• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 11 Dalej »
[30.07.1972r.] Radzę sobie z tym sam | Nicholas & Rodolphus

[30.07.1972r.] Radzę sobie z tym sam | Nicholas & Rodolphus
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#11
30.04.2024, 23:29  ✶  

Nawet jakby Nicholas teraz próbował usiąść do listów, nie dałby radę napisać niczego sensownego. Wiedział to po sobie. Uprzedził tylko Rodolphusa, że jedyne to miałby dzisiaj w planie zrobić. Teraz lepiej byłoby położyć się i dać organizmowi odpocząć, zregenerować się. Na szczęście więcej innych niepokojących odznak nie dało się dostrzec. Eliksir działał powoli, ale skutecznie robił swoje. Najgorsze mieli za sobą. Gdyby jednak Nicholasowi miało się pogorszyć, wezwana pomoc musiałaby być bardziej zaufana z ich kręgu. W końcu nie paraduje się z mrocznym znakiem na widoku. Normalna pomoc z Munga mogłaby z niepokojem na to spojrzeć.

Mimo powolnego dochodzenia do siebie, Nicholas poruszał się w sumie ostrożnie. Nie chciał zaliczyć kolejnej wpadki. Zlew kuchenny był zdecydowanie blisko. Dał tutaj sobie radę doprowadzić się do porządku, zmywając z siebie krew. Ale jak Rodolphus słusznie zauważył, sypialnia była znacznie dalej. Trzeba było przejść przez całe resztę pomieszczenia salonowego. Na mały korytarz, gdzie były pozostałe pokoje. W tym ich sypialnia. Tutaj idąc, jeżeli Rodolphus nie stanowił podporę, Travers podpierał się mebli, które mijał. Krzesła, kanapa czy ściana. Aż w końcu dotarli do sypialni. Usiadł na łóżku, słysząc zaraz pytanie o chorobę. Spojrzał na niego wciąż będąc osłabionym. Ale też tak, żeby nie myślał sobie, cokolwiek robił dnia ostatniego. Nie brał udziałów w poważniejszych walkach. Działał bardziej umysłowo niżeli fizycznie. Nie bez powodu też wybrał pracę w Komnacie Śmierci. Jakby chciał sam dla siebie, lepiej zrozumieć samą śmierć. Być na nią przygotowanym.

- Losowo.
Odparł w odpowiedzi krótko. Biorąc wdech i wydech, jakby sam siebie sprawdzał, czy płuca mu dobrze pracują. Nie ma problemów z oddychaniem. Nie ma żadnych problematycznych duszności.
- Eliksir wycisza ją na jakieś trzy miesiące... Ale kiedy przestaje działać, trudno mi wymierzyć czas, aby wziąć go ponownie... Biorę wtedy, jeżeli czuję się źle... Wtedy niestety nawet w Departamencie muszę wziąć wolne.
Dopowiedział, wyjaśnił. Robił przerwy po każdym zdaniu, jakby chwilowo mówienie ciągiem sprawiało mu trochę trudność. Wysiłek fizyczny, był głównym czynnikiem, który mógł powodować przyspieszenie objawów. Dlatego Nicholas uważał z tym, nawet podczas trenowania walki w ręcz.
- Bez obaw. Nie przeciążyłem się wczoraj.
Zapewnił go. Bo przecież sama przejażdżka na Abraksanie nie mogła być przyczyną pobudzenia w nim problemów zdrowotnych. Choć zaczęło to budzić w nim pewne wątpliwości. A może jednak? Nic przecież nie robił, a tylko siedział. To koń był w ciągłym ruchu na lądzie i w powietrzu. Złapał ich deszcz, ale nie przemógł na tyle, by zdrowie mu się posypało.

Dotknął się klatki piersiowej, jakby chciał ją rozmasować. Może poczuł jeszcze uścisk, ale chwilowy. Spojrzał w stronę okna, jakby chciał sprawdzić czy mieli uchylone, otwarte czy zamknięte.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#12
30.04.2024, 23:54  ✶  
Oczywiście, że w tym wypadku postanowił grać rolę podpory, dopóki Nick nie wyląduje w łóżku. Nie zostawiłby go przecież, nie po tym, jak sam pojawił się u progu jego mieszkania, nie wiedząc czemu. Nicholas mógł go wtedy wyrzucić - w zasadzie mógł zrobić to w każdej chwili, ale nie tylko tego nie zrobił, a poniekąd przyjął go pod swój dach na dłużej, niż początkowo sam Rodolphus planował. "Zostanę dwa, trzy dni" - aha. Nie wiedzieć kiedy, zrobił się z tego miesiąc.
- Mhm - mruknął w odpowiedzi, kiwając głową na znak, że rozumie. Losowość była nieprzewidywalna, utrudniająca życie. Czasem niepozwalająca na normalne funkcjonowanie. Nie dało się przewidzieć, kiedy choroba zaatakuje. Poniekąd miał ogromne szczęście, że nie dotknęło go nic podobnego. Tym ciężej było mu spróbować Nicholasa zrozumieć. Nie potrafiłby nawet wtedy, gdyby miał bardziej rozwiniętą empatię.

Miał kilka odpowiedzi na to, co powiedział. Brał eliksir, gdy czuł się gorzej - nie mógł mieć go bliżej? Nie mógł mieć większego zapasu, w różnych miejscach mieszkania? Albo cokolwiek, co sprawiłoby, że nie musiałby się podnosić z łóżka, gdy czuł, że zaraz będzie źle? Nie powiedział jednak nic. Domyślał się, że Nicholas myślał nad tym dużo dłużej, niż mógłby przypuszczać.
- Skoro tak twierdzisz - odpowiedział krótko, dostrzegając ten ruch, zaciśnięcie palców na klatce piersiowej. Rodolphus położył dłoń na ramieniu Nicholasa i naparł na niego, używając zaledwie ułamka swojej siły, tak by dać mu do zrozumienia, że ma się położyć. Sam wstał, by otworzyć okno, które było zamknięte. Noce bywały zdradliwe - raz ciepłe, raz zimne. Po wczorajszym załamaniu pogody i przewietrzeniu mieszkania trzeba było zamknąć okna, nie zdążył ich otworzyć gdy wstał, nie chcąc budzić Nicholasa niepotrzebnym chodzeniem po sypialni. - Jesteś głodny?
Zapytał nagle, odwracając głowę. Nie to, że miał jakieś doświadczenie w opiekowaniu się chorymi, bo nie miał. Czasem przynosił Rabastanowi herbatę czy zioła, gdy ten miał katarek. Co było oczywiście pretekstem do tego, by po prostu porozmawiać, bo przecież normalnie takie rzeczy robiły skrzaty. Ale jak to się mówiło: żaden Lestrange nie będzie rzucał Crucio gdy ma katar i kaszelek. W tych kpiących słowach, powtarzanych głównie przez jego rodzinę, było wiele gorzkiej prawdy i ogrom dwuznaczności. To dlatego przychodził do pieczary brata - nie po to, by sprawdzić mu czoło, a po to, by porozmawiać. Poruszyć pewne kwestie, których poruszać nie można było w towarzystwie osób trzecich. Ale teraz... Cóż, tak się chyba robiło? Woda, coś do jedzenia. Danie świętego spokoju, by druga osoba mogła nabrać sił.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#13
01.05.2024, 00:20  ✶  

Nie wyrzucił go z mieszkania, pozwolił mu zostać tak długo jak chciał, być może mając w tym swój osobisty cel. Sprawdzić, jak dobrze dałby radę mieszkać z kimś jeszcze, niżeli samemu. Co jak widać, w takich sytuacjach, druga osoba może okazać się zbawieniem dla naszego zdrowia i życia. Dajesz dach nad głową, otrzymujesz inną pomoc w podzięce. Akurat tak dobrze się złożyło Nicholasowi, że rozumiał się jakoś z Rodolphusem. W tym akurat momencie, ostrzeżenie od Roberta poszło się chrzanić, aby na niego uważać. Trawers musiał w tej sytuacji zaufać koledze z pracy. Może to tylko w tej kwestii to miało miejsce?

Jeżeli chodziło o posiadanie tego eliksiru w wielu miejscach w mieszkaniu, a nawet noszeniu go przy sobie, Nicholas najwyraźniej zapomniał o tym uzupełnieniu. Zawsze miał jedną fiolkę w szufladzie szafki nocnej. Lecz od ostatniego razu, jak ją użył, nie zastąpił nową. Być może spowodowane było tym, że eliksir pomógł mu na tyle, aby przez kolejne miesiące mógł o chorobie zapomnieć. A natłok obowiązków, zleceń i zadań, nie tylko z Komnaty Śmierci, ale i od Roberta, Martesa, szukania informacji jakikolwiek na temat zimnych, aby pomóc bratu, rozmnożyło się, że nie przygotował, czy nawet nie uzupełnił sobie awaryjnych miejsc na wzięcie eliksiru. W łazience być może w szafce obok leków jeszcze stała fiolka. W sypialni nie było zapasu. W kuchennej części z kilka jeszcze pozostało. Prawdopodobnie w domu u siebie, w Little Hangleton także miał jakąś małą ilość.

Tak twierdził. Niech Rodolphus nie zmusza go do zastanawiania się nad przyczyną przebudzenia się objawów choroby. O tyle [a]dobrze, że nie wypytywał go jak rodzic gdzie był, z kim i co robił.

Czując jego dotyk na ramieniu, spojrzał na niego i westchnął. Powstrzymał się od wywrócenia oczami. Położył się powoli i grzecznie nawet nakrył kołdrą. Wczorajsza pogoda była deszczowa, nic dziwnego, że okna były zamknięte. Ale teraz, przydałoby mu się trochę świeżego powietrza. Nie ważne, czy było chłodne czy ocieplało się. [/a]
- Nie.
Pokręcił dodatkowo głową w odpowiedzi. I tak nic nie przełknie.
Dziwnie czuł się z myślą, bycia pacjentem własnego mieszkania, gdzie Rodolphus robił mu za opiekuna.
- W szafce, gdzie mamy herbaty. Półkę wyżej, znajdują się specjalne mieszkanki ziołowo herbaciane. Mam je od koleżanki z pracy. Jeżeli chcesz mi już coś przygotować, to właśnie jedną z tych herbat.
Skoro Rodolphus chciał być tak uprzejmym i opiekuńczy, to Nicholas poprosił z kolei o herbatę, w dość instrukcyjny sposób. Co gdzie jest. Na opakowaniach znajdowały się napisane ręcznie dawkowanie, po ile łyżeczek i jak zaparzać. Pismem Cynthi Flint. Każde opakowanie było na coś przeznaczone. Na odporność, regenerację, wzmocnienie organizmu, uspokojenie, bezsenność itp..
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#14
01.05.2024, 00:51  ✶  
Czy kusiło go, by wypytać co Nicholas robił wczoraj? Musiałby się dłużej zastanowić nad odpowiedzią na to pytanie. W zasadzie to... Nie czuł potrzeby, by wiedzieć. Robił to, co chciał, chodził tam, gdzie chciał. O tyle miło, że odruchowo informowali siebie nawzajem, że będą późno lub nie będą wcale. Przyszło to jakoś naturalnie, bo być może jeden drugiego by szukał, gdyby nagle postanowił zniknąć na dłużej? Na chwilę Lestrange się zatrzymał, a przecząca odpowiedź Nicka dotarła do niego jak przez mgłę. Jakby nagle znalazł się pod wodą, a dźwięki z zewnątrz docierały z opóźnieniem i były przytłumione. Czy w zasadzie gdyby on nagle postanowił zniknąć, ktokolwiek by go szukał tak po prostu? Pół miesiąca temu rzucił od niechcenia Longbottomom, że pójdzie przodem, bo nikt za nim nie zapłacze, jeśli oberwie śmiertelnym zaklęciem. Może poza matką, chociaż i tu nie miał pewności. Inni... Może przez przyzwyczajenie. Czy było mu z tym źle? W sumie to nie do końca. Tak było wygodniej. Bez balastu, bez spowiadania się. Ale również bez kontaktów, bez znajomości. Co próbował naprostować wbrew sobie, bo wiedza przecież była potęgą. Musiał zmienić pewne przyzwyczajenia, ale przychodziło mu to z trudem. Bo jak zbliżyć się do innych, jednocześnie trzymając komfortowy dla niego dystans? Chyba nie było szans, by to się udało. Mózg rozumiał doskonale i wiedział, że to nie serce odpowiada za emocje. Musiał się po prostu pilnować. Tym razem lepiej, niż pod koniec czerwca.

Wrócił do żywych, zszedł z powrotem na ziemię. Słyszał to, co mówił do niego Nick, ale przez chwilę wydawało się, że jego słowa w ogóle nie docierają do Rodolphusa. Jednak w końcu kiwnął głową i poszedł zaparzyć zioła, o których mówił. Wziął pierwszą lepszą z półki, o której mówił Nick. O tyle dobrze, że miała instrukcję. Z ciekawości porównał jedno opakowanie z drugim. Tę robiło się inaczej - parzyło dłużej, a drugą: krócej. Wziął więc tę drugą, na wzmocnienie organizmu, nie przywiązując uwagi do pisma, które wydało mu się znajome. Ale jakoś nie miał teraz głowy do tego, by się nad tym zastanawiać. Przetarł twarz dłonią, czekając aż woda się zagotuje, a potem ostygnie do odpowiedniej temperatury. Ojciec urwałby mu głowę, gdyby zalał zioła wrzątkiem. Spojrzał przez okno, znowu gdzieś odpłynął. Tym razem jednak nie rozmyślał o niczym konkretnym. Przyjemna pustka otoczyła jego głowę, wyganiając jakiekolwiek natrętne myśli. Lubił te momenty, były odświeżające.

Wrócił z kubkiem herbaty. Ostrożnie postawił ją na szafce nocnej, dbając o to, by nie uronić ani kropli. Nie należał do osób, które lubiły nieporządek. Być może nie był w tym aż tak pedantyczny jak Robert, lecz wszystko musiało być poukładane. Odpowiednio przesunięte, bez plam. Dlatego też kubek wylądował nie bezpośrednio na drewnie, a na podkładce. Lestrange usiadł na łóżku obok Nicka i odruchowo przeczesał jego krótkie włosy palcami, odrobinę się nachylając. Nie spodziewał się, że sprawy przyjmą taki obrót. W zasadzie to nie podejrzewał, że niewymowny jest chory. Ale i po prawdzie nawet się nad tym nie zastanawiał. Nie dawał żadnych jasnych sygnałów, że może być chory, więc z góry uznał, że nie jest. Może to był jego błąd? Że oczekiwał od innych, że będą wprost informować, o co chodzi? A przecież sam tego nigdy nie robił. A gdy było trzeba, u innych doszukiwał się drugiego dna - lecz tylko wtedy, gdy musiał coś zrobić i do czegoś mu to było potrzebne. Nie robił tego w normalnych kontaktach z ludźmi, nie robił tego w pracy. Zwykle gdy się uczepiał kogoś, to miał powód - na przykład Brenny, Morpheusa czy Victorii. Wtedy potrafił odczytywać podprogowe znaki, bo był na tym skoncentrowany. W przypadku innych osób, jak Robert czy Nicholas, nie szukał drugiego dna. A może powinien? W końcu umykało mu dużo.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#15
01.05.2024, 01:31  ✶  

Gdyby zapytał, Nicholas zapewne udzieliłby odpowiedzi. Przy okazji może by przedstawił to, czego interesującego dowiedział się od swojego znajomego, którego wczorajszego dnia odwiedził? Dostał w końcu list zapraszający do New Forest. Dlatego nie było go większość dnia. Uprzedzając o tym Lestrange’a.

Nicholas dopiero po chwili zarejestrował, albo może zdawało mu się, że Rodolphus był jakiś zamyślony. Lecz instrukcję odnośnie herbaty ziołowej przyjął i udał się ją przygotować. Travers leżąc, odprowadził go wzrokiem do wyjścia, jak tylko wzrokiem mógł sięgnąć. Został na jakąś chwilę sam w tej sypialni.

Miał chwilę dla siebie. Kiedy ostatnio tak wylądował w łóżku, że ktoś się nim opiekował? Przejmował? Nie spodziewał się tego co prawda po Rodolphusie. Ale doceniał jego starania. Jego obecność, jakby stał mu się niezbędnie bliższy, pomocny. Że skoro już wie o jego chorobie, będzie wiedział jak i kiedy mu pomóc. Tylko czy Nicholas chciał, aby brano go na litość z powodu choroby? Zdecydowanie nie. Znał swoje granice, wiedział na ile może sobie pozwolić.

Czy miał podobne myślenie co Lestrange, zastanawiając nad swoim żywotem? Bardzo możliwe. Oddalając się od rodziny, zostawał sam. Nie chcąc najpewniej nikogo ze swojego otoczenia narażać na niebezpieczeństwo, jakie wiązało się z jego strony bycie członkiem organizacji Śmierciożerców. Jeżeli w jakiś sposób umrze, mówi się trudno.

Oczekując na przybycie Rodolphusa z herbatą, Nicholas leżał wciąż gapiąc się w sufit. Aż w pewnym momencie przymknął oczy. Zasypiał? Mógł zapaść w paro minutową drzemkę. Postawienie naczynia na blat stolika, sprawiło że powoli otworzył oczy. Dzięki eliksirowi i otwartemu oknu, wyglądał znacznie lepiej. Odzyskiwał swój naturalny kolor skóry. Nie dusiło go i nie uciskało w klatce piersiowej. Ale żeby funkcjonować dzisiaj na pełnych obrotach, musiał sobie odpuścić.

Lestrange usiał na brzegu łóżka. Widocznie nie zamierzał go na dłużej zostawić samego. Nikt nie podejrzewał Nicholasa o bycie chorym. Zawsze pokazywał się w pełni zdrów. Działał w Departamencie, w terenie, w organizacji, w klubie. Nic nie zdradzało go, że może mieć jakieś problemy. Dobrze się z tym krył.

Przyjemny dotyk na czole, gdzie współlokator przeczesał jego włosy. Gest, który być może był czułością? Gdy ktoś się o Ciebie martwi? Troszczy?

- Dziwnie czuję się z myślą… Że zostałem pacjentem własnego mieszkania… A Ty… pomagasz mi.
Próbował zażartować? Nie był pewny, czy mu się to udało. Nie miał do tego głowy. Próbował to w sonie jakość zmienić.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#16
01.05.2024, 01:49  ✶  
W zasadzie powinien zostawić go samego, by Nicholas mógł odzyskać siły. Prosił jednak o herbatę, wiec mu ją przyniósł. Była na wzmocnienie, a tego teraz potrzebował. Tego i porządnej dawki snu. Sam nie wiedział, czemu nie wyszedł. Martwił się? Być może. Chciał upewnić się, że z Traversem jest lepiej, że jest w stanie chociażby samodzielnie usiąść i sięgnąć po kubek, nie rozlewając jego zawartości na pościel. Widok kogoś, kto zawsze był sprawny i zdrowy, gdy upada na ziemię, zawsze zaburza światopogląd i sprawia, że człowiek musi się zatrzymać i zrobić krok w tył, żeby na nowo objąć wzrokiem całą sytuację. Być może docenić własną sprawność, ale i spróbować dostrzec pozostałe sygnały, mogące świadczyć o tym, że z drugą osobą jest nie w porządku.
- Witaj w klubie - kącik ust mu drgnął, bo miał podobne odczucia. Domyślał się, co Nicholas czuł. On sam nie był przyzwyczajony ani do tego, by o kogoś dbać ani do tego, by ktoś dbał o niego. Co prawda był zaręczony i poświęcił kobiecie dużą część swoich emocji, ale wydawało się, że te emocje spaliły go od środka. Pochłonęły jak ten ogień, którym obiecywali sobie palić wspólnie świat. Nie udało się: zamiast palić wrogów, spalili siebie nawzajem. I to w najgorszy możliwy sposób, przynajmniej dla Lestrange'a. Nie bardzo chciał, by wypalone emocje ponownie się odrodziły, bo już zdążył się nauczyć, że to przysparzało wyłącznie kłopotów. Bez nich było łatwiej, lecz czy dało się tak żyć na dłuższą metę? Chyba nie potrafił. Gdy analizował swoje dotychczasowe życie, to odkrył że zawsze miał kogoś, na kogo przelewał te emocje. Kogoś, komu niekoniecznie ufał, ale z kim był na tyle blisko, by tę osobę do siebie dopuścić. Dzielić się wątpliwościami czy po prostu milczeć, chłonąc jej obecność. - Nie wiem za kogo mnie masz, Nick, ale nie jestem niewdzięczny.
Dodał po chwili nieco ciszej. Był milczący, nie wtrącał się. Bywał obojętny, zupełnie tak jakby świat wokół był oceanem, a on wysoką, skalną wyspą, o którą mogły wściekle uderzać fale bez robienia jej większej krzywdy. Ale prawda była taka, że przy odpowiednim upływie czasu to morze, obojętnie czy wzburzone czy nie, kruszyło skałę.
- Naprawdę przemknęło ci przez myśl, że mógłbym tak po prostu cię zostawić, gdy leżysz na podłodze? - zapytał poważnie, wwiercając spojrzenie w jego oczy. Z reguły miał głęboko gdzieś, co sądzili o nim inni. Dziwak, prostak, odludek, nudziarz - różnie go nazywali. Ale z jakiegoś powodu coś nieprzyjemnie swędziało go w mózgu gdy pomyślał, że chociaż przez chwilę Nicholas mógł pomyśleć, że po tym co się stało, on po prostu zapnie koszulę, weźmie różdżkę i wyjdzie z mieszkania, zostawiając go na podłodze. Czy robił to dlatego, że było mu go żal? Nie, z pewnością nie. Nie litował się nad nim, chociaż nie dało się nie zauważyć, że w tej chwili postępował z Nicholasem niezwykle ostrożnie, jakby bał się, że jakikolwiek gwałtowniejszy ruch go uszkodzi. Ale daleko temu było do politowania. Raczej do ostrożnej troski. Pytanie, które zadał Traversowi, było trudne, bo sam nie byłby w stanie tak łatwo odpowiedzieć, gdyby zamienili się miejscami. Na pewno nie oczekiwałby, że ktoś się nim zajmie. Ale czy podejrzewałby, że ta osoba wyjdzie tak po prostu, bez chociażby upewnienia się, że wszystko w porządku? Być może to wiek sprawiał, że w tej kwestii był naiwny. A być może za dużo czasu spędził z Longbottomami. Nie tak dawno temu przeszedł razem z Morpheusem i Brenną na drugą stronę lustra, do miejsca w którym czas i przestrzeń mieszają się ze sobą. Nie tylko na samym początku się prawie pobili z brygadzistką o to, kto ma iść na pierwszy ogień, ale i sam osłonił jej wuja ciałem, gdy lądowali z powrotem we właściwej czasoprzestrzeni. Może od tej wizyty coś mu się poprzestawiało w głowie? Albo to wpływ zdradzieckiej krwi, która płynęła w żyłach tamtej dwójki?
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#17
01.05.2024, 14:12  ✶  

Słysząc odpowiedź Rodolphusa, u Nicholasa także kącik ust uniósł się w geście lekkiego uśmiechu. Słabego ale jednak. Nie byli przyzwyczajeni do takiej sytuacji a tu los postanowił wystawić ich na testy. Nicholas mimo iż sprawiał wrażenie osoby sprawnej, zdecydowanej, chętnej do działania, przystępując także do śmierciożerców, tak naprawdę mogły to być pozory. Pod silną maską osobowości, skrywane miał choroby i dolegliwości. W końcu miał specjalne diety, nie mogąc lub rezygnując z jedzenia czegoś. Dlatego może nie chciał rodzinę za bardzo martwić swoim stanem zdrowia. Nie chcąc od nich żadnej opieki. Z tego względu, że mogli dostrzec u niego mroczny znak. Taka obawa miała również miejsce u jego brata, Theona, który zaginął po Beltame, że aż szukali go w Mungu. Czy również zamartwianie się o brata, nie było czynnikiem wyłaniającym częściowe objawy choroby?

- Powinienem być Ci wdzięczny za tę pomoc.
Wyraził swoje zdanie w jego odpowiedzi, kiedy Lestrange dodał o niewdzięczności. Nie było to w słowach konkretne ”dziękuję”, ale samo wyrażenie wdzięczości, było co prawda szczere. Doceniał tę jego pomoc. Zrozumiał przy tej sytuacji, jak bardzo może być uzależniony od drugiej osoby, jeżeli lata mu przybędą.

Nicholas próbował podnieść się powoli, chcąc usiąść na łóżku. Być może wygodniej byłoby mu mieć także poduszkę pod plecami. Zrobił to w celu chęci sięgnięcia po herbatę, jaką mu przygotował Rodolphus. Zanim zdecydowałby się przespać, powinien ją wypić.
Lecz nim poprawił się, aby wygodniej usiąść, przysunąć się bliżej ramy łóżka przy ścianie, utkwił wzrok na Rodolphusie, który wwiercał się w niego swoim spojrzeniem.

- Nie przewidywałem takiego scenariusza…
Odparł zgodnie z prawdą. Nie spodziewał się, że choroba go zaatakuje w takim momencie, niespodziewanie. Ale też dobrze się stało, że z kimś mieszkał.
- Zwykle z tym radzę sobie sam… Dlatego nie chciałem, abyś poczuł się w jakimś stopniu, zobowiązany mi pomóc…
Westchnął, przenosząc spojrzenie gdzieś na bok pościeli, podpierając się nadal rękoma o materac. Zaraz jednak wzrok przeniósł na swoje lewe przedramię, gdzie widniał mroczny znak. Przy czym dodał.
- Może zrozumiałem… Że przyjdzie moment, gdzie nie dam sobie rady sam?
Spojrzał na Rodolphusa.
- Przez to, nie mogę liczyć na inną pomoc, jak tylko od tych, z którymi jestem w tym samym miejscu… O ile komuś w ogóle na mnie jeszcze zależy… Nie bez powodu, pracuję w Komnacie Śmierci.
Mówił poniekąd tak, jakby ze swoją przypadłością, sytuacją był pogodzony. Gdyby miał trafić do Azkabanu, nie przeżyłby tam długo. Śmierć byłaby dla niego idealnym wybawieniem. Był na nią przygotowany. Od dawna pragnął zagłębiać w jej temacie wiedzę. Zrozumieć ją. Jej postęp, działanie, istnienie. Szukał także możliwości jej uniknięcia, oszukania. Dlatego zależało mu pracować w Komnacie Śmierci. Współpracować z Koronerami. Zrozumieć śmierć także innych istot. Jak stracili życie.

Z pomocą Rodolphusa czy też samodzielnie, usadowił się wygodniej, sięgnął po kubek z herbatą, obejmując obiema rękoma, na tyle ile mógł, jeżeli nie był za gorący. Upił łyk ostrożnie. Pozwalając aby płyn ziołowej herbaty na wzmocnienie, rozgrzał jego przełyk.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#18
01.05.2024, 15:03  ✶  
Pokręcił głową, gdy powiedział, że powinien być wdzięczny. Cóż, może i powinien, ale Rodolphus tego nie oczekiwał. Bo co zrobił poza tym, że go podniósł, pomógł opanować krwotok z nosa i odprowadził do łóżka? To wszystko były drobnostki, naturalne ludzkie odruchy, które przecież i on sam miał. Nie był przecież golemem, który działał mechanicznie, o czym Nicholas doskonale wiedział, bo widział go w różnych stanach emocjonalnych. Po prostu te emocje siedziały głęboko, głęboko schowane, ale istniały.
- Czasem nie jest możliwe działanie w pojedynkę - odpowiedział zgodnie z prawdą. Współpraca to coś, co było okropnie ryzykowne, ale czasem konieczne. Ograniczone zaufanie, poleganie na drugiej osobie. Wielu rzeczy nie dało się zrobić samotnie - czy to jeśli chodzi o zdrowie, czy... O ich wspólną sprawę, o której przypominał Mroczny Znak. Pomógł Traversowi usiąść, podał mu kubek. Przez chwilę na jego ustach tańczył cień rozbawienia. - Z pesymizmem ci do twarzy.
Prawda była taka, że ludzie byli zwierzętami stadnymi. Szukali sobie podobnych, chociaż mogli temu zaprzeczać. Pojedyncze jednostki mogły o sobie mówić, że nie potrzebują nikogo, lecz w końcu i tak byli zależni od innych. Nie dało się posiąść takiej potęgi, by być samemu i nie potrzebować nikogo w nawet najmniejszym stopniu. Nawet ich Mistrz otaczał się - w teorii - zaufanymi osobami. Osobami, które podzielają jego wizję. Bo przecież samemu nie dałby rady. Przyznanie przed sobą, że należy brać innych pod uwagę, było oznaką mądrości. A jednocześnie nie należało na tym opierać wszystkiego, wszystkich planów i założeń. Trudna sztuka balansowania między zaufaniem a jego brakiem.
- Lepiej jednak polegać na osobach, które są w pewien sposób bliskie, niż na osobach, które po prostu znajdują się obok fizycznie. Jestem przekonany, że co najmniej połowa postronnych z chęcią by patrzyła, jak druga istota tonie - tylko po to, by zrzucić z siebie odpowiedzialność - to nawet nie był dylemat. On sam by nie pospieszył na ratunek obcej osobie, jeżeli wokół nie byłoby nikogo. Bo po co? Tak było na początku czerwca, gdy w pewnym zaułku zobaczył umierającą kobietę. Być-może-mugolaczkę. Gdyby nie kuzyn, najpewniej by się po prostu odwrócił i zostawił ją na śmierć. Wierzył, że większość ludzi postąpiłaby podobnie chociażby po to, by uniknąć niewygodnych pytań i kłopotów, związanych z przesłuchaniem.

Zioła były przygotowane zgodnie z instrukcją. Ciepłe, lecz nie gorące. Być może odrobinę za ciepłe i powinny jeszcze ostygnąć, lecz możliwe, że to było po prostu takie wrażenie przy pierwszym łyku. Lestrange nachylił się, by musnąć ustami czoło Nicholasa. Sam nie wiedział, czemu zdobył się na tak intymny w jego opinii gest. Do tej pory był raczej powściągliwy, jeżeli chodziło o podobne zachowania. Być może obnażenie choroby Nicholasa sprawiło, że zaczął go postrzegać bardziej jak człowieka, a nie chodzące uosobienie śmierci?
- Chcesz zostać sam, żeby odpocząć? - wciąż był słaby i powinien się przespać. Sen był jednym z najlepszych lekarstw, a połączenie go z odpowiednimi eliksirami potrafiło działać cuda.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#19
01.05.2024, 22:19  ✶  

Drobnostki, ale bardzo cenne. Ratowało to szybciej zdrowie Nicholasa, niżeli sam sobie z tym radził. Nie znał techniki, jaką zastosował współlokator na zatrzymanie krwotoku z nosa. Z tym męczył się na swój sposób, jeżeli takiego doświadczał. To dzisiejsze zdarzenie uświadomiło właśnie Traversa, że bez drugiej osoby obok, kiedyś naprawdę skończyłby źle. To właśnie też powiedział Lestrange. Współpraca. Coś ważnego, cennego. Nie tylko potrzebnego podczas działań w terenie, wykonywaniu poleceń Czarnego Pana, ale także w czynnościach codziennych.

Nicholas pozwolił sobie pomóc z możliwością siedzenia i odebrał podany kubek. Choć chciał sam tego dokonać, to jednak miło, że kolega z pracy mu w tym pomógł.

Na Rodolphusa słowa o pesymizmie, Nicholas także się uśmiechnął. Czy była to prawda? Być może. Czasami zdarzało mu się myśleć i mówić optymistycznie. Na to już nie odpowiadał. Sam gest, mimika twarzy niech posłuży za odpowiedź. Co rzadko u niego gościło na twarzy. Bardzo, rzadko. Czy to znaczy, że Nicholas pewne bariery swojego zachowania przełamywał?

Posiadanie zaufanych osób, to była sztuka. Trudna do uzyskania. Nicholas niewielu takich posiadał. Im mniej, tym lepiej. Ale czy na pewno? Od każdego można potrzebować innej pomocy, porady czy też współpracy.

- Z tymi słowami jestem wstanie się zgodzić.
Nie było co więcej dodawać. Przyjmując pod swoje mieszkanie Rodolphusa, postanowił zaryzykować z zaufaniem jego osobie. Mieć go blisko siebie, pilnować, obserwować, mimo tego jednego incydentu z siewcą. To jednak przerodziło się w coś więcej. A ostrzeżenie Roberta, wprowadziło pewien dystans. Ten jednak mógł być dzisiaj przerwany. Czyn, jaki kolejny wykonał Lestrange, zaskoczył nieco Traversa. Ucałował go w czoło? Czy to była… troska? Czułość? Nie umiał się jakoś do tego gestu odnieść. Trzymał kubek, milcząc. To było dziwnie… miłe, że doprowadziło do kolejnego pęknięcia lodowego muru, jakim Nicholas otoczył swoje lodowe serce. Jedna rysa w lodzie była od Laurenta, który chciał przebić się do niego swoim światłem. Druga Rodolphusa, który niespodziewanie okazał pomoc i czułość?
- Tak.. Prześpię się… Może na obiad wstanę.
Potrzebował jednak tej chwili, aby posiedzieć samemu. Porozmyślać. Zdrzemnąć się, czy też przespać. Eliksir działał. Wracał powoli do siebie. Na twarzy wyglądał już znacznie lepiej. Parę godzin snu, być może poprawi całkowicie funkcjonowanie organizmu. Nie planował przespać całego dnia. Wstanie na obiad, może wtedy wróci mu też apetyt. Zajmie listami, które nie chciał, aby czekały na kolejny dzień. Nie było to co prawda nic pilnego, ale informacyjnego.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#20
01.05.2024, 22:56  ✶  
Zauważył tę zmianę. To, że po raz kolejny w odpowiedzi na jego słowa się uśmiechnął. A przecież Nicholas Travers praktycznie nigdy tego nie robił. Co mogło spowodować tę zmianę? Postanowił zrzucić to na osłabienie organizmu, nie doszukiwać się drugiego dna w tym, co aktualnie działo się między ich dwójką.
- Zostawię cię więc - powiedział, wstając. Czy tak zachowywał się ktoś, komu nie można było ufać? Ktoś, przed kim ostrzegał go Robert? Chociaż czy na pewno Robert znał go na tyle, żeby móc ostrzegać kogokolwiek przed Rodolphusem? Czy po prostu nie ufał mu, bo nie ufał tak naprawdę prawie nikomu? Oczywiście że miał rację, wszystko na to wskazywało. Lestrange był młody, ale niegłupi. Ostrożny, oszczędny w ruchach i słowach. Analizował i milczał, woląc słuchać, by w najmniej spodziewanym momencie zadać cios. Jak wąż, który czaił się w zaroślach. Węże miały jednak to do siebie, że nie atakowały niesprowokowane. Część z nich wolała prześlizgnąć się niezauważenie, a część wprost ostrzegała przed niebezpieczeństwem. Kojarzyły się z podstępnością, zdradą - lecz czy na pewno była to sprawiedliwa opinia? Żmijom daleko było do lojalności, jednak z jakichś powodów Rodolphus trwał przy tych, których wybrał, od lat do teraz. Z drugiej jednak strony jasnym było, że kłamstwa były jakby jego naturalną stroną. Udawał, lecz czy nie udawali oni wszyscy, ukrywając się ze swoimi poglądami i misją, którą przyszło im wypełniać? Nie było jasnej, prostej odpowiedzi na to pytanie - bo i świat, w którym przyszło im żyć, nie był czarno-biały.

Wychodząc, zamknął cicho drzwi. Dokończył zapinanie tej nieszczęsnej koszuli, a potem rozejrzał się po kuchni. Westchnął, a wzrok powędrował w kierunku różdżki. Jedno machnięcie i wszystkie pozostałości po tym nieszczęśliwym zderzeniu z podłogą pozostaną tylko wspomnieniem. Śniadanie zjadł sam, również sam sięgnął po Proroka. Ostatnio starał się trzymać rękę na pulsie, i chociaż niekoniecznie uśmiechało mu się czytanie bzdurnych artykułów, to wśród gąszczu z pozoru bezsensownych zdań zawsze dało się wyłuskać ważne informacje. Przyjemna cisza otoczyła na powrót jego umysł, pozwalając się wyciszyć i skupić na tym, co było ważne. Informacje, porządkowanie ich w głowie. Rozważania na temat tego, co działo się przez ostatnie dni. Ostrożnie przekładał kolejne szuflady w swojej pamięci, lokując poszczególne skrawki wyczytane z gazety w odpowiednich miejscach. Łączył je ze sobą, w myślach zakreślając kolejne słowa i dodając znaki zapytania. Dla osoby postronnej mogło się wydawać, że miał problemy z czytaniem. Wracał wielokrotnie to tych samych stron, przewracał je, czytał po raz kolejny to, co już wiedział. Dla pewności. Nie planował budzić Nicholasa, nawet gdy nadeszła pora, w której normalnie jadało się obiad. Ten posiłek zawsze był ruchomy, a i on pogrążył się w lekturze, tym razem książki, gdy skończył z gazetą - nie przepadał za odrywaniem się od podjętych już działań. Zresztą niewymowny potrzebował snu. Jak wstanie, to wstanie. Najwyżej prześpi cały dzień lub obudzi się pod wieczór. Wspominał o listach, które musiał dzisiaj wysłać, ale do końca dnia było jeszcze daleko.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nicholas Travers (10056), Rodolphus Lestrange (11112)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa