• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[06.08.1969] Należy się za talerzyk - Hades x Brenna

[06.08.1969] Należy się za talerzyk - Hades x Brenna
Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#1
23.03.2024, 20:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 17:02 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V

Suma przypadków - Należy się za talerzyk

Choć z reguły raczej spokój nie grał w mojej duszy, to bywały momenty, kiedy byłem spokojniejszy od słodkich, puchatych owieczek, co to je się liczy przed spankiem. Suki były serio kurewsko spokojne, bo może miałem okazję je widywać...? Obcować z nimi mejbe? Może bardziej ci z sali snu, ale nie zamierzałem się do niczego przyznawać. Nawet do własnych skłonności przed spaniem, więc...
Cóż, byłem spokojny jak spokojne były te owce, ten piękny letni dzień, gdzie - a właściwie to kiedy - nie napierdalał kurewski deszcz. Niebo było niemal czyste, więc to było serio osiągnięcie warte zapisania sobie w głowie na przyszłe westchnięcia i wspomnienia, ale ogólnie to sobie wparowałem w ten dzień ze swoimi ciężkimi buciorami...
Ta, chciałbym. Byłem akurat elegancko ubrany w gajerek, bo wracałem z roboty, a tam jednak jakieś standardy trzeba było utrzymywać, więc wyglądałem serio niewinnie w ten przepiękny dzień. Stąpałem pewnym siebie krokiem po chodniku, paliłem papieroska, nieopodal napierdalała jakaś głośna muzyka, więc było elegancko, w sensie idealny nastój dla mnie... Jedyne, co mi się nie spodobało, to to, że jakieś kurwie zaczęły coś do mnie gadać wesoło, jeden zaczął coś mówić o ognistej, że ja muszę się z nim napić i wręcz chwycił mnie, pchnął w plecy. Byłem tak zaskoczony jego zuchwałością, że nawet się nie wzbroniłem. Wręcz przeciwnie, zaczęło mi się podobać, kiedy poczułem woń klopsików i za drobną chwilę zaraz je ujrzałem piękne i lśniące w sosie. Mogłem być kuzynem, stryjem, innym pasierbem. Aby niech mi dadzą talerz. Nawet dam się spić, a potem będę słuchał kazań od Persephonki, ale ja jej powiem, ja jej opowiem szczegółowo, co to były za klopsiuny ogromne, gigantyczne.
- Dobra, dobra. Polewaj - mruknąłem do niego niezbyt zainteresowany tym, co on mi tam właściwie nalewa. Przemianę materii miałem akurat zajebistą, więc skołowałem sobie talerzyk i już nakładałem strawę na talerz. Nie miałem pojęcia, co to byli za czarodzieje, ale tak raz na jakiś czas zerkałem z ciekawością, czy może rozpoznam jakiegoś skurwiela wśród tego tłumu. A może sama Parę Młodą?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
24.03.2024, 17:03  ✶  
Brenny nikt nie wciągnął na przyjęcie przypadkiem – była na nim całkowicie legalnie, jako daleka krewna panny młodej, z którą była spokrewniona zarówno od strony ojca, jak i matki (nic nadzwyczajnego w rodach czystej krwi…), i z którą chodziła do Hogwartu na dość zbliżone roczniki. Wtapiała się w salę, nie wyróżniając specjalnie z tłumu, ubrana odpowiednio do okazji, ale w na tyle neutralne kolory i „zwykły” krój sukni, że na tle innych kobiet łatwo mogła tutaj się rozpłynąć w niebycie. Złożyła państwu młodym życzenia, porozmawiała z ciotką Rosettą, która właściwie nie była ciotką, a kuzynką wujka, ale kto by się przejmował takimi szczegółami, zebrała z podłogi jakiegoś dzieciaka, wyściskała dawno nie widzianą koleżankę z Hogwartu, potem rozmawiała dziesięć minut z dwójką młodzieńców, których zupełnie nie znała, chociaż oni zdawali się sądzić, że jest inaczej.
W końcu, kiedy zapachniały klopsiki – może panienka z dobrego domu powinna jeść jak ptaszek i tylko listki warzyw, ale Brenna pewne rzeczy traktowała bardzo poważnie, i pośród tych rzeczy znajdowały się klopsiki – trafiła za stół, z pełnym talerzem, czystym przypadkiem akurat u boku Hadesa McKinnona.
Kojarzyła go luźno, jak sporą część osób na sali. Pracował w końcu w Ministerstwie Magii, mijali się więc od czasu do czasu na korytarzach, trafiali do tej samej windy czy niekiedy mogli zobaczyć w ministerialnej stołówce. Przywitała się, owszem, ale nie od razu zaczęła gadać, jak to miała w zwyczaju, bo w pierwszej chwili całą jej uwagę pochłonął talerz – poza tym istniały jednak Jakieś Zasady Dobrego Wychowania, więc zanim zacznie zmuszać sąsiada zza stołu do rozmowy, wypadało dać mu też zaspokoić pierwszy głód, prawda?
– Naprawdę świetny obiad, powinni się uczyć od nich, jak robić wesela, na ostatnim, na którym byłam, podali tylko sałatkę, wyszłam stamtąd na wpół zagłodzona. Nie spodziewałabym się ciebie tutaj – rzuciła w końcu niezobowiązująco, kiedy już spora część klopsików została zjedzona (a Hades pewnie wychylił też kieliszek, albo dwa, albo dziesięć, kto go tam wiedział). W końcu Leonore nie pracowała w Ministerstwie i była sporo od Hadesa młodsza, a z kolei jej wybranek pochodził ze Stanów Zjednoczonych i osiadł w Anglii stosunkowo niedawno… - Znasz Leonore czy Scotta?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#3
24.03.2024, 17:54  ✶  
Dla mnie nie istniało coś takiego jak zaspokojenie głodu... No może czasami, ale dziś to coś czułem, że będę jadł do później nocy, o ile nie skończy się prawdziwe jedzenie, a nie zaczną kurwa sałatki. Trochę się przeraziłem na to słowo, ale Brenna Longbottom chyba zdawała się nie brać podobnego scenariusza pod uwagę. Oby. Mam nadzieję, że inaczej by jej tu nie było.
Dużo żarłem, a jak dużo żarłem, to pilnowałem swojego talerza, a przy okazji talerzy innych osób by czasami wyhaczyć coś dobrego, czy to na stołówce, czy po prostu prosto z tego talerza, a ja obserwowałem Brennę Longbottom uważnie od dawna i wiedziałem, że potrafiła zjeść dużo. Dużo i dobrze. Nie jakieś babskie pierdolety, tylko właśnie prawdziwe jedzenie z mięsem i z dużą masą sosów. Tak, to było prawdziwe jedzenie. I ono mnie tak cholernie bardzo dzieliło z Persephoną, która właśnie zwykła jadać krzaki na talerzu. To łamało mi serce.
Te klopsy wlazły właściwie na raz, a te kieliszki też, choć z większym oporem. Raczej nie zwykłem za dużo pić, ale jak już się trafiała okazja, to potrafiłem wlać w siebie litry alkoholu, więc uśmiechnąłem się do Brenny i pokiwałem jej głową. Miała rację.
- Powiem ci, że również nie spodziewałbym się siebie tutaj - przyznałem, patrząc na ten rozbawiony harmider. Pewnie by mnie wkurwiał, gdyby nie klopsy i alkohol. Wbrew pozorom, nie przepadałem za tłumami, za masą ciemną i rozchichotaną, głośną i zazwyczaj poruszającą się w owczym pędzie. W przyszłości zaś jedynymi tłumami, które będę tolerować, będą te w Kościanym Zamtuzie... To tyle w temacie.
Wzdrygnąłem się z opóźnieniem. Znowu pomyślałem o sałatkach i zagłodzeniu człowieka na rodzinnej imprezie. Najgorszy duet.
- Kompletnie ich nie znam, nie kojarzę. To ktoś od was? - zapytałem, a poprzez was miałem oczywiście na myśli Longbottomię Radziecką. Zerknąłem po sali, czy widzę innych członków tej rodziny. Czasami miałem wrażenie, że połowa Ministerstwa Magii to Longbottomy. Wszystko zależało od dnia, od układu zmiany, bo czasami jak wypełzałem z Sali Śmierci by zażyć nieco życia, to nie zażywałem życia, tylko Longbottomów i ich wesołego dzień dobry. A może trochę przesadzałem...? Tak przez alkohol? Niewykluczone. Najważniejsze, że Brenna to swój chłop. Żarła zdrowo. Dlatego otworzyłem do niej swoją mordę. Ale też nie tylko przez to, przez alkohol też.
- Brenna... Masz na imię Brenna, prawda? Cóż, nieistotne. Słuchaj. Powinny być kary śmierci dla ludzi, co to wrzucają same sałatki w menu... I nie żartuję. Dobra, może żartuję z tą śmiercią, ale powinno tak być - przyznałem rozbawiony. Trochę kiepski humor jak na wesele, ale ja też do końca nie byłem gościem weselnym, tylko przyciągniętą przybłędą, więęęc... - Patrz, chyba musimy się przesiąść. Tam są biedne, stygnące klopsy. Nikt o nie nie dba! - zauważyłem, unosząc szklankę z wódką, bo jakiś typ mi znowu głowę zawracał chlaniem, kiedy ja miałem inne sprawy na głowie. Beknęło mi się nawet, ale ładnie przeprosiłem. Jak widać, kulturka u mnie na wysokim poziomie.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
25.03.2024, 16:33  ✶  
- To brzmi intrygująco - powiedziała Brenna, rzucając McKinnonowi nieco uważniejsze spojrzenie znad swojego talerza. Nie zamierzał przychodzić? Zaproszono go w ostatniej chwili? Przyszedł jako osoba towarzysząca? Słyszała, że jest żonaty, ale staruszka siedząca po jego drugiej stronie raczej chyba tą żoną nie była... Zaraz jednak wszystko stało się jasne: czyli nie znał ani panny młodej, ani pana młodego...?
Nie miała pojęcia, czy chodzi mu o jakąś Longbottomię - sama odnosiła wrażenie, że ich rodzina wcale nie jest taka duża. Lestrangów czy Rookwoodów było chyba w Anglii znacznie więcej. Ale Longbottomowie zwykle trzymali się dość określonego miejsca w Ministerstwie i niektórzy byli dość energiczni, można więc pewnie było niekiedy mieć wrażenie, że ich jest dwa razy więcej niż w rzeczywistości...
- To zależy, kogo masz na myśli przez "nas"? Znam pannę młodą z Hogwartu, zbliżone roczniki, też Gryfonka, potem jakiś czas łączyły nas sprawy biznesowe. Scott, pan młody jest ze Stanów Zjednoczonych, poznałam go dopiero parę tygodni temu, kiedy zaczął spotykać się z Lenore. Bardzo romantyczna albo bardzo szalona historia, zależy jak spojrzeć, spotkali się i zaręczyli jeszcze tego samego dnia, bo podobno poczuli, że są bratnimi duszami - zrelacjonowała, milknąć tylko na jeden moment, kiedy przełykała ostatni kawałek swojego klopsika. Brenna akurat jeść lubiła, i zieleninę, i mięso, a szybka przemiana materii i duża aktywność sprawiały, że jadła zdecydowanie więcej niż większość dziewczyn w jej wieku.
- Skoro ich nie znasz... W takim razie jak się tutaj znalazłeś? Zostałeś niecnie porwany na wesele? - spytała, raczej zaintrygowana niż oburzona, że być może znalazł się tutaj bez zaproszenia. Bo może kryła się za tym jakaś interesująca historia? - Brenna, Brenna. I sądzę, że hm, kara śmierci to tak trochę za dużo na początek, ale już odrobina ostracyzmu towarzyskiego by nie zaszkodziła - roześmiała się na wpółserio, na wpółżartując. To znaczy, doskonale rozumiała wegetarian i zawsze bardzo starała się, aby na przyjęciach u nich nie zabrakło sałatek i przystawek bez mięsa, ale serwowanie zbyt małej ilości jedzenia dla gości uważała za absolutnie oburzające. Mogła najeść się sałatą i pomidorami, pod warunkiem, że było sporo tej sałaty i tych pomidorów!
Spojrzenie Brenny powędrowało w stronę tych biednych, porzuconych klopsów. Gdyby ktoś po prostu ich nie dojadł, raczej nie dorwałaby się do cudzego talerza - miała jednak jakąś odrobinę wyczucia i wykańczała jedzenie po innych głównie w gronie przyjaciół, poza tym właściciele mogliby wrócić. Wyglądało jednak na to, że para, która tam siedziała, wyszła wcześniej. Zabrali rzeczy, które leżały tam, zanim podano posiłek, a ten faktycznie już niemal zdążył wystygnąć: jeszcze chwila i sos będzie całkiem zimny! A to był taki dobry sos.
- W takim wypadku musimy zająć się tymi biednymi, porzuconymi klopsami - zgodziła się więc bez oporów, bo podobnie jak Hades była osobą, chętnie zjadającą dwa posiłki. A w tej chwili czasu i przestrzeni nie miała absolutnie nic wobec McKinnona: nie kojarzyła jeszcze powiązań rodzinnych Borginów aż tak mocno, i nie znała pełnej historii tego rodu, a wojna dopiero wkrótce miała zamajaczyć na horyzoncie... - Jeszcze potem trafią do kosza, a to byłaby prawdziwa zbrodnia - powiedziała, podnosząc się z miejsca, faktycznie gotowa przejść na drugą stronę stołu. Bo właściwie to dlaczego nie?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#5
27.03.2024, 22:28  ✶  
Dobra, wzięło mnie totalnie. W sensie ten alkohol. Za dużo i za szybko. Już czułem luzy, już tam jakieś rozchichotanie też, takie godne nawet panny-niewydymki, ale dawałem radę, kontrolowałem sytuację i jeszcze widziałem w normalny sposób, chociaż czasami się zastanawiałem, czy aby na pewno, plus w myślach powtarzałem również, że jestem uchlany. To może oznaczało, że byłem bardziej niż myślałem...? Cóż, znając moją przemianę materii, to szybko wytrzeźwieję, choooć... patrząc na tempo moich nowych bliskich, to prawdopodobnie skończę pod stołem albo - jak dopisze mi szczęście - na jakimś krześle, licząc sobie owce. Te śmieszne, wesołe owce. Beee... Czy tam meee.
- Ooo... To tak jak ja i moja Persephonka, tylko że my równie mocno się kochamy, co też mamy ochotę się pozabijać - przyznałem rozbawiony, znowu poruszając temat umierania i śmierci. Hmm. Dziwne. Czy nie dziwne? W sumie to byłem po robocie, to nie dziwić się, że mi odjebywało na punkcie śmierci, skoro całe dni spędzałem na jej badaniu. Z drugiej strony, może po prostu miałem takie poczucie humoru... albo skłonności do obracania się nieopodal śmierci, bo te moje relacje z małżonką to serio były takimi na krawędzi. Totalny kataklizm, a czasami wybuch uczuć.
- Kocham ją mocno, ale będę musiał poprosić moich nowych przyjaciół o wystawienie mi usprawiedliwienia. Zrobicie to dla mnie, chłopaki??? - kontynuowałem do Brenny, ale na chwilę odwracając się do tej gawiedzi, co tam się jarała polewaniem w moim otoczeniu. Niczym stado szerszeni. Tylko picie, picie, picie. - Usprawiedliwienie u żony. Tak, ja mam żonę, ale nie ma jej tutaj. W domu jest! - powtórzyłem i wytłumaczyłem im, bo nie ogarniali. Sam w sumie też tak średnio, ale się do tego nie przyznawałem, więęęc...
- Ostracyzm, tak. Poważanko, poważanko - przyznałem, po czym kilka razy machnąłem palcem, zastanawiając się, co ja miałem zrobić. Coś przed chwilą mówiłem, ale... Uciekło mi, jednakże wróciło naprędce, kiedy Brenna, moja towarzyszka na placu stołowego boju wstała. Poderwałem się za nią, ale że byłem wysoki i niezbyt w tej chwili skoordynowany ze swoim ciałem, to wywróciłem krzesełko. Podniosłem je, przepraszając je delikatnie. Jakby od tego zależały moje dobre stosunki z nim.
- Obawiam się, że ta chmara pójdzie za mną - podjąłem ponownie, pochylając się nieco w kierunku Longbottom, ale zaraz się wyprostowałem i machnąłem ręką. - Ale nie przejmuj się. Oni są zajęci tymi butelkami, szklankami, alkoholami i ploteczkami, to nie zauważą, że my jemy - odparłem i przemknąłem - tym razem już bardziej sprawnie - pomiędzy krzesełkami, kolejnymi miejscami. Powitałem moją nową towarzyszkę, też starszą panią. Od razu machnąłem chłopakom by babie leli i kobieciny nie oszczędzali. Podchwycili temat, a ja podchwyciłem drugą porcję klopsików.
- Smacznego! - dałem błogosławieństwo Brennie, a sam się rozpłynąłem w tym smaku. Ambrozja. - A nie odpowiedziałem ci na pytanie... Oni mnie tu przyciągnęli, złapali z ulicy. Chyba mnie z kimś mylą. Nie wiem, czy da się mnie z kimś pomylić, ale myślę, że to efekt promili we krwi - przyznałem rozbawiony. Wcale nie przyszło mi do głowy, że ktoś mógłby czuć się urażony, że wbiłem i żrę za frajer. Picie swoją drogą...
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
28.03.2024, 17:46  ✶  
Brenna piła bardzo mało - i obecnie powoli z tego picia mało przechodziła na nie picie wcale. Ona więc pozostawała doskonale trzeźwa, bo wzniosła zaledwie jeden toast za młodych, gdy nie wypadało inaczej. Longbottomówna nie potrzebowała jednak alkoholu, by zachowywać się jak podpita, więc to nie stanowiło żadnego problemu.
- Brzmi jak... hm, burzliwy związek, w którym bardzo trudno byłoby się nudzić - oświadczyła dyplomatycznie, gdy Hades oświadczył, że kochają się tak samo mocno, jak mocno pragną się pozabijać. - Scott plótł coś o jakichś anam cara, będę musiała poszukać więcej, co to w ogóle znaczy, ale z tego, co opowiadał, to chyba trochę inaczej niż u was, bo oni niekoniecznie chcą się pozabijać.
Czy Hades był dziwny? Na pewno. Czy dziwniejszy niż większość pracowników Departamentu Tajemnic? Ani trochę. I zachowywał się trochę inaczej niż ci, których Brenna znała - na przykład jej własny wujek. McKinnon zdawał się całkiem mocno stąpać po ziemi. Wzmiankę o śmierci Brenna ledwo zauważyła, a raczej przyjęła ją jak coś zupełnie normalnego, a nie objaw jakiejś dziwnej obsesji.
- Nie jestem pewna, czy usprawiedliwienie od kolegów nie sprawi, że tylko jeszcze bardziej się zdenerwuje. Pewnie klopsy na wynos nie wystarczą, żeby uspokoić ewentualny gniew? - zapytała, walcząc z uśmiechem, cisnącym się na usta, kiedy zabrał się na wyjaśnianie nowym kolegom, że ma żonę, ale żony tutaj nie ma i że trzeba będzie wypisać dla niej usprawiedliwienie... Za to patrząc po tempie, w jakim Hades wlewał w siebie alkohol, Brenna zaczęła mieć wrażenie, że przyjdzie jej go odstawiać na próg tej tajemniczej Persephony, bo trochę się bała, czy mężczyzna sam znajdzie drogę. A skoro nikt go tutja nie znał, nie było komu powierzyć go w opiekę. – Och, kiedy jem, naprawdę bardzo rzadko kimś się przejmuję – zapewniła, zajmując nowe miejsce i chwytając za łyżkę, żeby zająć się nową porcją klopsików. Usta miała pełne, dlaczego na to „smacznego” nie odpowiedziała, kiwnęła mu tylko głową, przez chwilę skupiona na jedzeniu. Może powinna zapytać później pannę młodą, skąd ściągnęli kucharza? Tak żeby zamówić u niego klopsiki na kolejne spotkanie u Longbottomów…?
– No cóż, skoro zostałeś niecnie porwany z ulicy, myślę, że za tę traumę należy ci się trochę jedzenia – skomentowała, gdy już skończyła porcję, ani trochę nie oburzona. Gdyby się tu wkradł to… hm. Chyba też nie zareagowałaby złością. Ale skoro towarzystwo po prostu ot tak go zgarnęło? – Deser? – zapytała, przysuwając w ich stronę paterę z ciastami. Przez chwilę przypatrywała się jej z głębokim namysłem, rozważając, czy woli sernik czy brownie, ale rozwiązała ten dylemat nakładając sobie i jednego, i drugiego.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#7
03.04.2024, 19:25  ✶  
Ups. Gdyby Persephonka to słyszała, to serio zacząłbym mieć niemałe problemy. Właśnie ją zdemonizowałem, więc to wcale nie było w porządku, szczególnie że była drobną, delikatną i kochającą osobą. Może nosiła się na czarno i chciała uchodzić za panią poważną, ale miała słodki, uroczy głos i takie dziecięce łapki. Była takim czarnym kociakiem, a kiedy się denerwowała, to serio była jak taki mały, puchaty i przy tym nieszkodliwy kociak. Pewnie będzie takim, póki nie obudzę się jako ghul po jej herbatce z trucizną.
- Przesadziłem trochę. Nie słuchaj mnie tak dosłownie... Jest delikatną, eteryczną wręcz istotką - poprawiłem się zaraz i też mało dyskretnie rozejrzałem, jak gdybym spodziewał się ujrzeć jej wpół skryte spojrzenie, wbite w moją najebaną sylwetkę. - Ale to usprawiedliwienie faktycznie może nie być dobrym pomysłem, podobnie jak klopsy. Z ciężkim sercem to przyznaję, ale ona jest... we-ge-ta-rian-ką - odparłem, to ostatnie słowo właściwie konspiracyjnie szepcząc. Trochę się prosiło o splunięcie, ale, cóż, nie każdy jest idealny. Nie mogłem się jej wyprzeć. Nie po tym wszystkim, co razem przeszliśmy. Byliśmy niczym papużki-nierozłączki. Może nie anam cara... Choć gdyby tak się bliżej przyjrzeć sprawie, to jednak pomimo sprzecznych interesów, które nami władały za młodości, jesteśmy razem. I też dosyć szybko podjęliśmy decyzję o ślubie.
Cóż, wepchnąłem w siebie klopsiki i przyjąłem z pełnym uwielbieniem propozycję deseru, mimo że moje wnętrzności raczej nie preferowały mieszania alkoholu z tłustym, a teraz ze słodkim. Cóż, żyło się raz. Jakoś to będzie. Osobiście skusiłem się na razie na dwa kawałki brownie, ale na dobrą sprawę, to sernik jeszcze nie był na przegranej pozycji.
- Swoją drogą, żałośnie mało jest materiałów w szkołach o tak nietypowych zjawiskach... Jak chociażby to anam cara - przyznałem, machając łyżeczką. Właściwie, to załączył mi się teraz ton naukowca. Czasami zastanawiałem się, co ja u diabli robiłem w Departamencie Tajemnic, ale to było właśnie to parcie na poznawanie nieznanego. Starożytnego nieznanego, bo z kolei do nauki zaklęć to ja miałem leniaaa. - Mogłaś spotkać się z innym sformułowaniem oznaczającym relację anam cara - bratnie dusze. W zależności od wierzeń są różne historie, opisy tej więzi, ale ogólnie wszystko sprowadza się do zażyłej relacji z drugim człowiekiem. Wiesz, takie rozumienie się bez słów, coś jak przyjaźń na dobre i na złe, ale o podłożu metafizycznym - wytłumaczyłem, a przynajmniej miałem nadzieję, że nieco rozwiałem tajemnicę tego tematu w oczach Brenny. Ogólnie miałem wrażenie, że bełkotałem. Bez ładu i składu. Zdecydowanie trzeba było więcej alkoholu... Halo! Aż wziąłem stuknąłem przyszywanego krewniaka, bo się zagadał o czymś. Trzeba było wspomóc mój język w prowadzeniu wykładu.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
05.04.2024, 09:21  ✶  
Hades McKinnon plątał się nieco w zeznaniach odnośnie swojej żony, ale takie rzeczy zdarzały się i mężczyznom zakochanym, i tym pijanym, Brenna więc postanowiła nie rozsądzać, czy Persefona jest istotką eteryczną, psychopatyczną morderczynią czy może psychopatyczną morderczynią o eterycznej aparycji.
- No cóż... nie przeszkadza mi, że ktoś nie je mięsa, póki nie oczekuje, że ja też z niego zrezygnuję - powiedziała Brenna, bo w gruncie rzeczy ona bardzo lubiła i zieleninę, i zwierzęta, ale po prostu jadła na tyle długo, że ciężko byłoby jej całkowicie z mięsa zrezygnować. Zwłaszcza gdy było tak smaczne, jak te klopsiki. – Żona chyba nie zabrania ci jeść mięsa? – spytała, nagle trochę wstrząśnięta takim pomysłem, bo patrząc pod tym, jak bardzo Hadesa zachwycały klopsiki, to gdyby mu to mięso zabrać z diety, stałby się zapewne bardzo nieszczęśliwym człowiekiem.
Zabrała się za serniczek, jakby wcale nie zjadła dopiero co kilku klopsików. Jej wnętrzności nie miały nic przeciwko mieszaniu obiadu z deserem, a Brenna, odkąd była jeszcze dzieckiem, lubiła powtarzać, że deser to w ogóle idzie prosto do serduszka, nie od żołądka.
- Czy ja wiem, czy mało? To chyba nie jest kluczowe w naszej edukacji? I zdaje mi się, że te bratnie dusze i tak dalej, to trochę co innego niż anam cara... Bo bratnia dusza może oznaczać kogoś, z kim doskonale się rozumiesz albo przeznaczonego kochanka, a to anam cara, to zdaje się, hm, taka od razu znajomość i absolutne zaufanie? Zażyła znajomość niekoniecznie oznacza, że komuś wszystko powiesz - powiedziała znad sernika. Tak naprawdę Brenny tego typu zagadnienia nigdy jakoś mocno nie interesowały: pod pewnymi względami, przynajmniej przez większość czasu, pozostawała osobą wręcz do bólu przyziemną. - Jedna kapłanka od Macmillanów tłumaczyła mi kiedyś, że dusze ciągle krążą... gdyby to była prawda, to anam cara byłby kimś znanym z poprzednich żyć? Chociaż… hm, nie, zaraz, wtedy byłby chyba bratnią duszą ze wszystkich żyć, bo właściwie ktoś znany z poprzedniego życia mógłby być twoim śmiertelnym wrogiem, prawda?
Brzmiało to bardziej jak dywagacja niż stwierdzenie faktu. Zwłaszcza że, po prawdzie, Brennę bardziej od potencjalnej odpowiedzi, w tej chwili zajmowało ją brownie, za które zabrała się po serniku. Chociaż już z mniejszym entuzjazmem i wolniej, bo nawet szybka przemiana materii Brenny miała jednak pewne granice i kobieta naprawdę zdążyła się najeść.
Acz trzeba przyznać, że zamyśliła się nieco, bo przyszło jej do głowy, że jak nic w poprzednim życiu znała Stanleya Borgina i prawdopodobnie byli śmiertelnymi wrogami. Ewentualnie bardzo nieudanym małżeństwem, i niechęć pozostała w niej także w tym życiu.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#9
06.04.2024, 22:18  ✶  
- Mi z kolei cholernie nie odpowiada, kiedy ktoś nie je mięsa. Weź komuś takiemu zaufaj... Trąci wrogiem na kilometr - stwierdziłem skrzywiony, ale oczywiście żartowałem sobie. Nie będę osądzał ludzi po tym, że byli skrzywieni z dietą. Chcieli dziwne wyrzeczenia, których nie zamierzałem rozumieć? Proszę bardzo! W dupie zresztą to miałem, ale jeśli chodziło o Persephonkę, to mnie trochę serce bolało z powodu faktu, że nie mogłem się z nią nawpierdalać jakiegoś obrzydliwie tłustego mięcha i potem zdychać z przejedzenia po obiedzie gdzieś do podwieczorku, kiedy to dojebywałem się jeszcze kiełbasą, a co!
A czy Persephona zabraniała mi jedzenia mięsa...? Myślę, że nie. Pewnie się krzywiła, a może i nie? Ona czasami miewała taką mimikę, że nie sposób było ogarnąć, co sobie myślała. Czasami zastanawiałem się, czy nie rzuca na mnie jakiejś klątwy po milczącemu, ale, cóż, jeszcze nic mnie podłego nie utrafiło... A może jeszcze nie byłem tego świadom? Cóż, byłem teraz poza domem, poza Persephonką, na jakimś przypadkowym weselu, więc w sumie po co ja myślałem o sprawach domowych? Persephonka i tarapaty będą wtedy, kiedy przekroczę próg mieszkania.
Machnąłem ręką, a zaraz machnąłem szklanką. W sensie, że wypiłem duszkiem jej zawartość. Aż chuchnąłem, bo ta gorycz po cieście była spotęgowana, szczególnie że miałem cholernie słodkie brownie na talerzu. Ale wchodziło i to najważniejsze! A o tym serniczku, to ja wciąż wiernie pamiętałem. Po prostu nie chciałem wyjść na bardziej pazernego niż byłem.
- Powiem ci, że to jedno i to samo. Niezależnie od trzeźwości, za każdym razem powiem to samo... Ale swobodnie sobie to zweryfikuj, tak na spokojnie, poczytaj. Ja to tak opisałem w skróconej wersji, ale to znacznie coś bardziej ci powiem... głębokiego, złożonego i tak dalej - przyznałem, wzruszając ramionami. Nie chciała mi zaufać w wiedzy, to jej sprawa. Właściwie, to pewnie sam bym sobie nie ufał, ale ufało mi w tym zakresie Ministerstwo Magii i jeszcze mi za to płaciło, więc tak najgorzej, to chyba ze mną nie było, cooo??? Chyba że źle było z Ministerstwem, to wtedy też mogło być ze mną nie po kolei, no nie? Cóż, niezależnie od efektu, gdzieś tam kiedyś o tym czytałem i to nie raz mi się przewijało przez ręce, oczy i serce może też. Umysł na pewno.
- Jeśli chodzi o ponowne wcielenia... To jest jak najbardziej możliwe, że możesz się ze swoim poprzednim anam cara tak spotykać co istnienie, ale, wiesz, to jest cholernie małe prawdopodobieństwo, ale jakieś jest, a w życiu i w magii wszystko jest możliwe - przyznałem, bo nie jedno w swoim życiu - dosyć krótkim - widziałem, wiele też miałem okazję czytać i badać, więęęc... Raczej niczego nie wykluczałem. Nawet w tej chwili nie wykluczałem, że już trzeźwy dotrę do domu, choć to również było mało prawdopodobne. - Ale była taka fajna historia nawet... Jeśli chodziło właśnie o bratnie dusze, tylko jeszcze chwilę temu ją pamiętałem, a teraz uciekła mi z głowy. Cóż, może mi się przypomni po kawałku sernika... Albo dwóch - stwierdziłem, sięgając po kolejne kawałki ciasta. Aż mnie to zbiło z tropu, bo za nic nie mogłem sobie przypomnieć, co ja miałem w głowie za historię o tych bratnich duszach.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
08.04.2024, 10:06  ✶  
– Patrzysz na to w zły sposób. Może na przykład te dwie osoby, które tutaj siedziały, poszły przed obiadem, bo nie jedzą mięsa. Dzięki temu my mieliśmy dwie porcje. Jeśli wziąłbyś tutaj żonę, mógłbyś zjeść swoje i jej klopsiki – podsunęła Brenna znad swojego ciasta. Podejrzewała zresztą, że Hades sobie żartował, chociaż pewna wcale nie była. McKinnonowie cieszyli się pewną Opinią. Oczywiście, Longbottomowie również... tyle że zasłużoną, trzeba było więc brać pod uwagę, że i w tych innych mogło być ziarno prawdy.
– Czy ja wiem? Wydaje mi się jednak, że po prostu "bratania dusza" to ktoś bardzo ci bliski, z kim wiele cię łączy, a to całe anam cara... to takie bardziej mistyczne połączenie. Coś, na co nie do końca masz wpływ? I jeżeli na to patrzeć, to nie było by nawet dziwne, że mogliby odnajdywać się w kolejnych wcieleniach. Wiesz, działa ta cała magia i w ogóle... Znajdą się zawsze prędzej czy później, bo na przykład wstaną rano i nagle w głowach obu osób rozbrzmi głos: koniecznie musisz pojechać dzisiaj na wybrzeże – oświadczyła Brenna, po czym umilkła na chwilę, zajęta przełykaniem. Bo ostatecznie Brennę znacznie bardziej interesował deser niż filozoficzny rozmowy. To nie tak, że zupełnie nie wierzyła w takie rzeczy, ale... była jednak jednostką dość mocno stąpającą po ziemi i odrobinę sceptyczną. Zwłaszcza jak na kogoś, w kogo krwi też płynął talent Trzeciego Oka.
Baśnie były piękne, ale większość z nich była właśnie tym: tylko baśniami.
Chociaż była skłonna bez żadnych oporów przyznać, że Hades zapewne wiedział o tym więcej. W końcu pracował w Departamencie Tajemnic i badał śmierć. A Brenna tylko nieustannie próbowała się zabić (to znaczy zdaniem jej znajomych i brata, bo sama uważała, że wcale nie próbuje, ot miała szczęście do wpadania do różnych dołów i to wcale nie była jej wina).
– Mugole mają dużo historii o bratnich duszach – ożywiła się nieco, kiedy wspomniał o tej opowieści, chociaż praktycznie na pewno sam Hades myślał o jakiejś magicznej historii, a Brennie od razu przychodziła do głowy mugolska literatura i to zwłaszcza ta fantastyczna oraz mitologie. – Azjaci na przykład, nie pamiętam do licha, jak to dokładnie szło, że niektórych ludzi łączy czerwona nić przeznaczenia… i że im jest pisane się spotkać, bo ta nić prędzej czy później przyciągnie ich do siebie, choćby przez cały świat. Czekaj, jak to szło… jakiemuś chłopcu mądry człowiek pokazał dziewczynkę i powiedział, że są połączeni czerwona nicią? Chłopiec był młody, nie spodobało mu się to i rzucił jej kamieniem w twarz, a wiele lat później odkrył, że żona, którą przyprowadzili mu rodzice, ma bliznę dokładnie w tym samym miejscu, w które rzucił kamieniem tej dziewczynce? – zastanowiła się, bo lubiła tego typu opowieści, ale nie pamiętała wszystkich szczegółów. Nie była aż tak obeznana w mugolskiej kulturze.
Zaraz jednak zapomniała o czerwonej nici i jej wzrok padł na kieliszek Hadesa, znów wypełniony przez jego kolegów.
– Może weźmiesz kawałek sernika dla Persefony? – zasugerowała. – Mogę cię odprowadzić w pobliże mieszkania – dodała, próbując oszacować, jakie są szanse, że McKinnon padnie nieprzytomny gdzieś za progiem sali weselnej. Albo pomyli lokale i wedrze się do domu przypadkowego czarodzieja.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2679), Hades McKinnon (2735)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa