Cała ta sytuacja jej absolutnie schlebiała, naprawdę, no i też absolutnie świetnie się bawiła, tak sobie chichocząc przy tym stoliku, ale powoli czuła, że chyba będzie musiała jakoś dobitnie złamać serce Stanleyowi jeszcze tego wieczoru, a przecież tego nie chciała robić. Bo może i poznała go zaledwie trzy kieliszki temu, ale już zdążyła go szczerze polubić i zwyczajnie martwiła się, że mu powie coś mało miłego, to on już nigdy żadnej kobiecie nie zaufa, a przecież młody był, przystojny i miał całe życie przed sobą.
- Oh skarbie - rzuciła rozczulona jego słowami, chociaż gdzieś tam w jej słowach pobrzękiwała protekcjonalność, bo może i to pieszczotliwe słówko było pełne czułości, ale jednocześnie w pewien sposób wskazywało mu delikatnie miejsce. - Obawiam się, że nie mam ani bliźniaczki, ani nawet siostry - rozłożyła bezradnie ręce, chichocząc jednak przy tym cicho. - Już też bez przesady. Kiedy byłam w Hogwarcie, to moje wszystkie najlepsze koleżanki były właśnie ze slytherinu. Nawet nie musisz wychodzić z pokoju wspólnego, żeby jakąś znaleźć - zawyrokowała, palcami uderzając rytmicznie w stół przy którym siedzieli, tylko po to by zaraz znowu się szczerze roześmiać. - Oooh, to by było okropne. Jeśli nie jestem do czegoś stworzona, to do profesorowania. Niewymowny, pod którym prowadzę badania, ma ze mną urwanie głowy. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić siedzenia w Hogwarcie i prowadzenia lekcji - parsknęła. - Spokojnie, z zielarstwa nigdy nie byłam wybitna, ale kto wie, może to byłby twój klucz do sukcesu? Jakaś fajna profesorka od tego przedmiotu, hmm? - uśmiechnęła się do niego cwaniacko. - Ale jak tak sobie myślę to chyba tylko zostaje mi wróżbiarstwo, a i tak nie mam ku temu kwalifikacji - rozłożyła bezradnie ręce, autentycznie chyba nieco rozczarowana słowami, które właśnie padły z jej ust. McKinnon wciąż była trochę na etapie prób przebolenia tego, że nie załapała się do Ministerstwa i Departamentu Tajemnic. Pisanie rzeczy dla Longbottoma było przyjemne, nie mogła powiedzieć że nie, ale nie czuła by miało ją to zaprowadzić daleko.
- Przepraszam cię, ale... - Rosie nie wiedziała czy śmiać się, czy płakać, bo nawet jeśli w jej głowie szumiało jej intensywnie, to nie potrzebowała wiele, żeby akurat tę matematykę odbębnić. - Dwa lata temu to ich ślub nawet nie był w planach. A może trzy...? Nie ważne. Wątpię, żeby Hades tak chętnie się mną chwalił siostrze kolegów - uśmiechnęła się do niego przepraszająco, bo to pewnie musiał być dla niego kolejny cios, kiedy mu tak wytykała wszelkie te nieścisłości, które stały na drodze do ich szczęśliwego związku.
- Polewaj - zarządziła, kiwając głową, bo to był przecież najlepszy pomysł na świecie. Wódka oczyszczała ze wszelkich wątpliwości. - Tańczyć. Umiesz tańczyć? Ja nie jestem jakąś wybitną specjalistką, ale bardzo lubię. Co ty na to? - oczy jej się nawet zaświeciły nieco na ten pomysł, a buzia uśmiechnęła szeroko, nawet po tym jak wychyliła już polany jej kieliszek.
sort of horror