• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[23 VI 1972, Warownia] And did it my way | Neil & Morpheus

[23 VI 1972, Warownia] And did it my way | Neil & Morpheus
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#1
12.02.2024, 21:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2024, 22:54 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Droga od jeziora do Warowni byla wręcz sielska, więc pomimo wspomnianego zagrożenia, wyglądała prawdziwie baśniowo. Gdzieniegdzie lśniły złudne ogniki, sprowadzające wędrowców na moczary, ale piaszczysta ścieżka do jeziora została wydeptana przez pokolenia mieszkańców Doliny i nie dało się jej zgubić; srebrna nić ksiezycowa w pewnym momencie rozwidiła się na dwa i Longbottom wybrał węższą ścieżkę, która powstała również dzięki jego krokom, zwłaszcza w czasach nastoletnich. Magia zdecydowanie żyła w tym miejscu, tętniła w nim i nic dziwnego, że sam Morpheus nie wydawał się urażony sympatyczną złośliwością Neila. Zamiast tego, wyjaśnił:

— Okolice mojego domu są prawdopodobnie jednym z najbezpieczniejszych miejsc na świecie, ale tak silne zabezpieczenia czasami przyciągają, bo skoro coś jest chronione, to musi być cenne. Pomimo tego drobnego mankamentu, dużo lepiej jest je mieć niż nie mieć. Koniec końców zabezpieczają. Nie próbuj się teleportować wprost do posiadłości, bo może cię rozszczepić. Pamiętam, że nie umiesz tego robić, a jeśli zaklęcie nie rozpozna osoby, która będzie teleportować, cóż... Może być źle.

Wyszli z lasu i oczom Neila ukazał się brzydki, zaniedbany sad, przynajmniej aż do momentu, gdy nie przeszli przez spróchniałą bramkę. Co prawda bramka nadal wyglądała nieszczególnie, ale nagle wszystkie drzewka zakwitły pięknym kwieciem, ukazując ukryte piękno, pośród bielonych pni stały ule, a wiosenne rośliny kwitły wesoło; pośród nich nocne kwiecie rozpoczynało rozpylanie swojego pięknego zapachu.

W tle majaczyły równiutkie rabaty, a posiadłość jaśniała zapalnymi światłami w oknach, gdzie niemal nieustannie ktoś krążył, cieniste sylwetki pojawiały się i znikały, to tu, to tam, wskazując na bardzo aktywną społeczność zamieszkującą to miejsce.

Ogród nie był doskonały, gdzieniegdzie, a nawet bardziej rosła dzika, nieuporządkowana roślinność, tu i ówdzie leżały pozostawione narzędzia ogrodnicze, a dalej, na sznurkach, wisiało pranie. Po ich lewej widoczny był domek ogrodnika, nieco zaniedbany, ale zapraszający kwiatami w doniczkach na ciemnych oknach.

— Malwa! — podniósł nieco głos Morpehus, ale nie dość, by zwrócić uwagę domowników. Skrzatka pojawiła się przed nimi i skłoniła. — Przynieś do domku ogrodnika suche rzeczy, coś do jedzenia i czysty notes, te z górnej szuflady biurka, poproszę.

— Oczywiście, paniczu Morpheusie.

Odpowiedziała i zniknęła, tak szybko jak się pojawiła, lustrując przez chwilę ogromnymi oczami Neila, lecz nie komentując jego obecności.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#2
12.02.2024, 22:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2024, 13:29 przez Neil Enfer.)  
Szedł rozglądając się po okolicy. Wszystko wyglądało tak cudownie, wydeptane ścieżki, zupełnie jakby szli tam gdzie kryją się największe tajemnice. Przesuwał dłonią po co bardziej wyrośniętych w górę źdźbłach, pozwalając Morpheusowi na swobodne opowieści. No po za jednym momentem, gdy chciał zaprzeczyć teleportacji, ale rozmówca go wyprzedził, na co uśmiechnął się tylko. Oczywiście, że Morpheus wiedział takie rzeczy.
-Zapamiętam.-obiecał ze skinięciem głowy. Nie miał zamiaru ignorować jego ostrzeżenia.
Spojrzał na opuszczony sad, który mógł być ciekawym miejscem na znalezienie szalenie powyginanej gałęzi idealnej do ozdobienia jego pokoju, jednak po przekroczeniu bramki wszystko wyglądało jeszcze lepiej, aż z ust Neila wyrwało się westchnienie zachwytu. Kwiaty, rośliny, wszystko dookoła. Wielkimi oczyma obserwował otoczenie, widząc tyle zastosowań dla roślin, dla miodu. To był jego mały, zielarski raj, a skoro tak późną porą robił mocne wrażenie, to nie chciał myśleć o tym, jak cudownie będzie wyglądać za dnia.
Zapatrzony w otoczenie wzdrygnął się nieznacznie słysząc uniesiony głos i od razu spojrzenie przerzucił na mężczyznę, zaraz jednak wpatrując się w istotę przed nimi. Co to?... Padały polecenia i stworzenie tak jak się pojawiło, tak zniknęło. Widział spojrzenie na sobie, sam je odwzajemniał, ale gdy znów zostali sami, spojrzał na towarzysza.
-Paniczu?-podszedł do niego o krok, splatając niewinnie dłonie za plecami.-Musi Pan być tu bardzo ważny.-uśmiechnął się do niego, obdarzając go zaczepnym spojrzeniem, które zaraz rozproszyło się i przeniosło na krzew nieopodal, do jakiego ruszył spokojnym krokiem.-Gdybym wiedział, że masz tu tyle roślin, nie kwapiłbym się, żeby iść nad jezioro.-skomentował, pochylając się do krzewu, ujmując delikatnie jeden z różowo-białych kwiatów i powąchał go z przymkniętymi oczyma.-Na jesieni będziesz tu miał masę owoców na herbatę.-puszczając kwiat wyprostował się powoli i obejrzał na niego. Morpheus idealnie pasował teraz do ogrodu. Przemoczony lśnił w świetle księżyca, aż ciężko było oderwać od niego wzrok.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#3
13.02.2024, 00:03  ✶  

Rozejrzał się, próbując spojrzeć na świat tak samo, jak patrzył na niego Neil, ale on widział głównie nieznane mu gatunki, które podobały mu się bardziej i mniej oraz wspomnienia, bliskie, rodzinnych obiadów na tarasie, oraz dalsze, gdy zdarł sobie kolana, wdrapując na jedno ze starszych drzew. Dalej, między jabłoniami, był wydeptany plac, niewidoczny po zmierzchu, gdzie uczył się fechtować z ojcem. Cenił sobie bardzo to wspomnienie, które wyrobiło mu postawę podczas rzucania czarów. Przestrzeń przelewała się sentymentem.

— Nie są moje. Wydaje mi się, że te zagonki są Dory, jest bardzo szczegółowa jeśli chodzi o jej rośliny. Tamte kwiaty hoduje Elise... — wskazał krzaki róż, z których większość jeszcze nie zaczęła kwitnąć, ale cała rabata prezentowała się prześlicznie i bardzo starannie. — To moja szwagierka — pospieszył z tłumaczeniem, zaraz jednak jego na jego twarz wpłynął uśmiech szczwanego lisa i zabrzmiała nadęta, teatralna duma chwalipięty. — Wiesz... W końcu jestem synem pana tego domu. A tobie podobają się kwiatki.

Westchnął na koniec, niemal zrezygnowany, chociaż w rzeczywistości na tę chwilę Neil patrzył właśnie na niego. Młodzieniec jawił się podobnie, zwłaszcza jego oczy, jak lustra, jak własne księżyce. Uwielbiał jego oczy.

O przebaczenie zawsze można się pomodlić, a tego wieczoru światła nie oślepiały go, więc przybliżył się do Neila i otulił jego policzki swoimi dłońmi, jakby chciał zamknąć pomiędzy jednym chłodem, a drugim, miękkie serce skowronka, by zbliżyć swoje usta do jego w szczodrym pocałunku, zakrywającym o namiętność, na którą sobie nie pozwolił w mieszkaniu Neila. Również na niego wpłynęło wydarzenie, jakby coś przeskoczyło w jego głowie, zmieniło jego chemię.

Przylgnął całym, zimnym ciałem do Neila, wilgoć ubrań jeszcze dodawała wrażenia chłodu na skórze, nie zamierzał się jednak tym przejmować, nie teraz, gdy przesuwał dłonie we włosy Enfera, aby zacisnąć palce na ciemnych puklach i lekko ciągnąc w pasji. Tutaj byli niewidoczni, a ogród zbyt ogromny i ciemny, aby ktokolwiek ich dostrzegł przez okna.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#4
13.02.2024, 00:26  ✶  
Myśli podążały za jego słowami, jednak wzrok dalej spoczywał na mężczyźnie, zapatrzony, jak w anioła objawiającego czystą prawdę, choćby mówił największe głupstwa leżące całe kilometry od tego co słuszne. Inne strony Morpheusa, udająca kogoś innego, poważna i wiedząca wszystko, niespokojna i skryta. Chciał je poznać, każdą z osobna i wszystkie na raz. Nie bał się żadnej i nie chciał żadnej odrzucać.
Jego serce znów przyspieszyło gdy jak w zwolnionym tempie czarodziej podszedł do niego, dotknął go, a zimno jego dłoni rozlało mu się parzącym gorącem po policzkach, zaraz emanując również od ust, które złączyły się w pocałunku za jakim tak bardzo tęsknił, o którym myślał całe noce, za którym płakał wiedząc, że już nigdy go nie doświadczy. Nie pozostawił go bez odpowiedzi, od razu układając dłonie na jego talii, lekko, muskając jedynie materiał nim bez czekania o zgodę palce dotknęły boków ciemnookiego mniej subtelnie, zaraz obejmując go, gdy został przyciągnięty. Zaciśnięta dłoń na włosach wyciągnęła z młodszego pomruk przyjemności. Otarł się o niego nieco śmielej, szukając jego ust, aby samemu zaprosić do śmielszych pocałunków. Ukryci przez noc i szalejącą naturę mogli sobie pozwolić. Dalej jednak miał w głowie jego słowa. To wszystko minie, przyjdzie kolejna miłość? Jak miał odpuścić? Jak miał porzucić nadzieję, gdy mężczyzna smakował tak dobrze, gdy jego obecność dawała taką rozkosz.
-Ktoś zobaczy...-wyszeptał mu pomiędzy pocałunkami, choć nie brzmiał na specjalnie przejętego zagrożeniem. Reputacja Morpheusa była jednak dla niego ważna, a przecież skrzat miał coś przynieść do domku niedaleko. Czy zobaczy? Czy rozpowie wszystkim?
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#5
13.02.2024, 13:54  ✶  

Z pomrukiem dezaprobaty odebrał przerwę, ale przytaknął Neilowi. W Warowni, poza Erikiem, nikt nie wiedział o skłonnościach Morpheusa, o jego miłości do mężczyzn. Unikał tego tematu i widywano go z dostateczną ilością kobiet, aby nie musiało to nikogo kłopotać. W tym momencie skupiał się na ustach i smukłym ciele czarodzieja, nie na tym, czy któryś z domowników postanowi eksplorować dwie sylwetki w uścisku przy domku ogrodnika. Wiedział, że nie. Mała chatka na skraju ogrodu miała niepisaną etykietę gniazdka miłości, zapewniającego odrobinę prywatności w przepełnionym głównym domu, zwłaszcza że i tak od dawna nikt w niej nie mieszkał na stałe. Czasami służyła do tego, aby dorośli kłócili się bez świadków, a czasami, aby się bardzo energicznie godzili.

Przygryzł dolną wargę mężczyzny, nim rzeczywiście wypuścił go ze swojego uścisku. Chwycił go za to za rękę, coś, czego nie robił przez całą drogę od jeziora i pociągnął go w stronę zaniedbanej chatki.

