15 lipca 1972r.
Niemagiczny Londyn / Kamienica Mulciberów
Na myśl o tym, że dzisiaj musiał iść do Gringotta i towarzyszyć samej Camille Delacour, robiło mu się niedobrze. Dlatego też odmówił bratu na razie brania na siebie kolejnego klienta, póki nie zakończy sprawy z tą blond francuską flądrą. A z drugiej strony, niech sam też wyjdzie do ludzi i załatwia interesy. Nie zaszkodzi mu trochę Londyńskiego powietrza. Rozumiał obawy wynikające z bezpieczeństwa własnej osoby. Nie nalegał, żeby robił to codziennie. Ale raz na jakiś czas mogą się wymieniać.
Przed południem, udał się do Gringotta, gdzie spotkał z Delacour i towarzyszył jej w przekazie pieniężnym do ich skrytki bankowej, jako opłata za zamówienie kwartalne dotyczące świec. Na trzy miesiące będą mieli ją z głowy. Znów musiał uprzejmości swoje odgrywać i uśmiechy, znosząc jej zapachy perfum. Po załatwieniu spraw, wrócił do domu.
Z wielką ulgą przyjął fakt, że jest już po torturach węchowych. Aż rozwiązał krawat i rozpiął koszulę pod szyją. Chyba przez długo czas nie spojrzy na kwiaty pomarańczy czy jaśminu. Jeszcze nie zdążył przejść do salonu i zawołać Selar o eliksir na mdłości, a pojawił się Belenos. Jego skrzat.
- Panie Richardzie.Zjawił się chcąc zwrócić jego uwagę na siebie. Richard, przeniósł na niego swoją uwagę.
- Panienka Sophie nie wpuszcza Belenosa i Selar do pokoju. Gdzie chcieliśmy posprzątać.
Mulciber uniósł brew ku górze słysząc taką informację. Rozumiał prywatność, ale wtedy swoje rzeczy należałoby mieć dobrze schowane, nawet przed skrzatami, pozwalając im co najwyżej uprzątnąć pomieszczenia z wszelkiego kurzu, brudu. Skrzaty dostały wyraźne polecenia, aby dbać o czystość w tej kamienicy. Nawet, jeżeli są pokoje przez domowników nieużytkowane. Wyjątek mógł stanowić co najwyżej gabinet Roberta, o którego porządek dbał on sam.
- Jak to, nie wpuszcza? Mówiła dlaczego?
Zapytał, tym razem marszcząc brwi. Jest tutaj od paru dni i już problemy?
Belemos nie potrafił to wyjaśnić, bowiem dowiedział się tego także od Selar. Żadnego z nich nie chciała tam wpuścić.
- Nie powiedziała. Belenos i Selar bez zgody nie wchodzili tam.
Oznajmił. Richard westchnął.
- Poinformowaliście Roberta?
Zadał kolejne pytanie. Skoro to córka jego brata, może powinien do niej sam zajrzeć i zobaczyć co się dzieje?
- Niestety nie. Pan Robert pracuje w gabinecie i prosił, aby mu nie przeszkadzać.
Odpowiedział zgodnie z prawdą.
- Zajrzę do niej. Możesz wracać do swoich obowiązków.
Belenos ukłonił się i zniknął, wracając do swoich innych zajęć. Richard skierował się na górę do swojego pokoju, gdzie zostawił swoją teczkę z dokumentami. Później bratu zaniesie. Zdjął krawat i marynarkę, odkładając na miejsce. Wyszedł z pokoju, kierując się do drzwi pomieszczenia, zajmowanego przez bratanicę.
Gdy się zbliżył do drzwi jej pokoju, zapukał. Jakby chciał sprawdzić, czy dziewczyna tam jest.
- Sophie?
Zapytał, chcąc mieć pewność, że jest za drzwiami tego pomieszczenia. A nawet chwycił za klamkę, chcąc je otworzyć. Ten dom należał także do niego. Nie musiał nikogo się pytać o to, czy może gdzieś wchodzić. Nawet do gabinetu brata.
![[Obrazek: uNCIVM9.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=uNCIVM9.jpeg)