• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[09.07.72, ranek] Nie, nie będziemy go bić, Aidan

[09.07.72, ranek] Nie, nie będziemy go bić, Aidan
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
25.02.2024, 00:32  ✶  
A więc Mary zwykle nie przyjmowała klientów w domu.
To mogło znaczyć wszystko ani nic. Człowiek, którego przyjmowała, mógł być klientem specjalnym, sponsorem właśnie. Mógł też nie być mordercą, a jej kochankiem - i morderca pojawił się później, bo na przykład ją śledził. Z dużym prawdopodobieństwem obie dziewczyny czarodziej upatrzył sobie w tym samym miejscu.
- To pan powinien odzywać się grzeczniej, panie Lark - powiedziała Brenna, uśmiechając się ciągle, niezbyt zaniepokojona tym, że sięgał do broni. Ta była zabezpieczona, a jej różdżka nie, poza tym stała na tyle blisko mężczyzny, że nie byłoby mu łatwo na czas wycelował w Brennę pistoletem.
Poza tym prawdziwa agentka M15 nie okazałaby niepokoju w takiej sytuacji, nie pokazała grzecznie legitymacji i na pewno nie sprawiałaby zbitej z tropu. Mieli znacznie większe uprawnienia i mogliby łatwo zniszczyć karierę przypadkowemu policjantowi, przyjmowanie więc teraz przesadnie uprzejmej postawy czy spłoszenie tylko spaliłoby ich przykrywkę. Zwłaszcza, że jeśli policjant chciał im grozić, to chodziło o jedno z trojga – był albo niestabilny i tytuł jednego z najlepszych detektywów dostał nieco na wyrost, albo chciał ich sprawdzić, albo zaklęcie zauroczenia zamieszało mu nieco w głowie z zachowaniem.
Głównie przez tę trzecią ewentualność była gotowa, by w razie czego mu walnąć. Lepiej tak niż zostawić mu w pamięci jakieś bardziej widowiskowe zaklęcia niż confundus… Ach, ależ Aidan by się ucieszył, gdyby faktycznie doszło tutaj do bójki! Brenna z kolei wolałaby jednak tej uniknąć.
– Szczeniakiem może pan nazywać Higlestona, Lopeza albo Tarneyów, a nasze legitymacje zobaczy pan ponownie, kiedy grzecznie o to poprosi – oświadczyła, wymieniając nazwiska innych policjantów pracujących przy sprawie, w tym ich informatora. – Nie wiemy wiele o tej sprawie, bo zwykłe morderstwo przypadkowej dziwki niezbyt by nas interesowało, gdyby nie to, że jeden z naszych informatorów wspomniał, że nasz człowiek był widziany z dziewczyną bardzo przypominającą Mary Reed w pobliżu jej mieszkania. A teraz musimy wiedzieć.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Let's start a fire
wiek
26
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Brygadzista
Ciemne włosy i niebieskie oczy. Wysoki, na oko 180 cm wzrostu. Młody, z gładko ogoloną twarzą i wiecznie znudzonym wyrazem twarzy. Uśmiech iście cwaniacki, sugerujący złośliwość.

Aidan Parkinson
#12
25.02.2024, 11:37  ✶  
Normalnie by parsknął na to nieudane wyzwisko, bo nie wiedzieć czemu - okropnie go to rozśmieszyło. Nie zrobił tego jednak, lecz nie był w stanie ukryć kpiącego, krzywego uśmieszku, który wygiął jego usta. Wiedział, że powinien pozostać poważny i spokojny, ale tak po prawdzie miał już dosyć maskarady i naprawdę świerzbiło go, by mężczyźnie po prostu przypierdolić. Ale słyszał co mówi Brenna, widział że zachowuje spokój, więc tylko zacisnął szczęki, zmywając z twarzy uśmiech. Odchrząknął, żeby go zamaskować, ale chyba niezbyt dobrze.

Na szczęście funkcjonariusz, który przed nimi stał, miał więcej oleju w głowie - przynajmniej tak to wyglądało. Być może ich sprawdzał, a być może to faktycznie efekt uboczny zaklęcia, bo mimo napiętej jak struna postawy, odrobinę przesunął rękę. Odsunął ją od pistoletu, ale nie zabrał jej całkowicie. Jakby nie do końca im ufał. Być może gdyby przyszli do niego na komisariat, a nie do domu, to sprawy miałyby się zupełnie inaczej.
- Jak mówiłem: przy Haringey. Wiemy, że zna się długo z Rose, Marie i Candy - to ostatnie to pseudonim, nie doszliśmy jeszcze do nazwiska. Cała trójka się zna - powiedział w końcu, przenosząc wzrok z Brenny na Aidana i z powrotem. - Będziecie nas informować, jeżeli czegoś się dowiecie? Prostytutki niezbyt lubią się powtarzać.
Och, jeszcze mieliby odwalić za niego część roboty. I jeszcze spowiadać się z własnego śledztwa.
- Odezwiemy się do pana - powiedział spokojnie Aidan, chociaż w środku szalał z wściekłości. Naprawdę ktoś temu staruchowi powinien przetrącić nos, skoro tak bezczelnie odzywał się do rzekomo wyższych rangą.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
25.02.2024, 14:27  ✶  
- Być może nie będziemy musieli, panie Lark. Jeśli związki pomiędzy... naszą pracą a tą sprawą są tak mocne, jak sądzimy, może się zdarzyć, że ta rozwiąże się, zanim zdąży pan na dobre się w nią zagłębić - powiedziała Brenna, patrząc mu prosto w oczy.
Nigdy nie była naprawdę dobra w kłamstwach.
I właśnie dlatego całkiem nieźle nauczyła się używać prawdy i manipulować słowem. Zdradzała fragmenty prawdy nie kłamiąc – lub uciekała się do absurdalnych opowieści, które odwracały uwagę.
Bo przecież w tej chwili powiedziała mu prawdę i tylko prawdę - może nie całą, ale nie zabarwioną choćby słowem fałszu. Wiele wskazywało na to, że morderca był czarodziejem. Jeżeli się nie mylili, jeśli to czarodziej zabił, i jeżeli dobrze wykonają swoją pracę, to go dorwą. Mogło się więc zdarzyć tak, że dostaną jedynie informacje, przekazane gdzieś między ministrem a premierem mugoli, że sprawcę ujęto. Albo w jakiś inny sposób sprawa "cudownie się rozwiąże", gdy oni schwytają tego mężczyznę i wsadzą do Azkabanu.
Odetchnęła. Chętnie wyciągnęłaby z niego więcej, ale żadne z nich nie było dość dobre w zauroczeniu, by naprawdę go przemaglować – a ze słów gliny wynikało, że oni sami też są dopiero na początku drogi.
O to, że dziwki nie lubią się powtarzać, specjalnie się nie martwiła. Ona miała pieniądze, Aidan miał ładną buzię, a oboje mieli magię.
- Ostatnie pytanie i na razie nie będziemy pana więcej niepokoić. Wiemy, że Mary spotkała się z kimś tuż przed śmiercią. W okolicznościach, które można uznać... za romantyczne. Być może był to nasz człowiek, może nie. Czy w tym hotelu znaleziono podobne ślady? Wskazujące na to, że nie chodziło tylko o szybki seks? – spytała, bo to mogło dać im przynajmniej kilka wskazówek w kwestii tego, czy morderca i gość z kolacji był tą samą osobą.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Let's start a fire
wiek
26
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Brygadzista
Ciemne włosy i niebieskie oczy. Wysoki, na oko 180 cm wzrostu. Młody, z gładko ogoloną twarzą i wiecznie znudzonym wyrazem twarzy. Uśmiech iście cwaniacki, sugerujący złośliwość.

Aidan Parkinson
#14
25.02.2024, 17:57  ✶  
Słowa, które wypowiedziała Brenna, zastanowiły starszego mężczyznę. Jeżeli istniało mocniejsze powiązanie, to dwójka tych smarkaczy go ubiegnie... I co wtedy? Myślał - i to intensywnie, bo przecież ta sprawa mogła być jedną z ważniejszych w jego karierze. Ktoś jednak, awansując Larka na takie stanowisko, najwyraźniej wiedział co robi, bo istniało kilka różnych typów policjantów na tym świecie. Jedna grupa bardzo chciała się wykazać i zwykle to byli młodzi, narwani, którzy nie potrafili odpuścić i poświęcali dobro śledztwa dla własnych korzyści. Kolejną grupą była ta, stojąca na przeciwległym brzegu - to zwykle byli policjanci z doświadczeniem, którzy wiedzieli, że współpraca działowa (a nierzadko i między różnymi organizacjami) była kluczowa, podobnie jak odpuszczanie. Lark nie potrzebował więcej awansów, nie potrzebował rozgłosu. Lecz jeżeli sprawa by się rozwiązała, a on by przypisał sobie część zasług... To by była sytuacja idealna.
- Relacja romantyczna... - powtórzył, strzelając wzrokiem nieco w bok. Przypominał sobie szczegóły na miejscu zbrodni, widać było gołym okiem, że grzebie w odmętach pamięci, próbując ułożyć puzzle we właściwej kolejności. Najpierw ramka, potem reszta. - Tak, było coś, co może na to wskazywać. W pokoju był gramofon, z tego co mówili na recepcji - nie należał do nich. Zabezpieczyliśmy go odpowiednio. Grał, gdy obsługa weszła do środka przy pomocy uniwersalnego klucza. W koszu znajdowała się pusta butelka wina, ale poza tym nic. Żadnych świec, kwiatów czy czegoś takiego.
- Skąd w takim razie założenie, że grający gramofon zmienił charakter tego spotkania? - to nie trzymało się kupy, ale podskórnie już wiedział, jaką odpowiedź usłyszy od Larka.
- Grała na zapętlonym utworze. (They Long to Be) Close to You - powiedział od razu, bo to była jedna z tych rzeczy, których się nie zapomina. - Oprócz tego kto normalnie by przyniósł gramofon na spotkanie z dziwką? Oczywiście nie wykluczamy, że mogła to zrobić sama Annalise, ale to tym bardziej sugeruje, że chciała, by spotkanie było inne.
Aidan spiął się, ale nie na tyle wyraźnie, by Lark coś zauważył. Przestąpił co prawda z nogi na nogę, ale dla osoby trzeciej mogła to być po prostu zwykła zmiana pozycji, bo przecież Parkinson stał niemal w miejscu do tej pory. Mogły mu nogi ścierpnąć.
- O ile wiem, to w domu Mary też były takie ślady, tak jak pani mówi. Ten sam gramofon, ta sama płyta, butelka wina. Zebraliśmy odciski, ale gramofon był wyczyszczony - ale najwyraźniej nie sprawdzili śmieci. Westchnąłby, gdyby tylko mógł. Czuł, że żyłka na skroni zaczyna mu pulsować. Powinni byli przeszukać wszystko, a nie opierać się na jednym powiązaniu - bo chociaż było oczywiste, to przecież nie mieli też gwarancji, że w pokoju hotelowym również przyłożyli się do przeszukania. Ostrożnie wyciągnął rękę i dotknął lekko pleców Brenny, by dać jej znać, że to czas na nich. Czuł, że musi zapalić, a przebywanie z Larkiem w jednym pokoju tylko sprawiało, że się denerwował. - A, jeszcze jedno. W obu mieszkaniach znaleźliśmy różę, po jednej w każdym. Zabraliśmy je, ale nie jesteśmy w stanie powiedzieć, z której kwiaciarni pochodzą.
O, a to było coś nowego. Róża... Róż były tysiące, podobnie jak dostawców tych chwastów. Chyba że ich morderca poszedł na łatwiznę i po prostu kupował je przy miejscu zbroni?
- Były ułożone obok ciał.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
25.02.2024, 21:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2024, 22:03 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna nie była aktorką – owszem, ukrywanie pewnych rzeczy wychodziło jej świetnie, ale nie wszystkich. Dlatego wyraz jej twarzy stężał nieco, kiedy Lark wspomniał o gramofonie, a w ciemnych oczach błysnęła nagła czujność.
Piosenka o blond włosach i niebieskich oczach nie była więc czystym przypadkiem, a sam dobór ofiar z pewnością nie wynikał tylko z tego, że właśnie takie dziewczyny zabójca lubił. Wszystko wskazywało tutaj na jakieś dodatkowe motywy osobiste. Ta sama piosenka, róża, pozostawiona przy obu ciałach.
Brenna pomyślała, że będzie musiała wrócić do mieszkania Mary i – nieładnie rzecz ujmując – zapierdolić stamtąd ten gramofon. Chociaż może ten należał do Reed? Czarodziej kupował nowe gramofony, by je zostawić na miejscu zbrodni, czy jak?
– Czerwona czy biała? - dopytała krótko, bo to też mogło mieć znaczenie. Ten gość ewidentnie lubił symbole. - Dziękujemy za współpracę, panie Lark. Bardzo nam pan pomógł – powiedziała szczerze, a potem obróciła się nieco, by spojrzeć na Aidana – bo może on miał jeszcze jakieś pytania. Jeżeli zaś żadne nie padły, Brenna uprzejmie podziękowała się i ruszyła do wyjścia.
Milczała, gdy schodzili po schodach, a potem zatrzymała się na dole, tuż przed drzwiami i upewniła się, że nikogo nie ma w pobliżu.
– Teleportujmy się do alejki. Na pewno patrzy przez okno. Lepiej jeśli zdziwi się, że jakimś cudem znikliśmy i uzna to za sztuczkę służb specjalnych niż zobaczy, jak skręcamy w jakiś zaułek – mruknęła bardzo cicho, zadarła jeszcze głowę, spoglądając w górę, nasłuchując dźwięków… a potem znikła z cichym trzaśnięciem, by pojawić się tam, gdzie spotkali się tego ranka.
– Trzeba sprawdzić, czy któraś z wymienionych przez niego dziewczyn jest blondynką – skwitowała, grzebiąc po kieszeniach i szukając w nich banknotów. – O tej porze mogą już schodzić z ulicy, ale kij wie, może jakaś została. Jesteś gotowy to ogarnąć, czy mam wziąć to na siebie? – walnęła prosto z mostu, bo w takiej sytuacji najlepszy sposób to było: machnąć dziewczynie przed oczami banknotem, zgarnąć do hotelu, i tam ją wypytać, zachęcając czy pieniędzmi i czarem osobistym, czy kilkoma confundusami. I mimo tego, że to Brenna była bardziej wygadana, nie wątpiła, że tutaj Aidan sprawdzi się lepiej. Po pierwsze, bardziej się pannom spodoba. Tacy klienci - młodzi, czyści i całkiem przystojni - zdarzali się pewnie niezbyt często. Po drugie, Brenna absolutnie potrafiła flirtować ani oczarowywać ludzi, obojętnie jakiej płci i profesji. Co nie znaczyło, że nie mogła spróbować z dziewczynami pogadać, jeżeli Parkinson uprze się, że ani myśli się w to bawić.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Let's start a fire
wiek
26
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Brygadzista
Ciemne włosy i niebieskie oczy. Wysoki, na oko 180 cm wzrostu. Młody, z gładko ogoloną twarzą i wiecznie znudzonym wyrazem twarzy. Uśmiech iście cwaniacki, sugerujący złośliwość.

Aidan Parkinson
#16
25.02.2024, 21:50  ✶  
- Czerwone - powiedział bez wahania, marszcząc brwi. Nie do końca wiedział, jakie to miało znaczenie, ale odpowiedział. Czerwona róża... Symbol miłości i namiętności - raczej unikano stawiania ich na grobach, chociaż trzeba było przyznać, że kwiatowa symbolika nie była czymś, na czym Aidan się znał. Wiedział tylko, że zwykle na nagrobkach stawiało się kwiaty cięte jako symbol przemijania i ulotności. A czerwień kojarzył tylko z gniewem, miłością i namiętnością - czyli klasycznie, tak jak ktoś mu kiedyś powiedział, tak zapamiętał.

Aidan nie miał więcej pytań. Krótko skinął głową mężczyźnie, a potem odwrócił się, zgrabnie chowając różdżkę przy kurtce, by opuścić jego mieszkanie. Działało na niego klaustrofobicznie, a w połączeniu z niezbyt udanym w jego opinii przesłuchaniem: również irytująco, co Brenna mogła łatwo wyczytać z jego twarzy. Zrzucił maskę w chwili, gdy tylko drzwi Larka się za nimi zamknęły. Nie dał jednak upustu swojej frustracji, przynajmniej nie do momentu, w którym znaleźli się na dole.
- Co za dupek, i ktoś taki pracuje w policji na wysokim stanowisku? - syknął, starając się nie podnosić zbytnio głosu. Kiwnął głową i teleportował się zaraz za nią, do alejki w której się spotkali. Od razu wyciągnął paczkę papierosów i wsadził jednego z nich w usta. Odpalił mugolską zapalniczką i skrzywił się, gdy wiatr zawiał mu prosto w twarz. - Rose, Marie i Candy...
Westchnął, powtarzając na głos imiona kobiet. I jeden pseudonim. Jakim cudem nie zdążyli jeszcze wszystkiego ustalić? Nie żeby on sam był przykładnym brygadzistą, bo to nie była prawda, ale czasem potrafiły pojawić się okoliczności, które wymagały spięcia dupy. Takie jak te, w które właśnie wdepnęli.
- Ogarnę - odpowiedział, bo przecież nie wierzył, że Brennie pójdzie z kobietami tak łatwo. Być może nie był Adonisem, ale nie uważał także, żeby był brzydki. Zresztą: przecież wystarczyło machnąć banknotem, żeby dziwka zmieniła zdanie co do swojego gustu. A skoro to nie były jego banknoty... Uśmiechnął się kącikiem ust, nieomal wyrywając funty z dłoni Brenny. Jakby podejrzewał, że może się rozmyślić. - A ty co będziesz robić w czasie, gdy będę ciężko pracować, co?
Zapytał kpiąco, przeliczając pieniądze. Schował je zaraz do wewnętrznej kieszeni i przełożył papierosa z jednej ręki do drugiej.
- Czas nagli, więc spotkamy się na miejscu. Zagadam do którejś, postaram się złapać jedną z tych trzech. A ty możesz w tym czasie poszukać pozostałych. Im więcej wiemy, tym lepiej dla nas, nie? - zapytał, a potem wyrzucił peta. Nie dogasił go dobrze, ale to nic, nie powinno się roznieść, nie wiało aż tak. A on sam zniknął z trzaskiem, teleportując się niedaleko Haringey.

I wiedział jedno: gdyby jego praca wyglądała tak codziennie, to być może wykazywałby dużo większy entuzjazm.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aidan Parkinson (2878), Brenna Longbottom (3009)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa