Rozliczono - Basilius Prewett - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Niby to ta magiczna część miasta powinna być pełna niespodzianek, a jednak tego wieczoru to mugolski Londyn zaskoczył Basiliusa. Czy pozytywnie? Hm… Trudno mu było określić, czy tańczący i drący się piraci, byli czymś pozytywnym, czy też nie. Na pewno było ciekawie
– Hej ho kolejkę nalej! – zaśpiewał przebrany za pirata mugol, fałszując przy tym tak okropnie, jak tylko potrafił.
Basilius rozejrzał się dookoła, idąc wciąż przed siebie. Może nie znał się jakoś szczególnie dobrze na lipcowych tradycjach mugoli przy Tamizie, ale był prawie pewny, że nigdy wcześniej nie widział tu tylu przebierańców. Ciekawe…
Żegnaj Irlandio, czas w drogę mi już, W porcie gotowa stoi moja łódź!
Kolejny pirat. Tym razem głośniejszy, chociaż mniej fałszował. Jakoś podejrzanie robiło się ich tutaj za dużo.
Przystanął i zmarszczył brwi, próbując zrozumieć, co tu się właściwie działo. Patrząc po minach innych przechodniów, chyba nie był jedynym skonfundowanym tą sytuacją. Część osób patrzyła się zaskoczona na coraz to liczniejszych morskich rozbójników, a część zmierzała w stronę… Ah… I wszystko stało się jasne.
Niedaleko stał pub, najprawdopodobniej nowy, lub dopiero co odnowiony. Na drewnianym szyldzie w kształcie łodzi widniała dźwięczna nazwa Morskie Opowieści. Co więcej przed lokalem, rozstawiono wiele stolików i chyba nawet jakieś stoiska z pirackimi kapeluszami i innymi głupotami do kupienia
– Morskie Opowieści! Morskie Opowieści! Dzisiaj otwarcie! Zabawcie się jak piraci, korzystajcie ze Zlotu i świetnych trunków! – głos kolejnego “nawoływacza” jedynie potwierdził jego podejrzenia. Najwyraźniej ktoś miał duże marzenie, by otworzyć piracki pub i jeszcze większe środki, by zorganizować z powodu jego otwarcia prawdziwą imprezę.
Basiliusa przez chwilę korciło, by zobaczyć co tam przygotowano, zwłaszcza, że wypatrzył paru “piratów” grających w karty, a jego wyczulone na to oko zauważyło, że zdecydowanie grali na pieniądze. Ostatecznie uznał, że chyba jednak lepiej się będzie wycofać i pójść gdzieś, gdzie jest nieco spokojniej. Zwłaszcza, że zauważył, jak niektórzy piraci wyłapywali przypadkowych przechodniów i namawiali ich do kupienia czegoś do picia, lub chociaż rozejrzenia się po straganach.
A potem sam został zaatakowany, przez jednego z nich.
– Arrr! – wykrzyknął wysoki mężczyzna z opaską na oku i czerwoną chustką na głowie, oplatając go ramieniem i przyciągając do siebie, tak że czarodziej niemal się zachwiała. – Nie ma pan ochoty wyśmienity trunek?
– Dziękuję, ale się śpiesz… – Basilius spróbowała skłamać, ale tamten mu przerwał.
– No chyba na jeden kieliszek czegoś mocniejszego każdy znajdzie czas! A co gdybym powiedział panu, że pierwszy napitek będzie za darmo, jeśli od razu weźmiecie po dwa z… O! Tą panią!
Prawa ręka pirata zanurkowała w tłum, próbując wyłowić z niego wypatrzoną ofiarę, a w tym samym czasie lewą dłoń nie pozwalała Prewettowi szybko się stąd zabrać.
Świetna reklama. Bardzo nienachalna.