15.03.2024, 18:16 ✶
- Najmilszą to pewnie nie - zgodziła się Brenna bez większych oporów, bo to przecież nie tak, że była miła absolutnie zawsze i dla absolutnie każdego. Jakby się zastanowić, to taka Nora była milsza od niej. Taka kuzynka Danielle także.
Odruchowo uniosła rękę i przetarła policzek, rozcierając w efekcie krew bardziej. Spojrzała na plamę, która została na dłoni, wytarła ją niedbale o chusteczkę i pochyliła się nad kolejną dynią.
- Są sprawy ważne i ważniejsze, mój nos może poczekać - zdecydowała, zabierając się do transportowania dyń ku schodom najpierw do jednego, potem do drugiego dormitorium. Nos ją bolał, zwłaszcza, kiedy się pochylała, ale kropla eliksiru oraz trochę maści powinny wystarczyć. Raczej nie był złamany, bo bolało ją już czasem mocniej, a kość nigdy dotąd nie poszła... - No ta kopnięta to może do odratowania, tylko trzeba ją odpowiednio ustawić, ale ja nie wiem, czy ta miazga się nada... Okaleczyła mnie twoja książka, ja się wcale nie samookaleczam, a poza tym mam rozumieć, że pan okrutnie mnie oszukiwał i blefował w próbie niecnego szantażu, panie Bagshot? Grożąc deptaniem po tych dyniach i upuszczaniem na nie książek, hę? - spytała, przemieszczając się przy tym po Pokoju Wspólnym w tę i z powrotem, i przerywając to swoje gadanie tylko wtedy, kiedy Isaac uznawał za stosowane sam coś wtrącić. Nie był to do końca monolog, bo Brenna zwykle bardzo uważnie słuchała, co inni mówili i dawała szansę się im odezwać... ale Bagshot miał sporo racji: mówiła dużo. A jeszcze chodziła w szybkim tempie, tylko śmigając z jednego końca pomieszczenia na drugi.
- Hej, sugerujesz, że nie jestem cywilizowana? To jest to załatwianie spraw dyplomatycznym słowem? - zapytała, przemykając koło niego, ale w jej głosie pobrzmiewało raczej rozbawienie niż uraza. Może był to efekt dorastania w sporym gronie rówieśników, może kwestia charakteru, a może tego, że mając takie nazwisko dawno nawykła do kpin, ale Brenna mało co brała do siebie. Nie obrażała się zwykle o kierowane wobec siebie zaczepki, obojętnie, czy te w żartach, czy wyrażane na serio. - Ja mówię, ty odpowiadasz, ja odpowiadam... to dialog! Po prostu bardzo, eee... dynamiczny - oświadczyła, a potem wyciągnęła różdżkę i posłała dwie ostatnie dynie z tych, które miały udekorować Pokój Wspólny, na szczyt szafy. Te, które zostały, były przeznaczone do dormitoriów.
- To już zostawiam twojej inwencji - roześmiała się. [b] - Jeśli chcesz patrzeć na nią kilka dni w waszym pokoju, czemu nie?
Odruchowo uniosła rękę i przetarła policzek, rozcierając w efekcie krew bardziej. Spojrzała na plamę, która została na dłoni, wytarła ją niedbale o chusteczkę i pochyliła się nad kolejną dynią.
- Są sprawy ważne i ważniejsze, mój nos może poczekać - zdecydowała, zabierając się do transportowania dyń ku schodom najpierw do jednego, potem do drugiego dormitorium. Nos ją bolał, zwłaszcza, kiedy się pochylała, ale kropla eliksiru oraz trochę maści powinny wystarczyć. Raczej nie był złamany, bo bolało ją już czasem mocniej, a kość nigdy dotąd nie poszła... - No ta kopnięta to może do odratowania, tylko trzeba ją odpowiednio ustawić, ale ja nie wiem, czy ta miazga się nada... Okaleczyła mnie twoja książka, ja się wcale nie samookaleczam, a poza tym mam rozumieć, że pan okrutnie mnie oszukiwał i blefował w próbie niecnego szantażu, panie Bagshot? Grożąc deptaniem po tych dyniach i upuszczaniem na nie książek, hę? - spytała, przemieszczając się przy tym po Pokoju Wspólnym w tę i z powrotem, i przerywając to swoje gadanie tylko wtedy, kiedy Isaac uznawał za stosowane sam coś wtrącić. Nie był to do końca monolog, bo Brenna zwykle bardzo uważnie słuchała, co inni mówili i dawała szansę się im odezwać... ale Bagshot miał sporo racji: mówiła dużo. A jeszcze chodziła w szybkim tempie, tylko śmigając z jednego końca pomieszczenia na drugi.
- Hej, sugerujesz, że nie jestem cywilizowana? To jest to załatwianie spraw dyplomatycznym słowem? - zapytała, przemykając koło niego, ale w jej głosie pobrzmiewało raczej rozbawienie niż uraza. Może był to efekt dorastania w sporym gronie rówieśników, może kwestia charakteru, a może tego, że mając takie nazwisko dawno nawykła do kpin, ale Brenna mało co brała do siebie. Nie obrażała się zwykle o kierowane wobec siebie zaczepki, obojętnie, czy te w żartach, czy wyrażane na serio. - Ja mówię, ty odpowiadasz, ja odpowiadam... to dialog! Po prostu bardzo, eee... dynamiczny - oświadczyła, a potem wyciągnęła różdżkę i posłała dwie ostatnie dynie z tych, które miały udekorować Pokój Wspólny, na szczyt szafy. Te, które zostały, były przeznaczone do dormitoriów.
- To już zostawiam twojej inwencji - roześmiała się. [b] - Jeśli chcesz patrzeć na nią kilka dni w waszym pokoju, czemu nie?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.