18.02.2024, 19:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2025, 11:57 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz tajemnic IV
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
Scenariusz Millie: Nastał czas ciemności
Po szybach niemagicznej knajpki spływały krople, a deszcz bębnił o parapet. Londyn tego poranka zdawał się szary, brzydki, chłodny i jakiś smutny - a może tylko tak zdawało się Brennie, bo tego listopada nosiła w sobie szarość i nerwowość, zupełnie nie pasujące do tej dawnej Brenny.
Kryła je jednak bardzo starannie. Tym staranniej im bardziej ponure stawały się twarze innych pracowników Departamentu, kiedy napływały informacje o nowych napaściach. Wiedziała zresztą, że to minie - nie dlatego, że wojna skończy się szybko (nie skończy się: wiedziała o tym doskonale, Albus Dumbledore nie zwoływałby ludzi, gdyby nie uznał, że sprawa jest poważna), a bo ludzie nauczą się funkcjonować w tej nowej, wojennej rzeczywistości. Znów zaludnią się bary przy Pokątnej, znów będą organizowane przyjęcia, ludzie znów będą się śmiali, bo taka już była natura ludzka.
Ona więc uśmiechnęła się i teraz, kiedy Moody stanęła w drzwiach knajpy.
- Cześć, Mills - przywitała się, unosząc dłoń, chociaż ciężko było Brenny nie zauważyć. O tej porze i w taką pogodę to miejsce było nieomal puste, poza nimi w środku była tylko kelnerka, przysypiająca za ladą - a Brenna wybrała najdalszy stolik od lady, położony tuż pod oknem - i jakiegoś ponurego jegomościa pod oknem. I między innymi dlatego ostatecznie postanowiła poprosić o spotkanie Millie właśnie tutaj. Paskudna pogoda utrudniałaby rozmowę gdzieś na powietrzu, w domu Longbottomów roiło się od ludzi, a w magicznym Londynie istniała z kolei za duża szansa, że ktoś usłyszy coś, czego nie powinien. Brenna za to wątpiła, aby ktoś ze zwolenników Voldemorta planował pojawić się o siódmej nad ranem w jednej z mniej reprezentacyjnych dzielnic niemagicznego Londynu, aby zamówić w knajpie przypalone kiełbaski i niezbyt dobrą kawę. Zresztą o kolano pod stołem podpierała różdżkę i ledwo Moody usiadła, Brenna wyszeptała zaklęcie, mające nieco zagęścić powietrze w pobliżu stolika. Ot utrudnienie podsłuchania – wprawdzie ledwo na kilka minut, to jednak powinno wystarczyć.
– Pozwoliłam sobie zamówić kawę i dla ciebie, żeby nie czekać na zamówienie, ale jeżeli wolisz coś innego… – powiedziała Brenna, wskazując na dwie filiżanki, które przed chwilą przyniosła kelnerka.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.