— I tak trzeba się umyć. Śmierdzimy szlamem i wodorostami. Tutaj nie znajdziesz luksusów, nie przejmuj się, jak coś się zepsuje, prawdopodobnie już zostało zniszczone i ktoś tylko to zakamuflował, aby nie było na niego. Przez zjawy nie możemy znaleźć żadnej porządnej ekipy remontowej.

Otworzył drzwi, które na wygląd, powinny zatrzeszczeć, ale zamiast tego bezdźwięcznie rozsunęły swoje podwoje. Morpheus machnął różdżką, a niektóre światła o przydymionym kolorze rozjaśniły mały salonik z kuchnią, schody prowadzące na piętro i drzwiczki do pomieszczenia, które musiało być umywalnią. Wszystko, od podłogi po meble wyglądało na zaniedbane i zniszczone, chociaż wykonane z dobrych materiałów. Nie było tu jednak brudno, a część mebli nosiła ślady regularnie użytkowania. Nie wionęło również stęchlizną. Miejsce wymagało jedynie remontu, nowego oświetlenia i kilku lepszych sprzętów, aby służyć jako pełnowymiarowy dom.

Na stoliku kawowym za to stał koszyk piknikowy, w kominku rozpalał się ogień, a na fotelu, w równych kostkach ułożono dwa zestawy, z ręcznikiem i ubraniem, jedno w czerni, dla Morpheusa i drugie, w ciemnych błękitach, dla Neila.

— Idź pierwszy — powiedział i klepnął Neila w pośladek, kierując go ku łazience. — Prysznic działa. — Już nie dodał, że ciepła woda jest tylko dlatego, że mają odpowiednie zaklęcia na instalacji wodnej. Sam tego nie wiedział do dość dawna i dopiero przypadkiem, gdy złapał go mroźny prysznic, Malwa oświeciła go, jak to działa.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#6
13.02.2024, 14:20  ✶  
Może i Morpheus znał te tereny, wiedział, że raczej nikt ich nie nakryje, ale ze szczęściem tak zazwyczaj bywa, że jak się opuści gardę, to nagle ono znika.
Te pocałunki, objęcia... Czy to dzisiaj? Nie chciał się ekscytować za wcześnie, jak ostatnio, nie chciał wytwarzać presji zarówno na siebie, jak i na niego. Chciał po prostu cieszyć się chwilą, póki jest mu to dane, zaczynał doceniać w końcu nie tylko osiągnięcie celu, ale i drogę do niego.
Poszedł za nim, trzymając jego dłoń. Dawno z nikim tak nie szedł, może w szkole, ale kiedy to było. Patrzył na ich ręce, zaraz podnosząc wzrok na mężczyznę, który wydawał się być jakiś inny. Nie przeszkadzało mu to, ale był ciekaw tej subtelnej zmiany.
Zaśmiał się na mówienie o zepsutych rzeczach i tym, że ktoś kamufluje je, żeby nie było na niego.
-Świat magiczny czy nie, to zasady są takie same.-,,Reparo" nie wszystko naprawi, ale spróbować może.
Zajrzał nieśmiało do wnętrza, wchodząc do niego gdy rozbłysły przygaszone światła. Idealna letniskowa chatka przypominała mu niezwykle dom jego ciotki, te same obtarcia na meblach, te same braki w farbie w miejscach najbardziej używanych i czystość pomimo tak bardzo nieeleganckich mebli dobranych do siebie dość chaotycznie, jednak wszystkie je coś ze sobą łączyło.
Rzucił Morpheusowi głodne spojrzenie gdy go klepnął, czego ani trochę się po czarodzieju nie spodziewał. Tak, to dzisiaj i nie miał zamiaru go rozczarować, nie wie jeszcze jak tego dokona, ale to zrobi. Mimo zaskoczenia i tego drżącego uczucia w dole brzucha, poszedł grzecznie do łazienki. Rozejrzał się po niej. Ręcznik zostawił w salonie tak samo jak ubrania, które i tak miał nadzieję z siebie dzisiaj zdejmować, więc po co je zakładać?
Ściągnął koszulę, spodnie, rozebrał się cały i złożył wilgotne ubrania w kostkę mimo wszystko dbając o to, żeby nie narobić tutaj syfu.
Odkręcił wodę, a ta za nic nie chciała się ogrzać. Poniekąd chciał zaakceptować takie standardy, w końcu pomieszkiwał na wsi i tam nie zawsze grzanie działało, ale czemu nie skorzystać z okazji. Zakręcił prysznic i zaraz drzwi do łazienki uchyliły się lekko. Odnalazł wzrokiem Morpheusa, którego obleciał wzrokiem przygryzając mimowolnie dolną wargę, zaraz jednak wracając do rzeczywistości.
-Nie ma ciepłej wody?-zapytał uciekając wzrokiem z obfitym rumieńcem na policzkach. Potrzebuje odrobiny pomocy, a to, że nie ma już ubrań na sobie, to detal, akurat jeśli chodzi o czarodzieja, to mógł go oglądać ile chciał, poczucie skrępowania było obecne, ale zaraz za nim stała ekscytacja i niecierpliwość, chęć pokazania i jednocześnie trzymania w tajemnicy.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#7
13.02.2024, 22:52  ✶  

Pierwszą rzeczą, jaką zrobił Morpheus, gdy za Neilem zamknęły się drzwi, było wyciągnięcie spod koszuli czasozmieniacza i odłożenie go na jedną z wyższych szafek, do malutkiego pudełka z przyborami do szycia. Nie sądził, aby Neil w ogóle mógł się domyślić, czym jest złoty wisiorek z klepsydrą, ale obawiał się, że przypadkiem cofnie się w czasie, namiesza i to będzie tylko i wyłącznie jego własna wina. Mógł na przykład zabić samego siebie w przestrachu, przez zobaczenie własnej kopii. Większość osób nie wiedziała nawet o ich istnieniu, nie należały ani w wiedzy popularnonaukowej, ani akademickiej. Nawet ci, którzy potrafili, potrafili doprowadzić nieumyślnie do nie-urodzeń, wymazując całkowicie niektóre osoby z istnienia. Dlatego należało być uważnym i dlatego wysłał Neila przodem.

Gdy Neil poprosił go o pomoc, akurat zaglądał do koszyka, aby zobaczyć, co w błyskawicznym tempie przygotowała dla nich skrzatka, niechaj bogowie jej błogosławią. Uniósł spojrzenie na Neila i zrobił minę kogoś, kto coś knuje. Wyprostował się i podszedł do drzwi. Bez ceremoniału wszedł do łazienki i nawet się nie zatrzymał na widok nagości drugiego mężczyzny. Sięgnął do przełączników, westchnął, wyciągnął różdżkę i machnął nią jakiś znak, który rozbłysnął na ścianie, po której szła instalacja.

— Neil, bądź ze mną szczery, uprawiałeś kiedyś seks z mężczyzną? — zapytał, zerkając przez ramię na Enfera, przekręcając jakiś kurek i czując, że magia działa. Od odpowiedzi zależało bardzo mocno, jak przebiegnie ten wieczór. Mógł nie wiązać się, ale zależało mu na tym, aby całe doświadczenie zostało przyjemnym wspomnieniem, gdy już nic nie będzie ich łączyć. Miał też dobrze czuć się w tym momencie.

Wyszedł z kabiny i włączył ciepły strumień, aby przestrzeń wypełniło kojące ciepło, zachęcające do obmycia się. Ciepła para szybko zakryła małe lusterko nad umywalką.

— Nie krępuj się — powiedział do niego zachęcająco, opierając się o futrynę drzwi, splatając ręce na piersi i wskazując głową na płynącą wodę. Nie zamierzał wchodzić z Neilem pod prysznic, zamierzał patrzeć, jak krople spływają po ciele czarodzieja. Chciał, aby tamten czuł się wyeksponowany i oglądany. Pieszczony wzrokiem.

[/a]

Co to za przyjemność, od razu zabrać się do czynów, gdy napięcie nie wzrosło jeszcze do wrzenia. Jego podniecenie narastało w wielu aspektach i chciał się delektować nim, wszelkimi wrażeniami, ale przede wszystkim celebracją życia w formie, którą można nazwać prymitywną, lecz dla niego niosła w sobie daleko więcej. Bez względu czy tylko na jedną noc czy więcej, osobą, z którą uprawiał miłość, była w momencie uniesienia najważniejsza i to już się zaczęło.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#8
13.02.2024, 23:29  ✶  
Widział to spojrzenie. Powinien przewidzieć, że Morpheus będąc na swoim terenie coś będzie knuć. Uwielbiał go, uwielbiał jego nieprzewidywalne myśli, choć czasami raniły, to czasami podniecały, nadając życiu zupełnie nowego tempa jakiego nigdy nie doświadczył.
Mężczyzna niespecjalnie przejmował się nagością, co na swój sposób go cieszyło i pozwalało samemu podchodzić do tego z myślą ,,Nic co ludzkie nie jest mi obce". Patrzył tak na niego, chcąc też i jego zobaczyć bez ubrań, jednak całą magię roztrzaskało to pytanie, takie... proste... szybkie... Nie był gotowy na nie odpowiadać. Doszukiwał się konsekwencji w każdej odpowiedzi i jedna była gorsza od drugiej. Widać było niepewność i dyskomfort, może nawet poczucie winy odczuwał gdzieś w środku. Ostatnim razem tak się domagał czarodzieja, a teraz ma powiedzieć jakie ma doświadczenia? Przyznać się jak bardzo nic nie wiedział, no bo skąd? Historie znane ze szkoły, polegające głównie na wyśmiewaniu, dyskusje o paskudnych domniemaniach, tłumaczenie nastolatków którzy o życiu nie wiedzieli nic, luźne teksty propagandy, fantastyki i odpowiedzi pijanych klientów w barach. Jego wiedza była... nie było jej, po prostu jej nie było.
-Chyba...-zaczął w końcu przerywając ciszę, patrząc się w bliżej nieokreślony punkt na szafce.-...można powiedzieć, że będziesz moim pierwszym... Tak... ogólnie...-wymamrotał czerwony na policzkach, nosie, uszach, w końcu zerkając na niego. Nie miał wprawy nie tylko jeśli chodzi o mężczyzn, zawsze kończyło się najdalej na całowaniu, o ile w ogóle do tego dochodziło, choć kiedy to było? Średnio udany romans w Akademii, który zakończył się z niezłym przytupem, pozostawiając po sobie przeraźliwie mocne poczucie niesmaku. Czy to Morpheusa zniechęci? Miał nadzieję, że nie, chociaż... Na swój sposób dopiero teraz docierało do niego, że nie bardzo wie czy wszystko będzie dobrze, w końcu chyba nie bez powodu mówi się o tym tyle złych rzeczy. Sam już nie wiedział...
Uśmiechnął się zaraz na jego zachętę.
-Podglądacz...-zarzucił mu zaczepnie, ale poszedł do kabiny, bo ciepła woda aż za bardzo kusiła. Sprawdził jej temperaturę dłonią i aż zamruczał z aprobatą czując gorąc. Prysznic nie czekał długo, aż gość domu wpakował się pod niego i zaczął z zamkniętymi oczyma delektować się przyjemnością wysokiej temperatury. Dokładnie taką lubił. Opłukał dłonie, przemył twarz i dawał się moczyć z uśmiechem zwracając twarz ku strumieniowi. Obrócił się zaraz, żeby obmyć dokładnie włosy, wypłukać z nich ewentualną rzęsę wodną, zmyć z nich smród jeziora. Przeczesywał kosmki, wplatał palce we włosy o które tak bardzo uwielbiał dbać na wszystkie sposoby. Zaczął przemywać ciało, jeszcze raz twarz, szyję, ramiona, pierś, kilka siniaków zaczynało kiełkować już na jego rękach, na których zaraz pojawiła się czerwona szramka po długich paznokciach wilkołaka, gdy ten rozkojarzył się zerknięciem w stronę Morpheusa. I jak ma się nie krępować gdy miał taką widownię, do tego w takim momencie? Ostatnią osobą, jaka widziała go w takim stanie była chyba jego matka, gdy miał kilka lat i potrzebował jeszcze pomocy w walce z głęboką wanną. Przesunął dłońmi po talii, na biodra, pośladki, sięgnął zaraz znów do wody, dla zabawy łapiąc w palce krople wody, które na jego ciele natychmiast szukały ścieżek aby spłynąć niżej, po podbrzuszu, po udach.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#9
14.02.2024, 02:33  ✶  

Nawet jeżeli szczerość Neila wprowadizla jego samego w zakłopotanie, Morpheus jedynie potaknął głową, zaznaczając, że usłyszał i zanotował, bez ani kszty oceny ze swojej strony. Sam pamiętał, że też się obawiał, pośród ekscytacji, wiele wątpliwości i pytań na temat całego procesu, słuszności działań i w końcu moralnego aspektu. Kiedy on po raz pierwszy składał pocałunki na innym chłopaku, było to nadal łamaniem prawa i groziło za to więzienie. Co więcej, siadał w ławach, pośród ludzi, którzy skazaliby go bez mrugnięcia okiem. Uczył się lawirować w oznaczeniach miejsc, w rozmowach i niemalże szyfrach, w końcu też uczył się tych fizycznych aspektów miłości, tak aby była ona radością, nie przykrym obowiązkiem wobec partnera.

Łakomym wzrokiem przyglądał się, jak woda obmywa Neila, jakie wzory malują spływające krople. Pierwszy raz też widział jego blizny w całej krasie. Zupełnie jak baletnica z pozytywki, porcelanowa skóra naznaczona delikatną siateczką pęknięć na emalii. Coraz wyraźniej odczuwał dyskomfort swojego odzienia i ciepło płynące z lędźwi, próbujące bardzo brutalnie skrócić dystans pomiędzy jednym ciałem, a drugim.

W rzeczywistości musiał bardzo mocno trzymać się na wodzy, aby nie doprowadzić go już teraz na kolana, w strugach wody, która wpada do oczu, ust, nosa. Nie za pierwszym razem, nie, gdy niemal się utopił w jeziorze. Może innym razem. Zapamiętał sińce, ich umiejscowienie, aby nie dotknąć ich boleśnie później.

— Pokażę ci kilka sposób na uprawianie miłości, chcę żebyś skupił się na sobie i swoich odczuciach. Ja wiem, co lubię, tym się nie martw i o tym nie myśl. — W jego głosie nie było mentorskiego protekcjonalizmu. Brzmiała w nim troska oraz głębokie, przyjemne napięcie, pełne obietnic. — Ciała są zabawne, nie wstydź się tego, tak samo jak śmiechu. I nie ignoruj bólu, bo żaden aspekt nie powienien boleć, bez względu na układ i czynność.

W tle do tembru głosu i szumu wody, zabrzęczała klamra rozpinanego paska i charakterystyczny świst, gdy jest wyciągany ze szluwek. Zaraz po tym szelest ubrania i jeszcze zziębnięte ciało Morpheusa przylgnęło do rozgrzanej od wody skóry pleców Neila. Ucałował najwyższy punkt ramienia francuza i sięgnął po szampon.

— Przyniosłem twój ręcznik — oznajmił, nie robiąc nic już więcej, oprócz przebywania tak blisko, dzieląc jeden strumień wody i zmywając piasek oraz zapach jeziora. — Nalej nam herbaty, jest w termosie.

Morpheus musiał nie lubić intymności w tej przestrzeni, jaką była łazienka, bo nieco jej unikał, szukając równowagi pomiędzy oschłością, a kochaniem się pod płynącą wodą, co nie należało do zbyt dobrych pomysłów, a już zwłaszcza bez wcześniejszego doświadczenia.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#10
14.02.2024, 03:04  ✶  
Czuł na sobie jego spojrzenie. Naprawdę nie wiedział co odczuwa w środku, to było zupełnie inne niż wszystko co do tej pory go spotykało... Było takie zwykłe i niezwykłe jednocześnie. Obserwacja ze zwiastowaniem co będzie dalej, cierpliwość i drżenie nogi w oczekiwaniu, a wszystko to okryte spokojem gdy padły kolejne słowa czarodzieja, na które spojrzał na niego z łagodnym uśmiechem. Nawet jeśli nie było tu takiej miłości jakiej oczekiwał, nawet jeśli gdzieś w środku dalej go to bolało, to czuł się dużo pewniej przez samą myśl, że to właśnie Morpheus go przeprowadzi przez pewne doświadczenia. Ufał mu. Dla osoby patrzącej na to z boku, może zbyt naiwnie w niego wierzył, ale co innego miał robić? Jeśli chciał szczerości, chciał zaufania, musiał sam najpierw to dawać. Nie chciał używać słowa inicjacja, bo to nie brzmiało poprawnie, nie można jednak zaprzeczyć, że na ten moment zbliża się dla niego ważna chwila, która może przynieść wiele potwierdzeń, ale i wiele zaprzeczeń, szczęście i wyrzuty sumienia, lepszą relację lub jej brutalny rozpad.
Pokiwał mu głową, choć rozumiał jego intencje, to nie chciał, żeby mężczyzna musiał się aż tak pilnować.
-Powiem ci gdyby coś było nie tak... Ale chciałbym, żebyś ty też się dobrze bawił, w końcu chyba na tym to powinno polegać.-wspólne czerpanie przyjemności, akceptacja tego co się może stać, wsłuchiwanie się w siebie wzajemne. Seks jest jedną z form spędzania wolnego czasu, jak wspólne czytanie książki, kino, przebywanie w ciszy w jednym pomieszczeniu, wspólny posiłek. Nie rozumiał dlaczego tak bardzo coś co daje szczęście i ciepło było tak bardzo odrzucane przez wiele osób.
Obserwował go spokojnie, gdy się rozbierał, gdy podchodził bliżej. Ułożył dłonie na jego rękach, przesunął opuszkami po skórze, czując, jak bije mu serce. Taki dotyk... Zawsze się bał, że zwątpi, że tyle lat siebie okłamywał, że koniec końców będzie go to obrzydzać, tak jak wszystkich dookoła, a jednak teraz w jego objęciach czuł, że właśnie tak powinno wyglądać jego życie, tego szukał, za tym tęsknił, chociaż nigdy nie zaznał tego poprawnie.
Odwrócił się powoli do niego, pozwalając by ciała zetknęły się tak jak układały się w przytuleniu, bliżej niż kiedykolwiek to sobie wyobrażał. Ułożył dłonie na bokach jego głowy, spojrzał czule w jego oczy. Było w nim trochę strachu, ale było też i pozwolenie, wyczekiwanie i ufność, że cokolwiek się nie stanie, cokolwiek nie zrobi, to jest bezpieczny. Pocałował bo lekko w policzek, zaraz zsuwając się dłońmi na jego barki, gdzieniegdzie przesuwając delikatnie paznokciami.
-Będę na ciebie czekać.-nie poganiał go, mieli czas, w końcu przed nimi cała noc.
Odsunął się od niego, wychodząc spod prysznica, zgarniając ręcznik, którym przetarł twarz, osuszył nieco włosy, a wychodząc z łazienki owinął go sobie dookoła bioder. Zgodnie z prośbą Morpheusa, zaraz nalał im herbaty i pozostawił parujące kubki na stoliku kawowym. Sam usiadł w fotelu, opierając się o miękkie oparcie i podwijając nogi na siedzisko. Wpatrywał się w ogień, który trzaskał przyjemnie co kilka chwil i myślał o tym wszystkim. Kiedy czuł taki spokój? Zawsze myślał, że pierwszy raz odbędzie się z kimś przypadkowym, komu akurat wpadnie w oko, współpracownik, szef, kto zaraz o nim zapomni. Tak przynajmniej życie kreowało się w jego głowie. Cieszył się, że będzie zupełnie inaczej.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Morpheus Longbottom (3234), Neil Enfer (3163)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa