—14/08/1972—
Londyn, Pokątna, Nora Nory
Samuel McGonagall & Nora Figg
Pożar zażegnany. Przynajmniej częściowo. Mabel została spacyfikowana i poszła do siebie. Dała im czas na rozmowę. Musieli porozmawiać, szczególnie, że pojawiły się jakieś deklaracje, a najwyraźniej żadna ze stron nie do końca wiedziała, co ze sobą niosą.
Niby nic trudnego, jednak przy Samuelu nie do końca potrafiła zebrać myśli, powiedzieć konkretnie o co jej chodzi. Wszystko się komplikowało, kiedy trzepotanie serca zagłuszało rozum. Wiedziała jednak, że powinni to zrobić, musieli jakoś sobie wszystko rozjaśnić. Nie miała pojęcia jeszcze jak, ale powinni coś wymyślić. Sytuacja wydawała się być analogiczna do tej, która miała miejsce prawie dziesięć lat temu. Tyle, że teraz żadne z nich nie chciało uciec, chcieli dać sobie szansę, a to przynosiło nadzieję na to, że może faktycznie się uda. Nie zakładała, że może być inaczej, przecież inaczej w ogóle nie było sensu próbować.
Miejscem ich schadzki nadal pozostawała kuchnia. Sam zażyczył sobie czekolady, więc właśnie ją dla niego przygotowywała. Wielki kubek, wypełniony po brzegi miłością, znaczy czekoladą. Wiedziała, że powinna mu jeszcze o czymś powiedzieć, jednak póki co pozostawi to na później, bo może aktualnie nie miało to sensu, zresztą jeszcze nie była gotowa na takie wyznania. Nie wątpiła w to, że kiedyś nadejdzie ten moment, jednak nie była to odpowiednia chwila. Informacje, które ukrywała mogłyby w niego uderzyć bardzo mocno, a nie chciała tego, szczególnie teraz, kiedy w jego życiu pojawiło się wiele wątpliwości. Robiła to dla jego dobra, tak sobie to przynajmniej tłumaczyła.
Podeszła do niewielkiego stolika, który znajdował się w rogu kuchni, przy którym zazwyczaj zajmowała się nudnymi sprawami związanymi z prowadzeniem kawiarni i postawiła przed Samem kubek pełny czekolady. - Mam nadzieję, że będzie smakować. - Rzuciła jeszcze, chyba nie wyszła z wprawy, wolałaby nie zawieść jego oczekiwań ze wspomnieniami, które niósł ten ciepły napój. - Przepraszam za wcześniej, to było dosyć dużo. - Nawet jak na nią. Mabel potrafiła być czasami bardzo bezpośrednia. Figg usiadła więc na drugim wolnym krześle i wpatrywała się w mężczyznę, nie do końca wiedziała, jak właściwie doszło do tego, że siedział tutaj z nią, w Londynie, którego przecież nie znosił.