Nawet jakby Nicholas teraz próbował usiąść do listów, nie dałby radę napisać niczego sensownego. Wiedział to po sobie. Uprzedził tylko Rodolphusa, że jedyne to miałby dzisiaj w planie zrobić. Teraz lepiej byłoby położyć się i dać organizmowi odpocząć, zregenerować się. Na szczęście więcej innych niepokojących odznak nie dało się dostrzec. Eliksir działał powoli, ale skutecznie robił swoje. Najgorsze mieli za sobą. Gdyby jednak Nicholasowi miało się pogorszyć, wezwana pomoc musiałaby być bardziej zaufana z ich kręgu. W końcu nie paraduje się z mrocznym znakiem na widoku. Normalna pomoc z Munga mogłaby z niepokojem na to spojrzeć.
Mimo powolnego dochodzenia do siebie, Nicholas poruszał się w sumie ostrożnie. Nie chciał zaliczyć kolejnej wpadki. Zlew kuchenny był zdecydowanie blisko. Dał tutaj sobie radę doprowadzić się do porządku, zmywając z siebie krew. Ale jak Rodolphus słusznie zauważył, sypialnia była znacznie dalej. Trzeba było przejść przez całe resztę pomieszczenia salonowego. Na mały korytarz, gdzie były pozostałe pokoje. W tym ich sypialnia. Tutaj idąc, jeżeli Rodolphus nie stanowił podporę, Travers podpierał się mebli, które mijał. Krzesła, kanapa czy ściana. Aż w końcu dotarli do sypialni. Usiadł na łóżku, słysząc zaraz pytanie o chorobę. Spojrzał na niego wciąż będąc osłabionym. Ale też tak, żeby nie myślał sobie, cokolwiek robił dnia ostatniego. Nie brał udziałów w poważniejszych walkach. Działał bardziej umysłowo niżeli fizycznie. Nie bez powodu też wybrał pracę w Komnacie Śmierci. Jakby chciał sam dla siebie, lepiej zrozumieć samą śmierć. Być na nią przygotowanym.
- Losowo.Odparł w odpowiedzi krótko. Biorąc wdech i wydech, jakby sam siebie sprawdzał, czy płuca mu dobrze pracują. Nie ma problemów z oddychaniem. Nie ma żadnych problematycznych duszności.
- Eliksir wycisza ją na jakieś trzy miesiące... Ale kiedy przestaje działać, trudno mi wymierzyć czas, aby wziąć go ponownie... Biorę wtedy, jeżeli czuję się źle... Wtedy niestety nawet w Departamencie muszę wziąć wolne.
Dopowiedział, wyjaśnił. Robił przerwy po każdym zdaniu, jakby chwilowo mówienie ciągiem sprawiało mu trochę trudność. Wysiłek fizyczny, był głównym czynnikiem, który mógł powodować przyspieszenie objawów. Dlatego Nicholas uważał z tym, nawet podczas trenowania walki w ręcz.
- Bez obaw. Nie przeciążyłem się wczoraj.
Zapewnił go. Bo przecież sama przejażdżka na Abraksanie nie mogła być przyczyną pobudzenia w nim problemów zdrowotnych. Choć zaczęło to budzić w nim pewne wątpliwości. A może jednak? Nic przecież nie robił, a tylko siedział. To koń był w ciągłym ruchu na lądzie i w powietrzu. Złapał ich deszcz, ale nie przemógł na tyle, by zdrowie mu się posypało.
Dotknął się klatki piersiowej, jakby chciał ją rozmasować. Może poczuł jeszcze uścisk, ale chwilowy. Spojrzał w stronę okna, jakby chciał sprawdzić czy mieli uchylone, otwarte czy zamknięte.