• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[listopad 1970] Im ciemniejsza noc, tym jaśniejsze gwiazdy

[listopad 1970] Im ciemniejsza noc, tym jaśniejsze gwiazdy
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
22.02.2024, 18:56  ✶  
Uśmiechnęła się mimowolnie, dostrzegając minę Mills. Ludzie lubili, gdy ktoś dostrzegał ich mocne strony i ich chwalił. Brenna o tym wiedziała i być może to, że to dostrzegała, było na swój sposób ślizgońskie. Jednocześnie jednak może dlatego, że jeśli o czymś takim mówiła, to tylko szczerze, ostatecznie była dużo bardziej Gryfonką.
- Mój ojciec. Mav - mruknęła Brenna, która z tą drugą porozmawiała od razu, a ten pierwszy... no, był zwolennikiem Dumbledore'a już od czasów Grindewalda. Erika pominęła dyplomatycznym milczeniem, bo ten chyba uznał, że Brenna bredzi, kiedy próbowała z nim porozmawiać. - Wuj Derwin. Wujek Morpheus... nie jest wojownikiem.
Brenna nie była w końcu tutaj żadną szefową, jednym z szeregowych, na razie nielicznych członków. Na razie nie miała okazji zaprosić wielu osób do Zakonu Feniksa i nie zastanawiała się nawet, czy taką propozycję powinien otrzymać Morpheus, w swoich mrokach Departamentu Tajemnic: tę decyzję pewnie podejmą jego bracia.
A przynajmniej tak sądziła.
- Co do Caina, mówiąc szczerze, nie wiem, ale sądzę, że Alastor nie będzie długo się zastanawiał - przyznała, bo Bletchley zdawał się dość naturalnym wyborem. Nie tylko dlatego, że nie było szans, aby nie zorientował się, że Patrick i Alastor "coś knują".
Omal nie roześmiała się, kiedy Millie zaczęła pytać o "ksywki" i jakoś rozluźniła się w tym momencie: pewna sztywność, która wkradła się w mięśnie ramion, ustąpiła jak ręką odjął i Brenna wygodniej usiadła na krześle.
Może nie powinno jej to bawić, ale bawiło. Myśl o tym, jak mieliby się do siebie zwracać „po ptasiemu”. Albo nazywając się nawzajem szybkimi miotłami i tym podobne.
Być może Brenna jeszcze nie była w stanie pojąć powagi sytuacji – i zrozumieć, że aż taka konspiracja pewnego dnia faktycznie może okazać się potrzebna.
Ewentualnie po prostu cieszyła się, że w tej nadchodzącej ciemności wciąż istnieje światło i dalej mogą się uśmiechać.
- Nikt mi nic nie wspominał o żadnych pseudonimach. Ale jeśli jakieś będziemy wybierać... różnie ja zaklepuję naczelnego pajaca.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#12
23.02.2024, 12:49  ✶  
– O nie! Nie odbierzesz mi mojej ulubionej fuchy! – parsknęła Millie rozbawiona, choć tak naprawdę jej humor zdecydowanie wzmagał w stresie i adrenalinie. W spokojnych czasach była gderliwa, wręcz ospała pomimo bezsenności, zaś gdy przychodziło wyzwanie, jakkolwiek śmiertelne, nagle jej twarz zdobił uśmiech, a cięty język za nic miał zagrożenie. Z pewnością, gdyby chodziła do Lecznicy dusz, dowiedziałaby się o tym, jaki to jest piękny mechanizm obronny, ale miała to serdecznie w dupie. Działało? Tak, więc na chuj drążyć temat.

Chciała dopić kawę, ale już jej nie było. Rozczarowana odłożyła kubek, który nawet nie był w połowie pusty, tylko pusty absolutnie. Strasznie chciało jej się palić, informacje, które zdobyła, tak naprawdę potrzebowały trochę czasu, by się porządnie osadzić i dociążyć jej ramiona odpowiedzialnością. Czasem potrzebowała kilku godzin, czasem kilka miesięcy...

– Z ksywką czy bez rozumiem, że to tajemnica, ale nie bój nic, we mnie jak w kamień w morze, nawet syreny tego nie znajdą. – tam powinna się znajdować mała gwiazdka z przypisem, bo może i syreny by tego nie znalazły, ale Alastor z pewnością już tak. Powiedzieć coś Millie to jak powiedzieć im obojgu.

– Idziemy? Nabrałam ochoty na słodkie po tych rewelacjach, tu zaraz obok jest cukiernia o podobnym standardzie z zaskakująco zajebistymi pączkami. – zaproponowała, podnosząc się, zanim dostała odpowiedź.

I chodź na zewnątrz szarość świtu przechodziła w szarość listopadowego, londyńskiego dnia, pod skórą czuła, że widmo wojny jest trwającą do skutku nocą polarną. A one, a oni pośród tej czerni będą świecić najjaśniej.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1968), Millie Moody (1618)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa