Sesję prowadzi Brenna L.
Zadanie indywidualne Caina w ramach letniej serii W służbie Feniksa.
Archie Sparrow był absolutnie przeciętnym czarodziejem.
Przeciętnie wyglądał - miał twarz ani brzydką, ani piękną, nie rzucającą się w oczy i pozbawioną jakichkolwiek cech charakterystycznych, które mogłyby wyróżnić z tłumu, jego włosy miały nijaki, mysi kolor, a oczy najbardziej pospolity odcień brązu. Był przeciętnego wzrostu - miał 176 centymetrów, a mniej więcej tyle wynosił obecnie średni wzrost brytyjskich mężczyzn. Przeciętnie radził sobie z magią: gdyby ktoś zajrzał do jego wyników z hogwarckich egzaminów, znalazłby tam same zadowalające z kilku najistotniejszych przedmiotów. Przeciętne było jego pochodzenie - matka z jednego z nieco starszych rodów półkrwi, ojciec wnuk mugola, czyli dość czarodziejskich przodków, aby nie być od razu solą w oku śmierciożerców, ale za mało, aby ci czystej krwi nie traktowali go z góry i by nie był pewny, czy nie stanie się celem jakiegoś ataku. Przeciętny był i zawód: pracował jako barman w w niewielkim barze, położonym na samym skrzyżowaniu Horyzontalnej i Nokturnu. Przeciętne było i jego mieszkanie, leżące tuż nad nieco podejrzanym sklepem z magicznymi przedmiotami.
Miejsce zatrudnienia i klientela, a także lokalizacja mieszkania, sprawiały, że przeciętny Archie Sparrow niekiedy słyszał nieprzeciętnie ważne rozmowy, plotki, stawał się świadkiem kłótni oraz widział przez okna, kto wchodzi do sklepu – albo zamieniał kilka słów z właścicielem i słyszał kolejne historyjki o klientach od niego.
Nie należał do Zakonu Feniksa, nie wiedział nawet o jego istnieniu, ale kiedyś zdarzało mu się za przysługę czy monetę przekazać jakiegoś informacje Brygadzistom. A z czasem, w miarę jak postępowała wojna, zaczął i przynosić strzępy informacji osobom, które jak się mu zdawało – nie miały powodów lubić Voldemorta i śmierciożerców. Archie też ich nie lubił, dla nich w końcu był śmieciem. W pewnym momencie więc bywało, że zgadzał się wręcz spróbować czegoś dowiedzieć, że przypatrywał się stałym klientom baru, że podpytywał właściciela sklepu o konkretne osoby…
Był przydatny.
I jednocześnie wreszcie musiał prawdopodobnie się zorientować, że za niektórymi prośbami kryje się coś więcej niż ministerialnej śledztwo. Wiedział może niezbyt dużo, ale wciąż dość aby - gdyby zechciał te informacje przekazać niewłaściwym osobom - narobić trochę problemów. A chociaż wcześniej nie było żadnych powodów, aby w niego wątpić, Beltane zmieniło wiele, także tutaj. Archie Sparrow stał się w ostatnim czasie nerwowy, nie przekazywał już żadnych informacji sam z siebie, poproszony o sprawdzenie czegoś robił to niechętnie. Ktoś usłyszał nawet, jak twierdzi, że skoro Sami Wiecie Kto wdarł się aż do Limba, nie jest człowiekiem - i nie leży w ludzkiej mocy powstrzymanie go, lepiej więc trzymać głowę nisko.
Miał pełne prawo się wycofać. Ministerstwo nie mogło go zmusić do współpracy, i na pewno nie zrobiłby tego Zakon Feniksa.
Ale musieli wiedzieć, czy lojalność Archiego nie przeszła na tę drugą stronę.
I upewnić się, że z jego pamięci zniknie parę drobnostek - tak, by sądził, że informacje przekazywał wyłącznie apropos ministerialnych śledztw. By sam nie wiedział, że być może miałby komuś związanemu ze śmierciożercami do przekazania coś więcej.
A najlepszą osobą do sprawdzenia Sparrowa i w razie czego zmniejszenia zagrożenia był Cain Bletchley.