— Ależ ja bawię się wyśmienicie, Eriku. Po prostu coś wisi w powietrzu. Zabierzcie mnie tam z powrotem, o pijani bogowie rzezi, oto wołam ja, wasza ukochana córka! — zadeklamował i odrzucił nieistniejące pukle włosów przez ramię niewieścim gestem. — Raczej spodziewam się ponurej atmosfery u Perseusa i Vespery. Który to jej ślub? Trzeci? Ciekawe kiedy Chester zbankrutuje. I czy przyjdą Malfoyowie.
Popatrzył na Thomasa z powątpiewaniem do jego samokontroli i postanowił bardzo dokładnie przyglądać się jego przyszłości, aby nie dostać torsjami na nową koszulę. Niech karmi bociany w krzakach, nie przy stole. Jak go ubrudzi, złoży jego jądra w ofierze podczas Dionizjów.
— Najważniejsze, aby dobrać kolorystykę koszuli pod sińce pod oczami, wtedy całość wygląda spójnie, jakbyś wybierała estetykę powabnego wampira sprzed dwóch stuleci, zresztą, dobrze ci poszło — wskazał głową na jej fiołkową sukienkę, wybierając na swój talerz pajdę ciemnego chleba na zakwasie, kiełbaskę i trochę smażonych marchewe, które Malwa wykopała świeżo z ogródka.
— Wyczuwam kaca mordercę i moralniaka. Zresztą, Sam jest we wczorajszym ubraniu. Czyli nie był w domu. Jak myślicie, kogo poderwał? — nachylił się ze szczwanym uśmiechem i szeptem na ustach do panów przy stole, zaciemniając przestrzeń między nimi dymem z papierosów. Jego mina jasno mówiła, że nie chodziło mu o podrywanie. W sumie, chłopak tak się kręcił dookoła Brenny, że aż zastanawiało to Morpheusa, ale sądził, że jego bratanica dałaby mu ubranie na zmianę, skoro i tak koszula Leśniczego de facto była jego sprzed dwóch sezonów.
Uniósł filiżankę w górę, jak w toaście, chociaż teraz podarował sobie zbyt długie modlitwy do Wenus, jemu spełniły się w opaczny, niemal okrutny sposób, a nie życzył Perseusowi źle. Jego głos poniósł się po sądzie radością tego, który prosi o to, czego jemu samemu braknie.
— Za miłość raz i dwa, za miłość do dna!