• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[04.08.72. Potańcówka] Duchy, które wracają; Sebastian, Patrick, Neil

[04.08.72. Potańcówka] Duchy, które wracają; Sebastian, Patrick, Neil
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#11
13.03.2024, 00:37  ✶  
Patrick rozsiadł się wygodniej na ławce. Oparł plecami o oparcie i zapatrzył w ciemność. Gotów był nawet porzucić temat imprez, skulić po sobie uszy i przyznać Sebastianowi rację. Bo właściwie miał rację: do ostatniej chwili wszystko mogło ulec zmianie. Więc biorąc pod uwagę ten najprostszy, ten najbardziej oczywisty aspekt to siedzący obok niego mężczyzna miał rację.
- No i teraz nie wiem, czy następnym razem wyciągać cię do Trzech Mioteł na piwo kremowe czy do herbaciarni pani Poodifoot – rzucił. Bo żeby w żadnym wypadku nie kierować zaproszenia do zatłoczonego pubu, w którym spoceni mugole po pracy pili piwo, palili papierosy i oglądali mecze piłki nożnej już wiedział.
Patrick spuścił wzrok ku ciągle nieroztopionym kostkom lodu w szklaneczce whisky. Krążyć wokół tematu było łatwiej niż o nim mówić. I jak zazwyczaj nie brakowało mu słów i potrafił wyrażać się raczej wprost, tak umiejętność tę tracił w znacznym stopniu, gdy chodziło o jego sprawy, które nie tyle nawet dotyczyły jego samego (tego zwykłego Stewarda, który potrafił śmiać się głośno nawet wtedy, gdy nie był rozbawiony i udawał głupiego także wtedy, gdy jednocześnie musiał trącać rozmówcę prawdą w nos), ile spraw, o których zazwyczaj nikomu nie mówił.
Sebastian nie miał pewnie zielonego pojęcia, że Patrick aż tak się przed nim otwierał i na swój dziwny, nie do końca logiczny sposób, auror nie tylko go lubił, ale też miał do niego sporo słabości. Ufał siedzącemu obok siebie zrzędzie jak mało komu. Czy próbowałby rozmawiać z kimś innym o Clare? Nie. Lęku przed siedzącym w głowie ojcem też nie wyjawił nikomu poza Sebastianem.
Kiwnął głową, spoglądając na egzorcystę z wyrazem może nie tyle bezradności, ile całkowitego zagubienia i… winy? Tak. Opętańca. I tak. Był pewien, że dobrze nazwał istotę, którą spotkał (albo raczej, która przyszła do niego).
Mimowolnie obserwował reakcję Neila, gdy ten przejmował od niego szal. Przez miesiące, które minęły, Patrick nawykł do pełnych zaskoczenia spojrzeń, wzdrygnięć i szeptania za plecami. Jeśli nawet młodszy mężczyzna był zaskoczony lub obrzydzony, Steward tego nie wychwycił.
- Dlaczego pozytywka z kobietą w płomieniach miałaby być złym omenem? – zapytał powoli. – Wydaje mi się, że te przedmioty to… Brenna chciała, by wszyscy goście miło wspominali potańcówkę. Stąd te prezenty. – Na dobrą sprawę, gdyby to miało chłopaka uspokoić, Patrick gotów był nawet wymienić się z nim na fanty. Choć w jego oczach szal za pozytywkę to raczej marny interes dla tego, kto miał pozytywkę. – Zajmujesz się wytwarzaniem eliksirów i maści?
Obrzucił go dłuższym, bardziej przenikliwym spojrzeniem. Biorąc pod uwagę jacy ludzie zebrali się na dzisiejszej potańcówce, zaczął się zastanawiać czy Nora Figg wiedziała o tym czym się zajmował. Jeśli był dobry, swoimi umiejętnościami mógłby wspomóc Zakon Feniksa.
- Nie mam pojęcia. Prawdę mówiąc, nie planowałem zostawać tu do samego końca – przyznał się.
Odwrotnie, chciał tu przyjść, wypić parę drinków, może zatańczyć z Florence, a potem spędzić resztę wieczoru z Sebastianem, rozmawiając z nim o opętańcach.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#12
13.03.2024, 21:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.03.2024, 15:56 przez Sebastian Macmillan.)  
Uniósł szklaneczkę z brązowym alkoholem do ust, wsłuchując się w dyskusję między swymi towarzyszami. Pokiwał ze zrozumieniem głową, gdy Neil zdradził im, co wylosował w koszyczku przy wejściu na przyjęcie. Nic dziwnego, że chodził jakiś taki poddenerwowany.

— Bo mugole próbowali palić naszych przodków na stosach, Patricku. Całkowicie rozumiem zmartwienie kolegi. — wyjaśnił mu, jakby tą prostą informacją chciał przed nim uchylić bramy królestwa Matki Natury. — To miała być kara za oddawanie czci diabłom, spółkowanie z sukkubami i podbieranie mleka krowom we wsi. — Pokręcił wymownie głową, jakby nie rozumiał, czemu Steward nie załapał tak prostego nawiązania. — Musisz więcej czytać. Sporo się zmieniło w podręcznikach do Historii Magii, odkąd skończyłeś edukację. — Następnie zwrócił się do Efnera. — Jeśli boisz się o swoją przyszłość, polecam spowiedź u jednego z kapłanów w siedzibie kowenu. Zawsze to człowiekowi lżej na duszy.

Macmillan uważał się za dosyć dobrze poinformowanego w tych kwestiach z uwagi na to, że po ukończeniu nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie nie przestał się uczyć, a kontynuował swoją drogę studenta na jednym z zagranicznych instytutów skupionych właśnie wokół badań historycznych. Kto by pomyślał, że zainteresowanie dawnymi dziejami i runami przyczyni się do tego, że obecnie trudnił się egzorcyzmami i odprawianiem duchów na drugą stronę?

— Robisz coś na po-teleportacyjne bóle żołądka? — spytał Neila, jakby to było najnormalniejsze pytanie na świecie.

Bądź co bądź, to były tylko eliksiry. Sebastian dorastał w rodzinie, w której podczas praktycznie każdego większego spotkania dyskutowano o duchach, zjawach, życiu i śmierci. Choroby były u niego naprawdę nisko na liście kontrowersyjnych tematów dyskusji. Człowiek mógł z wiekiem spędzać mniej czasu z rodziną, ale to, czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Wzdrygnął się lekko. Aż taki stary to nie był.

— Biorąc poprawkę na nadpobudliwość gospodarzy, mogą tu spokojnie siedzieć do rana — skomentował matowym głosem, nie mając poza tym jakichś szczególnych przemyśleń na ten temat.

Nie czuł się zobligowany do tego, żeby siedzieć do końca i chociażby odebrać swoją dolę w formie kartonika z paroma kawałkami ciasta. I tak nie miał imienne zaproszenia, więc tym bardziej byłoby to dziwne, gdyby został do brzasku bez osoby towarzyszącą, którą w tym przypadku był Patrick. Poza tym wydawało mu się, że byłoby to lekkim afrontem, biorąc pod uwagę, jak zgrana wydawała się zbieranina, która obecnie balowała w stodole.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#13
14.03.2024, 03:28  ✶  
Alkohol, zimno powietrza i frustracja jaką czuł skutecznie odwracały jego uwagę od innych przemyśleń, jak dziwne uczucie wynikające z przypadku. Na pewno w innych okolicznościach zmartwiłby się niska temperaturą kompana. Problemy z krążeniem? Strach wtargnięciem obcego do rozmowy? Nie, to nie miało sensu, ale nie myślał teraz o tym, akceptując wszystkie rozwiązania na raz i płynnie przechodząc chwiejnym krokiem do dalszych ważnych do omówienia kwestii.
Otworzył usta chcąc się wypowiedzieć na temat pozytywki i wtedy jeden się wtrącił w pytanie, w sumie wyjaśniając obawy wilkołaka lepiej niż on sam by to zrobił, aż na sekundę stracił wątek, szczególnie gdy dostał ofertę spowiedzi.
-Oj, za dużo się zebrało do spowiedzi, teraz to mi głupio iść do kościoła.-zaśmiał się.-Z resztą tragedia już się zaczęła...-dodał podnosząc opatrzoną dłoń.-...teraz tylko czekając na kontynuację.-uśmiechnął się, choć w oczach było zmęczenie, a nie rozbawienie czy radość. Spowiadać się nie miał zamiaru zarówno w problemów, jak i grzechów, choć może byłoby to tańsze niż chodzenie do Perseusa, który przecież jest też lekarzem Morpheusa. Kiedyś prawda wyjdzie na jaw i się psychiatra zdziwi, że działał na dwa fronty, choć czy na pewno? Neil pytał o rady jeśli chodzi o złamane serce, ale teraz wiedział doskonale, że Morpheus nawet nie kręcił się blisko dookoła jego tematu, w końcu mężczyzna nie miał z wilkołakiem problemu, żadne dylematy nie zaprzątały jego głowy, ani jedna myśl czy dobrze robi nie przepływała przez jego umysł gdy się spotykali. W tej relacji tylko jedna osoba się męczyła za każdym razem z uśmiechem godząc się na bawienie się sobą.
Popatrzył skonfundowany na jednego i drugiego, dziwiąc się skąd nagle takie pytania. Pierwszemu pokiwał, a drugiemu już wypadało odpowiedzieć słownie.
-Jeśli ktoś o to prosi, ale na każdego działa coś innego, czasami trzeba trochę poszukać.-mięta, jodła, cytryna.-Choć głównie zajmuję się ziołami na uspokojenie, kadzidła, maści na rany i piękno... Olejki na sen, świece.-wymieniał, a wątek z każdym słowem coraz bardziej się mu rozmywał. Kwintesencje chyba jednak przekazał.
Westchnął, chciał cicho, ale wyszło głośno i mało dyskretnie.
-Pewnie tak...-zabujał nogami wyciągniętymi przed siebie, gładząc trzymany w dłoniach szal.-Nie lubię takich imprez...-zamarudził, patrząc na budynek.-Wolałbym spotkanie w kawiarni i pogaduchy. Wszyscy są pijani... Może faktycznie jestem za młody, żeby to zrozumieć.-mówił, dopiero po chwili reflektując się, że debatuje ze sobą na głos. Opuścił wzrok na szal, na dłoń, na kolana i buty. Był zmęczony, a nawet ani razu nie zabujał się w rytm melodii. Chciał do domu, a nawet nie pojedzie tam, bo jest pijany. Słyszał o ofercie spania w warowni, jednak zdecydowanie bardziej wolał swój samochód.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#14
15.03.2024, 01:27  ✶  
Patrick zamrugał. Wyjaśnienie Sebastiana w ogóle nie przyszło mu do głowy. Pewnie dlatego, że o średniowiecznym paleniu na stosie czarownic przez mugoli, wiedział tyle, że było ono zupełnie bezsensowne, czego najgłośniejszym przypadkiem pozostawała historia wiedźmy Wendeliny. Jeśli dobrze pamiętał, pozwoliła się mugolom pojmać i w ich mniemaniu spalić aż czterdzieści siedem razy.
- Och, bardzo chętnie przeczytam każdą książkę, którą mi zechcesz polecić na ten temat – odpowiedział, z trudem powstrzymując się przed zrobieniem czegoś naprawdę dziecinnego. Na ten przykład zaproszenia Sebastiana do mugolskiej części Londynu, by mógł sobie popatrzeć na tych krwiożerczych mugoli albo zapytanie go, jak często sam się spowiadał.
Poczuł nagłą chęć sięgnięcia po szkicownik. Chętnie narysowałby teraz Macmillana. Jego poważny, nieskory do rozbawienia profil, gdy siedział na ławce w otoczeniu gwiazd i pozostawał obserwowany przez tłum ludzi. Większość nie miałaby wyrazu, ale wśród nich, ta jedna byłaby twarzą Neila i odbijałby się w niej blask płonącego stosu.
Patrick zmarszczył brwi, nie do końca wiedząc jak właściwie powinien zareagować na słowa Efnera. Z jednej strony zaczęło go korcić, by wybadać jego aurę. Z drugiej, miał wrażenie, że młodszemu mężczyźnie coś wyraźnie leżało na sercu. Tylko czy chciałby opowiedzieć o tym dwóm spotkanym przypadkiem obcym? No i tak naprawdę, Steward nie do końca wiedział, o co mogło chodzić. Bo jeśli problemy dotykały uczuć, to obydwaj z Sebastianem, niewiele mogli pomóc. Jeśli jednak chodziło o to, że chłopak – choćby przypadkiem – uwikłał się w coś groźnego, to Patrick jako auror mógłby zaoferować pomoc.
W końcu więc tylko patrzył na niego, jakby czekał na rozwinięcie podjętego tematu. Kwestię ziół, maści i olejków, chwilowo pozostawił na boku, w myślach notując sobie, żeby o Neilu opowiedzieć Norze. Mogła napisać do chłopaka a potem sprawdzić jego umiejętności. On sam mógł kupić od niego kilka specyfików a potem przekazać je właścicielce klubokawiarni by sprawdziła jak dobre są. W każdym razie, to chyba była sprawa na potem, bo teraz – im dłużej przyglądał się Enferowi, tym bardziej nawiedzała go myśl, że ten potrzebował kogoś, komu mógłby się – tak zwyczajnie – wygadać.
Steward nie wiedział i nie zastanawiał się w ogóle, czy Neil chodził na terapię albo jak często się spowiadał; ale widział teraz przed sobą kogoś, komu wyraźnie coś ciążyło.
-  No dobra, to właściwie, dlaczego tu przyszedłeś? – zapytał po paru sekundach. W jego głosie nie pobrzmiewała negatywna ocena, brzmiał raczej przyjaźnie. – Skoro nie lubisz zgiełku, hałasu i pijanych ludzi? – Patrick pojawił się na potańcówce, bo wiedział, że spotka tu sporo ludzi, których naprawdę lubił. Wziął Sebastiana, bo umyślił sobie, że go trochę upije a potem wyciągnie z niego wszystko na temat opętańców. Teraz zdał sobie sprawę, że nie zrealizuje tego planu, ale to i lepiej, bo to był plan naprawdę niskich lotów. – Poza tym, chyba trochę nas przeceniasz. Sebastian wypił raptem niecałe dwa drinki. Ja niecałe trzy. Nie wydaje mi się, żeby którykolwiek z nas był pijany. A założę się, że sporo tych, którzy pozostali w stodole wypiło jeszcze mniej.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#15
15.03.2024, 22:35  ✶  
— Cudownie. Wyślę ci kilka do biura Brygady Uderzeniowej. Będzie szybciej niż przez sowią pocztę.

W Ministerstwie Magii zawsze znajdzie się jakiś goniec albo zagubiony stażysta, który będzie wdzięczny za jakiekolwiek zadanie niezwiązane z archiwizacją starych dokumentów.

— Nikt cię wbrew twojej woli nie zmusi do wyznania win — stwierdził niewzruszony, bo przywykł i do takich poglądów na kowen i jego działalność. — Niektórym pomaga samo przyjście tam. Zapalenie kadzidełka, świeczki i skupienie się na czymś, co łączy nas z naturą. To pozwala na wyciszenie się i skupienie na pojedynczych myślach, bez całej siatki konsekwencji, jakie na co dzień z nimi łączymy. To trochę jak z liną, która ma dziesięć supłów. Nie możesz pozbyć się ich wszystkich na raz, ale gdy zajmiesz się nimi po kolei, nabierasz wprawy i idzie ci szybciej.

Może nie było to najpiękniejsze porównanie i zabrakło w tym krótkim monologu wzmianki o tym, że trzeba być dobrym młodym czarodziejom, aby doświadczyć łaski Pani Księżyca, jednak... Chyba i tak to było dużo. Sebastian przybliżył szklaneczkę z whiskey do ust. Pokiwał z zadowoleniem głową, gdy dowiedział się, że Efner potrafił przyrządzić eliksir na boleści żołądkowe. Może powinien się do niego zgłosić za jakiś czas? Przydałoby się uzupełnić domową apteczkę, zanim będzie kompletnie pusta.

Nagle pacnął Patricka po ramieniu, gdy ten się odezwał. Nie było to zbyt grzeczne z jego strony, nawet jeśli brzmiał, jakby chciał dobrze. To słowa zapadały w pamięć, a nie ton głosu.

— Hej, nie wyśmiewaj chłopaka! Ma prawo próbować wpasować się do towarzystwa. — Pogroził Stewardowi palcem, wbijając w niego wyjątkowo świadome i ostrzegawcze spojrzenie. — To czy robi głupio czy nie, to już tylko i wyłącznie jego sprawa. Tak samo, jak lekcje jakie z tego wyniesie. Skoro mu się nie spodobało, to coś z tego wyciągnął. Poza tym spójrz na niego.

Uniósł wymownie brwi. Zgadywał, że Neil zostawił za sobą szkolne mury nie dalej niż trzy, może cztery lata wcześniej. Wbrew pozorom to nie było jakoś specjalnie dużo. Z perspektywy czasu Sebastian uważał za irracjonalne to, jak wcześnie czarodzieje kończyli edukację. Sam poniekąd ją wydłużył, zapisując się do Instytutu Badań Historycznych poza granicami kraju, jednak nie wyobrażał sobie, aby jakikolwiek nastolatek mógł czuć się pewnie, będąc wypuszczonym w świat w wieku siedemnastu lat.

— Chociaż... Jeśli ktoś miałby się tu bawić do rana, to właśnie ktoś w twoim wieku. Macie więcej energii, nosicie w sobie większy ładunek emocjonalny. — Westchnął cicho, co by przypadkiem nie popaść w zachwyt. — Jesteście jak przeładowane magiczne bomby, które w każdej chwili mogą wybuchnąć. Dlatego duchy tak lubią Hogwart. Duży zastrzyk energii żyjących w środowisku. — Zamrugał parokrotnie. — W sumie, ludzie też do czegoś takiego lgną. Tylko wtedy nie nazywa się tego ''ładunkiem emocjonalnym'' a towarzyskością i charyzmą.

Uśmiechnął się krzywo pod nosem.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#16
15.03.2024, 23:06  ✶  
Nikt go nie zmusi? Dobrze wiedzieć, że są jeszcze ludzie z takim podejściem. W tej chwili nie czuł się na siłach, ale może kiedyś, nie był pewien, może nigdy. Czas pokaże. Wysłuchał też uważnie jego rady, co chwila marszcząc brwi, rozluźniając je, zawieszając spojrzenie to na ziemi, to na twarzy mężczyzny. Coś z tym wszystkim było, powoli supły rozwiązywać i jakoś to pójdzie do przodu, w końcu kiedyś na pewno będzie lepiej, prawda? Tacy ludzie jak oni, mający już jakieś doświadczenie w życiu musieli wiedzieć co mówią. Z resztą jemu samemu też wydawało się kiedyś, że nie da rady, a jakoś przeżył szkołę. Pokiwał w zamyśleniu głową, jeszcze kilka chwil próbując ogarnąć pijanym umysłem porady, jakich nie chciał zapomnieć.
Niedługo po tym jednak jego myśli całkowicie się rozpierzchły gdy usłyszał pytanie od... Jak on się nazywał? Nie pamiętał. Czy właściwie się przedstawił? No tak czy inaczej od razu jakoś tak zesztywniał na jego słowa, poczuł jak krew z jednej strony odpływa mu z twarzy, a z drugiej strony przypływa by wzniecić rumieńce zawstydzenia. Ton może i był grzeczny, ale zbyt często pod uprzejmym tonem ludzie ukrywają złośliwość. Popatrzył zaraz na czarodzieja stającego w jego obronie i biernie patrzył, jak ten upomina znajomego, wytyka wszystkie błędy, usprawiedliwia i tłumaczy. A zaraz na nowo jeszcze bardziej był zdezorientowany kiedy jak obraz w muzeum patrzyli na niego, oceniając i wydając opinię o tym, że kto jak kto, ale wilkołak akurat powinien się bawić do rana. Może gdyby miał z kim... Z Morpheusem na pewno mógłby się do rana bawić, chociaż nie był pewien czy kondycja starszego czarodzieja by podołała. Tak czy inaczej...
Parsknął śmiechem kiedy mężczyzna skończył swój wywód i śmiał się tak chwilę rozbawiony tym chaosem, który na chwilę sprawił, że zapomniał o konkursie tańca, Septimie, kobiecie w płomieniach i nocowaniu w samochodzie. Nawet normalne kolory wróciły mu na twarz. Uniósł kieliszek opierając się o jego ściankę policzkiem, przyglądając się towarzyszom i jednemu i drugiemu, na raz.
-Chyba bardzo dobrzy z was przyjaciele, co?-zagadał, rozbawiony, nie do końca wiedząc jakie pomysły mu chodzą po głowie i co właściwie sugeruje, choć jego wyobraźnia już dawno pogalopowała w oczywistym kierunku.-Podobno w życiu dorosłym nie jest aż tak łatwo o przyjaciół. Wszystko się kończy po szkole, a później to już marne znajomości z pracy utrzymywane tylko dlatego, że widzimy się z kimś codziennie.-westchnął znużonym spojrzeniem przesuwając po krzakach.-Skąd się znacie?-zagadał w końcu, upijając wina, licząc, że języki same z siebie im się rozwiążą.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#17
16.03.2024, 00:27  ✶  
Patrick zamrugał, a potem posłał Sebastianowi pełne braku zrozumienia spojrzenie.
- Przecież go nie wyśmiewam. Nie sugerowałem mu, że postąpił głupio przychodząc tutaj. Pytam, po prostu, dlaczego tutaj przyszedł, skoro jak sam zauważył, nie lubi takich miejsc – wyjaśnił, zastanawiając się mimowolnie, czy Macmillan nie próbował się właśnie sam bronić. I czy naprawdę egzorcysta mógłby podejrzewać, że został tutaj przyciągnięty tylko po to, by stać się jakimś miernej jakości żartem.
Auror miał nadzieję, że jednak nie; że po prostu był przewrażliwiony i to przewrażliwienie zmuszało go do wynajdywania się w zwykłych pytaniach czegoś, czego tam kompletnie nie było.
Powiódł wzrokiem ku Neilowi, szukając w skonsternowanej, jeszcze młodzieńczej twarzy czegoś, co chciał mu pokazać Sebastian. Ale tak naprawdę nie wiedział, czego miałby szukać. Chodziło o młodość? O nieśmiałość? O jakiś rodzaj zagubienia, który zmusił go do podejścia do dwójki zupełnie obcych mu ludzi? O jakieś podobieństwo do samego siebie, które Macmillan dostrzegł w Efnerze?
Zamrugał, maczając usta w szklance z alkoholem. Wsłuchiwał się w kaznodziejski ton przyjaciela. Czuł narastające rozbawienie. Miał raptem trzydzieści lat, jego towarzysz niewiele więcej a mówił tak, jakby zbliżał się przynajmniej do sześćdziesiątki. Tak, w zestawieniu z Neilem, który wyglądał na dziesięć mniej od Stewarda to trochę znaczyło, ale nie aż tak dużo. Znowu uderzyło w niego jak przesadnie dojrzały był egzorcysta i znowu pomyślał o unikającym imprez chłopcu, którym musiał być kiedyś.
- Mam nadzieję, że ten tutaj traktuje mnie jako przyjaciela – powiedział miękko, patrząc na Sebastiana z ukosa. Patrzył na siedzącego ciepło, zastanawiając się na ile nieporadnie ten zareaguje.
W międzyczasie odstawił na wpół opróżnioną szklankę na trawę, koło nogi od ławki. Picie alkoholu przez Patricka mniej więcej tak właśnie wyglądało: więcej o nim mówił, niż rzeczywiście pił. Co na ogół dawało innym złudne poczucie, że jest bardziej pijany niż był w rzeczywistości.
Ale, jeśli chodziło o przyjaciół to prawda wyglądała tak, że nawiązywanie kontaktów z innymi ludźmi przychodziło mu łatwo. Nawet bardzo łatwo. Co nie zmieniało tego, że chociaż sam potem wynosił z takich znajomości sporo wiedzy, to pozostawał raczej skryty i niewielu osobom ufał. Sebastian należał do tej garstki niewielu wybranych.
- Z pracy w Ministerstwie Magii.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#18
16.03.2024, 14:15  ✶  
W duchu zgadzał się z tezą stawianą przez Efnera. Tyle że w przypadku Sebastiana zawierania znajomości na żadnym etapie życia nie było szczególnie proste. Może, kiedy był dzieckiem i jeszcze bawił się w piaskownicy czy na placach zabaw z innymi dzieciakami, a różnice między nimi nie były jeszcze aż tak wyraźne. Może wtedy było inaczej. I na początku nauki w Hogwarcie, gdzie w gruncie rzeczy wszyscy i tak poznawali się na nowo przez umieszczenie w zupełnie nowym środowisku i przydziale do odpowiednich domów.

Dzieciaki potrafiły być okrutne i często brakowało im empatii. Zawieranie poważnych relacji w życiu dorosłym było trudne, jednak pod innymi względami. Przede wszystkim mniejsze ilości wolnego czasu były głównym przeciwnikiem znajdowania sobie coraz to nowych kręgów towarzyskich. I motywacja. O Pani Księżyca, motywacja potrafiła leżeć i kwiczeć, gdy wróciło się do domu po ciężkiej zmianie. A żeby jeszcze dać coś od siebie i z powrotem wyjść do ludzi, chociaż sama myśl o tym sprawiała, że chciało się wpełznąć pod koc i udawać, że się nie istnieje? Tragedia. Istna tragedia.

— I jaki z tego wniosek? — odbił piłeczkę w stronę Stewarda. Nachylił się ku niemu, jakby licząc, że detektywistyczny instynkt czarodzieja sam się włączy.— Na większość przyjęć...? Na większość przyjęć nie przychodzi się dla samej zabawy, a dla ludzi, którzy tam będą. — Wbił w niego wymowne spojrzenie. — Lub ludzi, którzy cię zaprosili. Jak idziesz na czyjąś ceremonię ślubną, to nie robisz tego dla samej atmosfery, czyż nie?

Nie miał problemu z przyznaniem, że gdyby nie Patrick to w ogóle by go tutaj nie było. Nawet nie dostał imiennego zaproszenia, a z tego, co zauważył, większość zaproszonych wywodziła się z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów lub nosiła nazwisko Longbottom. Chociaż z początku targały nim wątpliwości, czemu Steward zaprosił akurat jego, tak wyparowały one, gdy okazało się, że mężczyzna wcale nie rzucił go na pożarcie Brygadzistów i Aurorów, a wyłonił się z tłumu... I nawet wyprowadził go na spacer w jakieś spokojniejsze miejsce.

— Nie każdy musi być popularny — mruknął pod nosem, obracając w dłoni szklaneczkę i obserwując, jak resztki alkoholu obijają się o ścianki naczynia. — W pewnym momencie i tak nie będziesz w stanie utrzymać dwudziestu relacji, choćbyś bardzo chciał. Powinno się iść w jakość, a nie ilość, to wiele ułatwia. — Wziął mały łyczek whiskey. — To, że ktoś odmówi dwadzieścia modlitw dziękczynnych, nie oznacza, że zrozumie ich przesłanie i zacznie żałować, jeśli klepie je bez zastanowienia. Ktoś, kto się skupi i odmówi trzy, może wynieść z tego więcej. Tak już działa świat.

Wyprostował się nieoczekiwanie, gdy Neil określił ich mianem przyjaciół, jednak Patrick uprzedził go, zanim zdołał utkać chociaż jedno logicznie skonstruowane zdanie. Uśmiechnął się półgębkiem, wbijając wzrok w trawę pod nimi.

— Traktuję — odparł z cichą powagą. — Szanujesz moje granice i nie zmuszasz mnie do robienia rzeczy, których nie chce. Idziesz na ustępstwa, żebym czuł się lepiej. I nie jesteś taki... głośny jak panna Longbottom. Więc tak, jesteś moim przyjacielem.

Pracujemy razem w Ministerstwie, powtórzył, przedrzeźniając ton głosu Stewarda. W jednym zdaniu podsumował cały incydent z kryształową czaszką i otworzeniem przejścia do Limbo, jak gdyby nie operowali na granicy dwóch kompletnie odmiennych od siebie wymiarów, a co najwyżej... Porządkowali razem dokumentację międzywydziałową.

— Niedopowiedzenie roku — skomentował na słowa Patricka, posyłając mu ironiczne spojrzenie. — Pan Steward i panna Longbottom uczynili ze mnie swojego osobistego egzorcystę. Jestem ich... ostatnią deską ratunku w sprawach zaświatów.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#19
16.03.2024, 15:36  ✶  
Jeśli chodzi o walkę słowną to zdecydowanie... ten jeden, właśnie ten wygrywał. Głównie dlatego, jak się puszył oburzony i rozwijał wypowiedzi, jakby w życiu codziennym nie miał do kogo otworzyć ust i teraz wszystko z siebie wylewa skoro ma słuchaczy. Czerpał prawdziwą przyjemność z ich przekomarzania się, debaty, tłumaczeń i emocji zarówno tych dużych, jak i mniejszych. Patrzył na nich z uśmiechem, czując coś paskudnie ciepłego w środku. Miłe było takie towarzystwo, aż żałował, że nie ma takiego na co dzień, nie kiedy go potrzebuje, gdy zapętla się sam w swoich myślach, koniec końców kończąc na szubienicy niespełnionych oczekiwał o których nikomu nie powiedział. A teraz? Myśli płynęły prosto, w całkiem pozytywnym kierunku, na chwilę jedynie schodząc w stronę Morpheusa, gdy mowa była o powodzie przyjścia. Nie padło jednak kolejne niezręczne pytanie pod tytułem ,,Dla kogo tu przyszedłeś?". Chyba nie umiałby na nie odpowiedzieć, choć dla gospodyni zabawy nie było to tajemnicą.
Jakość, nie ilość? Zgadzał się z tym kompletnie, ale ostatnio życie dawało mu szalenie dużo powodów, żbey kwestionować swoje znajomości. O co się opierają? Komu mógł się zwierzyć bez obaw? Lekarzowi, ale tu i tak wiele faktów ukrywał, może dlatego terapia nie do końca działała.
Zerknął z jednego na drugiego gdy rzucił swoje spostrzeżenie i na sekundę zmrużył lekko oczy na pierwszą odpowiedź. Nie był pewien czy są przyjaciółmi? Cóż, sam jakiś czas nie był pewien czy ktoś postrzega go jako obiekt miłosny i się rozczarował. Dobrze było widzieć, że tutaj uczucia są odwzajemnione. Od razu uśmiechnął się poruszony wypowiedzianymi słowami, za którymi zaraz podążyło solidne wytłumaczenie, które nie zawsze jest konieczne. Czasami jest się z kimś przyjacielem, bo nie wiadomo dlaczego, po prostu człowiek czuje, że tak jest dobrze. Szanowanie granic, niezmuszanie do niczego. Czy sam mógłby powiedzieć Morpheusowi, że czegoś nie chce? Nie wiedział i bał się spróbować, bo nie chciał przerywać ich relacji. Może jednak powinien? W końcu kiedyś ich znajomość miała inne zasady. Czy da się do ich wrócić, teraz, kiedy sprawy zaszły już tak daleko? Choć... prawda taka, że tam gdzie zaszły to zaszły i nie ma szans, by poszły dalej. Na lepsze się nie zmienią, mogą jedynie na gorsze, więc co szkodzi spróbować, najwyżej znów zostanie sam, mając jedynie znajomości w postaci lekarzy i średnio świadomych otoczenia klientów klubu.
Zabujał nogami słuchając opowieści, śmiejąc się w głowie, jak dobrze się uzupełniali. Pierwszy mówi zdanie, drugi monolog, równowaga jest zachowana, jedynie nie wiedział na kim wzrok zawiesić.
-Ale chyba nie narzekasz, co? Dużo pracy tam macie? Z resztą co konkretnie egzorcyz...mujesz?-przysiągłby, że inaczej trzeba by to zdanie skonstruować, ale chyba był zrozumiały, szczególnie, że to nie był zwyczajny temat jego rozmów, nie miał wprawy.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#20
19.03.2024, 00:10  ✶  
Patrick pokręcił przecząco głową.
- Kiedy tak to przedstawiasz, towarzyskie spotkania stają się jakimś rodzajem samoumartwienia. A przecież nimi nie są. Właśnie chodzi o atmosferę, o spędzenie czasu razem, o cieszenie się nawzajem swoją obecnością – sprostował. Tak, na weselach albo na potańcówkach mogło być to trudniejsze i nie każdy właściwie nadawał się do takich spędów, ale nie było to niemożliwe. Wszystko zależało od dobrych chęci zapraszającego i zaproszonego. Ot, choćby nawet on sam, szukający Sebastiana wśród pozostałych gości i przynajmniej próbujący sprawić, by w niekomfortowej dla siebie sytuacji egzorcysta poczuł się znośniej. Steward wolał myśleć, że życie nie było jedną długą pokutą. – Tak czysto teoretycznie, ale pomyśl o tym, w jakim świetle stawiasz ludzi, którzy cię zapraszają a ty przychodzisz tylko z poczucia obowiązku. Oni stają się nagle egocentrykami bez krzty empatii, ale ty nie wychodzisz wcale lepiej na ich tle. Stajesz się kimś, komu wcale nie zależy na tych, dla których przychodzi, ale na spełnieniu niechcianego obowiązku – urwał na moment.
Po prostu widział to inaczej. Ba, z jego perspektywy wywód Macmillana gdzieś tam ocierał się o prawdę, ale robił to bardzo wybiórczo. Był wygodnym wytłumaczeniem, pozwalającym mu tkwić bezpiecznie we własnej skorupie, ale takim, które, gdyby mu się szerzej przyjrzeć, obrażało wszystkich: i gości, i gospodarza. Patrickowi pozostawało mieć przynajmniej nadzieję, że dzisiejszego wieczoru Sebastian nie przyszedł tutaj z nim z poczucia obowiązku.
- Zmierzam do tego, że owszem, to na zapraszającym leży ciężar oceny, czy zdoła zapewnić komfort temu, kogo zaprasza, ale zaproszony powinien też sam wiedzieć, czy w ogóle udźwignie ciężar spotkania, gdy warunki nie będą dla niego w pełni komfortowe – zakończył wreszcie swój wywód. W końcu, czym innym było pojawienie się na pełnej nieznajomych twarzy potańcówce, a czym innym rozmowa w parku lub zmówienie wspólnie modlitwy.
I właściwie tego dotyczyło pytanie Patricka wobec Neila: czego oczekiwał po osobie, która go zaprosiła. Tak, z pewnością było trochę niegrzeczne i na dobrą sprawę, Efner ani nie musiał na nie odpowiadać, ani auror nawet nie oczekiwał jakiejś szczerej odpowiedzi. Odwrócił głowę w stronę młodszego mężczyzny i powiedział:
- Przepraszam. Sebastian ma rację. Zachowałem się nieuprzejmie.
A potem, po prostu wsłuchał się w kolejną część wywodu Macmillana, znowu myśląc o tym, że to nie było takie proste. Owszem, jakość nie musiała iść w parze z ilością, ale w przypadku przyjaźni, obu tych wartości w ogóle nie należało ze sobą zestawiać.
- Jako członek kowenu chyba zdajesz sobie sprawę, że sporo ludzi nie potrafi skupić się podczas zmówienia jednej modlitwy. Za to ty mógłbyś zmówić ich i dwadzieścia w skupieniu. – I tak samo było z przyjaźnią. Bywali tacy, którzy mieli dwudziestu przyjaciół. I tacy, którzy nie mieli nawet jednego.
Nie wtrącał się już, gdy zaczął się temat pracy Sebastiana. Po prostu słuchał, całkiem zainteresowany tym, co Macmillan miał do powiedzenia.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (170), Neil Enfer (3715), Patrick Steward (6490), Sebastian Macmillan (8313)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa