23.03.2024, 20:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 17:02 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V
Suma przypadków - Należy się za talerzyk
Choć z reguły raczej spokój nie grał w mojej duszy, to bywały momenty, kiedy byłem spokojniejszy od słodkich, puchatych owieczek, co to je się liczy przed spankiem. Suki były serio kurewsko spokojne, bo może miałem okazję je widywać...? Obcować z nimi mejbe? Może bardziej ci z sali snu, ale nie zamierzałem się do niczego przyznawać. Nawet do własnych skłonności przed spaniem, więc...
Cóż, byłem spokojny jak spokojne były te owce, ten piękny letni dzień, gdzie - a właściwie to kiedy - nie napierdalał kurewski deszcz. Niebo było niemal czyste, więc to było serio osiągnięcie warte zapisania sobie w głowie na przyszłe westchnięcia i wspomnienia, ale ogólnie to sobie wparowałem w ten dzień ze swoimi ciężkimi buciorami...
Ta, chciałbym. Byłem akurat elegancko ubrany w gajerek, bo wracałem z roboty, a tam jednak jakieś standardy trzeba było utrzymywać, więc wyglądałem serio niewinnie w ten przepiękny dzień. Stąpałem pewnym siebie krokiem po chodniku, paliłem papieroska, nieopodal napierdalała jakaś głośna muzyka, więc było elegancko, w sensie idealny nastój dla mnie... Jedyne, co mi się nie spodobało, to to, że jakieś kurwie zaczęły coś do mnie gadać wesoło, jeden zaczął coś mówić o ognistej, że ja muszę się z nim napić i wręcz chwycił mnie, pchnął w plecy. Byłem tak zaskoczony jego zuchwałością, że nawet się nie wzbroniłem. Wręcz przeciwnie, zaczęło mi się podobać, kiedy poczułem woń klopsików i za drobną chwilę zaraz je ujrzałem piękne i lśniące w sosie. Mogłem być kuzynem, stryjem, innym pasierbem. Aby niech mi dadzą talerz. Nawet dam się spić, a potem będę słuchał kazań od Persephonki, ale ja jej powiem, ja jej opowiem szczegółowo, co to były za klopsiuny ogromne, gigantyczne.
- Dobra, dobra. Polewaj - mruknąłem do niego niezbyt zainteresowany tym, co on mi tam właściwie nalewa. Przemianę materii miałem akurat zajebistą, więc skołowałem sobie talerzyk i już nakładałem strawę na talerz. Nie miałem pojęcia, co to byli za czarodzieje, ale tak raz na jakiś czas zerkałem z ciekawością, czy może rozpoznam jakiegoś skurwiela wśród tego tłumu. A może sama Parę Młodą?