03.1964 Hogwart
Nora była zirytowana. Mieli zdążyć na zajęcia, przecież mieli tyle czasu, dlaczego posłuchała Fergusa? Nie miała zielonego pojęcia, jakoś tak nigdy nie potrafiła mu odmówić, a teraz wylądowali na jakimś dziwnym piętrze. Niby uczęszczała do tej szkoły już szósty rok, jak widać nadal nie do końca potrafiła się odnaleźć. Była prefektem... powinna świecić przykładem. - Fergus, powinniśmy już być na eliksirach, zdajesz sobie z tego sprawę?- Chyba już straciła nadzieję, że zdążą się tam pojawić. O swoje oceny się nie martwiła, bo akurat ona z eliksirami nie miała nigdy problemów, ten tutaj obok jednak... jego sytuacja wyglądała trochę gorzej.
- Nie jesteśmy pierwszoroczni, czy Ty wiesz, gdzie my w ogóle jesteśmy? Nienawidzę tych schodów!!!- Norka powoli zaczynała tracić nad sobą panowanie, a zdarzało się to naprawdę rzadko, jak widać nieobecność na lekcjach wywoływała w niej zwierzę. - Jak się z tego wytłumaczymy, myślisz, że nam uwierzą, jak powiemy, że się zgubiliśmy?- Jak to w ogóle brzmiało, wolałaby nie mówić tego żadnemu profesorowi, bo czuła, że ich wyśmieją. Pozostawało pogodzić się z konsekwencjami, chociaż średnio jej się to podobało.
- Chyba nie pójdziemy tam i nie powiemy przy nich wszystkich, że schody nas poniosły nie wiadomo gdzie.- Zaczęła uważnie rozglądać się po piętrze na którym się znaleźli i miała wrażenie, że nie była tu nigdy wcześniej, a może zaczęła popadać w paranoję? Przyglądała się obrazom, nie widziała na nich jednak nikogo znajomego, jeszcze chwila i się rozpłacze, nie znosiła takich sytuacji. Dla większości osób zapewne wydawałoby się to błahe, jednak nie dla panny Figg, poluzowała krawat w puchońskich barwach, który miała mocno zaciśnięty, czuła, że zaraz zacznie panikować i może jej zabraknąć powietrza. - Nie chce już iść na te eliksiry, ale jak ktoś nas zobaczy, to mamy przesrane.- Jako prefekt wolałaby uniknąć konfrontacji z jakimkolwiek nauczycielem.