• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05.07.1972, okolice Tamizy] Morskie Opowieści | Basilius & Geraldine

[05.07.1972, okolice Tamizy] Morskie Opowieści | Basilius & Geraldine
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#1
14.04.2024, 03:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2024, 22:02 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Basilius Prewett - osiągnięcie Piszę, więc jestem

5.07.1972

Niby to ta magiczna część miasta powinna być pełna niespodzianek, a jednak tego wieczoru to mugolski Londyn zaskoczył Basiliusa. Czy pozytywnie? Hm… Trudno mu było określić, czy tańczący i drący się piraci, byli czymś pozytywnym, czy też nie. Na pewno było ciekawie
– Hej ho kolejkę nalej! – zaśpiewał przebrany za pirata mugol, fałszując przy tym tak okropnie, jak tylko potrafił.
Basilius rozejrzał się dookoła, idąc wciąż przed siebie. Może nie znał się jakoś szczególnie dobrze na lipcowych tradycjach mugoli przy Tamizie, ale był prawie pewny, że nigdy wcześniej nie widział tu tylu przebierańców. Ciekawe…
Żegnaj Irlandio, czas w drogę mi już, W porcie gotowa stoi moja łódź!
Kolejny pirat. Tym razem głośniejszy, chociaż mniej fałszował. Jakoś podejrzanie robiło się ich tutaj za dużo.
Przystanął i zmarszczył brwi, próbując zrozumieć, co tu się właściwie działo. Patrząc po minach innych przechodniów, chyba nie był jedynym skonfundowanym tą sytuacją. Część osób patrzyła się zaskoczona na coraz to liczniejszych morskich rozbójników, a część zmierzała w stronę… Ah… I wszystko stało się jasne.
Niedaleko stał pub, najprawdopodobniej nowy, lub dopiero co odnowiony. Na drewnianym szyldzie w kształcie łodzi widniała dźwięczna nazwa Morskie Opowieści. Co więcej przed lokalem, rozstawiono wiele stolików i chyba nawet jakieś stoiska z pirackimi kapeluszami i innymi głupotami do kupienia
– Morskie Opowieści! Morskie Opowieści! Dzisiaj otwarcie! Zabawcie się jak piraci, korzystajcie ze Zlotu i świetnych trunków! – głos kolejnego “nawoływacza” jedynie potwierdził jego podejrzenia. Najwyraźniej ktoś miał duże marzenie, by otworzyć piracki pub i jeszcze większe środki, by zorganizować z powodu jego otwarcia prawdziwą imprezę.
Basiliusa przez chwilę korciło, by zobaczyć co tam przygotowano, zwłaszcza, że wypatrzył paru “piratów” grających w karty, a jego wyczulone na to oko zauważyło, że zdecydowanie grali na pieniądze. Ostatecznie uznał, że chyba jednak lepiej się będzie wycofać i pójść gdzieś, gdzie jest nieco spokojniej. Zwłaszcza, że zauważył, jak niektórzy piraci wyłapywali przypadkowych przechodniów i namawiali ich do kupienia czegoś do picia, lub chociaż rozejrzenia się po straganach.
A potem sam został zaatakowany, przez jednego z nich.
– Arrr! – wykrzyknął wysoki mężczyzna z opaską na oku i czerwoną chustką na głowie, oplatając go ramieniem i przyciągając do siebie, tak że czarodziej niemal się zachwiała. – Nie ma pan ochoty wyśmienity trunek?
– Dziękuję, ale się śpiesz… – Basilius spróbowała skłamać, ale tamten mu przerwał.
– No chyba na jeden kieliszek czegoś mocniejszego każdy znajdzie czas! A co gdybym powiedział panu, że pierwszy napitek będzie za darmo, jeśli od razu weźmiecie po dwa z… O! Tą panią!
Prawa ręka pirata zanurkowała w tłum, próbując wyłowić z niego wypatrzoną ofiarę, a w tym samym czasie lewą dłoń nie pozwalała Prewettowi szybko się stąd zabrać.
Świetna reklama. Bardzo nienachalna.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#2
15.04.2024, 15:31  ✶  

Czy było lepsze miejsce od tego, żeby rozkoszować się cudownym latem od okolic Tamizy? Na pewno było. Jednak Yaxley korzystała z tego, co miała pod ręką, dlatego też właśnie tego lipcowego wieczora znalazła się tutaj, nad rzeką. Miała ochotę poczuć na twarzy powiew tego parszywego, rzecznego powietrza. Najwyraźniej nie tylko ona, bo roiło się tutaj od ludzi. Zabawnie wyglądali śpiewając te wszystkie szlagiery, nie ruszało jej to jednak nawet specjalnie, ba wręcz przeciwnie, dzięki temu czuła jeszcze bardziej nastrój tego miejsca. Pewnie po kilku głębszych byłaby w stanie im wtórować w tych śpiewach.

Udało jej się dzisiaj dosyć szybko wrócić z lasu, upolowała kilka drobnych stworzeń, ba zaliczyła nawet szybki prysznic, żeby zmyć z siebie brud, który osiadł na jej ciele podczas letniego popołudnia. Nie chciała jednak siedzieć w domu, ciągnęło ją do ludzi, nawet obcych, ostatnio nie znosiła samotności, dlatego też właśnie wybrała niemagiczny Londyn. Czasem lubiła zaszyć się wśród mugoli i po prostu wypić sobie kilka głębszych.

Ubrana w zwyczajny dla siebie strój, spodnie, nieco znoszone, skórzane, buty ciężkie, jak zwykle, kto wie bowiem, gdzie nogi mogłyby ją później ponieść i lekką, lnianą koszulę, zdecydowanie na nią za dużą, zapewne należała wcześniej do któregoś z jej kochanków, albo współlokatorów znalazła się nad Tamizą. Od razu skierowała się w stronę pubu, nie wyszła na spacer, miała przecież zamiar wlać w siebie co najmniej butelkę rumu i może posłuchać opowieści lokalnych mieszkańców. Wiatr rozwiewał jej włosy, przez co były w jeszcze większym nieładzie niż zazwyczaj, a że wyszła z domu w mokrych, to wysuszył je tak, że układały się niezbyt ładnie, ale kto by się tym szczególnie przejmował? Na pewno nie panna Yaxley. Odpaliła sobie własnie szluga, kiedy znalazła się koło niewielkiego pubu. Nie było go tu wcześniej, dawało to odpowiedź na to, dlaczego było tu tak gęsto i skąd się wzięli ci wszyscy piraci.

Przystanęła w miejscu i otaksowała wzrokiem okolicę. Grzebała w kieszeni koszuli, aby wyciągnąć swoje fajki, gdy poczuła, że ktoś łapie ją za dłoń. Nie zdążyła nawet zareagować, co było nietypowe, bo przecież była łowcą, trudno ją było zaskoczyć, jak widać jednak nawet i łowczyni może mieć problem z ogarnięciem się w takim tłumie.

Minę miała nieco zaskoczoną, gdy okazało się, że to pirat z przepaską na oku wyciągnął ją z tłumu, by stanęła przed jakimś mężczyzną, mrugnęła dwa razy, bo okazało się, że nie jest to zupełnie obca osoba. Co za zbieg okoliczności. Patrzyła przez chwilę, niczym wół w malowane wrota na Basiliusa, nie do końca wiedząc, co ten tutaj robi, nie było to przecież miejsce często odwiedzane przez czarodziejów. - Jak za darmo to wezmę i cztery. - Rzuciła z uśmiechem do pirata, mrugnęła przy tym do Prewetta dając mu znak, że wszystko jest dobrze i zaraz się uwolnią od tego wcale nienachalnego towarzystwa.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#3
16.04.2024, 14:48  ✶  
Pirat wyłowił kolejną ofiarę i ku swojemu ogromnemu zdziwieniu Basilius zorientował się, że ją znał. Uśmiechnął się nieznacznie. No cóż, zakładał, że łatwiej było jednak być zakładnikiem szalonych mugolskich piratów z kimś kogo się chociaż trochę kojarzyło.
– Tak. Bardzo chętnie – mruknął, wciąż wpatrując się w Geraldine, nie wiedząc, czy czarownica naprawdę będzie chciała iść pić, czy zaraz oboje spróbują zniknąć gdzieś w tłumie i mieć spokój od szantów. Właściwie sam nie do końca wiedział, jaki miał plan. Prawdę mówiąc rzeczywiście przyszedł tutaj się napić, uznając, że może jakieś mugolskie miejsce nad Tamizą będzie nieco spokojniejsze, zwłaszcza że właśnie wracał od mieszkającego w pobliżu klienta. A że wracał od klienta to zupełnie nie pasował do kogoś, kto chciałby zaszaleć po piracku. Zaczesane włosy, porządna koszula i płaszcz raczej nie krzyczały Podaj mi butelkę rumu i papugę mój ty kapitanie.
Z drugiej strony darmowe trunki były darmowymi trunkami, on i tak chciał się czegoś napić, a skoro już się wpadło na kogoś znajomego, to warto było z tej okazji skorzystać.
– Świetnie, świetnie – odparł wyraźnie z siebie zadowolony pirat. – Zaraz wam dam... – Mężczyzna zmarszczył brwi, puścił ich i zaczął szukać czegoś po kieszeniach luźnych spodni. – Pieczątki. Gdzieś je... No ku... To znaczy no do stu piorunów, przecież gdzieś ją miałem. – Rozejrzał się po okolicy i w końcu zawołał. – Garry! Garry! Hej Garry. Masz może to zapasowe ustrojstwo do pieczątek? Chyba zgubiłem swoje.
Garry,  którego Basilius nie był w stanie wypatrzeć w tym morzu ludzi, odkrzyknął coś potwierdzającego, a ich pirat powrócił spojrzeniem do zakładników. – Poczekajcie chwilę. Pójdę po pieczątki.
Z tymi słowami zniknął, a Basilius spojrzał pytająco na Geraldine.
– To co? Czekamy na niego, czy masz może ochotę na piwo w bardziej tradycyjnym pubie? – spytał z uśmiechem, nawet jeśli wciąż był trochę zirytowany faktem, że chwilę temu był siłą przetrzymywany przez pirata.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#4
16.04.2024, 16:20  ✶  

Miał prawo nie wiedzieć, czy faktycznie zamierza napić się w tej spelunie. W końcu nie znał jej na tyle, żeby mieć świadomość, że najczęściej wybierała podobne miejsca. Świetnie gubiła się w tłumie, znaczy może nie do końca, bo jej wzrost zawsze wzbudzał zainteresowanie, jednak tutaj nikt nie miał pojęcia, że jest całkiem dzianą, czystokrwistą czarownicą. Tutaj była nikim, a ona naprawdę lubiła być nikim, i nie czuć na sobie oskarżających spojrzeń, wybór miejsc, jak to był dla niej całkiem wygodny.

Pirat chyba był zadowolony, z tego, że przystali na jego propozycję, niech też ma coś z życia. Na szczęście puścił ich ręce, więc nie musieli dłużej martwić się o to, że zostaną tu zatrzymani siłą, chociaż, Geraldine raczej nie dałoby się utrzymać siłą, ale to już inna sprawa.

Mężczyzna zaczął szukać jakichś pieczątek, tak naprawdę niespecjalnie musiała korzystać z darmowego alkoholu, bo przecież miała całkiem dużo pieniędzy i mogła sobie pozwolić na picie takich ilości alkoholu, jakich tylko zapragnęła, do tego najwyższej jakości. Nie wiedzieć czemu tak bardzo lubiła te tanie szczyny tuż przy samym porcie. Może przez lata picia po prostu jej kubkom smakowym było już wszystko jedno, czym się raczy, ważne by po prostu kopało.

- Mam wrażenie, że jest trochę za bardzo natarczywy, chodź! - Nie czekała nawet specjalnie na jego odpowiedź, tylko złapała go pod rękę, żeby nie zgubić mężczyzny w tym tłumie, a skoro już się napatoczył, to oznaczało, że los chciał, żeby dzisiaj się razem napili, także postanowiła skorzystać z okazji.

Kiedy przemknęli odpowiednio daleko wreszcie się do niego odezwała. - Tutaj, na dole, jest taka mała karczma, nie powinno być tłumów. - Dodała jeszcze, wreszcie puszczając jego ramię.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#5
18.04.2024, 02:45  ✶  
A więc jednak uciekali. W sumie był to chyba dobry wybór. Pirat pewnie znajdzie sobie zaraz nowe ofiary, a oni będą mogli się czegoś napić w nieco spokojniejszych warunkach. Pozwolił jej dać się prowadzić przez tłum, nawet jeśli nie był szczególnym fanem bycia nagle chwytanym i gdzieś ciągniętym, ale w sumie noc była jeszcze młoda, więc nie warto było tracić czasu na tego typu marudzenia. Zwłaszcza, że Geraldine przynajmniej nie kazała mu biec, więc przynajmniej skończyło się bez zadyszki. Głupio by było spotkać starą znajoma tylko po to, by przez kolejne kilka minut kazać jej patrzeć się jak on łapie oddech.
Zerknął we wskazane przez nią miejsce, jednocześnie poprawiając swój płaszcz. W ich najbliższej okolicy nie było słychać żadnych szantów, więc już od razu wyglądało to zachęcająco. A tak w ogóle to kto normalny chciałby bawić się w piratów? Czy raczej należało powiedzieć, w tych szaleńców których Matka i wszyscy bogowie opuścili, skoro oni uznali, że najlepszym miejscem na ziemi, jest sam środek mórz i oceanów. Naprawdę. Już bardziej rozumiał kowbojów.
– Wygląda... Lokalnie. I rozumiem, że mogę tam liczyć na brak porywania mnie przez jednookich miłośników papug? – zapytał, posyłając kobiecie przyjacielski uśmiech. Heh... Naprawdę nie spodziewał się, że trafi akurat tutaj na jakąkolwiek znajoma twarz, a zwłaszcza taką, której od dawna nie widział. A skoro od dawna jej nie widział, to zdecydowanie powinni się wspólnie napić i ponadrabiać zaległości w tej znajomości. Zawsze ciekawie było sie dowiedzieć, co ktoś ostatnio robił, czy też czemu był w miejscu, w którym był – Ciężki dzień, czy też wręcz przeciwnie?
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#6
18.04.2024, 11:55  ✶  

Geraldine zawsze była dosyć bezpośrednia w gestach, czy to w czynach. Dlatego też właśnie bez mniejszego oporu przyszło jej złapanie swojego akutalnego towarzysza pod rękę i pociągnięcie za sobą poza ten tłum. Musiała zrobić to szybko, dlatego też zdecydowała się na ten ruch, kto wie, kiedy pan pirat postanowiłby do nich wrócić. Tak to mieli spokój, bo udało im się wyrwać z Zatoki Piratów całkiem zgrabnie.

To nie tak, że nie uważała, że pozostanie tam było bardzo złym pomysłem, trochę po prostu zbyt wielkie to było wydarzenie, a ludzie nieco za bardzo nachalni, a ona jednak chciała zaznać nieco spokoju, tym spowodowana była jej decyzja.

Sama Yaxley pewnie chętnie by się zaciągnęła na piracki statek, żeby zobaczyć, jak to jest, no i lubiła przygody, jakie by nie były, a do tego kto wie, jakie potwory skrywały się w oceanie? Taka wyprawa mogła być naprawdę niesamowita, tyle, że jak do tej pory nie poznała żadnego prawdziwego pirata, bo co jej po przebierańcach?

- W ogóle, to przepraszam, za to... - Może powinna od tego zacząć, bo pociągnęła go za sobą, jak kawałek mięsa, który nie miał nic do powiedzenia. - Wydawało mi się, że też chcesz odejść, stąd ta decyzja. - Próbowała się wytłumaczyć, miała nadzieję, że jej słowa brzmią w miarę logicznie.

- Tak, a nawet jeśli by spróbowali, to będą musieli się ze mną zmierzyć, a nie jestem łatwym przeciwnikiem. - Mrugnęła jeszcze do mężczyzny porozumiewawczo.

- Bywały ciężkie, ale też lżejsze, taki pomiędzy powiedzmy. - Ruszyła więc przodem w kierunku karczmy, do której mieli wejść, doszli do jej drzwi całkiem szybko, bo nie była ona bardzo oddalona. Otworzyła drzwi i weszła do środka, przytrzymała je jeszcze mężczyźnie, aby przypadkiem nie trzasnąć mu nimi w twarz. - Czy rum to dobry wybór? - Ona sama miała na niego ochotę z racji na to pirackie towarzystwo.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#7
19.04.2024, 16:44  ✶  
Basilius,  gdy skończył poprawiać swój płaszcz, jedynie machnął reką, gestem wskazując, że nie było żadnego problemu.
– Nic się nie stało. W sumie to cieszę, że mnie stamtąd wyciagnęłaś. Obawiam się, że pirackie klimaty nie są za bardzo w moim... klimacie – odpowiedział, doskonale rozumiejąc logikę, która przed chwilą nią kierowała. Przecież podczas uciekania przed piratami nie było dużo czasu na spokojne wycofywanie się. Zresztą chyba wszystkim i tak wyszło to na dobre.
– W to nie wątpię. –Zaśmiał się cicho na jej kolejne słowa i obrzucił ją zaciekawionym spojrzeniem. Rzeczywiście gdyby dać jej piracki kapelusz i opaskę na oko to Geraldine pewnie mogłaby spokojnie uchodzić za jednego z morskich rozbójników. Z drugiej strony gdyby dać jej kapelusz kowboja i lasso, mogłaby też pewnie spokojnie uchodzić za kowboja rodem z Teksasu. To chyba te buty dawały taki efekt.
– Więc co cię tutaj sprowadza? – zagadnął, gdy ruszyli przed siebie w stronę karczmy, a po chwili znaleźli się już w środku. Wyglądała... Zaskakująco przyjemnie. Może i w kącie jakiś zbyt pijany klient nieco walczył ze sobą, by nie paść głową na stolik, ale poza tym tragedii nie było. No i zgodnie z obietnicą kobiety nie było tu żadnych tłumów. Będzie można sobie spokojnie porozmawiać.
– Tak. Myślę, że rum brzmi dzisiaj jak dobry wybór – odpowiedział, podchodząc wraz z nią do stojącego w rogu stolika. Musiał przyznać, że chyba jednak nawet i on poczuł trochę tamtą piracką atmosferę, bo jemu samemu zachciało się tego typu trunku, a w głowie jakiś uporczywy głosik ciągle podśpiewywał wcześniej zasłyszane szanty. Piraci i marynarze wiedzieli jednak, czym była skoczna muzyka. – Co w ogóle u ciebie?
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#8
19.04.2024, 19:27  ✶  

Kamień z serca, że się tym nie przejął, wiedziała, że niektórzy czystokrwiści są mocno przewrażliwieni na swoim punkcie, na szczęście on nie był jednym z nich. Wolała uniknąć tłumaczeń swojego zachowania, znaczy nie dla każdego wystarczyłoby taki niewielki argument.

- Nie oszukujmy się pasowałeś tam jak pięść do nosa. - Uśmiechnęła się do niego szczerze, bo zgadzała się z tym co powiedział.

- To bardzo dobrze, że nie wątpisz, chociaż zdarzają się tacy, którym muszę udowadniać swoje racje, zazwyczaj nie kończą dobrze. - Najwidoczniej lubiła się nieco po przechwalać swoją siłą, tak po prostu, może nieco w ten sposób dowartościować? Kto ją tam wiedział.

- Tak zupełnie szczerze? Przyszłam się napić, lubię od czasu do czasu wyjść zupełnie sama i zobaczyć, co się stanie, a wiadomo, że najlepsze historie nie zaczynają się od picia herbaty, tylko tych mocniejszych trunków. - Odpowiadała jej taka losowość, bo nigdy nie wiedziała na kogo trafi, ani jak się skończy jej wieczór, nie znosiła przewidywalności, nawet w takich prozaicznych rzeczach jak picie. - A ciebie? Już ustaliliśmy, że nie do końca pasujesz do tego miejsca, więc tym bardziej mnie ciekawi, co właściwie cie tutaj sprowadziło. - Był za bardzo wymuskany, jak na te okolice, rzucał się w oczy, co też czyniło go łatwym celem dla tych, którzy chcieli szybko i łatwo zarobić.

- Cieszę się, że się zgadzamy, daj mi proszę chwilę. - Zostawiła go przy stoliku, sama zaś ruszyła w stronę lady, żeby przynieść im napitek. Wzięła od razu całą butelkę, żeby nie kręcić się w te i we wte. Oczywiście przyniosła też dwie szklanki, wątpliwej czystości i popielniczkę. Postawiła butelkę na stole, po czym usiadła wreszcie.

- To dosyć szerokie pytanie, tak ogólnie to chyba dobrze, bo żyję, a są tacy, co nie żyją, poza tym w sumie nic ciekawego się nie dzieje. - Sięgnęła po butelkę i rozlała im rumu do szklanek. - To co, za spotkanie? - Uniosła szklankę, żeby wznieść toast. - a jak tobie życie mija? dalej pracujesz w mungu? - Rzuciła, bo w sumie nie wiedziała, czy faktycznie tam pracował, czy coś się jej pomyliło.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#9
19.04.2024, 21:03  ✶  
Już miał zaprotestować, ale potem przypomniał sobie, że przecież miał na sobie strój, jak na prywatną wizytę domową, a nie do podrzędnego baru przy Tamizie. A w zwykły dzień ubrałby się pewnie podobnie.
Uśmiechnął się i skinął głową. Nie wiedział, czy Yaxley po prostu poczuła potrzebę opowiadania o swoich zdolnościach i naprawdę irytowało ją, gdy ktoś miał ją za słabszą przeciwniczkę, czy najzwyczajniej na świecie się tylko przechwalała, ale uznał, że przytaknięcie jej wprowadzi lepsza atmosferę. Podejrzewał też, że tymi swoimi ciężkimi butami, mogła łatwo wyrządzić komuś krzywdę.
– No cóż. Jak są głupi to jest to tylko ich wina, kiedy potem potrzebują plastra – stwierdził, chociaż wolał, by Geraldine nie musiała dzisiaj demonstrować swoich umiejętności w walce. Szczególnie dlatego, że to by znaczyło, że on też znalazłby się w centrum walki w lokalu, a ostatnim razem, gdy miał przyjemność zdobyć takie doświadczenie niemal zemdlał.
– Myślę, że kilku pisarzy mogłoby się z tobą nie zgodzić – zażartował, ale rozumiał co miała na myśli. On też czasem potrzebował zrobić coś mniej, lub bardziej głupiego, byle tylko poczuć trochę adrenaliny i losowości w swoim życiu. Z tym, że u niego kończyło się to zazwyczaj na kasynach.
– Tak? – spytał, zakładając ręce na pierś, a na twarzy przykleił sobie iście łobuzerski prewettowski uśmiech. – A może jednak pozory mylą? – Tylko się z nią droczył się z nią. Świetnie sobie zdawał sprawę z tego, że wyglądał, jakby właśnie wracał ze spotkania przy herbacie na temat łaciny. Może i jego rodzina mogła się (nie)pochwalić wieloma biznesami o różnym stopniu legalności, ale on sam raczej przebywał w lokalach o przynajmniej nieco lepszej jakości. Basiliusa jednak za bardzo rozbawiła jej dwukrotna sugestia, że tutaj nie pasował, by nie zadać tego pytania.
– Na pewno lepiej być w grupie tych żywych. Za spotkanie – rzucił, stukając się z nią kieliszkami. – Tak. Ale przyjmuje też czasem prywatnie. Jeden klient mieszkał w okolicy – wyjaśnił w końcu powód swojej wizyty w tym rejonie. – A ty? – Dalej zabijasz zwierzęta? – Dalej pracujesz w rodzinnym biznesie?
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#10
20.04.2024, 00:10  ✶  

Yaxley po prostu taka już była. Lubiła zadzierać nosa, chociaż nie zawsze to było konieczne, jak w tym momencie, bo przecież Prewett nie dawał jej podstaw ku temu. Przytaknięcie było dobrym wyborem, bo w sumie Ger lubiła, gdy się jej przytakiwało także punkt dla pana medyka.

- Plaster to jeszcze całkiem przyjemna sprawa. - Dodała uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. Nie to, żeby biła kogo popadnie, jeśli jednak ktoś jej podpadł, to cóż, nie miewała skrupułów - żadnych. Taki już to był typ człowieka.

Oczywiście, nie zamierzała doprowadzać do takich sytuacji, szczególnie, że miała na uwadze to, że Basilus był medykiem, na pewno nie przywykł do widoku przemocy, a ona wbrew pozorom brała takie rzeczy pod uwagę, ba potrafiła się nawet zachować w obecności czystokrwistych, ten jeden raz matka może byłaby z niej dumna.

- Na całe szczęście daleko mi do pisarzy. - Wcale, ale to wcale tego nie ukrywała. Była człowiekiem czynów, a nie opowieści wypisanych na kartkach, słowa nigdy nie były jej mocną stroną.

- Pozory mogą mylić, ale w tobie widzę prawdę, a nie pozory, czy się mylę? - Stwierdziła całkiem odważnie, bo Ger nie znosiła gierek. Sama w swoim sposobie bycia zawsze starała się być szczera, wiedziała, że różnie to bywa, jednak z tego, co pamiętała mężczyznę to właśnie taki był, jak jej się teraz rysował. Nie pasował do wojownika, zdecydowanie i wcale nie zamierzała ukrywać, że jest inaczej, a że się z nią droczył to dobrze, lubiła kiedy stawiano się ją w sytuacjach, w których nie do końca wiedziała, co powinna sobie pomyśleć.

- To wszystko wyjaśnia, czy uratowałeś dzisiaj jakieś życie? - Zapytała z czystej ciekawości, jakie to zabawne, że on ratował, a ona zabijała. Całkiem niezły kontrast. Toast, chyba się udał bo jej zawtórował. Wypiła więc jednym haustem zawartość swojej szklanki.

- Dalej zabijam potwory, jeśli o to pytasz. - Powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha, jak gdyby nigdy nic. Wiedziała, że ludzie różnie to odbierają, jednak dla niej była to codzienność, szara rzeczywistość, nic ciekawego. - Chyba nie potrafiłabym się odnaleźć w innej dziedzinie. - Cóż, od zawsze była szkolona na mordercę, więc też nie ma się co temu dziwić.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (5798), Geraldine Greengrass-Yaxley (6078)


Strony (4): 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa