• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[12.06.1972, posiadłość Rookwoodów] There’s no room for mistakes | Chester & Ulysses

[12.06.1972, posiadłość Rookwoodów] There’s no room for mistakes | Chester & Ulysses
Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#1
28.02.2024, 09:09  ✶  

Do niedawna Chester postrzegał Roberta jako równego sobie, jak przystało na człowieka, na którym przez tyle lat mógł polegać. Do zakończenia ich jakże owocnej współpracy przyczyniło się ich ostatnie niespodziewane spotkanie, podczas którego Mulciber starał mu się wytłumaczyć swoje nagłe zniknięcie, wykorzystując do tego celu swoje problemy małżeńskie, afiszując się z brakiem kontroli nad swoją żoną i brakiem czasu na dopilnowanie istotnych spraw. Nie wtajemniczył go w tę całą sytuację i nie oczekiwał jego wsparcia. Wbrew temu co twierdził Robert, jego żona nie była tylko jego problemem i nie było tak, że nikomu ani niczemu nie zagraża. Podczas tego spotkania Mulciberowi nie spadł ani jeden włos z głowy, pomimo tego, że trzymał różdżkę w dłoni. Nie otrzymał od swojego Mistrza jakiekolwiek polecenia aby cokolwiek mu zrobić i tego się trzymał.

W chwili obecnej trudno było mu przewidzieć jak to zakończenie ich współpracy wpłynie na niego i gdzie to go zaprowadzi, jednak zamierzał mieć się jak zawsze na baczności. Ograniczone zaufanie, którym darzył przez te wszystkie lata Mulcibera nie mogło osłabić jego czujności. Obdarzenie go tym ograniczonym zaufaniem mogło okazać się popełnionym przez niego błędem i może w następstwie ich ostatniej rozmowy powinien był zabić Mulcibera jak psa, kiedy miał go na wyciągnięcie różdżki. Zrobiłby to bez mrugnięcia okiem. Poza nieotrzymaniem odpowiedniego polecenia ze strony Czarnego Pana to nie sprzyjały temu okoliczności. Nie znajdował się na swoim terenie. Jeśli zaistniała taka potrzeba to zawsze był gotów podejmować słuszne, często radykalne decyzje, których nie nie byli w stanie podjąć inni. Dla Chestera cel uświęcał środki, niezależnie od tego czy miał on służyć organizacji czy pozwolić mu na osiągnięcie prywatnych korzyści. Oddanie wszystkim wartościom krzewionym przez Czarnego Pana nie stało w sprzeczności z pragnieniem zaspokojenia swoich własnych ambicji.

Chester w oczekiwaniu na przybycie swojego najstarszego syna siedział w ustawionym za hebanowym biurkiem fotelem. O tym, że niedawno powrócił z pracy świadczył noszony przez niego mundur Aurora. Przed nim stała pękata szklanka wypełniona do połowy ognistą whisky Ogdena oraz popielniczka, do której regularnie strzepywał popiół z palonego w tym momencie papierosa. W szufladzie stojącego w jego gabinecie biurka spoczywał list, który zabrał z domu Apisa. Dopiero zamierzał wstać z zajmowanego obecnie fotela, jak tylko jego pierworodny przekroczy drzwi tego pomieszczenia.

Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#2
29.02.2024, 00:03  ✶  
Ulysses nie miał w głowie wielkich przemyśleń, gdy otwierał drzwi wejściowe rezydencji Rookwoodów. W ręku niósł skórzaną aktówkę i papierową torbę ze słodyczami z Miodowego Królestwa. Odruchowo przystanął przed lustrem. Obrzucił ponurym, obojętnym wzrokiem własną sylwetkę, skrupulatnie sprawdzając, czy wyglądał odpowiednio perfekcyjnie. Buty? Wypastowane. I to mimo dwudziestominutowego spaceru. Garnitur? Czysty i wyprasowany. Koszula? Ciągle śnieżnobiała, bez brzydkich zgięć na kołnierzyku i mankietach. Włosy? Uczesane. Twarz? Tak samo bez wyrazu jak zwykle.
A potem, gdy upewnił się, że jego wyglądowi nie można było niczego zarzucić, rozejrzał się po znajomym holu. Znał w tym domu każdy kąt, każdy obraz wiszący na ścianie, każdy dywan i każdą rysę na wypastowanych przez skrzata schodach. Jego genialna pamięć sprawiała, że nawet gdyby chciał, nie mógł wyrzucić pewnych szczegółów z głowy a to miejsce przez wiele lat było jego domem. Na swój sposób nadal nim pozostawało, choć dopiero teraz, gdy odzyskał ciszę, zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo nadmiar ludzi wcześniej go przygniatał.
Zanim udał się na spotkanie z ojcem, wszedł do kuchni. Postawił na stole papierową torbę ze słodyczami z Miodowego Królestwa. U jej góry przyczepiona była mała karteczka ze starannie wykaligrafowanymi słowami: Dla Ramsesa, Convena i malutkiej Beatrice. Nie podpisał się, ale był więcej niż pewien, że Augustus lub Imogen rozpoznają jego charakter pisma. Ulysses skrzywił się, gdy kartka nieco się przekrzywiła. Poprawił ją machinalnie a potem wycofał się z pomieszczenia.
Ruszył korytarzem, kierując się w stronę znajdującego się na końcu gabinetu ojca. Nie miał pojęcia, czemu ten zechciał się z nim dzisiejszego dnia zobaczyć, ale biorąc pod uwagę fakt, że wybrał na rozmowę gabinet a nie, choćby, rodzinny salon, wskazywał na to, że sprawa była delikatniejszej natury niż rozmowa o kolejnej kandydatce na żonę.
Przystanął przed drzwiami. Zapukał. Poczekał aż Chester Rookwood pozwoli mu wejść i otworzył drzwi. Wsunął się do gabinetu. Obrzucił ojca uważnym, pozbawionym wyrazu spojrzeniem.
- Chciałeś się ze mną widzieć – powiedział po tym, jak zamknął drzwi.
Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#3
03.03.2024, 01:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2024, 17:20 przez Chester Rookwood.)  

Rozlegające się pukanie do drzwi należącego do niego gabinetu wystarczyło do tego, aby podniósł się ze swojego fotela i oparł obie swoje dłonie na rozległym blacie wykonanego z ciemnego drewna biurka. Wypalony przez niego papieros spoczywał obok innych w popielniczce. Dobór odpowiedniego miejsca do charakteru rozmowy, którą chciał odbyć z najstarszym ze swoich synów stanowił swoisty kod. Chester nie mógł wykluczyć tego, że po zakończeniu pierwszej części ich rozmowy nie przejdą do salonu. Poza rzeczami, którymi musiał umówić ze swoim pierworodnym, to oczywiste, że chciał się dowiedzieć tego, co działo się w życiu jego najstarszego syna. Zwłaszcza, że opuścił on rodzinne gniazdo. Ze wszystkich jego dzieci w tym domu pozostał tylko Augustus.

Niezwłocznie pozwolił swojemu synowi wejść do tego gabinetu, od razu wskazując mu stojący przed biurkiem drugi taki skórzany fotel. Chrząknął cicho i sięgnął po szklankę z odrobiną ognistej whisky, której nie zdążył dopić przed przebyciem swojego syna. Odstawił ją obok popielniczki.

— Wczoraj postanowiłem złożyć niezapowiedzianą wizytę Robertowi Mulciberowi, którego do niedawna mogłem nazywać swoim wspólnikiem i mogłem na nim polegać. Sytuacja uległa zmianie na przestrzeni niewiele ponad miesiąca, jaki minął od Beltane. Robert nie uczestniczył w istotnych przedsięwzięciach związanych z tym świętem i zapadł się pod ziemię, niedawno jednak wrócił. Już wyjaśniam co to ma wspólnego z tobą, synu. — Chester uznał za stosowne całą rozmowę zacząć od wprowadzenia swojego najstarszego syna w sytuację, jaka wywiązała się między nim a Mulciberem. Zakończenie ich jakże owocnej współpracy w szeregach organizacji. Jak dotąd to chronił tożsamość tego czarodzieja, ale patrząc na to razy, ile go przyjmował w tym domu i biorąc pod uwagę inteligencję jego syna to pewnych rzeczy nie dawało się ukryć. Niektórych już nawet nie warto było kryć.

— Apis przekazał mi, że jego żona przełamała nałożone na jego gabinet zaklęcia zabezpieczające i przeczytała list, który do niego wysłałeś. — W tym momencie Chester sięgnął do szuflady, wyciągając z niej wspomniany w tym momencie list. — Apisie, ulotki trafiły do metra przy Walworth na Landgdale przy Perial Park. Equus. — Przeczytał na głos jego treść. Po zakończeniu rozmowy z synem zamierzał wrzucić ten list w płomienie.

— Nie pozostawia złudzeń, że Mulciber nie potrafi należycie upilnować swojej swojej kobiety, która po przeczytaniu tego listu postanowiła uciec i po czymś takim powinna skończyć martwa. Po słowach Mulcibera wnioskuję, że pozostawił ją przy życiu starając się mnie przekonać, że nie stanowi zagrożenia. Synu, teraz przejdę do ciebie. Możesz mi wyjaśnić, dlaczego nie zabezpieczyłeś tego listu? — Kontynuował mnąc w dłoni arkusz pergaminu i nie spuszczając poważnego spojrzenia z Ulyssesa, od którego oczekiwał odpowiedzi, jak tylko skończy przemawiać.

— Nie chodzi tylko o to, że żona Mulcibera zobaczyła coś, czego nie powinna. Przede wszystkim on zachował ów list przez cały ten czas. Na razie nie jestem w stanie przewidzieć, jakie długofalowe skutki będzie miało zakończenie naszej dotychczasowej współpracy... zarówno dla mnie, jak i całej naszej rodziny. Zrobię jednak wszystko, co konieczne, aby temu zapobiec albo ograniczyć straty. — Zamilkł w tym momencie, co mogło oznaczać, że teraz jego syn powinien zabrać głos.

Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#4
04.03.2024, 17:22  ✶  
Przez całe życie, Ulysses widział wiele twarzy swojego ojca: odpowiedzialnego rodzica, krzykliwego tyrana, kochającego dziadka, aurora służbistę, fanatycznie oddanego Czarnemu Panu śmierciożercę, ale dopiero po wyprowadzce z posiadłości Rookwoodów, zaczął sobie zdawać sprawę jak bardzo Chester Rookwood zmienił się przez lata i jak bardzo on sam, bywał wyczulony na zmiany nastroju ojca.
Nawet teraz, wystarczyło by na niego popatrzył, a mimowolnie się spiął. Najpierw obrzucił sylwetkę ojca pozbawionym wyrazu spojrzeniem a potem utkwił wzrok w resztkach tlącego się w popielniczce niedopałka papierosa.
Zmarszczył brwi, zastanawiając się czemu w ogóle ojciec wspominał Roberta Mulcibera. Ulysses nie miał z nim wiele wspólnego. Nawet nie wiedział, że ten gdzieś zniknął a potem powrócił. I tak, będąc zupełnie szczerym, nieszczególnie obchodziło go co Mulciber w tym czasie robił i jakie miał motywacje. Dopiero kolejne słowa ojca sprawiły, że młody Rookwood zaczął rozumieć więcej.
Podniósł pytające spojrzenie najpierw na Chestera a potem na list, który ten przeczytał na głos. No dobrze, żona Roberta przełamała jakieś tam zabezpieczenia, które Robert nałożył na swój gabinet. Ale właściwie dlaczego Mulciber ciągle trzymał ten list, zamiast samemu go spalić? I na jakiej podstawie kobieta wyciągnęła tak dalekosiężne wnioski?
- Żona Mulcibera postanowiła uciec, bo przeczytała wiadomość o ulotkach? I co jej ta wiadomość niby dała, skoro oficjalnie nie toczy się w Ministerstwie Magii żadne postępowanie przeciwko nielegalnie wytworzonym i użytym świstoklikom? – zapytał cicho. A przed świętem wiadomość o nich mogła oznaczać dosłownie ulotki reklamowe? – Ba, dobrze pamiętam noc Beltane. Zerwała się straszna wichura. Tak straszna, że przewracało drzewa. Byłem na Polanie Ognisk następnego dnia i nie widziałem nawet jednej ulotki leżącej na ziemi. – Ulysses przypuszczał nawet, że to wicher i anomalie pogodowe sprawiły, że zwykłe, małe kawałki papieru rozmokły i zniknęły. Zresztą, nawet jeśli ktoś odnalazł jakąś jedną lub dwie, wcale nie musiał ich powiązać z całą sprawą. Bo na jakiej podstawie? – Przepraszam, że to powiem, ale jeśli według Roberta Mulcibera, jego żona dopisała sobie całą fantastyczną opowieść do jednego listu, z którego nic tak naprawdę oficjalnie nie wynika, to albo Robert Mulciber nie powiedział ci prawdy o jej ucieczcie, albo próbuje zrzucić na kogoś winę za własną niekompetencję, bo tak naprawdę wtajemniczył żonę w sprawy, w które nie powinien o wiele głębiej niż o tym powiedział.
Ale nadal sprawa problemów małżeńskich Mulciberów, nie była w głowie Ulyssesa jakąś istotną sprawą. Ba, nadal sprawiała raczej wrażenie jakiegoś pretekstu przed zniknięciem, niż faktycznego powodu.
Pokręcił głową.
- Nie miałem pojęcia, że Apis może na ciebie próbować zbierać haki, ojcze – powiedział wprost. Albo na mnie, dodał w myślach. – Ba, nie chciałem by list spłonął po przeczytaniu, bo założyłem, że Robert Mulciber nie zna rozkładu mugolskiej części Londynu, a być może, chciałby wiedzieć, gdzie zostały rozmieszczone świstokliki. – Zresztą, zupełnie szczerze, kimże był Ulysses Rookwood by podejmować decyzje za samą Lewą Rękę Lorda Voldemorta i palić jego korespondencję? – Kto jest winien, że zaklęcie trafiło nie tego, kogo powinno? Różdżka czy ręka, która ją dzierży?
Umilkł, trawiąc resztę słów ojca. Być może Ulysses miał spore trudności w okazywaniu uczuć, ale kochał swoją rodzinę i nie chciał, by spotkała ich krzywda.
- A Czarny Pan? Czy nie ukarał go za zdradę?
Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#5
14.03.2024, 23:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.03.2024, 21:27 przez Chester Rookwood.)  

Zmiana w postawie jego najstarszego syna wydawała się praktycznie niezauważalna i być może trudna do zauważenia dla postronnego obserwatora. Jako ojciec dobrze znał swoje dzieci. Ulysses pod tym względem wydawał się być przeciwieństwem swojego młodszego brata - pozostawał od niego bardziej powściągliwy i w obecności swojego ojca nie ulegał wszystkim negatywnym emocjom. Ewentualnie znacznie lepiej to maskował od Augustusa, z którego w takich momentach można było czytać niczym z otwartej książki. W przeciwieństwie do Ulyssesa, który zdawał się nie ulegać tak łatwo negatywnym emocjom takim jak stres.

Po wysłuchaniu tego, co miał do powiedzenia, jego syn zadał mu bardzo trafne pytania, na które zamierzał w tym momencie odpowiedzieć. To, co miało miejsce, okazywało się być sprawą niecierpiącą zwłoki i mogącą wymagać od niego zdecydowanych działań.  Jak chociażby usunięcia Mulcibera, gdy ten posunie się za daleko i zacznie stanowić dla niego zagrożenie. Tym samym dla jego rodziny.  Przyjaciele, tak jak wspólnicy, bardzo często okazują się być pierwszymi osobami, które są zdolne do wbicia komuś noża w plecy. Na to nie zamierzał pozwolić Mulciberowi.

— Takie otrzymałem informacje, gdyż twierdził, że panuje nad sytuacją. Tego właśnie się nie dowiedziałem i najwyraźniej nie dowiem się u źródła. Ministerstwo nie potrafiło zapanować nad chaosem, jaki powstał w następstwie ataku na Beltane i to nie uległo zmianie. — Zwrócił się do swojego syna, raz jeszcze powracając do rozmowy ze swoim byłym już wspólnikiem. — Pod tym względem wichura okazała się dla nas wyjątkowo korzystna. — Starszy Rookwood przyznał swojemu synowi rację. Pozostawał obecny w samym centrum zdarzeń, będąc gotów poświęcić swoje życie i swoją wolność w słusznej sprawie. Wichura porwała należącą do niego różdżkę, stawiając go w konieczności nabycia nowej.

— Wszystko wskazuje na to, że jest tak jak twierdzisz. Skłaniam się ku temu, że Mulciber nie powiedział mi całej prawdy. Nie mogę jednak wykluczyć tego, że to właśnie próbuje zrobić. — Założenie tego, że jego były wspólnik zataił przed nim większość niewygodnej prawdy i uraczył go zaledwie fragmentami. Jeśli miał rację to co takiego odkryła ta kobieta? Jak wiele sekretów Mulciber ukrył w tym gabinecie? Jak wiele z nich czekało na ujawnienie? Na razie nie ma jak tego potwierdzić, jednak tego rodzaju podejrzenia mogą okazać się bardzo przydatne, jeśli Mulciber zacznie działać przeciwko niemu.

— Sam mógłbym powiedzieć, że nie miałem pojęcia, ale to nic nie zmieni. To sytuacja, w której trzeba działać i to niezwłocznie. — Jak dotąd Chester darzył Roberta ograniczonym zaufaniem. Do niedawna łączyło ich wspólne poparcie dla słusznej sprawy i podążanie za Mistrzem. Nigdy nie byli przyjaciółmi i nigdy nie będą. Jeśli będzie trzeba usunie go w ten czy inny sposób.

— Mam podstawy aby sądzić, że Robert stosunkowo orientuje się w rozkładzie mugolskiej części Londynu, gdyż mieszka w jednej z jego dzielnic. Wyciągnijmy z tej sytuacji odpowiednie wnioski - zawsze zabezpieczaj swoją korespondencję, jeśli piszesz do jakiegokolwiek Śmierciożercy. — Podzielił się ze swoim pierworodnym swoim spostrzeżeniem w kwestii znajomości topografii niemagicznego Londynu przez Mulcibera. Użyte przez Ulyssesa argumenty zdołały go przekonać. Nie zmieniało to jednak faktu, że musieli wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski i znacznie bardziej chronić swoje interesy.

— Ręka, która dzierży różdżkę. — Dla Chestera różdżka była wyłącznie narzędziem. W tych samych kategoriach można umieścić wszystkich popleczników Czarnego Pana, w tym jego najwierniejszych ludzi. To, co zaszło między nim a Robertem, stawiało go w niekorzystnej sytuacji. Możliwe, że będzie musiał podjąć decyzję o jego usunięciu, jeśli uzna że zagraża nie tylko organizacji, ale i jemu samemu i jego rodzinie.

— W chwili obecnej nie posiadam takich informacji. — Stwierdził z ciężkim westchnięciem. Wiedział jedynie, że odbyło się spotkanie i ta myśl w dalszym ciągu wywoływała u niego poczucie wykluczenia przez to, że w nim nie uczestniczył.

Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#6
15.03.2024, 02:20  ✶  
Ulysses zmarszczył brwi. Naprawdę nie potrafił dostrzec powiązania między pojedynczym, wyjętym z szerszego kontekstu listem a wypowiedzianymi między słowami oskarżeniami Roberta Mulcibera. Gdyby jeszcze jego żona odkryła list później, gdyby sprawa ulotek wyszła na jaw, gdyby kilka różnych departamentów prowadziło odrębne śledztwa, może i byłaby w stanie powiązać świstek papieru z działaniami własnego męża, ale tak? Tak ta historia nie miała żadnego sensu. I młody Rookwood nie widział powodu, dla którego miałby przepraszać za to, że właściwie wykonał powierzone mu zadanie. Bo wykonał je właściwie, nawet jeśli nie dostrzegał w nim sensu.
Stał w milczeniu, zastanawiając się, dlaczego Mulciber chciał zniszczyć jego ojca. Chciał zająć jego miejsce? Próbował zrzucić na kogoś odpowiedzialność za ucieczkę żony? Stało się coś jeszcze, o czym albo Chester Rookwood nie wiedział, albo o czym nie chciał powiedzieć?
Ulysses podniósł rękę. Dotknął palcami nasady nosa. Szukał w myślach odpowiedzi na te pytania i nie potrafił ich odnaleźć. Jedyne, co przychodziło mu do głowy, to że Robert Mulciber sam chciał uciec a ucieczka jego żony tylko przyjemnie nałożyła się na jego własne plany. Albo razem uciekli i nie było żadnego pościgu. A potem, z jakiegoś powodu, musiał jednak wrócić i teraz gorączkowo szukał usprawiedliwienia dla własnych działań. Ale syn Chestera Rookwooda nie znał dobrze Roberta Mulcibera. Nigdy nie był z nim blisko. Nigdy również nie był na tyle blisko najważniejszych śmierciożerców i Lorda Voldemorta, by znać ich plany i mając na nie ogląd, teraz chłodno ocenić całą sytuację. To były tylko dywagacje. Nie musiały być prawdziwe.
- Dobrze ojcze – odpowiedział wreszcie. Ulysses nie zastanawiał się głębiej nad tym, jacy byli śmierciożercy, ale patrząc po swoim ojcu, z góry założył, że większość z nich musiała być lojalna wobec Czarnego Pana a ta pozostała garstka to były takie osoby jak on, jak Augustus i jak Vespera, ślepo posłuszne rodzicom dzieci, które nie miały własnego zdania. A teraz zrozumiał, że było jednak trochę inaczej. Najwyraźniej w szeregach byli i tacy, którym zależało jedynie na własnej korzyści, którzy chcieli zniszczyć stary ład, by wybić się na nowym. – Będę nakładał na listy zaklęcia samospalające po przeczytaniu ich przez adresata.
Odsunął rękę od twarzy. Zastanawiał się usilnie nad tym, skąd właściwie mógłby zdobyć więcej informacji. Pytanie o różdżkę i rękę zadał tylko dlatego, żeby jeszcze bardziej podkreślić absurd całej sytuacji. W tej przenośni to Ulysses był ślepym narzędziem.
- A Augustus? Nie brał udziału w zebraniu? – zapytał powoli, rzucając z głowy imieniem pierwszego śmierciożercy, który w ogóle przyszedł mu do głowy. Odwrotnie od ojca, Ulysses nie czuł się pominięty brakiem wezwania na spotkanie. Zdawał sobie sprawę, że jego choroba nieco upośledzała jego przydatność. – Albo Vespera?
Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#7
28.03.2024, 00:56  ✶  

Ustalenie motywów kierujących jego niedawnym wspólnikiem dla niego nie było drugorzędnym problemem. Zrozumienie motywów Mulcibera może pozwolić mu skutecznie udaremnić plany tego czarodzieja, jeśli on faktycznie zamierzał wystąpić przeciwko niemu. Nie powinien pozwolić aby tego typu sytuacja miała miejsce. Wszystko sprowadzało się to do usunięcia tego mężczyzny. Bezpośrednio, z różdżką w dłoni. Różdżką, której podczas swojego ostatniego spotkania z Mulciberem nawet nie użył przeciwko niemu. Podyktowana lojalnością względem Czarnego Pana decyzja urosła do miana błędu, choć to oznaczałoby działanie na własną rękę. Naprawienie tego błędu będzie wymagać od niego zupełnie innego podejścia. Przemoc pozostanie ostatecznością.

Taką właśnie właśnie odpowiedź chciał usłyszeć od swojego syna. Jeśli chodzi o posłuszeństwo swoich dzieci to jak dotąd nie wydarzyło się nic, co sprawiłoby że poczułby się rozczarowany brakiem karności u nich. Nie mógł ubolewać nad tym, że ma z całą trójką swoich dzieci tak poważne problemy jak jego młodszy brat ze swoim synem. Gdyby sam miał syna pokroju Sauriela to wydziedziczenie stanowiłoby łagodne rozwiązanie problemu niepokornego i niepełnosprawnego pod względem umysłowym oraz fizycznym potomka. Na miejscu swojego brata uznałby za marne pocieszenie to, że Sauriel nie jest w stanie przekazać swoich genów dalej. W posiadłości nie brakowało Rookwoodów zdolnych do przedłużenia tego rodu i podtrzymania istnienia linii czystości krwi.  Jeden z nich stał przed jego obliczem. Musiał wznowić poszukiwania dla niego odpowiedniej kandydatki na żonę. Tę kwestię omówią po omówieniu bieżących problemów albo podczas następnej ich rozmowy.

Istniejący porządek pozostawał dla niego bardzo ważny. W szeregach organizacji istnieli Śmierciożercy pokroju Roberta Mulcibera i jego bratanka. Pierwszy z nich działał dla własnej korzyści, starając się robić to w białych rękawiczkach. Śmierciożercy pokroju Sauriela w wielkim poważaniu mieli istniejącą hierarchię i obce było im posłuszeństwo. Nawet jeśli starał się zaspokoić swoje własne ambicje, to starał się połączyć je z działaniem na rzecz organizacji. Wiedział też, że czasami trzeba było sobie ubrudzić ręce i podejmować decyzje, których nikt inny nie jest w stanie podjąć. Zaliczał się do grona osób niebojących się podejmować tego typu decyzji.

— Uważaj też co i do kogo wysyłasz. Komu ufasz. W najbliższym czasie może okazać się, kto jest naszym sojusznikiem a kto wrogiem. — Przynależąc do organizacji postrzeganą za ekstremistyczną należało stosować zasadę ograniczonego zaufania. W szeregach Śmierciożerców nie znajdowało się przyjaciół, jedynie sojuszników, do których i tak należało podchodzić ze sporą dozą ostrożności. Łączył ich wyłącznie wspólny cel oraz posłuszeństwo Czarnemu Panu. Wszyscy byli narzędziami w rękach ich Mistrza.

— Jeśli brał to nie raczył mnie o tym poinformować. Będę musiał sam go o to zapytać. Jak również Vespery. — Sugestia, która padła ze strony jego pierworodnego syna, przyczyniła się do tego, że zacisnął wargi w wąską linię. Tego typu informacje mogły okazać się bardzo istotne i powinny docierać do niego jak najszybciej, zwłaszcza w obrębie swojej najbliższej rodziny. Z jakiegoś powodu tak nie było i wszystko będzie musiał zrobić sam. Nie pierwszy raz i nie ostatni.

Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#8
30.03.2024, 18:29  ✶  
Ulysses kiwnął głową. Choć w jego przypadku kiwnięcie było raczej wiedzione chęcią pokazania ojcu, że zrozumiał jego polecenie, niż miało dowodzić czegokolwiek innego. Osoby, które darzył zaufaniem mógł policzyć na palcach jednej ręki, a gdyby miał pominąć członków własnej, najbliższej rodziny, pozostałby mu jedynie Cathal Shafiq. Nawet Danielle nie ufał aż tak mocno, choć w jej przypadku chodziło raczej o to, że sam nie wiedział dokładnie czego chciała i na co mógł sobie przy niej pozwolić.
- Dobrze, ojcze – potwierdził neutralnym głosem. I znowu tylko po to, by Chester Rookwood otrzymał namacalne potwierdzenie, że rzeczywiście usłyszał i zrozumiał jego polecenie.
Inna sprawa, że wysyłał raczej niewiele wiadomości. Większość dotyczyła pracy lub spraw codziennych. Wszystkie były jednakowo neutralne i jeśli ktoś miałby się włamywać do jego korespondencji, byłby raczej niemile rozczarowany jej błahością niż znalazł w niej cokolwiek interesującego. Inna sprawa, że Ulyssesowi wydawało się, że Chester mówił raczej o innych śmierciożercach, a tutaj… tutaj jego syn pozostawał właściwie wyciśnięty w jakieś miejsce w szeregu, z którego nie chciał występować. Wiedział tylko o kilku sługach Czarnego Pana a z jeszcze mniejszą ilością z nich współpracował. Nie czuł, by musiał się pilnować w ich obecności, bo właściwie zawsze był spięty i mocno pilnował własnego zachowania.
Ulysses przesunął pozbawionym wyrazu spojrzeniem na twarz ojca. Zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo bywał czasem ułomny w kontaktach międzyludzkich. Teraz jednak wychodziło na to, że cała rodzina Rookwoodów miała poważne problemy z prowadzeniem ze sobą otwartych rozmów. Może więc jego własne upośledzenie na tym tle, wynikało nie tyle z genetycznej choroby, którą został obdarzony przez naturę, ile zachowywał się jak typowy przedstawiciel swojej rodziny?
- Jeśli się o czymś dowiem, przekażę ci informacje, ojcze – powiedział wreszcie. A potem posłał jeszcze jedno pytające spojrzenie, jakby czekał na jakiś komentarz, a gdy się go nie doczekał, dodał – A teraz jeśli to już wszystko, to pójdę. Zanim wyjdę przywitam się jeszcze z Imogen lub Augustusem. Wydawało mi się, że słyszałem któreś z nich chodzące po pokojach na górze.
Pożegnał się krótko z ojcem i wyszedł z jego gabinetu.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Chester Rookwood (1953), Ulysses Rookwood (1623)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa