28.03.2024, 15:19 ✶
Fantasmagoria, późnym wieczorem 12 lipca
Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości,
nawet za dużo to za mało
nawet za dużo to za mało
Przyznał się do tego, że smród jego ubrań był efektem wpadnięcia do morza, ale przemilczał resztę. Kolejny niby to nieistotny fragment, który pewnie wypłynie w najmniej oczekiwanym momencie, ale... z jakiegoś powodu i tak plasował kolejną zdradę nieco niżej w hierarchii swoich przewinień niż zniknięcie na kilka dni tak po prostu, bo tak, bo chciał zrobić mu na złość. Zdrada była czymś, co mieli już za sobą i żyli razem dalej, nawet mimo płomiennego wyznania, że Bletchleya nadal lubił. Znikanie... znikanie wydawało się być takie beznadziejnie ostateczne. Doprowadzało Alexandra do gorączki, dlatego wydawało się być tak dobrą karą, kiedy chciał go dobić za kolejne z rzędu złe reakcje na tkane przez Flynna prowokujące zagrywki. Zagrywki, w których tonęli coraz mocniej. A może to nie poczucie winy, tylko coś było w tej wodzie?
Strasznie nie lubił się myć. Szczególnie kiedy wymagało to aż takiego zaangażowania i dokładności jak dzisiaj, bo po tym jak mokry położył się na piasku, całe te swoje loki miał nim obklejone tak, jak wypieki obklejało się cukrem. Sporo zdążyło się już wykruszyć i odpaść, najwięcej zostało pewnie w pościeli Prewetta, ale wciąż wymycie tego wszystkiego było zadaniem męczącym i czasochłonnym, na tyle, żeby wyjątkowo (bo absolutnie nigdy tego nie robił) poprosił o pomoc.
Dotyk szorstkich palców wmasowujących mu w skórę głowy kolejną dawkę szamponu zaliczył do rzeczy kojących, ale i tak był dosyć spięty i rozedrgany. Mimo wszystko wolałby dokończyć to co zaczął w wozie i iść spać. Każdy normalny człowiek pewnie by go wyśmiał, że w ogóle przez myśl mu przeszło traktowanie seksu oralnego jako czegoś głęboko terapeutycznego, tylko co z tego, skoro zostałby wyśmiany za masę innych rzeczy składających się na jego kruchą egzystencję - przestał przejmować się takimi natręctwami już dawno. Nie potrafił powiedzieć Alexandrowi, czego od niego chce, Alexander nie potrafił zadawać mu takich pytań, bo nie chciał go zranić. Byli przypadkiem głęboko beznadziejnym... Jakby się w ogóle nie znali, jakby nie mogli uchwycić sensu akcji wykonywanych przez drugą stronę. Czasami nie opuszczało go wrażenie, że lepiej rozumieli swoje chuje niż samych siebie i coś w tym chyba było, bo siedząc na tych zimnych kafelkach, ze strugami wody ściekającymi mu po twarzy, powoli zaczynał wątpić we wszystko, w co do tej pory wierzył. W sens swojego istnienia również.
Czuł się tak piekielnie źle. Znów zakrył twarz dłońmi, pocierając zmęczone, zaczerwienione oczy. Nic nie mówił, nie wydał z siebie nawet żadnego sapnięcia, ani innego „ngk”, którym czasami zdarzało się przerwać niezręczną ciszę. Czasami życie było tak cholernie trudne, tak przytłaczające. Nawet wtedy, kiedy jedynym wyzwaniem, jakim sobie stawiał, było dotrwanie do kolejnego dnia.
Pociągowy.
@The Overseer
@The Overseer Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.