• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
« Wstecz 1 2
[01.04.1972] Florence&Eunice

[01.04.1972] Florence&Eunice
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#1
13.12.2022, 23:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2023, 22:30 przez Morgana le Fay.)  
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie "Piszę, więc jestem".

Najgorszy poranek w całym dwudziestodwuletnim życiu – tymi słowami mogła określić to, co miało miejsce do tej pory i… och, na Matkę, niechh no tylko stąd wyjdzie, a wręcz rozszarpie tę pieprzoną Daphne!
  Choćby nawet miała skończyć w Azkabanie.
  Tak, nie lubiła swej teściowej, praktycznie od początku. Wtrącała się, gdzie nie trzeba, oplątywała Perseusza niczym obrzydliwa kałamarnica, rozgaszczała się w jej własnym domu, a wywalenie za próg graniczyło niestety z cudem.
  Tyle że o ile była w stanie znieść wszelkie docinki i interesowanie się nieswoimi sprawami – przynajmniej przez dłuższy czas – to dokonane tego ranka odkrycie było czymś o wiele gorszym niż wszystko, co Daphne do tej pory zrobiła. Słowa były tylko nimi. Słowami. Dało się je ścierpieć, pominąć milczeniem, udać, że nie usłyszało się jakiejś złośliwostki. Ale zmuszenie – bo inaczej tego się nie dało nazwać – do zajścia w ciążę, stanowiło pogwałcenie wszelkich możliwych zasad, jakie istniały, istnieją, będą istnieć. Być może nawet byłaby w stanie pogodzić się z odmiennym stanem – w końcu już dobrą chwilę była go świadoma. Być może – bo i coraz bardziej przyzwyczajała się do tej myśli. Eliksir nie zadziałał? No cóż, czasem się zdarzało, najwyraźniej. Tyle że to nie eliksir był winien.
  Teraz jednak? Teraz kipiała w niej najszczersza nienawiść. Do Daphne, do pasożyta, jakiego w sobie nosiła. Nie był dziełem przypadku, lecz celowego działania, podszytego egoistycznymi pobudkami.
  I, najgorsze, nic chwilowo nie mogła z tym zrobić, przynajmniej dopóki nie doprowadzi siebie do porządku. Nie, zaraz, to kto inny musiał to uczynić; sama nie mogła w tej chwili ani mówić, ani porządnie schwytać różdżki. Choć tyle, że również dała popalić Daphne, co dawało jakieś poczucie ponurej satysfakcji; tyle że satysfakcja nie sprawiała, że nie potrzebowała pomocy fachowca.
  Stąd też jakimś cudem owinęła się szalikiem tak, żeby zakryć powód do plotek przed nazbyt ciekawskimi ślepiami. Te, jak podejrzewała, i tak się miały pojawić i tak, co nie oznaczało, że chciała, aby każdy, kogo mijała wiedział, jakiej klątwy padła ofiarą. W zasadzie to klątw.
  Dojście do porozumienia z pracownikami Munga nie trwało długo – wystarczyło niezbyt zgrabnie uchylić rąbek szalika, żeby zostać przykładnie wpisaną w odpowiednie papiery i odesłaną do właściwej kolejki.
  Dłużyło się, a jakże – niemniej czas ten spędziła całkiem konstruktywnie, o ile za takowe można uznać rozmyślania, w jaki sposób rozprawi się z teściową, jak bardzo rozsmaruje ją na ścianie, przerabiając tym samym na farbę do jednego z pokoi. W końcu z zamyślenia wyrwało ją wezwanie do gabinetu – stąd też podniosła się i skierowała w stronę drzwi, by przekroczyć próg pomieszczenia.

412
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#2
14.12.2022, 11:46  ✶  
Florence naprawdę nie lubiła 1 kwietnia.
Nie chodziło o to, że zupełnie nie miała poczucia humoru. Jakieś śladowego jego ilości ostały się gdzieś w jej duszy, choć głęboko pogrzebane pod masą innych rzeczy: dobrych manier, obowiązkowości, perfekcjonizmu - i ujawniały się czasem w towarzystwie bliższych osób. Problem polegał na tym, że inni czarodzieje bardzo, bardzo lubili robić dowcipy tego dnia.
A potem okazywało się, że tak naprawdę wcale nie znają się na magii. Nie dość przynajmniej, by odwrócić skutki swoich "żartów". W efekcie Eunice faktycznie musiała czekać pod gabinetem Florence znacznie dłużej niż zwykle.
Florence w tym czasie usunęła czułki pewnemu czarodziejowi, wręczyła pewnej czarownicy maść, dzięki której mogła pozbyć się żółwiego wzorku na rękach, a potem zlikwidowała jednej pannie siniaka na twarzy, nabitego przez "zabawny prezent", z którego wyskoczyła pięść - najwyraźniej zaklęta tak, że siniak mienił się różnymi kolorami tęczy i nie schodził przy najprostszych zaklęciach leczniczych. Takie zamieszanie trwała od rana i Florence w duchu już zaczęła układać Ranking Najciekawszych Przypadków.
Pierwszy kwietnia. Pierwszego kwietnia wszystkim odbijało.
- Następny proszę! - zawołała, gdy czarownica wyleczona z siniaka opuściła jej gabinet. Pomieszczenie było niewielkie. Stało w nim biurko, parę krzeseł, posłanie, na którym można było kogoś położyć oraz regał, w którym Florence trzymała podstawowe eliksiry oraz ekwipunek klątwołamacza i uzdrowiciela. W przeciwieństwie do większości Munga, niedofinansowanego, jak wiele innych placówek publicznych, nieco obskurnego i nie zawsze czystego, tutaj wszystko lśniło czystością. Bulstrode zadbała o to osobiście, kiedyś po godzinach zostając, aby odświeżyć ściany i sprzątając tu przynajmniej raz w tygodniu. Nie wspominając już o tym, że nawet biurko było jej własne, przyniesione tu po tym, jak wyprowadzała się z rodzinnego domu. Do kamienicy nie pasowało.
Uzdrowicielka uniosła spojrzenie jasnych oczu znad karty pacjenta, którą sumiennie wypełniała swoim idealnie równym, absolutnie nielekarskim pismem.
- Panna... pani Black - poprawiła się szybko, natychmiast rozpoznając stażystkę. Większość ludzi, z którymi miała styczność, zapamiętywała. Zwłaszcza w szpitalu, gdzie wiedza o tym, kto jest kim, była istotnym elementem funkcjonowania na najwyższych obrotach. - Co panią do mnie sprowadza? Nie gorąco pani w tym szaliku? Proszę się rozebrać.
Tego, że te warstwy ubrań są po to, aby skryć - najwyraźniej - rezultat zaklęć, Florence się domyślała.
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#3
17.12.2022, 02:43  ✶  
Gdyby to był „tylko” 1 kwietnia, to sytuacja zapewne kreowałaby się zupełnie odmiennie. Ale w przypadku Eunice tak zwany Prima Aprilis nie był nim w choćby najmniejszej części cala – żadnego żartu, jedynie niezwykle nieprzyjemne odkrycie i późniejsza scysja.
  Cóż, przynajmniej będzie mogła innym – całkowicie teoretycznie – wmawiać, iż rzeczywiście padła ofiarą nazbyt kreatywnego dowcipnisia, który przesadził z primaaprilisowaniem po n-tej potęgi. Całkiem wygodna wymówka, gdy nie chciało się wyjaśniać komukolwiek, dlaczego znalazła się w Mungu, nie w roli stażystki, lecz pacjentki.
  Upokarzające. To słowo w pełni oddawało to, jak się teraz czuła – z pominięciem, rzecz jasna, całej gamy pozostałych emocji. Wciąż pozostawały niezwykle i takimi miały pozostać przez co najmniej jeszcze parę długich godzin; nawet więcej niż parę.
  Niemniej cierpliwie siedziała na swym miejscu i czekała na swoją kolej, wymyślając coraz to kolejne sposoby na zemstę. Bo przecież nie mogła tak tego pozostawić! A zwyczajne rozszarpanie jej na strzępy wydawało się być bardzo, ale to bardzo niezadowalające.
  Trochę wstyd – przychodzić do własnego wykładowcy po to, żeby zajął się problemem, jaki spadł na jej łepetynę. Oczywiście, gdyby mogła, to poradziłaby sobie sama, niemniej w takiej sytuacji jedynym rozsądnym rozwiązaniem było udanie się do fachowca, który naprawdę dobrze wiedział, co robi. A Bulstrode do takowych się zaliczała, nawet jeśli nie była w obejściu najmilszą osobą; technicznie rzecz biorąc – nie musiała.
  Do niej przychodziło się z reguły po wiedzę lub pomoc; w obu przypadkach ćwierkanie niczym ptaszki było najzwyczajniej w świecie zbędne.
  Na pytanie Florence odpowiedziała jedynie cisza; oczywiście nie z powodu złośliwości młodej pani Black, która w teorii mogłaby mieć kaprys z gatunku „weź się domyśl i nie zadawaj pytań”. W teorii, bowiem jednak nie należała do tej kategorii ludzi, choćby z tego względu, iż przecież sama już liznęła medycznego fachu i zdawała sobie sprawę z tego, że tu wróżyć nikt nie będzie; odpowiedni wywiad to podstawa, tak jak i obejrzenie objawów.
  Zawahała się którą chwilę, niepewna, od czego zacząć. Palce? Czy jednak usta? Cóż, bez tych drugich komunikacja była mocno utrudniona, zatem wybór wydawał się być dość logiczny. Stąd też wyciągnęła szyję, pomagając sobie jakoś od biedy rękoma – aczkolwiek nie palcami, bo te się do użytku nie nadawały – co musiało stanowić iście komiczny widok.
  Tyle że do śmiechu jednak Eunice nie było. Ani teraz, ani jutro, za rok czy dziesięć lat.
  Cóż, chyba jasnym się stało, co dokładnie sprowadziło stażystkę do łamaczki klątw – brak ust zdecydowanie rzucał się w oczy i nawet średnio rozgarnięta istota byłaby w stanie stwierdzić powód wizyty.

409/821
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#4
17.12.2022, 11:55  ✶  
Florence czekała cierpliwie aż padną jakieś wyjaśnienia, powstrzymując chęć przypomnienia Eunice, że na korytarzu na pewno czeka cała kolejka pacjentów. (Nie musiała tego sprawdzać. Był 1 kwietnia. 1 kwietnia Florence zawsze miała kolejkę pacjentów i zawsze zostawała po godzinach.)
Gdy wreszcie Black – nieporadnie, co już wywołało zmarszczenie brwi Florence i sprawiło, że ta skupiła spojrzenie na palcach dziewczyny, najwyraźniej zaczynając podejrzewać, co kryją rękawiczki – zdjęła szalik, wszystko stało się jasne.
A raczej prawie wszystko.
Bo klątwa, którą oberwała Eunice Black bez wątpienia wchodziła na pole czarnej magii.
Bulstrode omal nie gwizdnęła, co byłoby przecież absolutnie nieprofesjonalne.
- No, no, piękny przykład magii. Podręcznikowy wręcz. Widzę, że ktoś tutaj jest bardzo utalentowany w dziedzinie nekromancji – oświadczyła, podnosząc się zza biurka i wskazując Eunice posłanie. Lepiej, żeby usiadła, bo złamanie takiej klątwy chwilę zajmie. Przede wszystkim Florence musiała się upewnić, czy ta doprowadziła tylko do zniknięcia samych ust, czy uszkodzone zostało też coś w środku. Podeszła do szafki, wyciągając z niej odpowiednią maść.
- Proszę się nie ruszać. Trochę zapiecze – ostrzegła, nakładając specyfik na miejsce, gdzie powinny znajdować się usta, a potem różdżką wyszeptała odpowiednie zaklęcie. – Doskonała wiadomość, wciąż ma pani nienaruszone gardło i przełyk, więc nie skończy się na dwóch tygodniach na oddziale – stwierdziła, kiedy pod wpływem czaru skanującego przekonała się, że poza zarośnięciem skórą samych ust, cała reszta znajdowała się na swoim miejscu. – Ktoś bardzo pani nie lubi, co? Och, spokojnie, proszę nie odpowiadać.
Jakby miała takie możliwości.
Florence przywołała ściereczkę i starannie wytarła maść. Nie kazała zrobić tego Eunice, bo wobec jej rąk miała pewne Przeczucia, kiedy ta walczyła z szalikiem.
- Zaklęcie galerowatych palców? Proszę kiwnąć głową, jeżeli się nie mylę. No nic, zaczniemy od ust. Kolejne kiwnięcie, proszę, jeśli jest jeszcze jakiś problem.
Gdyby chodziło o przypadkowego pacjenta, pewnie zaczęłaby od palców, żeby ten za wiele się potem nie odzywał podczas reszty procedury. Zdecydowała się jednak wyświadczyć Black tę drobną uprzejmość, ze względu na fakt, że Eunice szkoliła się na uzdrowicielkę i Florence zakładała, że nie będzie siedzieć i narzekać na to, że wszystko trwa zbyt długo, Florence mogłaby się bardziej postarać, a w ogóle dlaczego nie rzuci finite! (Gdyby proste finite wystarczało, nie potrzeba by w Mungu klątwołamacza…)
- Przez chwilę nie będzie tu niczego czuć – ostrzegła, wracając do regału i wyciągając kolejną maść, tym razem znieczulającą miejscowo. W gabinecie Bulstrode wszystko było idealnie poukładane, uzdrowicielka znalazła więc specyfik błyskawicznie, a chwilę później został zaaplikowany w miejsce, w którym do niedawna znajdowały się usta. – Proszę kiwnąć głową, kiedy zacznie działać. Zabierzemy się wtedy do właściwej części pracy.
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#5
17.12.2022, 21:28  ✶  
Wyjaśnienia nie nadchodziły – nie mogły – co frustrowało również i samą Eunice. Wolałaby przecież móc powiedzieć, co i jak, niż musieć pokazywać, co wymagało całkiem niezłego wysiłku, biorąc pod uwagę stan palców.
  Cholerna Daphne.
  I świetnie, tylko tego jeszcze brakowało – docenienia umiejętności teściowej. Albo i gwizdnięcia pełnego podziwu, czego – na szczęście – Bulstrode oszczędziła swojej pacjentce. Ale i tak pojawił się pewien błysk irytacji w spojrzeniu młodej kobiety. No odkrycie roku, że utalentowana, w końcu sama się o tym przekonała, na własnej skórze!
  Niemniej posłusznie usiadła, cierpliwie czekając na działania uzdrowicielki oraz wykonując jej polecenia. W zasadzie było to dość dziwne uczucie – tam, gdzie powinny być usta, zupełnie ich nie czuła (no, ciekawe jak miałaby, skoro je wymiotło). Uzdrowicielka „oberwała” też dość kosym spojrzeniem, gdy dokonała kolejnego odkrycia roku, nawet jeśli nie stulecia – tak, zdecydowanie nie żyły z Daphne w szczególnego zgodzie, czego efekty doskonale było teraz widać.
  Niemniej owszem, skinęła głową, potwierdzając użycie galaretowatych palców. Gdyby nie dokładnie ta klątwa, zapewne magiczna bójka potrwałaby jeszcze dobrą chwilę, co stawiało pod znakiem zapytania integralność kamienicy, którą zajmowało małżeństwo Black. W końcu już było ostro, poszło na noże…
  … i mogło zajść o wiele, wiele dalej. Tyle że niemożność utrzymania różdżki – i zapewne złamana ręka starszej Black – dość gwałtownie wytraciła impet starcia dwóch kobiet. Zgoda między nimi oczywiście nie zapanowała, ale przynajmniej mogły się udać, gdzie trzeba, po pomoc w odczynieniu działań tej drugiej.
  Kolejne skinięcie głową. Tak, dwa problemy, których Bulstrode była już świadoma, to niestety nie wszystko. Choć niewątpliwie uprościłoby to sprawy i skróciło czas oczekiwania w kolejce za drzwiami tego gabinetu, która w tej chwili musiała uzbroić się w niemałe pokłady cierpliwości.
  Trzy klątwy, każda z nich rzucona przez osobę, która doskonale wiedziała, co robi. Znaczy, nie mogło pójść tak łatwo, a już z cała pewnością najzwyczajniejsze finito stało na mocno przegranej pozycji.
  Obserwowała spokojnie – przynajmniej na tyle, na ile mogła być faktycznie spokojna – poczynania Bulstrode. Kolejna maść, kolejna chwila czekania… spróbowała poruszyć tą częścią twarzy i doszła do wniosku, że chyba zaczęła działać.
  Kolejne skinięcie głową, dające uzdrowicielce zielone światło do podjęcia odpowiednich działań.



345/1166
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#6
17.12.2022, 21:43  ✶  
Och, trzeci problem.
Florence odnotowała w myślach, by potem spytać, czy wzywać Brygadzistów. Zasadniczo przy czarnomagicznej klątwie powinna to zrobić, ale o ile zwykle przestrzegała procedur niewolniczo, o tyle w takich przypadkach wiedziała, że nie ma co wychodzić przed szereg. Często zaklęcia były rezultatem domowych scysji, a potem wszyscy jak jeden mąż, z ofiarą na czele, zapewniali, że wszystko jest w porządku i nie użyto żadnego zakazanego czaru. Decyzja pozostawała więc w rękach Eunice.
- Proszę się nie ruszać.
Kiedy maść znieczulająca zaczęła działać, Florence uniosła różdżkę ponownie. Ruchy różdżki były szybkie, skomplikowane, a Bulstrode mruczała zaklęcia pod nosem, jakby wolała zdać się na słowa niż magię niewerbalną. Zdjęcie klątwy wymagało połączenia magii rozpraszającej – by pozbyć się zaklęcia, ale też kształtowania i transmutacji – aby przywrócić wszystko do porządku. Pani Black musiała poczekać dobre kilkanaście minut, zanim poczuła lekkie pieczenie, a potem mogła znów otworzyć usta.
- Nie odzywaj się jeszcze przez chwilę – poleciła Florence. Odzywanie było zresztą na razie utrudnione. Eunice miała usta, i owszem, ale skóra wokół nich lekko ją piekła, praktycznie nie czuła warg, a nawet język, chociaż niby posłuszny woli, był trochę skołowaciały. Mógł to być równie dobrze efekt zaklęć, jak i maści znieczulającej. Florence wróciła do niej zaraz z kolejnym specyfikiem, tym razem eliksirem, którego parę kropel nalała na łyżeczkę i przystawiła ostrożnie do ust Eunice, aby ta wypiła.
Jakąś minutę później wszystko wróciło do normy. Znów miała usta. Znów mogła mówić.
– Zajmijmy się palcami. Jaki jest trzeci problem? – spytała rzeczowym tonem Bulstrode, wyciągając rękę do Eunice. Wyraźnie chciała, aby ta podała jej jedną z dłoni. Wolała sama zdjąć rękawiczki kobiety, bo inaczej pewnie posiedzą tutaj… zdecydowanie zbyt długo. A wszak czekały już kolejne osoby. – Ach tak. I czy powinnam poprosić kogoś, aby wezwał Brygadzistów? Klątwa znikających ust jest czarnomagiczna i prawdopodobnie by ich zainteresowała. Jestem gotowa zeznać.
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#7
18.12.2022, 18:44  ✶  
Nie ruszać się – jednocześnie proste, jak i niezwykle trudne zadanie, biorąc pod uwagę, jak bardzo kobietę nosiło, żeby coś zniszczyć. Latające talerze i filiżanki? Tak, to byłoby coś, co do czego mogłaby się teraz posunąć.
  Tyle że na pewno nie w gabinecie Bulstrode, tym bardziej że uzdrowicielka nie zaliczała się do obiektów, które Eunice darzyła najszczerszą nienawiścią. I planowała, jak się ich pozbyć raz, a dobrze, oczywiście. Toteż siedziała spokojnie – a przynajmniej tak to mogło z boku wyglądać. Blondwłosa laleczka, którą można było upozować wedle własnej woli. Pozornie.
  Czuła też swego rodzaju niepokój, gdy uzdrowicielka zabrała się za łamanie klątwy – co, jeśli nie podoła zadaniu? Jeśli klątwa okaże się zbyt silna, jak na możliwości Bulstrode? Czy będzie musiała utknąć w Mungu na o wiele dłużej niż zakładała, przychodząc tu po pomoc? Ale udało się, jednolitość skóry ustąpiła. Stąd zaś do mówienia już bardzo krótka droga, nawet jeśli język jeszcze odmawiał posłuszeństwa.
  Łyk eliksiru.
  I w końcu pieczenie ustało, odrętwienie zeszło. Mogła odetchnąć głębiej.
  - Uszy. Usychają – odparła cicho, podając posłusznie dłoń uzdrowicielce. Fakt faktem, mogłaby teraz – mając do dyspozycji zęby – poradzić sobie lepiej ze zdjęciem rękawiczek niż przed chwilą, niemniej wciąż zapewne zajęłoby to więcej czasu niż w przypadku udzielenia pomocy w tej kwestii przez klątwołamaczkę.
  Zacisnęła lekko wargi, rozważając propozycję kobiety. Brygadziści – w zasadzie… bardzo kusząca opcja, z wielką chęcią by obejrzała, jak aresztują Daphne, jak teściową dosięgają ręce sprawiedliwości. Tylko że niestety nie było to takie proste. Nie, gdy za męża miało się kogoś, kto jak na złość wydawał się o wiele za bardzo związany z własną matką. Nie, gdy taki ruch mógłby naruszyć kruchą równowagę, jaką udało się osiągnąć w narzuconym związku.
  - Lepiej nie. Muszę to jeszcze przemyśleć, ale w razie czego poproszę panią o pomoc w tej kwestii – wyrzekła cicho. I podała również i drugą dłoń, jeśli Florence sobie tego zażyczyła.

306/1472
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#8
18.12.2022, 19:05  ✶  
Ostrożnie zdjęła rękawiczkę i zaczęła oglądać dłoń pani Black, leżącą na jej własnej dłoni. Palce, zgodnie z przewidywaniami, swoją konsystencją przypominały bardzo gęstą galaretkę. Florence ostrożnie zgięła jeden z nich, upewniając się, że sama kość nie uległa przemianie. Gdyby zaklęcie sięgnęło… cóż, dosłownie do szpiku kości, Eunice czekałaby bolesna noc po zażyciu szkiele – wzro. Na szczęście wyglądało na to, że tym razem przekleństwo albo z braku mocy, albo z zamiaru rzucającej, ograniczyło się do mięśni i ścięgien.
- Och – podsumowała Florence, kiedy Eunice poinformowała o uszach. Bulstrode zamarła na moment. Wolą ręką sięgnęła do włosów dziewczyny, odgarniając je dość bezceremonialnie, aby obejrzeć ucho. – Masz szczęście, o ile w tym przypadku można mówić o szczęściu. Uschły tylko zewnętrzne płatki, skoro mnie słyszysz. Gdyby klątwa była mocniejsza, byłabyś głucha, potrzebowałabym na jej zdjęcie paru godzin, a jeszcze jakiś czas miałabyś problemy ze słuchem.
Tak, ktoś bardzo, bardzo Eunice nie lubił. A gdy ta wspomniała, że „lepiej nie”, Florence upewniła się, że była to sprawa rodzinna.
I nie. Nie pomyślała o teściowej.
Zacisnęła na moment usta w bardzo, bardzo wąską linię, rozmyślając o tym, jak rozkosznie byłoby udusić Perseusa Blacka. Była z nim na roku, a konsekwencją tego była pewna ilość wspólnych zajęć, zwłaszcza po SUMAch. Zawsze zdawał się jej jak na Blacka bardzo miękki i kulturalny, ale najwyraźniej tę miękkość odreagowywał w domu, a pod maską kultury krył coś innego.
– Jak zechcesz. Raport zostanie sporządzony i trafi do szpitalnych archiwów. Jeśli tak zdecydujesz, kopia zostanie przekazana do Brygadzistów. Gdybyś potrzebowała pomocy w innej formie, zawsze możesz o nią prosić. A teraz nie ruszaj ręką.
Głos Florence był oschły, ale mówiła absolutnie szczerze. Była gotowa zeznawać, pomóc Eunice umknąć przed sadystycznym mężem albo złożyć mu nawet wizytę osobiście. Chwilowo jednak zajęła się usuwaniem skutków klątwy. To też zajęło trochę czasu: Bulstrode po kolei dotykała różdżką kolejnych palców, za pomocą transmutacji przywracając im prawidłową konsystencję. Uczucie nie było może przyjemne, ale też nie jakoś bolesne, a dłoń odzyskała sprawność. Później cała procedura została powtórzona na drugiej ręce: Florence zdjęła rękawiczkę i odczarowała każdy palec po kolei.
– Jakieś uczulenia? Przeciwwskazania wobec silnym eliksirom? Na te uszy najszybciej i bezboleśnie podziała mikstura, ale ma kilka mocnych składników – poinformowała uzdrowicielka, wracając do oględzin ucha. Zapaliła lumos i zaświeciła do środka, ostrożnie dotknęła jednego i drugiego, nim wydała diagnozę. Mogła także załatwić to za pomocą transmutacji i rozproszenia, ale to było już mało przyjemne dla pacjenta, miało zająć więcej czasu i mogło nie wyjść za pierwszym razem.
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#9
18.12.2022, 21:08  ✶  
Było w tym coś bardzo nieprzyjemnego, obrzydliwego wręcz w patrzeniu na to, jak jej własne palce uginają się pod dotykiem Bulstrode. Żołądek mimowolnie zawinął się w supeł, a młoda przyszła uzdrowicielka odwróciła spojrzenie.
  Czasem jakoś łatwiej było oglądać efekty działań zaklęć i eliksirów na cudzych ciałach niż własnym. Może dlatego, ze wtedy nie przychodził strach, iż nie uda się wyleczyć nieprzyjemnych efektów? W przypadku kogoś innego… cóż, w teorii można to sprowadzić do „uda się lub nie, nie będę musiała się z tym męczyć do końca życia”. W teorii, bo oczywiście taka dość lekceważąca postawa niekoniecznie sprawdzałaby się w miejscu takim jak szpital św. Munga. Tu należało sumiennie podchodzić do obowiązków uzdrowiciela, a nie wychodzić z założenia, że „jak nie wyjdzie to ups, trudno się mówi”.
  - A to nie tak, że po prostu jeszcze nie zdążyła się odpowiednio daleko posunąć? – spytała, marszcząc brwi. Nie wierzyła w to, że Daphne chciałaby się w jakikolwiek sposób powstrzymywać i ograniczać działanie czaru, skoro w ogóle sięgnęła po czarną magię, celując różdżką we własną synową. Synową! I to po tym, jak już zdążyła jej wyrządzić chyba największe świństwo, jakie można było komuś zrobić, zwłaszcza w tak delikatnej kwestii jak powiększanie rodziny.
  Z przymusu nigdy nie wynikało nic dobrego.
  - Dziękuję – wyrzekła cicho. Aczkolwiek trudno powiedzieć, czy rzeczywiście doceniała ofertę Bulstrode czy też jedynie zachowywała pozory grzeczności i dobrego wychowania. Za tak wyciągniętą dłoń wszak wypadało podziękować, nawet jeśli – być może – nie sięgnie się do niej. Choć to prawdopodobnie był właśnie ten przypadek – w końcu domowe brudy należało prać we własnych czterech ścianach, bez zaangażowania innych; pogląd nadal niezwykle popularny, co wychodziło bokiem tym, którzy w istocie tej pomocy potrzebowali.
  Trzymała język za zębami, pozwalając uzdrowicielce pracować. W istocie, Bulstrode miała rację sądząc, iż ta raczej nie będzie ględzić i narzekać na o wiele za wolne zdejmowanie tych wszystkich klątw. Finite i już, żadna filozofia, a nie jakieś maści i dopiero wtedy zaklęcia, nie? Tyle że to nie takie proste, jak co niektórym się wydawało. Inaczej po co w ogóle tworzyć takie miejsce, jak szpital, w którym się znajdowały?
  Wszak to tylko kwestia jednego tylko zaklęcia.
  - Tylko laktoza – odparła, nie sądząc jednak, żeby składnik ten miał się znaleźć w eliksirze, który planowała podać Florence. I nawet się nie zastanowiła nad tym, że właściwie kolejne słowa będą nieprawdą – do tej pory traktowała swoją ciążę po macoszemu, nie dbając o nią w najmniejszym choćby stopniu, dlaczego więc miałaby przejmować się nią i teraz, skoro okazywała się być wynikiem podstępu? Z każdą kolejną chwilą los istoty, jaką w sobie nosiła, był coraz bardziej przypieczętowany, nawet jeśli nie do końca to sobie jeszcze uświadamiała – I żadnych przeciwwskazań.
  Przechylała lekko głowę, ułatwiając dostęp do uszu i tym samym dokładniejsze oględziny. No normalnie wzorcowy pacjent: nie narzeka, nie wyrywa się, tylko siedzi grzecznie na dupie. Pomijając fakt przemilczenia przeciwwskazań, czego sobie na razie nawet jeszcze nie uświadamiała.

478/1950
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#10
19.12.2022, 11:50  ✶  
- Nie. Ale moc klątwy zależy od wielu czynników, pani Malfoy. Mogła zadziałać słabiej, bo rzucającemu zabrakło mocy. Bo nie skupił się dostatecznie. Albo ponieważ nie nienawidził i nie chciał skrzywdzić dostatecznie mocno – wyjaśniła Florence podczas oględzin uszu. W każdym razie Eunice odzyskała wreszcie usta, jej palce pracowały poprawnie i problemem pozostawały te nieszczęsne uszy. Może jeszcze pracujące, ale mało estetyczne. – Gdyby klątwa sięgnęła głębiej, potrzeba by serii zaklęć i eliksirów.
Oraz długiego pobytu w Mungu.
Może pani Black – czy zdaniem Florence pan Black – popełniła drobną pomyłkę, a może jednak niekoniecznie chciała trwale uszkodzić swoją synową. Kto to wiedział? Na pewno nie Florence.
- Przeciwwskazania to alergie, zwłaszcza na składniki roślinne, bo mikstura zawiera ich sporo. A także nadciśnienie, ciąża, problemy z układem pokarmowym oraz stałe przyjmowanie eliksirów na bezsenność – wyrecytowała Bulstrode na wszelki wypadek, cofając się, aby wyciągnąć odpowiednią miksturę z szafki. Eliksir wprawdzie nawet w takim wypadku nie robił dużej krzywdy, ale że mógł wywoływać skoki ciśnienia oraz mdłości, mógł doprowadzić tez do pogorszenia staniu zdrowia. Oraz nieznacznie zwiększyć ryzyko poronienia, oczywiście. – Skutkiem ubocznym, w przypadku braku przeciwwskazań, będzie pieczenie uszu oraz lekkie mdłości, ale uszy… hm, wrócą do siebie w ciągu dziesięciu minut. Z kolei jednak załatwienie tej sprawy magią, będzie dość bolesne i będzie wymagało wizyty kontrolnej w najbliższych dniach, na wypadek, gdyby znowu miały zacząć usychać – poinformowała uzdrowicielka. Recytowała trochę, jakby czytała to wszystko z kartki, beznamiętnie, klepiąc doskonale wyuczoną formułkę. Zatrzymała się przy biurku, by dość szybko uzupełnić kartę pacjentki, wpisując, co dokładnie się stało, jakie leczenie zastosowano oraz przygotowując formularz dla samej Eunice.
Raport o użyciu zaklęcia zahaczającego o czarną magię pozostawał na później i zgodnie z życzeniem pani Black nie miał na razie zostać przekazany dalej.
– Tutaj jest eliksir, a tutaj formularz, proszę przeczytać i podpisać.
Potwierdzał leczenie, wydanie konkretnych leków (włącznie z maścią znieczulającą i kroplami niwelującymi działanie tejże) oraz listę efektów ubocznych.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eunice Malfoy (2265), Florence Bulstrode (2093)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa