16.04.2024, 08:06 ✶
- A. To dobrze. Zielone ręce jednak są lepsze od zielonej twarzy, nawet jeśli zieleń miałaby do niej pasować - oświadczyła Brenna z pewną ulgą, bo wprawdzie obiecała nie wpadać w panikę, gdyby czoło też było zielone, ale lepiej czuła się wiedząc, że ma normalną barwę. Zwłaszcza gdy wyobraziła sobie reakcję matki na to, gdyby córka stała się zielona. Chociaż nie, ojciec wnerwiłby się bardziej: na pewno chciałbym wiedzieć, czy nie mogłaby być przynajmniej czerwona, skoro już musi zmieniać kolor. Jeremiah miał trochę więcej uprzedzeń wobec Slytherinu niż Brenna. I był bardzo dumny z dziedzictwa Gryffindora.
- Czy uzdrowiciele mają przykaz bycia miłymi dla swoich pacjentów, czy może umieram? - zapytała i brzmiała raczej na zaintrygowaną niż przestraszoną, kiedy Basilius oświadczył, że czytałby opowiadanie dla tej postaci pobocznej. Opuściła odruchowo wzrok na swoje dłonie, ale wyglądały całkiem dobrze, przynajmniej w porównaniu z tym, jak prezentowały się chwilę wcześniej. Zdawało się jej, że zgnilizna znikała, a i zieleni było jakoś mniej. Czyli chyba jednak nie umierała ani nie przygotowywano ją na informację, że ręce mogą w każdej chwiki odpaść. - A, zaraz. Prewett. Zapomniałam. To takie odruchowe, prawda? To znaczy, zjednywanie ludzi.
Prewettowie w oczach Brenny zdawali się iść w jeden z dwóch kierunków: odruchowe zachowywanie się tak, by ludzie zapałali do nich sympatią, albo tak, by ich natychmiast znielubili. Czasem jedna osoba miała dwa tryby, stosowane zamiennie, w zależności od okoliczności. Taka Pandora czy Laurent zdawali się wpisywać w tę pierwszą kategorię, taki Vincent w drugą... co do Basiliusa nie była pewna, czy to będzie pierwsza czy trzecia. Gdyby wspomniał o tym psie, nie miałaby wątpliwości, biedny Octavian dopiero by się zestresował.
Oczywiście, pewnie nie wypowiedziałaby tych słów ma głos, gdyby nie eliksiry.
Chociaż, właściwie, kto wie?
- Czy czytałbyś, bo interesowałby cię ciekawy książkowy przypadek medyczny? Ja jakoś unikam kryminałów, strasznie mnie taki Sherlock Holmes wnerwia i jeszcze ukradł adres Bonesom. Może ta woda była wynalazkiem autorskim. Właściwie mam nadzieję, że tak było. Nie chciałabym, żeby ktoś znowu w taką wpadł - dodała jeszcze na wszystkie jego wyjaśnienia, a potem uśmiechnęła się do Octaviana, który nie tylko się uspokoił, ale jeszcze zdołał przywrócić jej skórze całkowicie normalną barwę. - W mojej jest pióro feniksa. Bywa przez to kapryśna. To znaczy sprzedawca mówił, że może bywać kapryśna, może to tak naprawdę nie kapryśność, a moje zaklęcia dziwnie wychodzą. Dziękuję za pomoc, Octavianie. Hej, myślicie, że skoro już przestaję być zielona, będę mogła dziś wrócić na służbę?
- Czy uzdrowiciele mają przykaz bycia miłymi dla swoich pacjentów, czy może umieram? - zapytała i brzmiała raczej na zaintrygowaną niż przestraszoną, kiedy Basilius oświadczył, że czytałby opowiadanie dla tej postaci pobocznej. Opuściła odruchowo wzrok na swoje dłonie, ale wyglądały całkiem dobrze, przynajmniej w porównaniu z tym, jak prezentowały się chwilę wcześniej. Zdawało się jej, że zgnilizna znikała, a i zieleni było jakoś mniej. Czyli chyba jednak nie umierała ani nie przygotowywano ją na informację, że ręce mogą w każdej chwiki odpaść. - A, zaraz. Prewett. Zapomniałam. To takie odruchowe, prawda? To znaczy, zjednywanie ludzi.
Prewettowie w oczach Brenny zdawali się iść w jeden z dwóch kierunków: odruchowe zachowywanie się tak, by ludzie zapałali do nich sympatią, albo tak, by ich natychmiast znielubili. Czasem jedna osoba miała dwa tryby, stosowane zamiennie, w zależności od okoliczności. Taka Pandora czy Laurent zdawali się wpisywać w tę pierwszą kategorię, taki Vincent w drugą... co do Basiliusa nie była pewna, czy to będzie pierwsza czy trzecia. Gdyby wspomniał o tym psie, nie miałaby wątpliwości, biedny Octavian dopiero by się zestresował.
Oczywiście, pewnie nie wypowiedziałaby tych słów ma głos, gdyby nie eliksiry.
Chociaż, właściwie, kto wie?
- Czy czytałbyś, bo interesowałby cię ciekawy książkowy przypadek medyczny? Ja jakoś unikam kryminałów, strasznie mnie taki Sherlock Holmes wnerwia i jeszcze ukradł adres Bonesom. Może ta woda była wynalazkiem autorskim. Właściwie mam nadzieję, że tak było. Nie chciałabym, żeby ktoś znowu w taką wpadł - dodała jeszcze na wszystkie jego wyjaśnienia, a potem uśmiechnęła się do Octaviana, który nie tylko się uspokoił, ale jeszcze zdołał przywrócić jej skórze całkowicie normalną barwę. - W mojej jest pióro feniksa. Bywa przez to kapryśna. To znaczy sprzedawca mówił, że może bywać kapryśna, może to tak naprawdę nie kapryśność, a moje zaklęcia dziwnie wychodzą. Dziękuję za pomoc, Octavianie. Hej, myślicie, że skoro już przestaję być zielona, będę mogła dziś wrócić na służbę?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.