• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[27.06.1972 | Warownia Longbottomów]Pierwsze koty za płoty i niedźwiedzie na obiedzie

[27.06.1972 | Warownia Longbottomów]Pierwsze koty za płoty i niedźwiedzie na obiedzie
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#11
15.02.2024, 10:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2024, 10:30 przez Samuel McGonagall.)  
Samuel również mówił dużo, problem polegał na tym, że mówił dużo do siebie lub do swoich kóz, do innych zaś podchodził z rezerwą i nieufnością, skutecznie sznurującą mu usta.

Teraz jednak, w gestach i słowach Erika dostrzegł coś więcej niż jajecznicę. Coś, co działało zdecydowanie na korzyść mężczyzny to podobieństwo do jego siostry, a Brenna pracowała lata na to, by Samuel czuł się komfortowo w jej towarzystwie. By czuł się komfortowo z jej dotykiem. Może to krew Longbottomów, ich opiekuńczość i ciepło. Może to po prostu był odrębny gatunek człowieka.

Był wdzieczny za obietnicę, był wdzięczny za pozostałe słowa, choć nie potrzebował ich tak bardzo. Nie uśmiechał się, ale Eric zobaczył zmianę w oczach, uniesione lekko policzki zwężały je w aprobacie. Dopiero komplement zamieszał, sprawił, że Sam przerwał kontakt wzrokowy, zacisnął mocno szczękę i zmienił wargi w ciasną linię dyskomfortu i zażenowania.

A potem zdał sobie sprawę, że mężczyzna cały czas trzyma go za rękę.

Zdał sobie sprawę jak miękka, nieskalana pracą jest jego skóra.

Kącik zadrgał mu w rozbawieniu, czuł się teraz trochę jak w bajce o księciu i żebraku, choć zdecydowanie nikt nie wziąłby ich za bliźniaków. Z refleksem, jeśli tylko Erik chciałby zwolnić uchwyt, to sam by go powstrzymał, splótł palce, by nie dać uciec od pomysłu, który był tak bezczelnie nie na miejscu, a jednocześnie zdał się na tamtą chwilę najwłaściwszym z możliwych.

Odwrócił się do deski i skrzywił widząc jak bardzo jest płaska, jak zapomniał się w nerwach. Sięgnął jednak heblarkę tylko po to... by wsunąć ją w piękną dłoń dziedzica. Szczupła twarz rozjaśniła się w bezczelnym uśmiechu, takim z pogranicza nonszalancji.

– Ty wygładzaj, ja zacznę je wycinać pod wzór. Na ciężkie myśli najlepiej robią odpowiednie narzędzia i kawał deski potrzebujący opieki. Satysfakcja gwarantowana – i odciski, ale tego już nie powiedział głośno.


viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#12
15.02.2024, 17:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2024, 18:33 przez Erik Longbottom.)  
Rodzeństwo Longbottomów było do siebie w gruncie rzeczy podobne na wielu płaszczyznach. Mieli podobne poglądy, podobne morale, jednak to ich taktyka rozwiązywania problemów ich od siebie odróżniała. Poza tym Erik uchodził za tego bardziej ufnego. Był jedną z tych osób, która nawet w najgorszych momentach trzymała się tej jednej cząstki dobra i świata, dbając, aby nie zgasła. Może to on podtrzymywał ją w swojej siostrze w tych trudnych czasach?

Zdziwiona mina zstąpiła na twarz młodego dziedzica, gdy niespodziewanie w jego uścisku zamiast dłoni Samuela znalazła się heblarka. Zamrugał parę razy, nie bardzo wiedząc, co miało to oznaczać. Próbował go wypędzić? Musiał wiedzieć, że Erik nie miał bladego pojęcia o stolarstwie i równie szybko się znudzi, co i zacznie frustrować. A może był to jakiś test? Sprawdzał, czy jest zdolny do czegokolwiek poza czczą gadaniną?

W jego oczach pojawił się błysk zrozumienia. Nie test, a wyzwanie. Pokręcił powoli głową, śmiejąc się przy tym nerwowo, jakby Sam właśnie opowiedział najlepszy żart pod słońcem. Ścisnął niepewnie heblarkę, ważąc ją w dłoni i studiując jej kształt. Do tej pory jego praca z drewnem ograniczała się do rąbania kłód drewna na opał i dorzucania ich do kominka. Odnosił jednak wrażenie, że heblowanie wymagało nieco więcej skupienia. Jak to mówią, w życiu trzeba było wszystkiego spróbować chociaż raz, więc... Czemu nie?

— Gwarantowana, mówisz? W porządku, trzymam za słowo — odparł z pozorną lekkością, obracając narzędzie w dłoniach. Oglądał je dokładnie z każdej strony, jakby przynajmniej było jedną ze szklanych kul służących do wróżenia. Pierwszy raz miał w dłoni heblarkę, jednak niekoniecznie chciał się do tego przyznawać. Duma mu nie pozwalała. Poza tym to przecież nie mogło być takie trudne. — Jeśli nie przeżyję... — zawiesił dramatycznie głos, podchodząc do bloku drewna jak do jeża. — Cóż, Brenna będzie wiedziała co robić.

Rzucił sztruksową koszulę na bok, odsłaniając biały bezrękawnik w pełnej okazałości, po czym wziął się do roboty. Erik rzadko kiedy siedział cicho, jednak to... Zmusiło go do poświęcenia pełnej uwagi drewnu. Jeśli o to mu chodziło, to jest cholernym geniuszem, pomyślał przelotnie. Miał nadzieję, że nie zdradzi tej tajemnicy jego siostrze. Zerkał co rusz w stronę Samuela, jednak bynajmniej nie tylko po to, aby po prostu sobie na niego popatrzeć, a po to, aby podejrzeć jego własną technikę. Szukał wskazówek, trików, jakie sam mógłby zastosować, powoli pracując nad powierzonym mu zadaniem.

(Rzemiosło) Jak super Erik sobie radzi z heblowaniem?
Im wyższy wynik, tym lepiej.
Rzut T 1d100 - 25
Akcja nieudana


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#13
15.02.2024, 17:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2024, 21:01 przez Samuel McGonagall.)  
Samuel jak gdyby nigdy nic udał się do swojej parcianej torby na narzędzia (nigdy nie miał potrzeby jej mieć, a żal mu było zdecydowanie zarobiony grosz wydawać na coś tak niepraktycznego jak torba, skoro kto wie, może jeszcze przed zimą udałoby mu się powrócić do leśniczówki?) i wyciągnął z niej węgielek i niewielką metalową rurkę, której zęby nagle naostrzyły się po przejechaniu dłonią i rozproszeniu zaklęcia. Uch, transmutacja była jego konikiem, a używał jej do tak prymitywnej sprawy, jak modyfikacja narzędzi ku większej kompaktowości...

Tak czy inaczej, zabrał się za robienie modelowego odrysu, od którego później każda sztachetka miała być profilowana. Wyszedł mu całkiem niezły łuk, powstrzymał się od wymyślania dodatkowych żłobień – chciał trzymać się prostoty, bo tak naprawdę już marzył mu się mały rozklekotany domek ogrodnika.
Wszystkie meble były w nim zbutwiałe i ponad wszelką wątpliwość w belce stropowej zagnieździł się robak, co stanowiło kolejne wyzwanie, aby go znaleźć, bo skurczypiórki były kurewsko trudne do wykrycia nawet przy użyciu zaklęć.

Już się obrócił do Erika, by mu o tym powiedzieć, ale zamiast tego parsknął śmiechem, gdy zobaczył jak strug ślizga mu się po drewnie, czyniąc nieznaczne szkody desce, a chyba większe na ego początkującego rzemieślnika. Samuel szybko się podniósł z kolan pozostawiając swoją,robotę i zamiast
zalać dziedzica falą drwin, obszedł deskę i stając po drugiej jej stronie zatrzymał bez trudu heblownicę w połowie drogi. Nie była to szkoda, której nie dało się odrobić. Nie była to w połowie spiłowana deska, której już nie dało się na płot odratować.

– Ręce odwrotnie. – powiedział uśmiechając się zaskakująco życzliwie do Erika, to była mina zarezerwowana wcześniej dla Ponuraka, ale teraz błękitne oczy Samuela aż iskrzyły rozbawieniem ale też komfortem wspólnego zajęcia. Nie mógł uczyć kóz, a przecież lubił, lubł to robić.

[Obrazek: 360px-Germany_Plane-with-wood-shavings-01.jpg]

– Jesteś dobrym obserwatorem, nie przewidziałeś tylko, że inna ręka jest u mnie dominująca. Tu na drążku, to jest w ogóle nos struga, w każdym razie tu dajesz słabszą rękę, bo ona ma prowadzić. – za słowami poszedł czyn i ująwszy jego lewą dłoń osadził ją na "nosie" narzędzia, trochę poprawiając uchwyt swoją prawą - słabszą dłonią. Okazało się, że profil uchwytu nawet wygodniejszy jest pod lewą rękę. Erik miał szansę wyczuć wgłębienie idealnie pasujące pod kciuk.

– Całe skupienie musisz przekierować na odbój, tu za ostrzem, od drugiej strony. – i znów swoją lewą ręką ustawił jego prawą na tylniej części narzędzia i akuratny do tej roboty nacisk, by mu pokazać, o jaką siłę chodzi. – To jedyna trudność, ten nacisk musi być taki sam, a ruch odpowiednio długi, by nie skończyć za szybko. To może uszkodzić drewno, a tego byśmy nie chcieli. – nie było krytyki w jego oczach gdy patrzył na lekko zmasakrowaną już deskę. Pierwsze koty za płoty, jak to mówili ludzie w miasteczku. – Gdy wracasz, masz chwile odpoczynku. Są strugi, które działają na pych i ciąg, ale to nie jest jeden z nich. Chodź... pokaże Ci, najlepiej jest to po prostu poczuć w dłoniach.

I nim Erik zdążył jakkolwiek zareagować, Sam z tym samym łagodnym uśmiechem, położył swoje dłonie na jego, nienawykłych do pracy, ale chętnych do wyzwań, po czym dociskając odbój przesunął strug płynnym ruchem, rzeczywiście utrzymując jednakowy nacisk cały czas, wspólnie naprawiali wyrządzone wcześniej szkody.


chodź, pokaże Ci
Rzut Z 1d100 - 72
Sukces!



viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#14
15.02.2024, 22:50  ✶  
Jeśli Samuel był wirtuozem drewna, to Erik był nędznym beztalenciem o precyzji rzeźnika z tremą. Drewno w jego rękach było luźne i niestabilne; wynik tego, że właściwie nie wiedział, co powinien z nim robić, jak ustawić, aby ułatwić sobie pracę. Wiedział, że robił coś nie tak, ale trudno było mu powiedzieć, co dokładnie. Chociaż przyglądał się co rusz swemu narzędziu, tak zupełnie go nie rozumiał. Miało swoją strukturę, prosty mechanizm skryty pod podstawą, jednak nie potrafił objąć go myślą.

Chwycił niepewnie strug i zaczął ''heblować'' drewno, o ile jego działanie można było w ogóle tak nazwać. Ruchy Longbottoma były wolne i nieprecyzyjnie, przez co rusz zrywał z powierzchni drewna grube kawałki wiórów, naruszając odkrytą warstwę drewna. W pewnym momencie ostrze niemalże zacięło się przy zbyt leniwym ruchu. Erikowi, owszem, nie brak było siły, jednak jak na dłoni było widać, że to był jego pierwszy poważny kontakt z pracą tego typu. Pokraśniał momentalnie, gdy z boku rozbrzmiał śmiech Samuela. Zacisnął mocniej palce na narzędziu.

— Wiesz, ty się śmiejesz, a drewno płacze — rzucił przez ramię z cichym stęknięciem. Kogo on chciał oszukiwać? Nawet gdyby podejrzał techniki Sama, to nie miał umiejętności, aby je odwzorowywać. Mógł co najwyżej sięgnąć po sprawdzoną metodę ''prób i błędów''. Nie trzeba było jednak geniusza, aby stwierdzić, że więcej byłoby tych drugich. — A ja pewnie zacznę razem z nim. Rozpacz będzie się dosłownie wylewać spod mych rąk.

Zastygł w bezruchu, gdy McGonagall znalazł się tuż obok niego. Wypatrywał w jego twarzy... W sumie nie był pewny czego. Oskarżenia? Nagany? Dezaprobaty? Potwierdzenia, że już na tym etapie nie doskoczył do poziomu, jaki pan majster uznałby za minimalny? Nic dziwnego, że mugole się tak od nas odcięli, pomyślał niespodziewanie. To niemagiczni do wszystkiego korzystali z urządzeń, narzędzi, nowinek technicznych, podczas gdy czarodzieje kurczowo trzymali się idei, że to magia jest największą z przewag. Czy ich chęć dogodzenia sobie za bardzo ich rozpuściła? Obecnie czuł się jak dziecko we mgle.

— Jesteś leworęczny — bardziej stwierdził, niźli spytał, pozwalając, aby Sam pokierował jego dłonią. Faktycznie, początkowo nie zwrócił na to uwagi. Po prostu nie rzuciło mu się to w oczy. — Mhmm.

Próbował skupić się na słowach Sama, które miały go pokierować, lecz każde kolejne zdanie tylko pogłębiało jego lęk. Czuł, jak panika powoli paraliżuje jego myśli i ciało. To nie był koniec świata, jednak jak każdy Longbottom, tak i on miał swoje ambicje. Chciał pokazać, że kryje się w nim coś więcej niż dobre chęci, nawet jeśli w dużym uproszczeniu chodziło o struganie w kawałku drewna.

— No to... Spróbujmy. — Zagryzł dolną wargą, czując ciężar spracowanych rąk mężczyzny na swoich własnych. — Może nie będzie bolało.

Uśmiechnął się filuternie pod nosem, pozwalając, aby Sam pokierował jego ruchami. Kierował, ale nie dowodził. Nie robił wszystkiego za niego, zamiast tego po prostu wykonywał pierwszy ruch; dawał impuls, na który Erik musiał odpowiedzieć. Kilka ruchów później, pośród gęstej trawy wylądowały kolejne trociny. Były to cienkie i delikatne płatki, które świadczyły o umiejętnościach i doświadczeniu Samuela. Erik zaś czuł, jak ostrze strogu sunie po drewnie, wygładzając jego powierzchnię. Drewno poddawało się i współpracowało z nimi obydwoma. Gdy dokończyli pierwszą warstwę, detektyw zmierzył swego towarzysza wzrokiem pełnym podziwu.

— Nieźle. Naprawdę nieźle. To znaczy... Nie umiałbym tak, gdyby nie twoja pomoc. To chyba akurat oczywiste. — Uniósł nieco wzrok, próbując złapać kontakt wzrokowy z Samem. — Długo się tego uczyłeś.

Takie zdolności nie pochodziły znikąd. Można było mieć wrodzone predyspozycje ku pewnym umiejętnościom, jednak mistrzostwo można było osiągnąć tylko przez ogrom włożonej pracy. Znał to z zajęć szermierki w Warowni. McGonagall nie musiał się uważać za eksperta, ale Erik nie miał na dobrą sprawę innego porównania. Dla niego i tak był na poziomie, do którego nie potrafiłby doskoczyć.

— Tylko nie krzycz zbyt głośno, jak znowu coś spartolę, dobrze? Miej litość! — odezwał się z żartem na ustach, po czym oparł nieco pewniej dłoń na drążku. — Teraz, spróbuję sam.

(Rzemiosło) Erik robi podejście drugie po małym szkoleniu!
Im wyższy wynik, tym lepiej.
Rzut T 1d100 - 17
Akcja nieudana


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#15
16.02.2024, 14:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2024, 14:44 przez Samuel McGonagall.)  
– Osiem lat.

Stał nieruchomo, znów jak drzewo, a tylko jego oczy śledziły nędzne ruchy Longbottoma. Klątwa wiedzy, nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak jesteś w czymś dobry, dopóki nie zobaczysz początków kogo innego. To nigdy nie jest talent. To godziny, hektolitry godzin wylanych na poczet umiejętności, która nagle i niespodziewanie okazuje się "naturalna" choć był czas, gdy taka nie była.

Każde miękko wypowiedziane słowo, każdy żart, mający na celu rozluźnić wewnętrzną potrzebę perfekcjonizmu, łagodność, może też zapach, który nie gryzł w nos, a niósł ze sobą znajomy komfort. Może też dotyk, bo choć nie był codziennością Samuela, to tu, teraz, w zaciszu ogrodu, zdawał się odnajdywać tak bardzo w tej formie niewerbalnego kontaktu. Zdawał się szukać go, mimo lęku, który w nim wzbudzał.

Nie angażuj się.

To mogła być gra. Nie umiał za dobrze czytać ludzi, nie umiał z kilometra rozpoznać kłamcy, ale tak bardzo, och tak bardzo chciał wierzyć, że Erik jest właściwą osobą, której można zaufać. W końcu gdyby nie był, Bee by mu powiedziała, prawda?

Przemielił słowa językiem we wnętrzu własnych ust. Oddychał spokojnie, nie chcąc własnemu przekleństwu przejąć nad nim kontroli w chwili tak dla niego wrażliwej.

– Zawsze dobrze się czułem, dłubiąc w gałęziach, rzeźbiąc figurki, potem amulety, dekoracje do chatki. Więc gdy moja mama, gdy... gdy odeszła... – wypuścił wstrzymywane powietrze. Choć od początku rozmowy okrywał się tylko od bioder w dół, przydużymi roboczymi spodniami, to dopiero teraz poczuł się niekomfortowo nagi. O takich rzeczach, nie powinno się rozmawiać wcale. Na pewno nie w ciepłym świetle czerwcowego słońca. – Ma Maledicusa może... może kiedyś wróci, nie wiem. – jego prawdomówność popchnęła go do uściślenia, bo przecież ludzie mówili, że ktoś "odszedł", kiedy tak naprawdę umarł. O tym, że była to ta sama noc, kiedy umarł jego ojciec, nie zamierzał już wspominać. Dla ludzi z Doliny Alistar nigdy nie istniał, a przynajmniej nie jako mąż czy rodzic.

– Musiałem czymś zająć ręce czekając. I tak wyszło, że heblowanie desek, to był mój początek przygody ze stolarką. – dokończył, delikatnie zsuwając naprodukowane na nowo przez Erika wióry. Tak właśnie musiały wyglądać jego pierwsze deski. Albo gorzej, bo tu dziedzic dostał je już wstępnie ociosane, odpowiednio wyleżakowane, gdy młody Sam łapał się czegokolwiek, jakkolwiek, paląc w piecu głównie wysączonymi żywicą szczątkami.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#16
17.02.2024, 00:31  ✶  
— Osiem. Nieźle — zagwizdał cicho z uznaniem. — Czyli mówimy już o poziomie mistrzowskim, a nie zaawansowanym?

Drgnął minimalnie, gdy McGonagall nawiązał do swojej matki. Longbottomowie ledwie półtora miesiąca wcześniej przeżyli własną tragedię, tracąc wuja Derwina w walkach ze Śmierciożercami podczas Beltane. Z ciężkim sercem zaakceptowali jego odejście, a niektórym nawet nie udało się z nim pożegnać, jak między innymi Morpheusowi, który w czasie pogrzebu przebywał w słonecznej Grecji, pracując nad swoimi badaniami. Oni przynajmniej dostali jakieś zakończenie, chociaż epilog zaakceptowaliby, dopiero gdy zostałaby wymierzona sprawiedliwość na osobie, która pozbawiła wuja życia.

Maledictus... Erik nie wiedział za wiele o tej klątwie, jednak kluczowe fakty kojarzył. Dotykała tylko kobiety i wiązała się ze zmianą w dzikie stworzenie, która w pewnym momencie stawała się nieodwracalna. Nie równała się jednak śmierci, a pełnej zmianie kształtu. Miał nadzieję, że to nie było coś zupełnie gwałtownego, a Sam miał przynajmniej okazję się pożegnać. Zamknąć pewien etap. Tylko, czy jakiekolwiek dziecko byłoby w stanie to zrobić i po prostu ruszyć dalej? Zakładał, że nie. Zwłaszcza jeśli rodzina żyła razem w głuszy takiej jak Knieja.

— Zawsze musi być jakaś równowaga w naturze, prawda? — wypalił niespodziewanie, postanawiając darować Samuelowi proste ''przykro mi''. — Skoro teraz dzieje się z Knieją tyle złego to jest też szansa, że z czasem odbije się też od dna. Może to jakoś pomoże i pozwoli jej wrócić. Jakiś zastrzyk świeżej magii natury w okolicy. Mam nadzieję, że tak się stanie — kontynuował ciepłym tonem głosu. — Gdy wróci, będziesz miał czym się pochwalić.

Może to był jeden z tych momentów, gdy Erik nawet w złej sytuacji dostrzegał potencjał na zmianę na lepsze? Maledictus był ciężką klątwą, ale od każdej reguły bywały wyjątki. A magia rządziła się ze swoimi prawami; raz brała, raz zabierała. Jeśli Knieja zostanie oczyszczona, a bóstwa obłaskawione, to kto wie, może faktycznie los by się odwrócił, a parę życzeń zostałoby wysłuchanych? Czemu to nie miałoby być jednym z nich?

Poza tym Longbottom jak mało kto wiedział, że rozmowy o klątwach nie były łatwe. Może i zaakceptował po latach likantropię, jednak miał przed nią swego rodzaju... Szacunek? Był powód, dla którego rzadko kiedy żartował o futrzakach, wilczym apetycie czy innych aspektach życia wilkołaka. Bądź co bądź, hodował w sobie dziką bestię, która brała sobie we władanie jego ciało raz na miesiąc. Dzięki eliksirowi tojadowemu mógł być jej świadomy, ale to nadal było coś obcego.

— Bardzo efektywnej przygody z tego, co widzę. Może nauczę się czegoś przy tobie przez następne miesiące. — Uśmiechnął się lekko. Postanowił nie drążyć tematu rodzica bardziej, niż Samuel sobie tego życzył. — Masz jeszcze jakieś ukryte talenty tego typu? Jak u ciebie z wędkarstwem?

Obszedł deskę z drugiej strony. To oczywiste, że jej dobry stan był bardziej zasługą Samuela, jednak doceniał, że próbował go włączyć w cały proces. Bez względu na to, czy powodowała nim chęć faktycznego zagonienia go do pracy i uciszenia, czy też początkowego obśmiania. Zdecydowanie była to lekcja pokory. Możliwe, że jedna z wielu, na które powinien zrobić miejsce w kalendarzu.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#17
17.02.2024, 14:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2024, 00:14 przez Samuel McGonagall.)  
Ponad wszelką wątpliwość Erik radził sobie z ludźmi tak, jak Sam radził sobie z deskami.

Jego słowa ściągały z pełnego drzazg i nierówności młodego mężczyzny wióry niepewności i nadmiaru trudnych emocji. Sam dzielił się z nim czymś niesamowicie ważnym i trudnym dla siebie, był to dla niego ogromny krok w porównaniu do wielu, wielu lat milczenia. Tymczasem Erik otulał go gładko bezpiecznym tematem stolarki, słodkimi (nawet jeśli mało wiarygodnymi) zapewnieniami o tym, że wszystko się ułoży.

Był jak bajarz, kończący opowieść hucznym ślubem i głośnym, bezwzględnym "i żyli długo i szczęśliwie", a słuchając go, chciało się w to wierzyć, chciało się rozluźnić i odpocząć z myślą o tym, że warto marzyć, że życie nie jest ostatecznie tak okrutnie złe, jak było w rzeczywistości.

Sam nie znał dziedzica zbyt dobrze, tak naprawdę była to pierwsza dłuższa rozmowa niż tylko "taka praca-taka płaca", ale chciał z całego serca wierzyć, że jest on taki każdego dnia. Jak dobry król, który dba o swoich poddanych i rządzi mądrze, sprawiedliwie i możliwie długo, a dopiero jak ma córkę, albo trzech synów do podziału królestwa, to zaczynają się problemy.

– Są lepsi ode mnie. – nie nawykł do komplementów. Te ograniczały się zwykle jednak do kilku dodatkowych monet, albo słoika powideł, których i tak nie mógł jeść (chyba, że były smażone na smalcu, ale jakoś wszyscy w Dolinie używali do tego masła albo dusili owoce w wodzie). Ale uśmiechnął się, a potem na wzmiankę o ukrytych talentach i łowieniu ryb roześmiał się szczerze.

– Cóż, jeżeli mam ochotę na ryby, to po prostu zakładam niedźwiedzią skórę i idę nad potok. Jak nie śmierdzę człowiekiem ryby same podpływają, a potem pach łapą... – oczywista demonstracja, z dodatkowym "fuuch" umykającym z ust dla dodatkowego efektu –...i ogłuszona leży na brzegu. Ale pewnie masz na myśli inne łowienie hmm? To nie, nigdy nie próbowałem. – przyznał, zabierając mu hebel, wymieniając deskę na kolejną i zabierając się samemu za jej heblowanie. Gadanie nigdy nie powinno zastępować pracy. – A Ty? Lubisz wodę? – zapytał po chwili, coby Erik nie myślał, że go wygania. Był zdecydowanie lepszym rozmówcą niż Białka czy Miłka. I pachniał ładnie. Dobrze się to komponowało z pudrowym zapachem łuszczonego sosnowego drewna.


viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#18
17.02.2024, 21:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.02.2024, 21:29 przez Erik Longbottom.)  
— Ach, tak. Cuda animagii. — Zmrużył lekko oczy w zaciekawieniu. — Po powrocie do formy człowieka... Zostają ci jakieś zachowania z niedźwiedzia? Jak to u ciebie wygląda?

Zakładał, że czarodziej w formie zwierzęcia pewnie nie miał dużych problemów z wpasowaniem się w środowisko, zwłaszcza jeśli wcześniej znał teren jak własną kieszeń. Z nielicznych nocy spędzonych pod gołym niebem w formie bestii kojarzył przede wszystkim to, że zwierzyna od niego uciekała. Może był wówczas zwierzęciem i bestią, ale dalej był czymś innym. Samo wycie skłaniało do ucieczki większość mieszkańców lasu.

Niedługo później bez gadania oddał hebel Samuelowi. Nie mógł oderwać oczu od jego rąk, które tak zwinnie posługiwały się narzędziem. Było w tym coś fascynującego, patrzeć na kogoś, kto doskonale znał swój fach i faktycznie wiedział, co robi. Każdy ruch był pewny, zdecydowany i świadomy. Każda decyzja miała swoje konsekwencje, które Sam zawczasu mógł wziąć pod uwagę, bo wiedział czego wypatrywać, czego unikać a co ignorować, dopóki nie stanie się problemem.

Przypominało mu to obserwowanie pojedynków szermierskich i spotkań Klubu Pojedynków. Ilekroć to eksperci mieli szansę dać pokaz swych umiejętności, było w tym coś więcej, zwykła wymiana ciosów zmieniała się w spektakl, który poruszał widzów, grając na ich emocjach i angażując w przedstawienie. Czasem rozbudzało to zazdrość, innym ciekawość, a w innych przypadkach złość i radość. Często przez glowę widzów przechodziła jedna i ta sama myśl: Ja nigdy tak nie będę potrafić. To też odczuwał teraz Erik.

— Więc będziesz miał okazję spróbować — rzucił niby od niechcenia, chociaż był bardzo ciekawy reakcji Samuela. Oderwał wzrok od hebla w samuelowych dłoniach, aby zerknąć na jego twarz. — To znaczy, jeśli masz ochotę. Przyznaje, nie jestem ekspertem i są lepsi ode mnie, nawet o wiele lepsi... — Uśmiechnął się aż nazbyt świadom powtórzenia poprzednich słów majstra. — Ale wspólnymi siłami na pewno coś złowimy.

Czy za bardzo naciskał? Niby nie znali się aż tak dobrze, ale wyraźnie zaczynali łapać wspólny język. Skoro Samuel pozwolił mu zasmakować pracy z drewnem, to czemu Erik miałby się nie odwdzięczyć? Poza tym, na pewno była to bezpieczniejsza opcja niż lekcja szermierki w ich wykonaniu. Brenna na pewno byłaby gotowa zrobić krzywdę bratu, gdyby przez przypadek pokiereszował Sama.

— Mhmm, nawet bardzo. — Przytaknął bez wahania, a jego twarz rozbłysła pod wpływem wspomnień z dawnych wycieczek. — Na wybrzeżu czy nad jeziorem czuje się... Bezpiecznie? Pewnie? Spokojnie? Trochę jak w domu. Zwłaszcza w porównaniu do wyżyn czy gór. — Zdarzało mu się uprawiać wspinaczkę z młodszą siostrą, jednak nie był wówczas najprzyjemniejszym towarzyszem wypraw. — Im wyżej na lądzie, tym łatwiej się denerwuje. Miewam humory. — Wzruszył sztywno ramionami. Nie przepadał za głośnymi deklaracjami na temat własnych słabości. — Woda działa kojąco, nawet jeśli tylko stoję na brzegu.

Czy to dlatego, że dawała mu poczucie wolności? Oczyszczała ze zmartwień i pozwalała uciec od zgiełku, jaki zdawał się obecnie czaić na każdym kroku? A może dlatego, że otwierała przed nim przestrzeń i nowe horyzonty? Klaustrofobia była zmorą Erika, z którą mierzył się przez wiele lat i wszystko wskazywało na to, że będzie mu towarzyszyła aż po kres jego dni. W porównaniu z jaskiniami czy ciasnymi korytarzami wybrzeże było niczym bezpieczne schronienie; gdzie by nie spojrzał wszystko miał wówczas na widoku.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#19
18.02.2024, 00:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2024, 00:14 przez Samuel McGonagall.)  
Westchnął, skupiony na kolejnej desce.
– Moja matka pod koniec tyle spędzała czasu w ptasiej formie, że widziałem... przyruchy, to jak obracała głowę, żeby na mnie spojrzeć, choć przecież nie musiała tego robić... A ja... nie wiem, mam trochę wrażliwy nos, czasem zapominam się, że nie mogę ot tak przerzucić obalonego drzewa. I lubię miód. Bardzo. Najlepiej taki z kawałkami wosku. – mimowolnie oblizał się, osładzając sobie wspomnienia pełne gorczycy. – Ale pilnuję... balansu. Nie mogę znikać na tygodnie, kiedy nie ma kto się zająć Białką i Miłką. Bo Corgi sobie poradzi, ale kozy... Niedojone mogą zachorować, a tego byśmy nie chcieli, prawda? – dokończył zdanie kierując je do Ponuraka, który cały czas grawitował wokół nich, cały czas im towarzyszył.

– Ach woda, czasem, ale bardzo rzadko żałuję, że nie przyjmuję postaci jakiejś ryby. Bardzo ciekawi mnie to, jak wygląda przestrzeń jeziora bliżej dna. Chociaż... Wyobrażasz, sobie jak w lesie przychodzi mi mierzyć się na bary z centaurem, przemieniam się a tu... taki łosoś walczący o życie? Jeśzcze gdybym był sążnistym wężem morskim, albo krakenem! Ach, to miałbym używanie. Ale karp? Bez szans. – zaśmiał się, nie wspominając o tym, że ma dziedzictwo McGonagallów we krwi, które pozwalałoby mu mieć tylko skrzela, pozwalałoby mu mieć tylko ogon, pozwoliłoby mu porozumieć się z syrenami... Tak samo nie mówił nic o krogulcu, bo przysiągł, że nie będzie o tym mówić. To miało być wyjście awaryjne, z dala od znienawidzonego przez rodziców Systemu.

Opowieści o miejscu, które przynosi bezpieczeństwo i spokój, przywodziły mu na myśl jedyne słuszne skojarzenie. Podparł się na moment, ścierając przedramieniem pot z czoła. – Cóż... teraz dla mnie takim miejscem jest wnętrze niedźwiedziego futra. Teraz, kiedy nie mogę być w Kniei. – zamyślił się, po czym zaśmiał sam do siebie i pokiwał głową z niedowierzaniem –... ale kilka dni temu jak poszedłem rozprostować kości na wrzosowiska, to przeraziłem jednego maga... bardzo przeraziłem, no i teraz... cóż. Teraz nie wiem, co by musiało się stać, żebym się przemienił przy ludziach. Musiałbym być bardzo przyparty do muru – przyznał, samemu odsłaniając w rozmowie swój przysłowiowo miękki brzuch.

Nagle zdał sobie sprawę, że poczuł przez moment tę samą sztywność w barkach, niezręczność, jakieś zwątpienie. Wypuścił z siebie nieświadomie wstrzymywany oddech, w myślach odtwarzał słowa, które Erik powiedział do niego przed momentem.

– Czy Ty mówiąc o tych rybach, czy Ty mnie zaprosiłeś? Tak prywatnie? Chcesz się ze mną zobaczyć poza... mmm... poza Warownią? – jego brwi niemalże złączyły się ze sobą, a czoło zmarszczyło jak tafla jeziora od naporem burzowego wiatru. – Czemu chcesz się ze mną widzieć w wolnym czasie, przecież jestem dla Ciebie... mm... – spojrzał na strug, który miał w ręce, na swój worek z narzędziami. A potem spojrzał pytająco, na szczerą i jakże życzliwą od początku ich spotkania twarz rozmówcy.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#20
18.02.2024, 20:20  ✶  
Animagowie zdecydowanie mają przewagę pod paroma względami, stwierdził Longbottom, wsłuchując się w słowa nowego kolegi. Zdawało się, że mieli znacznie większą kontrolę nad swoimi zwierzęcymi wcieleniami i pełną świadomość własnych działań. A samo to pewnie było tylko czubkiem góry lodowej. Jedna transformacja nie była równa drugiej, więc na pewno w grę wchodziłaby jeszcze cała masa innych czynników. Eh, jak inaczej wyglądałby stosunek Erika do wilka, którego miał w środku, gdyby ich relacja nie była... Narzucona z góry.

Nie potrafił zdecydować, czy braki w pamięci dotyczące przemian powinien uznać za krzywdę, czy zbawienie. Im mniej informacji na temat swojego stanu posiadał, tym łatwiej było mu zepchnąć go na margines. Zwiększone zamiłowanie do mięsa i pogorszony zazwyczaj stan fizyczny po przemianie potrafił jakoś przeżyć. Gorsze były pourywane wspomnienia i strach przed księżycem. Gdy srebrna tarcza niespodziewanie zagościła na niebie podczas Lithy, spodziewał się, że jego ciało okryje się futrem. Tak się jednak nie stało. Niech żyją magiczne fenomeny. Najwyraźniej były silniejsze od likantropii.

— Zew dziczy musi być mocny — stwierdził nieco cichszym głosem. — Zwłaszcza w takich bardziej pierwotnych miejscach jak Knieja.

Wyostrzone zmysły musiały sprawiać, że dla przemienionych podróżowanie po takich lasów było jak wycieczka do zoo. Te wszystkie bodźce nachodzące ze wszystkich stron i spora odległość od ludzkich gospodarstw. Idealna warunki do kontaktu z naturą. Uniósł lekko brwi, gdy Sam wspomniał o Corgim. W pierwszej chwili pomyślał, że mówi o rasie psa, jednak nie był w stanie tego w żaden sposób potwierdzić.

— Potrafię to sobie wyobrazić. Uwierz mi na słowo.

Nie mówił o strachu obcego czarodzieja, a obawach Samuela związanych z transformacją. Erik też wolał nie ryzykować z wilkołakiem. Podczas pełni towarzyszyła mu głównie siostra, przez myśl by mu nawet nie przeszło, aby przemienić się blisko ludzkich kwater. Sprowadziłby tylko kłopoty na nich i na siebie.

— Gościem, który robi w drewnie, złapał dobry kontakt z moim psem i straszy ludzi jako niedźwiedź na wrzosowiskach. Brzmisz jak ktoś, kogo warto znać — dokończył machinalnie, nie dostrzegając w żadnej z tych rzeczy najmniejszego problemu. Uniósł prawy kącik ust do góry, przywołując na twarz krzywy uśmiech. — I to tylko te podstawowe fakty. Poza tym pracujesz tutaj, więc chyba dobrze by było, gdybyśmy trochę się poznali.

Dopiero gdy wypowiedział te słowa na głos, zdał sobie sprawę, z czego mogła wynikać nagłe zmieszanie Samuela. Na Merlina, ale się wygłupił. Ledwo zaczął tu pracę, a już go nagabywał, jakby koniecznie musiał szukać znajomych pośród pracowników. Pewnie myślał, że macha mu nad głową podpisaną umową, grożąc wywaleniem z Warowni bez wypłaty, jak się nie zgodzi. Aż go skręciło na samą myśl, a policzki pokryły się czerwienią. Za długi język. Pomyśl, zanim coś powiesz, ochrzanił samego siebie, powtarzając frazę, która kotłowała mu się w głowie, ilekroć pojawiali się przy nim dziennikarze.

— Przepraszam. Oczywiście, nie jesteś do niczego zobowiązany — wydukał powoli, próbując uciec wzrokiem do Ponuraka, jednak ten wymykał mu się, przemieszczając się z jednego miejsca w drugie. Psisku nagle zachciało się ruchu. — Po prostu... chyba dobrze nam się ze sobą rozmawia? — Zmarszczył czoło, wlepiając spojrzenie w bliżej nieokreślony punkt tuż nad ramieniem Samuela. — Jeśli nie masz ochoty, to nie ma żadnego problemu. To był tylko luźny pomysł.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (6132), Samuel McGonagall (5327)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa