• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
« Wstecz 1 2
[22.03.72] Angielski to piękny język

[22.03.72] Angielski to piękny język
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#1
28.11.2022, 18:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2024, 20:34 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cameron Lupin - osiągnięcie Piszę więc jestem
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie "Piszę, więc jestem".

Florence Bulstrode miała naprawdę bardzo dobrą pamięć. I była naprawdę bardzo, bardzo uparta. W związku z tym zwykłe sprawdzanie zapasów oddziału, miało dalsze konsekwencje. Od tego, że Florence została w pracy trzy godziny dłużej, aby posprzątać magazyn i sprawdzić, kto składał jakie zamówienia, przez to, że dwóch uzdrowicieli otrzymało od niej uprzejme, ale zjadliwe notatki na temat niewpisywania zużytych mikstur do rejestrów, po wizytę u Astorii Trelawney, aby sprawdzić historię podejrzanego eliksiru.
To jednak nie był koniec.
Jeszcze nie.
Florence przeszła między stołami, jeszcze raz sprawdzając pióra, zaczarowane tak, by utrudniały ściąganie. Poprawiła szatę uzdrowicielki, strzepnęła nieistniejący pyłek z rękawa i z przyzwyczajenia sprawdziła, czy jej kasztanowe włosy wyglądają dokładnie tak, jak powinny: związane w bardzo ciasnego koka.
- Zapraszam! – zawołała, otwierając drzwi sali dla żaków akademii Munga. – Mam nadzieję, że wszyscy dobrze się wyspaliście, bo dzisiaj na początek zajęć drobna niespodzianka.
W teorii mieli dzisiaj rozmawiać o efektach nieudanej transmutacji i sposobach na ich anulowanie, gdy zwykłe „finite” nie wystarcza – za pomocą magii oraz eliksirów. W praktyce Florence miała zamiar uczknąć piętnaście minut z czasu wykładowego na coś, co było równie ważne, przynajmniej w jej opinii, jak usuwanie skutków źle rzuconych czarów.
Nigdy więcej „brónatnicy” na liście składników mikstur.
Stała przy wejściu, obserwując, jak kolejne osoby wchodzą do sali i odhaczając je na liście. Florence należała do tego strasznego rodzaju wykładowców i uzdrowicieli, który wymagał obecności na wykładach i zajęciach praktycznych. A chociaż absencję mogła tolerować, każda wymagała wyjaśnienia i bardzo dobrego powodu - w rodzaju "dopadła mnie smocza ospa". Co więcej nie lubiła spóźnień i listę sprawdzała od razu, już w progu. Jasne oczy uzdrowicielki przesuwały się po stażystach, a ręka szybko stawiała kolejne znaczki.
– Panie Lupin – zaczepiła jeszcze Camerona, gdy ten ją mijał, wskazując mu… na bukiet badyli, który leżał na jednym ze stolików. Wstążka, jaką go opleciono, wyglądała na drogą. Podobnie jak pojedyncze kwiatki, wchodzące w jego skład… Pojedyncze? – To przyszło do pana, omyłkowo trafiło na moje biurko. Tutaj jest karteczka. Wyjęłam z bukietu rośliny służące jako składniki do eliksirów i czekają w pokoju stażystów na posegregowanie. Idealnie się składa, bo kilka składników zaginęło ostatnio, kiedy niektórzy stażyści katalogowali eliksiry i zioła w magazynie..
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#2
28.11.2022, 20:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2024, 20:34 przez Mirabella Plunkett.)  

Niestety, nie licząc męczącej go bezsenności, Cameron nie miał żadnej wymówki, aby nie wziąć udziału w zajęciach. Wprawdzie mógłby wywołać jakieś niepokojące objawy przy pomocy odpowiedniej mieszanki ziół i jakichś specyfików, jednak czy by mu to naprawdę pomogło? Raczej nie. Co najwyżej odroczyłby wyrok, a znając szczęście, nieobecność w tym tygodniu sprawiłaby, że kolejne wykłady okazałyby się prawdziwym koszmarem. Cóż, gorzej niż w poniedziałek nie będzie, pokrzepił się, pocierając nieco podkrążone oczy.

To zdecydowanie nie była jego najlepsza noc, ale pomimo humorów związanych z niewyspaniem, starał się być dobrej myśli. Bądź co bądź ledwie dwa dni temu Bulstrode przemaglowała ich ze skutków ubocznych klątw. Chociaż nie, Lupin by tak tego nie nazwał. To była wybitna próba udupienia zarówno jego, jak i innych stażystów. Przynajmniej w jego mniemaniu, a należało brać poprawkę na to, że obiektywny to on nie był. Praktycznie każdy gest opiekunki potrafił odebrać jako groźbę lub wyrażenie niezadowolenia.

Krzywiąc się z niesmakiem, przekroczył zgarbiony próg sali wykładowej. Omiótł wnętrze nieco zdezorientowanych spojrzeniem, starając się zlokalizować najbardziej dogodne miejsce, w którym mógłby spędzić wykłady. Spróbował przemknąć się niepostrzeżenie obok Florence, jednak nie udało mu się to. Cholera, pomyślał, zamarł machinalnie i bardzo, ale to bardzo powoli odwrócił się, aby koniec końców wbić wzrok w bukiet rozkradzionych kwiatów.

— Aha. C-cóż, p-przynajmniej s-się przydadzą — mruknął niezbyt inteligentnie, zapoznając się z treścią karteczki. Wszystko wskazywało na to, że kwiatki przysłała Heather. Heather, która wygrała licytację z Florence na balu u Longbottomów. Ugh, czyżby kobieta postanowiła się zemścić za podebranie jej sukni przez Rudą? Na wspomnienie o pracy stażystów, zmarszczył brwi. — T-to zapewne t-tylko mały w-wypadek p-p-przy pracy.

Przeklął siarczyście w myślach, rekompensując sobie w ten sposób to, że nie mógł wydusić na głos żadnego słowa, które przychodziło mu na myśl. Że też musiał się zestresować. Odwrócił się na pięcie i był już w połowie drogi do swojej ławki na tyłach sali, gdy zorientował się, że nie zabrał ze sobą resztek bukietu. Spuścił głowę w dół i powędrował ponownie na przód sali, aby zabrać swoją własność i poczłapał w stronę swojego miejsca.

Rzucił nonszalancko torbę na miejsce obok, po czym postawił bukiet na parapecie. Westchnął ciężko i usiadł na krześle, wciskając się w oparcie. Dopiero wtedy w oczy rzuciło mu się magiczne pióro spoczywające na blacie. Zerknął na boki i tak jak się spodziewał, zorientował się, że na każdym stoliku leży podobne.

— C-czy... M-my — Przerwał, aby wziąć parę głębokich oddechów i uspokoić swój głos. — Będziemy coś pisać?

Wziął pióro w dłoń i zaczął nim obracać bez większego zainteresowanie. Przecież ledwo co zaliczyli jeden test, z czego mieliby zdawać tym razem? Chyba że będziemy spisywać obserwacje z przypadków na oddziale, pomyślał i niemalże zapłakał w myślach. Czemu te ostatnie były takie intensywne? Najpierw ten bal, potem Ostara, jeszcze parę problemów prywatnych, a teraz sprawdzian? Czy Bulstrode nie miała serca? Wyrozumiałości? Litości?

Paprotka
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze, co rzuca się w oczy to nierówna pionowa blizna po lewej stronie ust. Zniekształca nieco delikatny uśmiech, który zawsze pełga na jej wargach, chociaż ciemne oczy wcale wesoło nie świecą. Spogląda na świat nieco smutno, trochę nieobecnie, jakby myślami zawsze wędrowała gdzieś indziej. Mierzy nieco ponad 170 centymetrów, a kilka centymetrów dodaje jej bujna i zawsze rozwiana czupryna ciemnobrązowych włosów. Jedyny czas, kiedy ogarnia chaos na swojej głowie, to kiedy pracuje w św. Mungu. Równie nieodłącznym aspektem jej wyglądu jest charakterystyczna zielona szata uzdrowiciela. Poza godzinami pracy w szpitalu zwykle nosi szare wełniane spodnie, swetry w zieleniach lub brązach oraz marynarki, lub (swoją ulubioną) brązową mugolską pilotkę.

Fernah Slughorn
#3
05.12.2022, 04:31  ✶  
Fernah zjawiła się przed salą pięć minut przed czasem. Nie miała w zwyczaju się spóźniać, ale też i na żadne zajęcia nie śpieszyła się, jak na te, które prowadziła Florence Bulstrode. Ceniła klątwołamaczkę i liczyła, że kolejne lata stażu, wraz z pracą nad własnymi badaniami, spędzi pod jej czujnym okiem. Z drugiej jednak strony dokładność i pedantyczność tej kobiety przerażały Paprotkę.

Na wspomnienie o wyspaniu, aż się skrzywiła. Mianowicie od paru dobrych lat nie spała tak, by powiedzieć, że jest wypoczęta. Słowa nauczycielki również przypomniały jej, że powinna zakupić kilka świec na bezsenność, by dać organizmowi odsapnąć.

Przechodząc przez próg i obok pani Bulstrode, powiedziała „dzień dobry” i zajęła miejsce na tyłach sali. Pierwsza ławka była dla spóźnialskich, ostatnia dla tych, którzy chcieli spać i ryzykować życie jednocześnie. Usiadła i rozejrzała się za swoim przyjacielem Cameronem. Czyżby chciał podpaść Generałowi Ładu i Porządku?

Całe szczęście nie, bo po tym, jak Fernah zaczęła przyglądać się ułożonym na każdym miejscu kartkom, usłyszała jego głos. Podniosła szare oczy i zauważyła, że Florence zatrzymała Camerona i wymienili kilka zdań. Potem też Lupin powędrował do biurka, z którego zabrał bukiet i z miną cierpiętnika skierował się w stronę Paprotki.

— Na to wygląda, — westchnęła, spoglądając i na kartkę, i na pióro. — Widać inwentaryzacja zachwiała jej porządkiem świata.

Potarła prawą brew i zaraz też przesunęła ręką po całej twarzy, by przepędzić poranną senność. Jednocześnie zaczęła też w myślach wyliczać zaklęcia i eliksiry, które mogą odwrócić nieudane transmutacje i inne takie rzeczy. Chciała jakkolwiek się rozbudzić.



„Rękopisy nie płoną.”
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#4
05.12.2022, 12:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.12.2022, 12:49 przez Florence Bulstrode.)  
Florence zapytana o to, czy ma serce, zapewne zleciłaby napisanie rozprawki na temat roli tegoż w organizmie. Oraz jego najbardziej znanych chorób. Oczywiście, że je posiadała. To że zdawało się, że nie ma w nim ani trochę miłosierdzia, było już odrębną sprawą i prawdopodobnie subiektywnym odczuciem. Teraz jednak faktycznie ani myślała okazywać litość.
Poczekała aż wszyscy zajmą miejsca, po czym przeszła na przód sali. Nie była szczególnie dobra w występach, ale proste przekazywanie komunikatów jej już w miarę wychodziło.
- Podczas inwentaryzacji zasobów zauważyłam, że niektórzy z was, gdy zostają zadanie katalogowania eliksirów, nieprawidłowo je oznaczają - wyjaśniła rzeczowym tonem, nie zdradzającym choćby odrobiny emocji. Złość, jaką odczuwała tamtego dnia w magazynie, była zaledwie wspomnieniem. Napędzającym ją do natychmiastowej naprawy sytuacji. - Pojawiały się literówki, błędy ortograficzne, czasem całkowicie przekręcone słowa. Znajomość składu mikstur, które podaje się pacjentom, jest kluczowa dla uzdrowiciela. Niektórzy mają uczulenie na składniki, innych nie wolno łączyć, nie wspominając o prawidłowo opisanych przeciwwskazaniach.
Nie każdy uzdrowiciel był też mistrzem eliksirów. A nawet ci, którzy byli, rzadko znali na pamięć skład absolutnie każdej mikstury. Najważniejszy był ich prawidłowy dobór. Zwłaszcza na ich wydziale więc odpowiednie oznaczenia były kluczowe.
- Tymczasem według kogoś ten mały eliksir zawierał "bieluń niedźwiedzia" i "serdeczności" - poinformowała, unosząc miksturę, w skład której wchodziły bieluń dziędzierzawa oraz serdecznik. - A jestem więcej niż pewna, że takich ziół w nim nie ma. Dlatego dziś przed wykładem na parę minut wrócimy do podstaw...
Machnęła różdżką i przed stażystami zmaterializowały się karteczki. W odróżnieniu od innych testów, jakie im przygotowywała bez pytań i poleceń. Całkowicie czyste.
Fernah miała rację. Inwentaryzacja zachwiała porządkiem świata Florence.
- ...i zaczniemy od angielskiego, a konkretnie dyktanda. Głównie z nazw eliksirów oraz ziół. Kto zdobędzie najwięcej punktów, będzie mógł sam wybrać w kolejnym miesiącu dodatkowy przydział czynności oraz dostanie dwa dodatkowe punkty na moim egzaminie końcowym. Kto zdobędzie ich najmniej, sporządzi kopię traktatu "Najpopularniejsze zioła alchemiczne" oraz będzie razem ze mną katalogował zaklęte przedmioty - oświadczyła Florence. Nie była na tyle głupia, by nie orientować się, że większość stażystów, zwłaszcza z jej oddziału, choć pewnie i paru innych, za żadne skarby nie chciała spędzać z nią dodatkowego czasu, ponad ten na wykładach czy praktykach, gdy zajmowali się przypadkami pod jej okiem.
I właśnie dlatego wybrała taką karę.
- Jakieś pytania? - spytała, posyłając im radosny uśmiech rekina, który właśnie wypatrzył swoją ofiarę i bardzo cieszył się na jej widok. Sama w dłoń wzięła przygotowaną wcześniej "czytankę", którą miała zamiar po zakończeniu "części wprowadzającej" zacząć dyktować.
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#5
06.12.2022, 22:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.12.2022, 23:57 przez Cameron Lupin.)  

Z każdym kolejnym zdaniem Florence, oczy Lupina robiły się coraz większe. Faktycznie, kojarzył, iż takowa inwentaryzacja się odbyła. Ba, brał w niej nawet udział i pamiętał, że bardzo przyjemnie minął mu ten czas, bo udało mu się wcisnąć parę minut w przysłowiowym międzyczasie na papierosa. Nie pamiętał jednak tego, aby walnął tam takie byki! A może po prostu nie chciał pamiętać?

Zdziwiony spojrzał na pergamin, gdy dowiedział się, czego ma dotyczyć ich kartkówka. A więc... ortografia? Zmarszczył brwi. Nie wróżyło to dobrze. Bez dwóch zdań. Jego wzrok przykuła „czytanka” kobiety. Ta to miała pomysły. To zdecydowanie nie będzie poziom pierwszej klasy w Hogwarcie.

— Powinna już wiedzieć, że takie niezapowiedziane testy nic u nas nie dają — bąknął do panny Slughorn, bębniąc bezgłośnie palcami o blat, wystukując nieco błędnie rytm piosenki, którą usłyszał jakiś czas temu w radio. Nie przyniosło mu to jednak ukojenia.

Zacisnął usta w wąską linię, wbijając wzrok w krawędź biurka. Bez względu na to, jaka by nie była prawda, nie miał zamiaru przyznawać się przed samym sobą, że mógł popełnić błąd przy podpisywaniu flaszek z eliksirami. Bądź co bądź, miał wadę wymowy, a nie wzroku. Ta druga byłaby o wiele bardziej upierdliwa, żachnął się w myślach. Wystarczyłby jeden dyżur, a straciłby resztki godności w tym szpitalu, jakie mu jeszcze pozostały. Znając życie, pewnie wbiłby różdżkę we wnętrzności pacjenta na stole operacyjnym lub wydłubał oko jakiemuś międzynarodowemu specjaliście, który został wezwany specjalnie po to, aby pomóc przy danym przypadku.

Kwaśna mina Camerona jasno wskazywała, że najchętniej opuściłby tę salę, jednak propozycja prowadzącej trochę go zainteresowało. Dwa punkty na egzaminie końcowym to było nie byle co, zwłaszcza w porównaniu z karą. Och, w tym rankingu chłopak zdecydowanie nie chciał znaleźć się na najniższej pozycji. Tak jak praca samodzielna była jeszcze do przeżycia, tak katalogowanie zaklętych przedmiotów z Bulstrode było katorgą. Czynność, która w normalnych warunkach zajęłaby może dwie godziny, pewnie wydłużyłaby się do sześciu lub razem ośmiu, aby kobieta miała pewność, że wszystko było zrobione na tip-top. Służbistka. Ugh.

— Zapowiada się niezła zabawa — skomentował pod nosem, wykrzesując z siebie cień niewinnego uśmiechu. Odwrócił się w stronę Fernah i dodał przyciszonym głosem: — Trzeba będzie później wyskoczyć na jakiegoś drinka. Takie zwycięstwo trzeba świętować. Chyba że nie zdamy. Wtedy będziemy pić za przeżycie.

Gdyby wiedział, że ich opiekunka planuje dla nich takie rozrywki, to zapewne wypiłby poprzedniego dnia parę kolejek w Dziurawym Kotle lub innym pubie na Pokątnej, co by zachęcić różnego rodzaju bóstwa do tego, aby udzieliły mu paru łask podczas tych wykładów. Na wzmiankę o tym, czy mają jakieś wątpliwości, rozejrzał się po grupie, zastanawiając się, czy ktoś naprawdę będzie chciał przedłużyć ich cierpienia. I tak nie mieli szansy czegokolwiek tu ugrać. Dostanie punktu za poprawne zapisanie imienia i nazwiska raczej nie wchodziło w grę... Prawda?

— Ekhm. — Chrząknął w nagłym przypływie odwagi. To chyba myśl o tym, że dostał prezent od Heather tak go pobudziła do działania. — A m-może d-dodatkowe p-punkty z-za piękny uśmiech?

Jakby chcąc przekonać Florence do tego świetnego pomysłu, uniósł lekko brwi w górę i przywołał na twarz najpogodniejszy wyraz twarzy na jaki było go stać, biorąc pod uwagę okoliczności. I tak wyglądał zdecydowanie młodziej niż większość rówieśników, jednak teraz, gdy już się nie krzywił na prawo i lewo, to mógłby nawet wyglądać jak nastolatek.

Paprotka
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze, co rzuca się w oczy to nierówna pionowa blizna po lewej stronie ust. Zniekształca nieco delikatny uśmiech, który zawsze pełga na jej wargach, chociaż ciemne oczy wcale wesoło nie świecą. Spogląda na świat nieco smutno, trochę nieobecnie, jakby myślami zawsze wędrowała gdzieś indziej. Mierzy nieco ponad 170 centymetrów, a kilka centymetrów dodaje jej bujna i zawsze rozwiana czupryna ciemnobrązowych włosów. Jedyny czas, kiedy ogarnia chaos na swojej głowie, to kiedy pracuje w św. Mungu. Równie nieodłącznym aspektem jej wyglądu jest charakterystyczna zielona szata uzdrowiciela. Poza godzinami pracy w szpitalu zwykle nosi szare wełniane spodnie, swetry w zieleniach lub brązach oraz marynarki, lub (swoją ulubioną) brązową mugolską pilotkę.

Fernah Slughorn
#6
08.12.2022, 00:19  ✶  

Spojrzała na czystą kartkę, która się przed nią zmaterializowała i westchnęła ciężko. Dyktando, na wydziale urazów pozaklęciowych i klątw stażyści piszą dyktanda. Na brodę Merlina, przecież jak to komuś opowie, to nikt jej nie uwierzy.

— Najwidoczniej obrała taktykę wykonania tylu prób, aż wreszcie nie odniesie namacalnego efektu. — odpowiedziała przyjacielowi równie pochmurnym tonem.

Wyprostowała się i odgarnęła włosy z twarzy, by dodać sobie jakoś pewności. W końcu była przy tym, jak Florence po raz pierwszy czytała te i inne buble. Teraz była opanowana, ale wtedy maska niezachwianego spokoju nieco się osunęła.

— Błagam, nawet nie zaczęła dyktować, a ty już mówisz o świętowaniu. Albo o niezaliczeniu. Nieważne, po prostu to napiszmy i z głowy. — podkasała rękawy ciemnozielonego swetra i sięgnęła po magiczne pióro.

Po odchrząknięciu Camerona wiedziała, że nadchodzi jakaś mała apokalipsa. Spojrzała na niego błagalnym spojrzeniem, by powstrzymał się od jakichkolwiek pytań. By pozwolił swojemu urokowi osobistemu po prostu być.

Punkty. U Bulstrode. Za. Uśmiech. Ty idioto.

Niestety młody Lupin nic sobie nie robił ze spojrzeń rzucanych przez Paprotkę. Zadał pytanie, a sala zaszumiała od parsknięć i cichych chichotów. Fernah natomiast spojrzała na wykładowczynię i od razu zjechała oczyma na kartkę, zaklinając rzeczywistość, by stać się niewidzialną. Nie po raz pierwszy miała ochotę zdzielić Camerona w łeb, ale zawsze pozostawiała to w sferze wyobrażeń. Nigdy nie sięgała do tak drastycznych środków, ale teraz, kiedy przyjaciel mógł ich oboje pogrzebać, może powinna rozważyć zmianę nawyków?



„Rękopisy nie płoną.”
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#7
08.12.2022, 12:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2022, 11:43 przez Florence Bulstrode.)  
Florence uniosła wzrok znad kartki, spoglądając na Camerona. Nie, nie wyrosły jej kły i pazury i nie rzuciła się, aby rozszarpać go na strzępy. Nie wyciągnęła nawet różdżki, aby posłać jakiego cruciatusa. Wyraz twarzy uzdrowicielki pozostał niewzruszony. Wzrok spokojny, jeżeli więc słowa chłopaka w jakiś sposób ją zdenerwowały, to zdołała to zamaskować.
- Pomylił pan chyba budynki, panie Lupin. Nabór na modeli Domu Mody Rosier odbywa się na Pokątnej, a zdjęcia do rankingu najpiękniejszego uśmiechu Czarownicy należy wysyłać do ich biura. Może powinien pan rozważyć taką ścieżkę kariery, jeżeli potrzebuje tych dodatkowych punktów za uśmiechy? Jestem pewna, że tam nie trzeba poprawnie zapisywać nazw eliksirów - oświadczyła. Jej ton był bardzo uprzejmy, ani trochę niezjadliwy, co mogło jednak kontrastować z wypowiadanymi słowami, zjadliwymi samymi w sobie. Potem potoczyła spojrzeniem jasnych oczy po całej sali, zatrzymując je na dłużej na tych osobach, które parskały albo chichotały, gdy Cameron wygłaszał swoją propozycję.
Uzdrowicielka nie skomentowała tego zachowania, nie próbowała ich uciszać, wyglądało jedynie, jakby zapamiętywała ich sobie na później. Może faktycznie tak było i gotowała im już los gorszy od śmierci. A może wcale nie.
Florence milczała jeszcze przez moment, jakby oczekiwała odpowiedzi albo jakichś jeszcze uwag, a potem uniosła przygotowaną kartkę i zaczęła czytać tekst dyktanda. Z kamienną miną.
- Zielarka z Little Whingin wybrała się na zakupy. Do jej koszyka trafiły pokrzyk wilcza jagoda, korzeń asfodelusa, liście skrzeloziela, sopohorus, mirra, muchomor zielonkawy, korzeń pięciornika, piołun, dyptam jednolistny oraz wybuchowe jagody - czytała, głośno, wyraźnie i niezbyt szybko, bo zasadniczo zależało jej na tym, aby ich wszystkich, kolokwialnie mówiąc, "ujebać", a przekonać się, kogo, do licha, trzeba skazać na dodatkowe roboty pod postacią nauki ortografii, zanim zostanie dopuszczony do list, rejestrów i etykietek. Jeżeli więc ktoś był z pisaniem na poziomie lepszym niż przeciętny piętnastolatek, powinien bez problemu nadążyć za jej dyktowaniem. - Wybuchowa jagoda okazała się źle przechowywana i gdy zielarka umieściła ją w zbiorach, ta wybuchła. Uszkodziła przy tym składniki pochodzenia odzwierzęcego, trzymane w apteczce: włosy jednorożca, skrzydła ważki, oko węgorza, kolce jeżozwierza, jaja bahanki, sok z chrobotka, skarabeusza, krew ropuchy, śluz gumochłona, krew salamandry i róg kozłaka. Zielarka była bardzo zła, bo teraz jej przyjaciel alchemik nie mógł przyrządzić Wywaru Żywej Śmierci, Eliksiru Wiggenowego oraz Eliksiru Snufflinga...
Florence zakończyła czytanie i uniosła wzrok, z powrotem na młodych uzdrowicieli.
- Trzy minuty na sprawdzenie i zabieram karteczki - poinformowała.
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#8
10.12.2022, 00:40  ✶  

Właśnie Fernie nie powinna rozważać zmiany nawyków. Lupin dostawał już wystarczająco mocno od życia po tyłku, więc gdyby obrywałby jeszcze od dziewczyny po łbie za swoje durne pomysły, to mogłoby to sprawić, że zostałby istnym masochistką. A chyba nikt nie chciałby być świadkiem tego, jak Cameron na własne życzenie i w pełni świadomie stara się podpaść innym, tylko po to, aby odczuć na sobie konsekwencje własnych porażek. Mogłoby to być traumatyczne przeżycie.

— J-ja? Nie p-p-potrzebuję... P-po prostu wolałem spytać w imieniu grupy. Może się wstydzą lub brakuje im odwagi — odparł cicho, odwracając wzrok w bok. — P-poza tym dobrze mieć alternatywę, gdyby c-coś w życiu nie wyszło...

Wypowiadał się niepewnie, jak gdyby obawiał się, że zbytnia stanowczość sprawi, że momentalnie znajdzie się na celowniku Bulstrode. Nie żeby obecnie już tak nie było, ale zwalając poniekąd winę za swoje zachowanie na reszty grupy, sądził, że wybrnął z tej nieco... mało komfortowej sytuacji. Ugh, zdecydowanie będzie musiał wyjść na papierosa na najbliższej przerwie.

Wypuścił cicho powietrze z ust, wlepiając wzrok w pustą kartkę, starając się nie wodzić wzrokiem na boki, czy nawet do przodu, a zamiast tego po prostu się skupić. Nachylił się nad blatem i wypisał starannie swoje dane osobowe, czekając w milczeniu, aż Bulstrode zacznie dyktować im tekst. Cóż, pierwsze zdanie nie zapowiadało jakiejś dużej katastrofy, toteż na samym początku pisania był nastrojony dosyć pozytywnie, jednak potem kobieta udowodniła, że nie będzie to zwykłe dyktando, mające na celu sprawdzenie podstawowych umiejętności zastosowania zasad ortografii. Znajomość składników do eliksirów i innych magicznych wywarów była w tym przypadku nieoceniona.

Chociaż kobieta mówiła powoli, Cameron zapisywał kolejne słowa wyjątkowo szybko, jakby był się, że te uciekną mu z głowy. Sprawiło to, że w paru miejscach tekst, który przelewał na papier, w paru miejscach wydawał się mało czytelny. Pierwszą w swoim mniemaniu trudność, napotkał, dopiero gdy dotarli do jaj bahanka, gdyż zaczął się głowić, przez jakie h powinno się pisać to słówko. Przygryzł dolną wargę, mrużąc oczy i przekreślił pierwszą zapisaną wersję, zapisując kolejną nad nią. Przechylił lekko głowę w bok, zastanawiając się, czy faktycznie powinno się to tak zapisywać, po czym wrócił do oryginalnego wariantu odpowiedzi.

Czas spędzony na sprawdzenie swojej pracy poświęcił na poprawienie trudnych do rozczytania fraz, przekreślając je i zapisując na nowo tuż nad oryginalnym tekstem. Bądź co bądź, nie chciał stracić punktów, tylko dlatego, że zapisał daną ingrediencję tak niewyraźnie, że nie dało się jej odczytać. Ba, jeśli dostaną wyniki dopiero w przyszłym tygodniu, to pewnie sam nie będzie w stanie odcyfrować własnych słów, jeśli Florence dałaby mu na to szansę, aby wybronić swój stopień.

— Proszę — mruknął z wahaniem, odsuwając swój test w róg ławki, co by prowadząca nie musiała wyrywać mu papierka z ręki. I tak nie mógł już zbyt wiele zmienić, więc pozostawało tylko czekać na wyrok i liczyć, że będzie wydany na korzyść stażystów. Cameron odwrócił się do Fernah. — Cóż, przynajmniej tę część wykładów przetrwaliśmy... Chyba nie było tak źle? Mogła nam dyktować tekst przez następne czterdzieści minut...

Była to dokładnie taka metoda nauczania, jakiej spodziewałby się po Bulstrode. Męczące, temperująca innych i sprawiająca, że każdy, kto będzie pracował w magazynie, zastanowi się piętnaście razy, zanim chociaż zamoczy końcówkę pióra w atramencie.


Ile błędów popełnił Cameron na kartkówce?
Rzut 1d10 - 5
Paprotka
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze, co rzuca się w oczy to nierówna pionowa blizna po lewej stronie ust. Zniekształca nieco delikatny uśmiech, który zawsze pełga na jej wargach, chociaż ciemne oczy wcale wesoło nie świecą. Spogląda na świat nieco smutno, trochę nieobecnie, jakby myślami zawsze wędrowała gdzieś indziej. Mierzy nieco ponad 170 centymetrów, a kilka centymetrów dodaje jej bujna i zawsze rozwiana czupryna ciemnobrązowych włosów. Jedyny czas, kiedy ogarnia chaos na swojej głowie, to kiedy pracuje w św. Mungu. Równie nieodłącznym aspektem jej wyglądu jest charakterystyczna zielona szata uzdrowiciela. Poza godzinami pracy w szpitalu zwykle nosi szare wełniane spodnie, swetry w zieleniach lub brązach oraz marynarki, lub (swoją ulubioną) brązową mugolską pilotkę.

Fernah Slughorn
#9
13.12.2022, 00:01  ✶  

Miał szczęście, że Bulstrode nie kazała mu wyjść albo w ogóle, że nie uwaliła wszystkich i za jego durne pytanie, i za późniejsze śmiechy. Jednak widząc, jak Cameron się skurczył, a uśmiech z jego twarzy spełznął, zrobiło jej się go żal. Niestety nie mogła go w tym momencie pocieszyć, bo wykładowczyni zaczęła dyktować.

Początek był łatwy, ale tak często bywa z początkami. Rzadko kiedy zwiastują to, co ma się wydarzyć później, a w tym przypadku im dalej w las, tym było gorzej. Ferna nigdy nie uważała się za wybitnego znawcę ortografii angielskiej, ale też nie sądziła, że tak proste rzeczy mogą okazać się tak trudne. Starała się utrzymać na kartce możliwie największy porządek, ale przy końcowym czytaniu parę rzeczy przekreśliła i zapisała ponad nimi, według jej przekonania, poprawną pisownią.

Po raz ostatni przemknęła wzrokiem po wypisanych ciemnym atramentem słowach. Nauczona doświadczeniem wolała nie przekraczać wspomnianych trzech minut, bo widziała, co takiego dzieje się nieszczęśnikom, którzy nie oddali czegoś na czas. Powiedzieć, że Bulstrode była do bólu dokładna, a wliczała się do tego też punktualność, to jakby o buchorożcu wspomnieć, że nie jest on najlepszym zwierzątkiem domowym. Niby prawda, ale bardzo, wręcz zabójczo, niedokładna.

Odłożyła pióro na bok i schowała ręce pod ławką, zerkając w stronę Camerona. Bezgłośnie spytała go „i jak?”, bo miał nietęgą minę. Może wspólne wyjście nie było takim złym pomysłem? Nieważne czy zdadzą, czy uwalą.


Rzut 1d10 - 5


„Rękopisy nie płoną.”
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#10
13.12.2022, 13:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2022, 17:52 przez Florence Bulstrode.)  
Gdyby Florence zapragnęła pognębić Camerona, może spytałaby, czy ktoś życzy sobie jego wsparcia i obrony lub drążyła sprawę dodatkowej ścieżki kariery. Albo faktycznie zaczęła dyktować im encyklopedię. Bulstrode jednak stawiała na optymalizację, nie na sadyzm. Nie było czasu na pogawędki z Lupinem, a króciutkie dyktando pozwalało zwrócić uwagę na problem, sprawdzić, kto ma tu największe kłopoty i nie zabierało zbyt wiele cennego, wykładowego czasu.
Uzdrowicielka dysponowała chyba jakimś bardzo dokładnym, wewnętrznym zegarkiem, bo faktycznie równo sto osiemdziesiąt sekund po tym, jak zapowiedziała, że mają ostatnie trzy minuty na przejrzenie prac, uniosła różdżkę. Kartki przyfrunęły ku niej, niezależnie od tego, czy ktoś odsunął karteczkę, czy wciąż usiłował coś jeszcze na niej pisać. Ułożyły się w rządek obok Florence, która z kolei ponownie machnęła różdżką, szepcąc pod nosem inkantację.
W powietrzu ukazały się widmowe litery, układając w poprawny tekst dyktanda, błyskając błękitem.
- Teraz pięć minut dla mnie na przejrzenie prac, wyłonienia zwycięzcy i największego przegranego. Jeżeli ktoś nie jest pewny swojego wyniku, zachęcam do przepisania w tym czasie tekstu poprawnie. Osoby, które zrobiły więcej błędów niż średnia, w przyszłym tygodniu po wykładzie napiszą kolejne dyktando. Za pięć minut zaczynamy właściwą część wykładu: najpierw tradycyjnie teoria, potem omówienie konkretnego przypadku, zademonstrowanie zaklęcia i na końcu pytania oraz odpowiedzi - poinformowała Bulstrode rzeczowym tonem, pochylając się nad kartkami. Sprawdzała je dość szybko, różdżką dźgając w miejsca, w których pojawiały się błędy, dzięki czemu faktycznie równo po pięciu minutach ruszyła pomiędzy studentów, oddając im karteczki.
Czasem zatrzymywała się przy kimś, by krótko skomentować jego pracę. Dwie osoby doczekały się nawet lakonicznego "bardzo dobrze" i wyglądało na to, że faktycznie będą miały wpływ na to, na jaką praktykę zostanę zabrane w kolejnym miesiącu.
- Panna Slughorn. Pan Cameron Lupin. Po pięć błędów, trochę poniżej średniej błędów, więc kolejne dyktando was omija... - poinformowała, stając przy ich ławce. - Zechcecie mi wyjaśnić, jak to się stało, że oboje nie macie pojęcia, jak napisać "bahanka", "skrzeloziele" i "jeżozwierz"?
Nie powtórzyły się wszystkie błędy. Ale dostatecznie wiele, aby Florence zrobiła się odrobinę podejrzliwa, skoro siedzieli obok siebie. Mieli szczęście, że pisali zaklętymi piórami, inaczej pewnie podejrzenie zamieniłoby się w pewność.

Średnia błędów:
Rzut 1d12 - 8
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cameron Lupin (2349), Fernah Slughorn (1184), Florence Bulstrode (2009)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa