więcej problemów, nie musieli się angażować tutaj. Łatwo mówić, bo przecież Ministerstwo odpowiadało za wyspy i każdą część tego grajdołka. Byłoby bardzo nieprzyjemnym na niego trafić i wplątać się w jeszcze jakąś większą intrygę. Tak czy siak narzekanie było częścią życia, chociaż Cain niekoniecznie lubił narzekać na głos. Lepiej rodzić takie lekkie myśli, bo wcale, tak naprawdę, nie chciał tego zostawiać w pizdu. Nie tam, gdzie zagrożone było ludzkie życie. I chociaż ktoś, kto by na niego spojrzał powiedziałby, że podchodzi do tego nieprofesjonalnie, zbyt lekko, to jeśli chodziło o Śmierciożerców, a nawet podejrzenie ich wystąpienia - nigdy nie przyjmował postawy ignorancji wobec przeciwnika.

Przygotowany świstoklik przeniósł go na miejsce - w okolice miasta, gdzie pojawienie się kogoś rzeczywiście nie rzucało się w oczy. Belfast nie był brzydkim miastem. Nie był nim, nim ktoś popierdolony postanowił wysadzić tutaj kilka bomb. Za swoje szczęście uważał życie wśród mugoli - poruszanie się po ich świecie nie było przez to takie straszne. Tak samo jak wiedza o tym, że karabin maszynowy i bomby mogą ci zrobić prawdziwą krzywdę i pod żadnym pozorem nie chcesz się z nimi spotkać. O ile poruszanie się w naturze było tragiczne, tak po mieście - wcale. Szczególnie, że w swojej głowie miał zapamiętaną całą mapę tego miejsca, a i aktualnie spoczywała (złożona) w jego dłoni. Bo bardziej ufał temu papierowi niż temu, że zetnie go ból głowy, kiedy będzie ją za bardzo przeciążał.

Idąc w kierunku miasta zawiązał lekką chustę na nosie i ustach, żeby niekoniecznie być wszem i wobec od razu rozpoznawalny, a dym nie gryzł tak w nos. Buchnięcia dymu z ogniem co jakiś czas podkreślały, że nie ma bardziej niebezpiecznego miejsca, w jakie można się udać, niż właśnie to. Zgodnie z posiadanymi informacjami udał się prosto na miejsca zdarzenia, żeby tam zacząć sprawę.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
Czarodziejska legenda
Only the dead have seen the end of war.
wiek
∞
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Celtycka bogini magii, podziemi, wojny, płodności i zniszczenia. Łączona również z przeznaczeniem i przepowiedniami, zwłaszcza tymi mówiącymi o zagładzie, śmierci i wygranej w bitwie. Przedstawiana jest zwykle w zbroi i rynsztunku. Pojawia się wszędzie, gdzie jest wojna. Krąży nad polem bitwy pod postacią kruka lub wrony. Podżega wojowników do walki i może pomóc w zwycięstwie nad ich wrogami. Morrígan zachęca wojowników do odważnych czynów, wzbudza strach w ich wrogach i jest przedstawiana jako piorąca zakrwawione ubrania tych, którym przeznaczona jest śmierć. Najczęściej jest postrzegana jako bogini bitwy i wojny, a także jako manifestacja bogini ziemi i suwerenności, głównie reprezentująca rolę bogini jako strażniczki terytorium i jego mieszkańców. Morrígan jest często opisywana jako trzy siostry, zwane „trzema Morrígan”. W mitologii członkostwo w triadzie jest przyznawane boginiom Badb, Macha i Morrígan, która może mieć na imię Anand. Uważa się, że wszystkie te imiona były imionami tej samej bogini.

Morrigan
#2
08.02.2024, 21:50  ✶  

To był naprawdę ciepły dzień. Aż nienaturalnie ciepły jak na to, do czego Caina przyzwyczaiła smutna angielska pogoda, która bardziej pasowałaby może do wiosny niźli lata. Jednak tego dnia w Irlandii było naprawdę ciepło – aż człowiek się zastanawiał, czy to faktycznie tylko pogoda, czy może jednak wybuchy skutecznie podniosły temperaturę otoczenia?

Kurz już zdążył w większości opaść i oczom Bletchleya ukazywały się podniszczone budynki, mnóstwo śmieci i części budowli walało się po centrum Belfastu. Samochody stały popalone, całkowicie zdezelowane i wszędzie słychać było krzyki, zawodzenie… Roiło się od mugoli. Głównie w mundurach mugolskich służb, policji, strażaków, pogotowia, lekarzy. Próbowano odgrodzić miejsca, by cywile nie mieli tam wstępu i nie przeszkadzali im w pracy. Lekarze i pielęgniarze pomagali rannym, niektórych przenoszono na noszach, a jeszcze inni, choć tych Cain naliczyłby tutaj może czwórkę, przykryci byli jakąś płachtą. Widać było, że w oddali gaszono niektóre budynki i samochody, tam dym jeszcze się unosił, gryzł w nos. A raczej gryzłby, gdyby nie zasłonił sobie ust i nosa chustą – i nie był jedyną osobą, która coś takiego zrobiła.

To zdecydowanie było coś, co mogli zrobić Śmierciożercy; atak na nieprzygotowanych, niczego nieświadomych mugoli? Tak, zdecydowanie. Jednak jeśli Cain spojrzał w niebo, to próżno gdziekolwiek było szukać Mrocznego Znaku, który swoją plugawością i obrzydliwością miałby coś oznajmiać światu. Chyba że… jeszcze nie skończyli?

Sygnały z samochodów zlewały się w jedną wielką kakofonię, a sam Bletchley znajdował się coraz bliżej miejsca jednego z licznych wybuchów (zniszczenia, podane jak na tacy, mówiły o tym dobitnie); w gratisie dostawał płomienie, uwijających się ludzi, gapiów, których próbowała rozgonić milicja. I sznur samochodów, które swoim stanem też wskazywały na to,  gdzie tutaj w okolicy nastąpił wybuch, bo im bliżej jego centrum, tym gorzej wyglądały.

Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#3
10.02.2024, 13:29  ✶  

Widział już w swoim życiu różne obrazy śmierci i zniszczenia - tu nie było zaskoczeń. Nie powinno być. Mimo to były widoki, do których nie dało się przyzwyczaić. Nie można było ich zaakceptować. Mieściły się w głowie, bo w jego głowie musiało być miejsce na wszystko i jeszcze więcej, ale nie do końca trafiały w punkt, w którym byłeś sobie w stanie powiedzieć "dzień jak co dzień". Nie, to nie był dzień jak co dzień. Szare oczy Caina ponuro, ale z uwagą, spoglądały na kawałki kamienia i cegieł, które kiedyś były murami i pogięte maski samochodów, które kiedyś cieszyły oczy swoim błyskiem. Pod jego wojskowymi butami grzechotało szkło z szyb - niektóre odłamki błyszczały w przytłumionych przez dym promieniach słońca, inne, przepalone, straszyły czernią i szarością. Nie było widać krwi. Nie było widać fragmentów ciał. Minimum informacji, jakie dostał, pozwalały ledwo tutaj trafić. Sytuacja była świeża, aż nazbyt, tak samo jak sama organizacja teleportu, żeby mógł się tutaj dostać wraz z Atreusem. Tak i wydarzenie było świeże.

Najgorszy w tym wszystkim był ten dym. Piekł w oczy i wyciskał z nich kropelki łez. Upewnił się, że świstoklik powrotny w postaci pióra spoczywa bezpiecznie w jego kieszeni i nic się z nim nie stanie, zamknął guzikiem kieszeń spodni i i poprawił niewielki plecak na ramieniu - prosty, zwisający z jego barku niemal smętnie. Mniej smętnie niż sylwetki, które zaczęły się rysować w tej mgle wojny. Odgłosy bólu, kaszlu. Na niebie jednak nie było rzeczywiście śladu po obecności mrocznych sił. Wyciągnął różdżkę z kieszeni, żeby rzucić na siebie czar pozwalający mu się bardziej wtopić w otoczenie. Urok, który czynił go bardziej tłem dla ludzkich umysłów i oczu, sprawiający, że był bardziej jedną z tych osób w kącie oka, którą mijasz na ulicy, a nie kimś, na kim koncentrowałaby się uwaga. Był jednak świadom, że gdyby wlazł pod nogi milicji czy służb, które próbowały ten koszmar ogarnąć, to nie byłoby zbyt ciekawie. Różdżkę schował, żeby z nią nie paradować wszem i wobec, ale jedną dłoń trzymał zaciśniętą na jej rękojeści.

Wzrok Bletchleya prześlizgnął się po zakrytych ciałach. Pierwsze ofiary. Zapewne było ich więcej sądząc po zniszczeniach. Im dalej tym gorzej. Otarł pot z czoła, który zaczynał się tam perlić od gorąca - żar z nieba, płomienie i duszący dym. Wspaniały zestaw, który na pewno każdy chciał otrzymać idąc w takie miejsce. Starał się wypatrzeć przejść między budynkami, albo po prostu po samych placach, żeby schodzić z drogi milicjantom. W tych oparach ciężko będzie nawet wyczuć smród czarnej magii, która powinna pozostać śladem, jeśli to rzeczywiście była robota Śmierciożerców, ale będąc z daleka od samego centrum wydarzenia ciężko było to stwierdzić. Świadkowie... ostatecznie będzie musiał jakoś dobrać się do nich, ale to tylko ostatecznie, jeśli wiadomość o obecności tych mrocznych sił zostanie potwierdzona. Chwilowo zabawa z ogniem i unikanie służb porządkowych było wystarczającym wyzwaniem.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
Czarodziejska legenda
Only the dead have seen the end of war.
wiek
∞
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Celtycka bogini magii, podziemi, wojny, płodności i zniszczenia. Łączona również z przeznaczeniem i przepowiedniami, zwłaszcza tymi mówiącymi o zagładzie, śmierci i wygranej w bitwie. Przedstawiana jest zwykle w zbroi i rynsztunku. Pojawia się wszędzie, gdzie jest wojna. Krąży nad polem bitwy pod postacią kruka lub wrony. Podżega wojowników do walki i może pomóc w zwycięstwie nad ich wrogami. Morrígan zachęca wojowników do odważnych czynów, wzbudza strach w ich wrogach i jest przedstawiana jako piorąca zakrwawione ubrania tych, którym przeznaczona jest śmierć. Najczęściej jest postrzegana jako bogini bitwy i wojny, a także jako manifestacja bogini ziemi i suwerenności, głównie reprezentująca rolę bogini jako strażniczki terytorium i jego mieszkańców. Morrígan jest często opisywana jako trzy siostry, zwane „trzema Morrígan”. W mitologii członkostwo w triadzie jest przyznawane boginiom Badb, Macha i Morrígan, która może mieć na imię Anand. Uważa się, że wszystkie te imiona były imionami tej samej bogini.

Morrigan
#4
11.02.2024, 17:34  ✶  

Nie do wszystkiego człowiek w ogóle powinien się przyzwyczajać. Na przykład do śmierci i zniszczenia – bo jeśli się przyzwyczai… to czy nie zobojętnieje? Przestanie robić wrażenie? Stanie się tylko statystyką? Musiało być to bardzo trudne zadanie dla przedstawiciela prawa, który na domiar wszystkiego specjalizował się w tropieniu czarnoksiężników… czyż nie tak?

Wszystko było załatwiane na wariackich papierach a Biuro Aurorów chyba dwoiło się i troiło, by chociaż jakkolwiek nadgonić fakt, że nie byli na równi z Śmierciożercami, a ciągle kilka kroków za nimi. Pospiesznie napisany list do Bletchleya i Blustrode’a (czemu akurat do nich… Cain mógł się zastanawiać, albo po prostu odczekać dzień czy dwa i może zagadka sama się rozwiąże), na szybko załatwiane świstokliki, oszczędne słowa zadania – nic tu nie było przygotowane. Ale czy nie taka rola była aurorów? Dopasować się do tego, co rzuci im przeciwnik pod nogi…?

Chyba nawet i bez zaklęcia, jakie Cain na siebie rzucił, niewiele osób zwracałoby na niego uwagę. Zamieszanie, mimo wszystko, było zbyt duże. Próba wyciągania kogoś spod zwałowiska, krzyki o pomoc… A przecież wszystko to mogło załatwić jedno proste zaklęcie. A może dym ukryłyby jego sylwetkę wystarczająco? Może ktoś pomyliłby go z ratownikiem? Bletchley mógł łatwo stwierdzić, że pomimo tego, że kurz już zdążył opaść, to i tak wzbijał się w powietrze przy podmuchach wiatru, i osiadł na jego ubraniu.

– P-pomocy – ktoś zawodził, ale ten głos mieszał się z innymi dźwiękami i krzykami. A jednak, był tutaj, raz słabnący, raz wzbierający na sile, może to dlatego, że auror zbliżał się do jego źródła.

Czy było tutaj coś, czego szukał Bletchley? A może nie szukał niczego konkretnego? Słów, znaków, potwierdzeń, zaprzeczeń…?

– Podobno było dziesięć wybuchów – mógł usłyszeć strzępek rozmowy pomiędzy dwójką ratowników. Trzecia osoba, najpewniej funkcjonariusz, stał na uboczu i próbował się porozumieć za pomocą… czarnej cegły, która trzymał w ręce i do której mówił*.


* rzecz jasna chodzi o krótkofalówkę
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#5
23.02.2024, 18:14  ✶  

Nie lubił, jak jego ubranie śmierdziało. Naprawdę tego nie znosił. Och, nie ma co ukrywać, był brudasem, jego dom to był jeden wielki syf i czasami przychodziło się modlić, żeby nie znaleźć jakiegoś ukrytego, rodzącego się życia za kanapą, ale nie znosił śmierdzieć. Nie znosił tego dziwnego uczucia na skórze, wrażenia, że materiał jest nieświeży, że... po prostu tego nie lubił. Buchającego żaru i dymu też nie dało się polubić. Spodziewał się, że kiedy mówiono o eksplozjach to dymu nie zabraknie - zakrycie twarzy było tym ważniejsze dla niego samego zastosowanie. Oddzielenie chociaż części zmysłów od świata, oddzielenie emocji od gasnącej wrzawy. Idąc bokiem ulicy nie był w stanie nawet odróżnić dokładnych rys twarzy - szarość omiatała wszystko, welon podłej Wojny, która postanowiła przejechać się uliczkami Belfastu. On był tutaj ledwo jej cieniem. Naturalnym zjawiskiem, które musiało nadejść, żeby spojrzeć na końskie podkowy wypalone na bruku. Osmalone ściany, szyby, gryzące powietrze, wszystko to zostanie na nim, wszystko to będzie musiał z siebie zmyć. Był jednak taki brud, którego zmyć się nie dało. Taki, przed którym bronił się aktywnie i świadomie, nawet jeśli teraz minimalizacja odczuć płynących z tego wydarzenia ograniczała go do poczucia napięcia, kiedy pierwsza fala wzdrygnięcia przeminęła. Właśnie, bo czy da się do tego przyzwyczaić? Da. Kwestia czasu, kwestia osoby. Niektórzy nigdy nie będą w stanie pogodzić się z okrucieństwem, który tylko bliźni bliźniemu mógł wyrządzić. Podstępna znieczulica wpisana była w swojej dawce w życiorys Caina, ale nie przerodziła się w obojętność. Nie przerodziła się w pustkę, kiedy napotykał na takie obrazy. Ten dym nadal drażnił gardło, mimo filtru chusty, a widoki nadal drażniły psyche i ducha, mimo filtru znieczulenia.

Jego noga zatrzymała się, kiedy do jego uszu dotarło słowo. Jedno znaczące, uderzające młotem w gong serca słowo. Nie pomaganie mugolom było jego zadanie, ale nie pomaganie im też nie wchodziło w grę. Nie w przypadku bezpośrednich zagrożeń. To było pierwsze, co przyszło mu na myśl, a dopiero za tym, kiedy zwrócił swoją sylwetkę ku zgłąszanym hasłom i wyłonił się z tej szarugi, żeby zobaczyć tę czarną cegłę, do której mugol gadał, pomyślał, że ewentualny świadek to mógł być właśnie on - ten, który pomocy potrzebował. Ratownicy byli zajęci... czym? Sobą? Nie słyszeli? A może słyszeli, ale nie byli w stanie podjąć akcji w związku z sytuacją, jaka ich zastała i potrzebowali wsparcia? Nie mieli w końcu magii, nie mogli machnięciem różdżki uratować kogoś pogrzebanego pod kamieniami. Nie chciał im wchodzić w pole widzenia i łapać ich uwagi, przynajmniej nie na razie, ale i tak nadstawił ucha, ostrożnie cofając się w te półcienie dymów i cienie rzucane przez budynki. Słońce było tu filtrowane przez kłęby wzbijające się ku niebu. Przetarł zroszone potem czoło od gorąca, gdzie ciepło lata mieszało się z problemami z oddychaniem i ciepłem wokół. Skierował się w stronę źródła dźwięku, chcąc jegomościa namierzyć. Jedną dłonią dotknął ściany budynku (albo jego gruzów), spoglądając również na okolicę rozglądając się od razu za śladami, które po sobie mogłaby zostawić magia. Coś, co niekoniecznie mieściłoby się w mugolskich scenariuszach.


Rzut na lokalizację jegomościa
Rzut Z 1d100 - 54
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 25
Akcja nieudana


• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
Czarodziejska legenda
Only the dead have seen the end of war.
wiek
∞
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Celtycka bogini magii, podziemi, wojny, płodności i zniszczenia. Łączona również z przeznaczeniem i przepowiedniami, zwłaszcza tymi mówiącymi o zagładzie, śmierci i wygranej w bitwie. Przedstawiana jest zwykle w zbroi i rynsztunku. Pojawia się wszędzie, gdzie jest wojna. Krąży nad polem bitwy pod postacią kruka lub wrony. Podżega wojowników do walki i może pomóc w zwycięstwie nad ich wrogami. Morrígan zachęca wojowników do odważnych czynów, wzbudza strach w ich wrogach i jest przedstawiana jako piorąca zakrwawione ubrania tych, którym przeznaczona jest śmierć. Najczęściej jest postrzegana jako bogini bitwy i wojny, a także jako manifestacja bogini ziemi i suwerenności, głównie reprezentująca rolę bogini jako strażniczki terytorium i jego mieszkańców. Morrígan jest często opisywana jako trzy siostry, zwane „trzema Morrígan”. W mitologii członkostwo w triadzie jest przyznawane boginiom Badb, Macha i Morrígan, która może mieć na imię Anand. Uważa się, że wszystkie te imiona były imionami tej samej bogini.

Morrigan
#6
25.02.2024, 15:56  ✶  

Można było być syfiarzem, a wokół siebie nie panować nad bałaganem i mówić, że to wszystko to artystyczny chaos. Że w duszy ejst się właśnie artystą, a nie rzemieślnikiem, który musi mieć wszystko poukładane i posprzątane. Ale nie definiowało to wcale tego, że skoro chaos w otoczeniu, to i chaos na sobie; że choldziło się brudnym, w przepoconych ciuchach, wymiętych koszulach, poplamionych spodniach. Wręcz… nie wypadało stróżowi prawa, jakoś odbierało to powagi zawodu. Tylko kto miał teraz Caina ocenić? Mugole? Tutaj już nikt nie był czysty i nie chodziło wcale o ten wszechogarniający kurz i pył. Była krew, były rany, była sadza, ogień…

Tylko niekoniecznie tutaj.

Wojna… Aż dziwne, że Morrigan pod swą kruczą postacią nie krążyła nad pobojowiskiem, że nie przysiadła nigdzie i nie krakała, przynosząc tym ciarki na plecach. Nie było tutaj żadnych zwierząt, ptactwa – wszystko uciekło, albo… oberwało eksplozjami. Zwierzaki były mądrzejsze od ludzi. Zostawiały tych, co byli straceni i ratowali swoje życie.

To nie tak, że ludzie tutaj stali i nic nie robili, że plotkowali. Nie, tutaj każdy cos robił. Opatrywano rany, rozgrzebywano gruzy, wzywano posiłki, zabezpieczano teren, nikt nie stał i nie odpoczywał, bo nie było na to czasu. Jednak to ciągle byli tylko mugole… którzy nie mogli jednym machnięciem różdżki podnieść całego gruzowiska i wyciągnąć tych, którzy zostali tam pogrzebani. A może też wcale nie słyszeli?

Może wcale nie chcieli słyszeć.

Jeśli ktokolwiek zauważył Caina, to póki co nikt go nie niepokoił, najwyraźniej zaklęcie, które rzucił wcześniej, jeszcze działało, i odwracano od niego wzrok. Auror, gdy przystanął i skupił się, faktycznie ponownie usłyszał wołanie o pomoc i nawet udało mu się zlokalizować to źródło – ruszył więc w tamtą stronę. Dochodziło zza rogu w pół zawalonego, niewysokiego budynku, którego cegła była poczerniała w niektórych miejscach. To nie wyglądało tak, jakby coś wybuchło w samym budynku, tylko obok niego, a ten ucierpiał rykoszetem.

Jeszcze raz usłyszał wołanie, choć może trochę słabnące i zachrypnięte, jakby mężczyzna (bo był to męski głos) nie do końca miał siłę. Albo jakby je tracił. Cain mógł się spokojnie kierować w tamtym kierunku – wystarczyło, heh, przejść zawaliskiem pomiędzy dwoma budynkami, by przedostać się na drugą stronę, do równolegle biegnącej ulicy. Nie było to w centrum bałaganu, dlatego praktycznie nikogo tutaj nie było. Tylko Cain i… facet, który nie mógł się wydostać spod kupy gruzu. Ale jakimś cudem miał na tyle szczęścia, że jeszcze żył.

Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#7
06.03.2024, 22:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2024, 22:12 przez Cain Bletchley.)  

Jego zadaniem nie było ratowanie mugoli. Jego powinnością było znalezienie śladów czarnej magii, które albo kryły się pomiędzy sadzą i dymem, albo nie było ich wcale. Nie był dobry w zaklęcia rozpraszające, ale miał bardzo dobre oko do wypatrywania śladów tego paskudztwa. Tak i przyglądał się ścianom i gruzom, kiedy tutaj chodził, przyglądał się pobojowisku, które i tak było tylko wypadkową głównego epicentrum wydarzenia, do którego powinien zmierzać. Teraz. Powinien tam iść, albo biec w podskokach, ale nie mógłby przejść obok czyjejś prośby o pomoc obojętnie. Wizja śmierci była realna - jak realne byłyby kruki, które czekały na przeprowadzenie duszy na drugą stronę. Wierzeń było mnóstwo, a Cainowi było w większości obojętne, jak ktoś przy nim by to nazwał. Został wychowany w rodzinie, która nieszczególnie dbała o takie rzeczy, ale jednocześnie w rodzinie czarodziei, która żyła pośród mugoli. Ewangelicyzm i stara kultura czarodziei mieszała się w jedną papkę. Morrigan mogła obserwować oczami swoich czarnych posłańców, ale chyba nie miała na to ochoty. Przecież jej uwaga godna była tylko prawdziwych bitew. To zaś nie była żadna walka. To było masowe morderstwo.

Spojrzał za siebie, na boki, dla upewnienia się, że nikt tutaj nie idzie, nie spogląda, nie zwróci na niego szczególnej uwagi. Mieszanie magii w świat mugoli - czy była większa głupota? O, z pewnością. Gorączkowa myśl o tym, że nie powinien, była tylko jednym punkcikiem temperatury w obliczu tego wszystkiego. Nie, nie powinien, wiedział o tym. Ta myśl, ten jeden punkcik, zagotował w garze - i niczego zupełnie nie zmienił. Podniósł odrobinę ciśnienie, kiedy Cain poprawił różdżkę i uniósł ją, żeby rozsunąć ostrożnie rumowisko - ostrożnie, bo precyzyjnie, bo nie za mocno, nie za gwałtownie, niee za wysoko - nie za bardzo. Żeby nie zwracać nadmiernej uwagi gotów był prześlizgnąć się pod tym rumowiskiem, utrzymując je w górze, do potrzebującego, wyciągnąć go ostrożnie i dopiero wtedy je puścić. Ale najpierw musiał wiedzieć, co w ogóle dzieje się w środku i w jakim stanie jest mężczyzna. Czasami bywało to najbardziej zgubne - ruszyć kogoś, kto jest ranny. Chciał go jednak przynajmniej zabezpieczyć, żeby ktoś miał szansę mu pomóc. Jeśli tylko Cain miał szansę dojrzeć rannego to postarał się poukładać rumowisko zaklęciem teleportacji tak, żeby pozwoliło na proste dostanie się do rannego - i wtedy zawoła tamtych ratowników, że tutaj jest ktoś ranny, a sam się ulotni w bok uliczki. A jeśli nie - to wejdzie do środka ostrożnie i sam go odszuka.

Ryzyko kalkulowane? Chuja tam. Cain był cały spięty, bo nie mógł mieć oczu dookoła głowy, a niechciane spojrzenia mogły być wszędzie - chociażby z jakiegoś okna, gdzie akurat rodzina nie opuściła mieszkania. Dostałby za to baty od Moody i to spore. Prawie dłoń mu drżała z tego napięcia - tak mięśni, jak i nerwów w środku. Było jednak coś, co warte było wszelakiego ryzyka - i było to ludzkie życie.


Translokacja - próba wydostania mężczyzny spod gruzów
Rzut Z 1d100 - 97
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 18
Akcja nieudana


• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
Czarodziejska legenda
Only the dead have seen the end of war.
wiek
∞
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Celtycka bogini magii, podziemi, wojny, płodności i zniszczenia. Łączona również z przeznaczeniem i przepowiedniami, zwłaszcza tymi mówiącymi o zagładzie, śmierci i wygranej w bitwie. Przedstawiana jest zwykle w zbroi i rynsztunku. Pojawia się wszędzie, gdzie jest wojna. Krąży nad polem bitwy pod postacią kruka lub wrony. Podżega wojowników do walki i może pomóc w zwycięstwie nad ich wrogami. Morrígan zachęca wojowników do odważnych czynów, wzbudza strach w ich wrogach i jest przedstawiana jako piorąca zakrwawione ubrania tych, którym przeznaczona jest śmierć. Najczęściej jest postrzegana jako bogini bitwy i wojny, a także jako manifestacja bogini ziemi i suwerenności, głównie reprezentująca rolę bogini jako strażniczki terytorium i jego mieszkańców. Morrígan jest często opisywana jako trzy siostry, zwane „trzema Morrígan”. W mitologii członkostwo w triadzie jest przyznawane boginiom Badb, Macha i Morrígan, która może mieć na imię Anand. Uważa się, że wszystkie te imiona były imionami tej samej bogini.

Morrigan
#8
16.03.2024, 00:48  ✶  

Nie, tu nie chodziło o mugoli. Prawdę mówiąc, aurorów chyba nie do końca mugole interesowali, a sprawa była tak delikatna, że nie było nawet wiadomo, czy należy wysyłać na miejsce Czarodziejskie Pogotowie Ratunkowe, z amnezjatorami na czele, ani czy zatrudnić Biuro Dezinformacji – bo o tym, co tu się dzisiaj wydarzyło, na pewno będą się rozpisywać w gazetach. A jednak to mugol przyciągnął uwagę Caina… Chyba mugol. Nie miał, póki co, powodów, by podejrzewać, że jest inaczej, bo też żadnych śladów, których tak wypatrywał, nie było. Smród czarnej magii… jeśli gdzieś osiadł, to był skutecznie zakryty przez dym gaszonych pożarów. Te niewielkie oględziny, jakich miał okazję dokonać, na nic mu wielce znanego nie wskazywały.

W bezpośredniej okolicy nie było nikogo, kto bezpośrednio spoglądałby na Caina. Z okien budynku? Raczej też nie, część była zawalona, część się trzymała, ale najpewniej ludzie zostali wyprowadzeni przez służby porządkowe. A jeśli ktoś jednak mu się przyglądał – to tego nie zauważał, jednak zamieszanie działo się po drugiej stronie, a nie tu, gdzie skierował się Cain. Jeśli ktoś go dostrzegł… to musiał być bardzo pechowy dla Bletchleya dzień. Na szczęście machnięcie różdżką dało zamierzony efekt, a kawałki zwałowiska poderwały się w powietrze dokładnie tak, jak sobie tego życzył. Z precyzją, bez gwałtowności.

Magia zadziałała na tyle skutecznie, że rzeczywiście zdołał się przecisnąć pod zwałowiskiem, docierając do mężczyzny. Ten leżał plackiem pod meblem, który musiał być wcześniej jakimś regałem, może szykował się jakiś remont, może wyprowadzka… Ale najprawdopodobniej tenże mebel uratował mu życie, bo walące się kawałki budynku uderzyły w niego, a nie bezpośrednio w człowieka. I co prawda się połamał, ale uchronił mężczyznę… Przynajmniej w jakimś stopniu, bo ewidentnie miał przygniecioną nogę i aż stęknął, gdy kamienie uniosły się, ułatwiając mu tym samym oddychanie.

I wtedy zrobił wielkie oczy, orientując się, co się właściwie stało.

– Ja… co? Umarłem? – zapytał cicho, z ledwością, patrząc na Caina nieco nieprzytomnie.

Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#9
19.03.2024, 21:27  ✶  

Zabawne, że człowiek może ganić samego siebie za to, że próbuje uratować czyjeś życie. Bo Cain właśnie to próbował zrobić - uratować kogoś. Ganił się za to, bo to było niebezpieczne. Narażało jego, jego zadanie, misję, narażało tego człowieka, być może nawet narażało wielu więcej ludzi na to, że może wydarzyć się coś złego. Jeśli Śmierciożercy tu byli - może nadal się kręcili? O tym, że to mogłaby być pułapka nie pomyślał - jasne, można się spodziewać, że aurorzy czy BUM przyjdą do miejsca takiego jak to, ale nie przewidzisz, gdzie się znajdą, gdzie pójdą... chyba że ktoś w biurze dobrze wiedział, co się będzie działo i wysłał odpowiednich ludzi do odpowiednich miejsc. To już była paranoja, prawda? Niezdrowy strach, który zaburzał postrzeganie świata. Ciężko było nie odczuwać napięcia, kiedy z namaszczeniem, powoli i ostrożnie, kontrolując każdy ruch różdżki, starał się dotrzeć do rannego. Kiedy myślisz, czy zaraz nie zawali się budynek, albo czy ten jeden zły ruch więcej nie sprawi, że rumowisko pochłonie nieszczęśnika. Wiele niewiadomych nakładało się na karby twoich pleców, panie Bletchley.

A jednak dłoń gładko dyrygowała ruchowi tego wszystkiego. Poskładał to rumowisko tak, żeby wyglądało jakby upadło obok, a tylko mała część przygniotła szafkę i się z niej zsunęła. Uważne oko na pewno dopatrzy się nieprawidłowości, ale tym Cain przejmował się najmniej. Dopóki nie ma świadków, nie ma problemu. Zostanie najwyżej tajemnicza zagadka, jakim cudem ten mugol wydostał się z czegoś takiego i czemu to wszystko niekoniecznie się zgadzało z zasadami fizyki, według której te kawałki ścian i dachów powinny runąć w dół. I kiedy to zrobił ostrożnie uniósł szafkę i przytrzymał ją, żeby podejść do mężczyzny i wolną ręką pomóc mu się spod niej wysunąć.

- Zapewniam pana, że jeszcze pan nie umarł. - Odparł cicho i spojrzał mężczyźnie w oczy. Da radę wstać? Będzie musiał. Rozejrzał się szybko za jakimkolwiek badylem... złamaną nogą od krzesła, którą mógłby przysunąć w ramach podpórki, prętem zbrojeniowym, który został złamany, żeby można było go przekazać mężczyźnie, by chociaż trochę odciążyć nogę. Ale to była tylko szybka przebieżka spojrzenia. Zegarek tykał. - Był pan bardzo dzielny, że samodzielnie wydostał się pan spod tych gruzów. - Ściągnął kryształ ze swojej szyi i wyciągnął go przed twarz mężczyzny. - Samodzielnie. Ledwo się panu udało. Miał pan tyle szczęścia. - Stuknął różdżką w wahadełko, żeby wprawić je w ruch. Chciał usunąć wspomnienie o sobie samym z jego głowy, trochę zmodyfikować wspomnienie o tym, jak to sam się wydostał, z wielkim bólem i trudem, napełniony adrenaliną i wolą o przetrwanie. Nadzieją, że się uda. Jeszcze nie umarł. I Bletchley nie chciał, żeby umierał. - Wyjdziesz stąd minutę po mnie. Nigdy mnie tutaj nie było. - Hipnoza była sztuką. Trudną w dodatku. Wystarczy jeden błąd i można było bardzo skrzywdzić człowieka, którego ma się przed sobą. A kiedy robisz coś powoli i ostrożnie, to sekundy zaczynają wręcz przeciekać przez palce.

Obrócił się w kierunku wyjścia i przez chwilę nasłuchiwał dźwięków, wpatrywał się w ten kurz i dym, zanim wysunął się na ulicę, chowając różdżkę i z powrotem zaplątując kryształ na rzemieniu wokół swojej szyi, jeśli tylko wszystko się udało - ruszył dalej, do centrum wybuchu, żeby uważniej rozejrzeć się za śladami czarnej magii.


Rzut PO 1d100 - 46
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 43
Sukces!


• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
Czarodziejska legenda
Only the dead have seen the end of war.
wiek
∞
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Celtycka bogini magii, podziemi, wojny, płodności i zniszczenia. Łączona również z przeznaczeniem i przepowiedniami, zwłaszcza tymi mówiącymi o zagładzie, śmierci i wygranej w bitwie. Przedstawiana jest zwykle w zbroi i rynsztunku. Pojawia się wszędzie, gdzie jest wojna. Krąży nad polem bitwy pod postacią kruka lub wrony. Podżega wojowników do walki i może pomóc w zwycięstwie nad ich wrogami. Morrígan zachęca wojowników do odważnych czynów, wzbudza strach w ich wrogach i jest przedstawiana jako piorąca zakrwawione ubrania tych, którym przeznaczona jest śmierć. Najczęściej jest postrzegana jako bogini bitwy i wojny, a także jako manifestacja bogini ziemi i suwerenności, głównie reprezentująca rolę bogini jako strażniczki terytorium i jego mieszkańców. Morrígan jest często opisywana jako trzy siostry, zwane „trzema Morrígan”. W mitologii członkostwo w triadzie jest przyznawane boginiom Badb, Macha i Morrígan, która może mieć na imię Anand. Uważa się, że wszystkie te imiona były imionami tej samej bogini.

Morrigan
#10
01.04.2024, 14:27  ✶  

Czy było to zabawne? Była to kwestia priorytetów, Cain w końcu pracował w służbach specjalnych, tropił czarnoksiężników, niekoniecznie miał za zadanie niańczyć mugoli. Czym było życie jednego człowieka ponad życie wielu, uprzedzenie takich Śmierciożerców w ich drodze do etnicznej czystki, deratyzacji szkodników, dezynsekcji karaluchów. Zboczenie ze ścieżki mogło być opłakane w skutkach, ba – mogło sprawić, że tryby przeznaczenia się uruchomią, odpowiedni czas i miejsce zaklina w machinie wszechświata i…

Ale nic się szczególnego nie stało. Cain ułożył zwałowisko tak, by na pierwszy i drugi rzut oka przypominało, że stało się to samo, wyciągnął dłoń do mężczyzny, którego właśnie ratował, a ten nieco nieprzytomnie złapał się go i stęknął, chyba tylko siłą woli i adrenaliny znajdując siły, by się podnieść. Jego noga zdecydowanie była złamana – choć na te szybkie oględziny nie wyglądało to na złamanie otwarte. Kijów od krzesła ani połamanych prętów zbrojeniowych też nigdzie nie było, były tu mniejsze kawałki, ale niezbyt nadające się do tego, by mogły posłużyć za podporkę. Może tam głębiej… ale Cain wiedział, że stracił już za dużo czasu.

– Dziękuję. Dziękuję, ja… – mężczyzna wziął głęboki oddech, ewidentnie był wymęczony, przerażony i w szoku. Nie wiedział co się dzieje, ani co dokładnie Cain wyczyniał (a wyczyniał przecież przed jego oczami), a gdy przed jego twarzą zawisnął kamień na rzemieniu, automatycznie na niego spojrzał. – Dzielny, tak – powtórzył za nim cicho, nieco nieprzytomnie, gdy oczy wodziły za huśtającym się kamieniem. Pokiwał powoli głową. Bletchley zręcznie, choć miał mało czasu, czyścił jego pamięć, modyfikował wspomnienia – na szczęście nie było tego dużo, nie musiał więc siedzieć tutaj nie wiadomo ile czasu i go marnować. A po wszystkim się odwrócił – zaś mężczyzna zachowywał się jakby go nie widział i sam rozglądał się za czymś, na czym mógłby się wesprzeć. Czy zajmie mu to minutę, czy może jednak dłużej…? O tym Cain może dowie się później.

Albo nigdy.

Ciemnowłosy cofnął się na przejście, którym się tutaj dostał, z powrotem na te bardziej rozbiegania część ulicy. Niewiele się tam zmieniło – może tyle, że karetka wjechała na chodnik, tarasując całą drogę tak, że żeby dostać się do "centrum" tego zamieszania, należało wejść na ulicę. Tam z kolei stał rząd samochodów – część spalonych, część zniszczonych, gdy kawałki gruzu spadły na szyby, maski czy dachy. Zamieszanie było widoczne z daleka, krzyków było jakby więcej, ratownicy uwijali się jak mrówki, ale to nie było wszystko. Jakiś człowiek, mężczyzna, biegł ulica w dół, w stronę przeciwną do zbiegowiska. Za nim biegło dwóch milicjantów i coś krzyczeli.

Padł strzał – jednak facet biegł dalej.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cain Bletchley (3602), Morrigan (2134)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa