Geraldine należała do osób, które niemalże od zawsze krytykowały podejście ministerstwa do większości spraw, zupełnie się z tym nie kryła, większość jej najbliższych, ale nie tylko oni znali jej opinię na temat urzędów, zresztą miała szansę sprawdzić to w jaki sposób pracują na własnej skórze. Zaliczyła staż w Biurze Badań i hodowli smoków, co tylko utwierdziło ją w tym, że ma rację.
- Najwyraźniej taki był ich sprytny plan, przeniesienie w inne miejsce, żeby mógł uprzykrzyć życie innym osobom. Sprytny, co? - Uniosła w górę lewą rękę, poruszyła nią przed twarzą Gio. Chciała mu coś pokazać, na jej nadgarstku znajdowała się bransoletka z zębami błotoryja, które wyglądały, jakby po prostu lewitowały wokół jej ręki, ale była to zasługa sierści z futra demimoza. - Tamten miał zęby jakieś pięć razy większe, nie było to potulne stworzenie. - Nie widziała w swoim życiu jeszcze takiej bestii. - Jak rozejdą się po kraju to będzie dramat, one nie biorą jeńców. - Nie wspominała nawet o tym, że póki co nikt nie wiedział, jak z nimi walczyć, to było dla niej najbardziej tragiczne w tej całej sytuacji, widziała, co robią z ludźmi.
- Tych smacznych owoców? Niektóre z egzotycznych potrafią być naprawdę paskudne. - Miała szanse spróbować wielu z nich podczas swoich podróży i o smaku pewnych z nich wolałaby zapomnieć. - Wiesz, dla nich to pewnie całkiem ciekawa rozrywka, do tego jeśli byli tam bogacze, to pewnie mieli z kim się zabawiać. - Miała świadomość, że ludziom o ich statusie przyjemność sprawiają takie rzeczy. - Też byłam na statku, nie wspominałam ci o tym chyba, w Lithę, prawie zatonął, to było dziwne. - Przesunęła prawą rękę na kieszeń spodni, w której nadal miała perłę - pamiątkę po tej przygodzie, od tamtego momentu zawsze znajdowała się przy niej.
Po chwili kelner pojawił się z daniem, które zamówili, odszedł równie szybko, co się pojawił. Mogli wreszcie zjeść. - Sprawdźmy, czy to faktycznie tak dobrze smakuje. - Wyglądało całkiem nieźle. Sięgnęła po widelec i zaczęła jeść.