• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05.07.1972, okolice Tamizy] Morskie Opowieści | Basilius & Geraldine

[05.07.1972, okolice Tamizy] Morskie Opowieści | Basilius & Geraldine
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#21
24.04.2024, 18:44  ✶  
– No dobrze. Rozumiem, że jak coś to mogę cię wezwać do pomocy? – zażartował. Czasami żałował, że nie zdobyłby się rzeczywiście na taki krok. No cóż, każdy miał jakieś wady. Najwyraźniej jego było to, że czasem był niestety zbyt miły. Chociaż kto wie? Może jeśli starsza czarownica znowu weźmie go za pacjenta to jednak nie wytrzyma.
– Umiem wznosić tylko takie – odpowiedział uśmiechem I tym razem wypił od razu zdecydowanie więcej rumu na raz. Tutaj jednak należało być przezornym i wypić więcej. Większe szanse, że życzenie się spełni.
Basilius coś czuł, że nie byłby dobrym piratem. Po pierwsze nie znosił otwartej wody, a pobyt na łodzi go stresował. Po drugie nie umiał się bić, nie wspominając już o skakaniu, uciekaniu przed innymi piratami, czy też wspinaniu się na maszt. Po trzecie rabowanie farmerów raczej nie przypadało mu do gustu. Chociaż zakładał, że z patrolami brytyjskiej floty byłoby mu już łatwiej. I po czwarte i najważniejsze – doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby jego towarzysze na statku robili coś głupiego i ciągle tracili nogi, to pewnie dostałby szału.
– Na Merlina Yaxley. Gdybym wiedział, że tak lubisz piratów, to zostałbym tam dłużej, by kupić ci kapelusz o opaskę – stwierdził w końcu, kręcąc głową z rozbawienia. – Albo poprosił o autograf dla ciebie tamtego, który nas próbował porwać.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#22
25.04.2024, 10:38  ✶  

Oczy jej zabłyszczały, i można było z nich odczytać odpowiedź na to pytanie. - Oczywiście, potrafię być naprawdę wspaniałym wrzodem na tyłku. - Lata doświadczenia w uprzykrzaniu życia starszego brata robiły swoje, nie ma się co oszukiwać, mało kto mógłby być takim doskonałym dywersantem jak ona. Gerry nie była miła, znaczy może czasem, ale nie była miła kiedy sytuacja zaczynała ją drażnić, nie miała problemu - najmniejszego ze stawianiem granic.

- To bardzo przydatna umiejętność. - Dodała z uśmiechem, bo całkiem miło jej się z nim gawędziło, prawie tak, jakby nie był dla niej zupełnie obcy. Jak widać, czystokrwiści czarodzieje z różnych rodzin mieli ze sobą naprawdę wiele wspólnego. Zawsze znajdzie się, jakiś temat całkiem niekontrowersyjny o którym można było podyskutować.

- Ha! Wiesz, że mam już kapelusz, opaski się nie dorobiłam, ale kapelusza jak najbardziej. - Przypomniała sobie słowa Erika, który wspomniał, że ma strój na każdą podróżniczą okazję po tym, jak zobaczył ją na statku widmo i była to racja, akurat dbała o to, aby mieć odpowiednią garderobę na różne wyprawy. Mogła ona wiele ułatwić, a także pomóc wczuć się w nową rolę. - Autografu nie potrzebuję, chociaż chętnie wybrałabym się z nim w rejs. - Lubiła nowe doświadczenia, właściwie chętnie by się zaciągnęła na jakiś statek, żeby uciec od świata chociaż na chwilę. Może był to wcale taki nie najgorszy pomysł?

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#23
26.04.2024, 00:08  ✶  
– W takim razie jak coś to do ciebie pierwszy poślę sowę w tej sprawie – oświadczył, zakładając, że oboje wiedzieli, że żadnego wzywania pomocy nie będzie. Ale miło było sobie pomarzyć.
– A dla niektórych nawet jedna z najważniejszych – rzucił żartobliwie, co pewnie miało w sobie trochę prawdy. W końcu rodziny takie jak jego, czy jej żyły różnymi wydarzeniami towarzyszkimi, na których warto było wiedzieć, jak się zachować i jak poprawnie wznieść toast. W przypadku jego rodziny również jak przekonać kogoś, że właśnie wciskasz mu interes jego życia, ale to nie było teraz istotne.
– Naprawdę? Czyli muszę pamiętać, by kiedyś koniecznie znaleźć się razem z tobą na jakimś balu przebierańców. – Tego się nie spodziewał. – Rozumiem, że brakuje ci już tylko łodzi i papugi? Oko na twoim miejscu bym sobie zostawił. – A gdyby jakimś cudem zaraz oznajmiła, że ma łódź i może mu pokazać, to chyba jednak szybko deportowałby się do domu, byle nie wyruszać z nią na jakieś morskie przygody. – Wiesz. Jestem pewny, że gdybyśmy chodziła w nim po Londynie to żaden pirat nie odważyłby cię męczyć.
Czyli miał rację. Geraldine naprawdę mogłaby spokojnie uchodzić za pirata. Koszula w sumie też pasowała.
– W takim razie na co czekasz? – wskazał szklanką drzwi, możliwe, że nieco zbyt energicznie. – Może jeszcze złapiesz swojego kompana podróży. Mogę nawet popilnować ci miejsca, ale pod warunkiem, że wyrobicie się z rabunkiem niewinnych farmerów w...– Zerknął na zegarek. – Jakieś dwadzieścia minut? – Kilka kropelek rumu skapnęło na blat stołu, sprawiając, że Basilius zmarszczył brwi i szybko wytarł alkohol serwetką.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#24
26.04.2024, 10:14  ✶  

- Zawsze, wystarczy krótki list, a się pojawię. - Dodała zachęcająco, chociaż zdawała sobie sprawę, że to się raczej nie wydarzy, Prewett nie wyglądał na kogoś, kto byłby zrobić innej osobie po złości, w przeciwieństwie do niej, bo zdawała sobie sprawę, że czasem trzeba sięgnąć i po takie środki.

- To prawda, niektórzy uważają to za bardzo istotne. - Ona nie do końca potrafiła czarować słowem, była zbyt prostym człowiekiem na wznoszenie wzniosłych toastów, wolała więc wysłuchiwać tych innych i po prostu pić. To było łatwiejsze do opanowania. Zresztą często jej się wydawało, że ci ludzie po prostu mówią to, czego inni chcą usłyszeć, nie są w tym szczerzy.

- Takiego balu na pewno nie odmówię. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo, bo może średnio przepadała za imprezami tego typu, jednak się na nich pojawiała od czasu do czasu, tak właściwie to nawet coraz częściej, bo przejęła pałeczkę po rodzicach i to ona zazwyczaj reprezentowała ich rodzinę podczas przyjęć. Mimo wszystko bal w motywie pirackim musiał być naprawdę ogromną przyjemnością. - Tak, chociaż nie lubię ptaków, więc raczej obejdzie się bez papugi, chyba, że pluszowej. - Dodała jeszcze.

- Powiedzmy, że wolę sobie odpuścić, zresztą jak widziałeś z piratami też jestem w stanie sobie poradzić. - Umiała stawiać granice i wybrnąć niemalże z każdej niewygodnej sytuacji.

- Chcesz się mnie stąd pozbyć? - Rzuciła żartem. - Nie zostwię cię samego z tą butelką rumu, trzeba się nią godnie zaopiekować. - By nie czuła się samotna, tak.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#25
26.04.2024, 15:52  ✶  
Basilius niestety chyba rzeczywiście miał w sobie nieco zbyt dużo cierpliwości. Albo nie miał, ale potrafił to świetnie maskować uśmiechem, profesjonalnym podejściem i wewnętrznym klnięciem. No i właśnie czasem planowaniem przekrętów, których nigdy się nie zrobi.
W odpowiedzi na jej mrugniecie po prostu się uśmiechnął, zapisując sobie w pamięci, że jest dowie się o jakimś balu przebierańców organizowanym przez jego rodzinę, to nie zapomni wspomnieć, że warto byłoby zaprosić Geraldine o ile ta już nie będzie na liście gości.
– W pluszowej papudze też na pewno będzie ci bardzo do twarzy – zapewnił ją, upijając kolejny łyk rumu. Trunek idealnie godny miana pirackiego napoju. Niby słodki i przyjemny, a potem zapominało się, że miał też w sobie całkiem sporo alkoholu.
– Eee... Wiesz – powiedział nieco się z nią drocząc. – Teoretycznie to przed nim uciekłaś. Trudno mi więc na przykład ocenić, jak poradziłabyś z nim sobie podczas prawdziwej pirackiej potyczki. – Jak tak właściwie wyglądały prawdziwe pirackie potyczki? Na haki? Papugi? Wszystko co było pod ręką? Mniejsza o to.
– Z naszej dwójki to ty się przyczyniłaś już bardziej do tego, że w butelce jest już mniej rumu – zauważył rozbawiony tym komentarze. – Pozbyć. Przecież powiedziałem, że poczekam dwadzieścia minut.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#26
26.04.2024, 23:07  ✶  

W oczach Yaxley wyglądał na kogoś rozsądnego. Nie mogła wiedzieć, czy jest to odpowiednie założenie, jednak nie dał jej powodu, żeby mogła myśleć inaczej, na pewno przy niej rysował się jako ktoś odpowiedzialny, ona zawsze postępowała według swoich chwilowych zachcianek, nigdy nie zastanawiała się nad konsekwencjami, była w gorącej wodzie kąpana - taki charakter.

- Myślisz? To czas chyba wreszcie taką zakupić, skoro będzie mi w niej do twarzy. - Nie, żeby kiedykolwiek przejmowała się tym, czy w czymkolwiek jest jej do twarzy, ale było to tak absurdalne, że na pewno przemyśli ten zakup. Geraldine nosiła się raczej jak bezdomny, co było całkiem śmieszne, bo przecież nie mogła narzekać na brak środków, jednak do tego, co na siebie zakładała miała bardzo lekkie podejście.

Nachyliła się nad stołem, żeby zmniejszyć między nimi odległość, igrał z nią, znaczy wyczuła, że to żart, ale bardzo często spotykała się z lekceważeniem swojej osoby, zbyt często i była może nawet nieco przewrażliwiona na tym punkcie. - Kiedyś ci pokażę, jak radzę sobie w potyczkach, miej wtedy w gotowości swoją różdżkę, bo może się przydać tej drugiej stronie. - Nie była podczas tej wypowiedzi jakoś specjalnie poważna, a po chwili odsunęła się znowu nieco w tył.

- Czyżbyś teraz oskarżał mnie jeszcze o nadużywanie alkoholu? Panie Prewett to trochę nieładnie. - Jakby wcale nie zdawała sobie sprawy z tego, że wykazuje pewne tendencje, czy był to już alkoholizm? Oby nie, przynajmniej powtarzała sobie, że jest w stanie bez tego żyć.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#27
27.04.2024, 01:07  ✶  
Basilius zdecydowanie chciał uchodzić w oczach inny za rozsądnego. Czy taki był naprawdę? Na pewno w wielu aspektach można było powiedzieć, że tak. W końcu nie robił zbyt wielu głupich rzeczy, prawda? Poza tym, że czasem po ciężkim dni rozsądnej i odpowiedzialnej pracy, wymagającej od niego rozsądnego i odpowiedzialnego zachowania Prewettowi zdarzało się tracić pieniądze w kasynie. Ale przecież grał tylko dlatego, że rozsądnie wiedział, że może sobie na potencjalną przegraną pozwolić. A przynajmniej tak sobie rozsądnie wmawiał.
– Koniecznie będę musiał to potem zobaczyć – dodał jeszcze w temacie papugi, bo prawdę mówiąc Geraldine z pluszową papugą na ramieniu była tak abstrakcyjnym konceptem, że naprawdę nie chciałby tego przegapić, nawet jeśli wątpił, że kobieta naprawdę to zrobi.
Prewett zazwyczaj nie miał problemu z wyczuwaniem ludzi, ale kiedy Geraldine nachyliła się do niego, pierwotnie nie był do końca pewny, czy po prostu odbija pałeczke droczenia się, czy też jego uwaga ją zirytowała. Ton nie brzmiał jednak groźnie, a raczej żartobliwie, więc chyba nie musiał się martwić. Oczywiście również nachylił się w jej stronę.
– Dobrze. Tylko proszę jeśli już będziesz chciała mnie wciągać w opatrywania kogoś po bójce, to po prostu przyprowadź go do Munga, tak bym nie musiał gdzieś nagle wychodzic w godzinach pracy – odpowiedział i sam z powrotem oparł się o krzesło. Spotkania ze znajomymi z Hogwartu były dziwne. Nagle spotykałeś osobę, którą, czy to chciałeś, czy też nie, widywałeś niemal codziennie przez parę lat, orientowałeś się, że nic nie wiesz o jej obecnym życiu, a potem piłeś z nią i prosiłeś, by jeśli chciała kogoś pobić, by się pochwalić to robiła to w pasujących ci godzinach.
– Nadużywanie? Nie. – O nadużywanie alkoholu posądzał obecnie jedynie swojego brata, a Geraldine nie znał tak dobrze, by wiedzieć, czy ma jakieś problemy. – Ale masz rację. Ta butelka będzie znacznie szczęśliwsza jeśli oboje ją wypijemy.
I z tymi słowami dolał im jeszcze trunku i sam wziął dużego łyka. A potem zawahał się na chwilę. Miał jeszcze trochę czasu, a alkohol powoli go rozluźniał.
– W takim razie jeśli nie zamierzasz gonić pirata masz jakąś propozycję, jak możemy zabić czas? Może karty? – Partyjka przecież nie zaszkodzi prawda? Zresztą nie zamierzał się z nią na nic zakładać, nawet jeśli gra na tym traciła.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#28
27.04.2024, 11:03  ✶  

Medycy chyba w ogóle sprawiali takie wrażenie. Bardziej rozsądnych od całej reszty, Yaxley miała do nich ogromny szacunek, szczególnie, że bardzo blisko współpracowała z Florence i zdawała sobie sprawę, że gdyby nie ona, to mogłaby już gryźć piach. Wiele razy znajdowała się na granicy życia i śmierci, przyjaciółka jednak zawsze potrafiła jej pomóc wrócić i to w całkiem niezłym stanie. Ceniła ich umiejętności.

- Oczywiście, że ci się zaprezentuję, w sumie to przecież poniekąd twój pomysł. - Yaxley miała do siebie dystans, więc jeśli tylko nadarzy się okazja na pewno skorzysta z tego konceptu. Lubiła kontrowersje, przyjemność sprawiało jej przekraczanie granic, szczególnie na oczach czystokrwistych czarodziejów, którzy często wspominali o tym, że coś nie przystoi.

- Przyjmiesz mnie wtedy poza kolejką? - Było to bardzo istotne pytanie, bo wiedziała, że kiedyś faktycznie może jej się przydać pomoc Prewetta, nawet jeśli nie sądził, że skorzysta z tej propozycji, to przypadki chodziły po ludziach, albo ludzie po przypadkach. Szczególnie kiedy miało się takie tendencje do wplątywania w kłopoty, jak panna Yaxley.

Ger lubiła spotykać swoich dawnych znajomych, ciekawa była, co się z nimi działo po zakończeniu edukacji, czy byli szczęśliwi, zadowoleni z tego, jak potoczyło się ich życie? Czy spełnili swoje dziecięce marzenia, czy wręcz przeciwnie.

- To dobrze, bałam się, że masz mi coś do zarzucenia. - Wiedziała, że po jej zachowaniu można było wyciągnąć pewne wnioski, a cóż, alkohol lubiła, już w szkole przemycała niewielkie ilości księżycówki swojego ojca na gryfońskie imprezy. Z czasem jednak zaczęła się znieczulać też z innych powodów, bo było dobrze zapominać o tym wszystkim, co przeżywała chociaż na chwilę.

- Cieszę się, że to zrozumiałeś, musimy dać tej butelce tyle szczęścia ile tylko możemy. - Zadanie, nie tak trudne do wykonania.

- Karty są dobrym wyborem, o co gramy? - Bo w przeciwieństwie do Prewetta ona nie widziała żadnego celu w graniu dla zabawy.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#29
27.04.2024, 17:55  ✶  
Był naprawdę ciekawy, czy kiedyś rzeczywiście będzie mu dane zobaczyć ją z tą papugą. Czas na pewno pokaże.
Oh, chyba właśnie załatwił sobie kolejnego potencjalnie chaotycznego pacjenta.
— Nie mogę niczego obiecać, ale tak, spróbuję cię przyjąć poza kolejką, lub po prostu tak, byś musiała czekać, jak nakrócej. – Praca w Mungu miała to do siebie, że czasem działo się wiele rzeczy na raz. I tak, jasne, było wiele sposobów, by wziął Geraldine do gabinetu przed innymi, ale nie mógł ją zapewnić, że nie będzie przypadkiem nagle zbyt zajęty inną, pilniejszy sprawą. Zawahał się na chwilę i spojrzał na Geraldine próbując oszacować, czy naprawdę chciał sobie to robić, czy też nie, aż wreszcie wyjął z kieszenie wizytówkę ze swoim adresem, których wolał nie rozdawać na prawo i lewo, i dyskretnie przesunął w jej stronę.
– A jakby działo się coś z czym wolisz nie iść do Munga, to wiesz gdzie mnie szukać – powiedział, mając nadzieję, że nie sprowadzał sobie właśnie jeszcze większego chaosu na głowę. – Ale postaraj się nie przychodzić do mnie w nocy z urazem spowodowanym własną głupotą, dobrze
Gdyby znał ją lepiej i wiedział o jej problemach to pewnie nie zgodziłby się na wspólne picie rumu. Tego wieczoru żył jednak w niewiedzy, chociaż może powinien był zacząć coś podejrzewać.
Oczy Prewetta zabłysły. A więc jednak Geraldine mówiła jego językiem, a skoro sama zaproponowała granie o coś to przecież nie wypadałoby jej odmówić, prawda?
– A o co byś chciała? – Niech go zaskoczy. Lubił to. Jeśli powie coś zbyt głupiego, to najwyżej się nie zgodzi i zaproponuje coś innego.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#30
27.04.2024, 22:45  ✶  

- Brzmi to dobrze. - Dodała z uśmiechem. Cóż, miała swojego medyka, nie zamierzała go zmieniać, bo ufała Florence, jak nikomu innemu, jednak zawsze dobrze było mieć alternatywę, gdyby jej przyjaciółka nie miała czasu, lub nie była dostępna. Szczególnie z tendencją Geraldine do szkodzenia swojemu zdrowiu. Chcąc nie chcąc wykonywała też taki zawód, który łączył się z ciągłymi uszczerbkami na zdrowiu, a do tego prowadziła też nie do końca spokojny tryb życia poza pracą. Często potrzebowała wsparcia lekarzy.

Dostrzegła jego wahanie, nie miała pojęcia o czym myśli, aż wreszcie wyciągnął w jej stronę wizytówkę. Zaufał jej na tyle, żeby podzielić się z nią swoim adresem. Nieźle. Sięgnęła po nią i schowała, kto wie, kiedy może się jej przydać.

- Może mi się to kiedyś przydać. - Dodała z uśmiechem. - Postaram się, od tego mam swoją własną medyczkę, która nie ma takich niewygodnych zasad współpracy. - Bulstrode przyjmowała ją o każdej godzinie, aż czasem samej Yaxley robiło się głupio, że ją nachodziła, tyle, że gdyby nie to, to pewnie nie byłoby jej już na tym świecie.

Ger póki co sama nie do końca wiedziała, czy problem istnieje. Alkohol aktualnie pomagał jej sobie radzić z tym, co wydarzyło się w jej życiu, dlatego tak chętnie po niego sięgała. Łatwiej, lżej było patrzeć na świat po kilku głębszych. Nadal nie do końca pozbierała się po pewnych sytuacjach, które wydarzyły się stosunkowo niedawno.

Pojawił się błysk w oku, na szczęście. Zdecydowanie lepiej było grać o coś, najwyraźniej Prewett twierdził tak samo, nie dziwiło jej to wcale, bo miała świadomość z jakich aktywności słynęła jego rodzina. - To proste, zagrajmy o przysługę. - Zawsze dobrze było mieć kogoś winnego przysługę, wtedy nie mógł odmówić jej pomocy, a mogła jej potrzebować w najmniej oczekiwanym momencie.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (5798), Geraldine Greengrass-Yaxley (6078)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa