• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 9 Dalej »
[14.08.1972] I wonder how you hear me with your ears | Nora & Sam

[14.08.1972] I wonder how you hear me with your ears | Nora & Sam
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#11
27.04.2024, 21:59  ✶  

- Tak naprawdę, to każdy ma prawo żyć, jak chce. - Rozumiała, że Brennie może się nie podobać to, że Samuel wybrał Knieję, tak właściwie to trochę zostało mu to narzucone przez rodziców, ale przecież czuł się w niej dobrze, to było jego miejsce na ziemi. Nie powinni mu tego odbierać. Tyle, że też nie mieli pojęcia kiedy i czy w ogóle, będzie tam jeszcze bezpiecznie. Może była jakaś szansa na to, że sam przekona się do Doliny. Słowa, które mówił o klątwie wprawiły ją w osłupienie. Czyli to była jej wina? To przez nią wróciło do niego przekleństwo, trochę zbladła, bo poczuła się winna. Nie, żeby żałowała, że wysłała ten list, bo gdyby nie to, to pewnie nie byłoby go teraz u niej. - Przepraszam, nie chciałam, w sensie nie wiedziałam, że to może dziać się przeze mnie. Czy mogę robić coś inaczej, żeby jakoś na to wpłynąć? - Nie miała pojęcia w jaki sposób działała ta klątwa, jeśli jest jakaś opcja, żeby mogła zapobiegać ewentualnym atakom, to na pewno się do tego dostosuje. - Myślę, że realnie zagraża nam tyle rzeczy, czy ludzi, że twoja klątwa jest tego niewielką częścią. - Przecież tuż za rogiem czaili się śmierciożercy, a Norka zaangażowała się w działania Zakonu Feniksa, klątwa była przy tym naprawdę drobnym problemem.

Przyglądała mu się ponownie dłuższą chwilę. Jego obawy faktycznie były uzasadnione, bo ją i Erika łączyła bardzo bliska relacja, nie dało się tego nie zauważyć. - Tak naprawdę to jego też kocham. - Może nie zabrzmiało to dobrze, jednak zamierzała mu to teraz wytłumaczyć. - Tyle, że nie jest to miłość romantyczna, wiesz, jest dla mnie bardziej, jak brat, znamy się tak wiele lat, jesteśmy w pewien sposób związani, jednak to nie takie uczucie o jakim myślałeś. - Zresztą Longbottom nie interesował się kobietami, nie wiedziała czy powinna o tym też wspomnieć Samuelowi. - Ostatnio trochę się wszystko skomplikowało, przez Beltane i rytuał, który się tam odbył, Erik i ja wyczuwamy, kiedy któreś z nas jest z kimś innym, czy znajduje się w niebezpieczeństwie, bo magia rytuału była wyjątkowo silna w tym roku. Martwił się o mnie wtedy w nocy, dlatego tak reagował na tym śniadaniu. - Starała się jak najprościej mu to wszystko przekazać, chociaż wcale nie było to takie łatwe. - Uwierz mi, nie jest mi w stanie dać tego, czego potrzebuję, nigdy nie patrzył na mnie w ten sposób, ani ja na jego. Jesteśmy po prostu przyjaciółmi. - Miała nadzieję, że te zapewnienia wystarczą.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#12
28.04.2024, 21:00  ✶  
– To nie tak – jęknął, gdy zaczęła go przepraszać. – To nie Twoja wina, tylko moja, jak... jak czuje za bardzo to wtedy czasami, nie wiem, czasami mam wrażenie, że tego wszystkiego jest za dużo i bardzo chce wyjść na zewnątrz i wychodzi, wtedy na pomoście jak się kłóciliśmy i po prostu... tego było już po prostu za dużo. – odetchnął, bo teraz też byli blisko kłócenia, a nie chciał się kłócić.

Hałasy z zewnątrz nie pomagały. Miał poczucie dochodzącego z zewnątrz gwaru, bolała go głowa, bo powietrze było bardzo inne, no i trzeźwiał w przyspieszonych okolicznościach. Kakao pomagało się skupić, skanalizować, osadzić, więc skupił się na nim. Upił kolejnych kilka łyków ciepłego nektaru, który ofiarowała mu jego najpiękniejsza księżniczka. Jego dziewczyna. Ta myśl była przyjemna.

I dobrze, że nabrał powietrze, bo potem Nora prawie że go utopiła, metaforycznie oczywiście. Wyznanie miłości do Erika walnęło nim jak skarpetką napełnioną mokrym piaskiem znad dolinowego jeziora i niemal zwaliło go to z krzesła. Na szczęście wysłuchał do końca a nie zerwał się jak oparzony po pierwszym zdaniu, na szczęście potrwał chwilę w ciszy międroląc w głowie te fakty i na MOMENT zakładając, że mógł mieć błędne o nich mniemanie. W sumie, dlaczego miałoby być słuszne? W końcu nie znał się na tym. Sam dopiero robił pierwsze kroki w społeczności. W końcu Bee powiedziała mu bardzo wprost, że Erik ma kogoś innego w sercu. Dlaczego miałaby kłamać. Niedowierzanie, nadzieja, zaskoczenie, czy też rozbawienie, że może po prostu był idiotą, dał się porwać emocjom, zamiast po prostu zapytać... to wszystko obmalowało się na twarzy dwudziestoparolatka. W sumie, on sam uważał Bee za swoją siostrę. Ufał jej mimo, że ostatnio ich relacja była mocno skierowana w stronę układu "rodzic-dziecko". Nie zawsze jednak tak było i kto wie, może jak stanie na nogi, jak okrzepnie w nowej rzeczywistości, to nie zawsze też tak będzie. W końcu się adaptował. W końcu dopuszczał myśl, żeby zostać wśród ludzi, nawet jeśli knieja będzie opustoszała.

Więc tak, więc mógłby powiedzieć, że też kocha Brennę. To zdawało się odpowiednie, uspokajające go porównanie.

A wtedy jego brwi ściągnęły się w zaskoczeniu.

– Co masz na myśli mówiąc, że jego też kochasz? – zapytał dziwnie głucho, nie odrywając już ani na moment oczu od jej ślicznej, acz zmartwionej obecnie twarzy.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#13
29.04.2024, 09:27  ✶  

- Powiedzmy, że rozumiem, a przynajmniej próbuję zrozumieć, jak to działa. - Nie było to dla niej wcale takie łatwe, bo nie znała nikogo z podobną klątwą, znaczy kojarzyła, że znajoma Brenny ma podobny problem, ale to by było na tyle. Nigdy się w to nie zagłębiała, nie musiała. Teraz jednak zaczęła się zastanawiać, czy ta klątwa nie może być dziedziczna, bo czy wtedy mogłaby się objawić i u Mabel? - Ile miałeś lat, jak to się zaczęło? - Zapytała zupełnie niewinnie, niby z czystej ciekawości, żeby chociaż trochę uspokoić te myśli, które zaczęły krążyć w jej głowie. Będzie musiała podpytać o tę klątwę, dowiedzieć się jak najwięcej. Na pewno pomoże jej to też z oswajaniem Samuela.

Widziała jego zmieszanie, kiedy zaczęła mówić. Nie chciała jednak ukrywać przed nim tego, co czuje do swojego przyjaciela, bo przecież mieli być ze sobą szczerzy. Mówiła więc to, co czuła, to, jak ona to wszystko widziała, w jej sercu było naprawdę dużo miejsca i miłości, którą gotowa była dać różnym osobom. Oczywiście te miłości były naprawdę różne, cała paleta barw, bo przecież całym sercem kochała też Mabel, którą stawiała ponad wszystkimi i wydawało jej się, że z tą miłością rodzicielską żadna inna nie może się równać, że była najpotężniejsza. Trudno jednak było to porównywać.

Miała nadzieję, że zrozumiał o co jej chodzi, wydawało jej się, że całkiem rozsądnie mu to wytłumaczyła, że dostrzeże różnicę w tym, co czuła do każdego z nich. Miała do siebie żal, że nie zauważyła wcześniej, że może być zazdrosny o Erika, nie było to dla niej oczywiste, a może powinno być? Szczególnie, kiedy ktoś obserwował ich raczej z daleka.

Później pojawiło się zaskoczenie, namalowało na jego twarzy. Padło też kolejne pytanie. Odetchnęła głęboko, kiedy je usłyszała. Przy Samie wszystko wydawało się być dużo bardziej skomplikowane, musiała mówić wprost, zauważyła to już wcześniej, a czasem nie potrafiła tego robić, czasem wolała unikać konkretów, bo bała się po prostu, że zostanie zraniona, jeśli tak szybko będzie się przyznawać do tego co czuje. Musiała chyba jednak do tego przywyknąć. - Mam na myśli to, że kocham i jego i ciebie, tylko w inny sposób. - To było chyba to, o co ją pytał, miała nadzieję, że odpowiedź którą mu dała była wystarczająca. Spoglądała przy tym na niego swoimi zielonymi oczami, nieco przestraszona, że może nie powinna się do tego przyznawać, ale trochę nie miała wyboru.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#14
29.04.2024, 18:28  ✶  
– Jedenaście – odpowiedział jej cicho, widząc w jej pytaniu nic więcej, ponad ciekawość i troskę. – To właśnie dlatego nie poszedłem do Hogwartu. – Jego mama powiedziała wtedy, że Knieja go uratowała przed tym losem, że las upomniał się o swoje dziecko. Dziś nie był już taki pewien, czy to była prawda, czy sama w to wierzyła, albo chciała wierzyć. Dziś nie był pewien wielu rzeczy, które mu mówiła i przez to czuł się jeszcze bardziej zagubiony. Dotąd nie było jak weryfikować tych przekonań, dotąd nie był poddany takiej ekspozycji na świat zewnętrzny, na społeczność. Powoli zbudowany latami mur kruszał w dobroci ludzi Doliny, w tym jak otwierali się na niego, a on na nich. Powoli...

Temat klątwy, nie był jednak tak ważny i bolesny, jak łagodna nić i początki nazywania przez nich uczuć. Jeszcze raz, jak uczniaki zobowiązane do poprawki opowiadania, które dostarczyły w pierwszym terminie. Wtedy buzowały hormony, nastoletnie pragnienia i lęki. Wtedy oboje myśleli wielkim kłamstwem, jakim było dosłowne traktowanie baśni. Ona, piękna dziewczyna, córka młynarza która pokochała przeklętego chłopca z lasu, odkrywała jego prawdziwe pochodzenie i stawała się księżniczką, poślubiając go przy kwietnym ołtarzu. I żyli długo i szczęśliwie, tylko że nie tym razem. Pierwszy pocałunek prawdziwej miłości nie przełamał klątwy, samo marzenie nie wystarczyło, żeby zbudować zdrowy i stabilny związek. I teraz, gdy siedzieli w tej kuchni, gdy padły te słowa... Były bolesne, o czym może Nora nie zdawała sobie sprawy, zestawiając go obok kogoś o którego tak mocno był zazdrosny. Kochała więc ich obu, ale Erik nie mógł jej dać tego co by potrzebowała. To było konfundujące. Co by było gdyby jednak mógł jej to dać. Czy wtedy w ogóle spojrzałaby w stronę Sama? Czy wysłałaby mu tęskny list, zatańczyłaby z nim, poszła nad jezioro? Co by było, gdyby Erik ją chciał tak mocno, jak Sam? Nie ukoiło to zazdrości, było gorzkie w słodyczy wyznania.

Kocham i jego i Ciebie tylko w inny sposób

– Czyli... jak mnie kochasz, nie rozumiem? O co chodzi z tym innym sposobem? Jeśli jego kochasz i jesteście przyjaciółmi, to ja też jestem... nie wiem, jestem Twoim przyjacielem? Czym to się różni od byciem chłopakiem? Wiesz mam, mam takiego hm... przyjaciela który podobnie jak Ty kocha bardzo wiele osób, ma serce pełne miłości i nie ma dla niego znaczenia wiele spraw ponad to, by świat był piękniejszym, przyjemniejszym miejscem. Jest artystą, podobnie jak Ty, chociaż on maluje obrazy. – Umilkł unikając nagle jej spojrzenia, myślami uciekając, wyobrażając sobie, że Nora podobnie jak Lysander tą miłością rozdziela wszystkich wkoło. I o ileż łatwiej mu było przyjmować to i okazywać zrozumienie, gdy rzecz miała się Motyla, o tyle zazdrość tym mocniej zacisnęła łapska na sercu, zmuszając go do kolejnego wyznania. – Ja chyba nie dałbym sobie rady, gdybyś... To dla mnie trudne. – sposępniał. – Nie chcę cię ograniczać, nie chcę... mówiłaś, że każdy może żyć jak chce, ale ja chyba nie chciałbym ja... ja nie chcę żeby ktoś inny Cię dotykał – przyznał niemal szeptem i ukrył znów twarz w dłoniach czując jak zupełnie się gubi w tym wszystkim, w tych wszystkich prawdach, które poznawał przez te kilka miesięcy, różnych prawdach, ludzkich prawdach, ale żadna z nich nie była jego.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#15
29.04.2024, 21:53  ✶  

Zastanawiała się, czy to izolowanie Samuela przed światem było dla niego dobrym rozwiązaniem. Jego rodzice jakby nie patrzeć wybrali trochę dla niego ten los, wyrzutka, którym stał się mieszkając w Kniei. Wydawało jej się, że Dumbeldore znalazłby jakiś sposób, żeby mógł się uczyć w szkole tak, by nie być niebezpiecznym ani dla siebie, ani dla innych. Izolacja nie zawsze była dobrym rozwiązaniem. Mogła wydawać mu się teraz mocno zamyślona, bo nasuwało jej się wiele pytań. Co jeśli Mabel powtórzy jego los? Co jeśli i u niej ujawni się klątwa? Martwiło ją to strasznie, bo przecież Hogwart był spełnieniem marzeń każdego czarodziejskiego dzieciaka. Czekali z utęsknieniem na list, który zaprosi ich do magicznej szkoły, co jeśli ona zostanie pozbawiona tej możliwości?


Kolejne pytania, nie do końca tego się spodziewała. Nie wiedziała, jakich słów używać, aby nie wprowadzać niepotrzebnego zamętu, bo to co mu przekazała chyba nie do końca zostało odebrane w taki sposób, w jaki chciała. Odetchnęła głęboko, żeby uspokoić myśli. - Erik jest dla mnie jak Thomas, mój brat, tylko trochę bardziej, w sensie kocham go jak brata, ale mogę mu powiedzieć więcej, niż rodzonemu bratu. Nie wiem dlaczego się tak polubiliśmy, nie potrafię wyjaśnić tej więzi, ale jest jedną z najbliższych mi osób, tak po prostu. Wiem, że przed nim zawsze mogę być sobą, nie muszę mieć tajemnic, bo nigdy mnie nie ocenia, a zawsze pomoże. - Bywały chwile, kiedy się kłócili, lecz to tylko krótkie, aczkolwiek bardzo dramatyczne epizody. Nie umieli się na siebie złościć zbyt długo, bardzo szybko łagodnieli i wyjaśniali niesnaski, jakie się pojawiały. Longbottom po prostu przy niej był, zawsze, kiedy tego potrzebowała i ona dawała mu to samo.

- Jednak nigdy nie patrzyłam na niego, jak na potencjalnego chłopaka, od samego początku byliśmy dla siebie czymś zupełnie innym. - Próbowała mu to ponownie wyjaśnić. Mówiła coraz ciszej, jakby nie umiała ubrać swoich myśli w słowa, nie chciała zbytnio zamieszać mu w głowie tym, co mu przekazywała. Miała jednak wrażenie, że trochę już na to za późno. - Sam, ja naprawdę nie kocham ludzi w ten sposób. - Na opak wziął jej słowa, bała się, że pomyślał sobie, że skacze z kwiatka na kwiatek rozdając swoją miłość komu popadnie.

Nie chciał, żeby ktokolwiek ją dotykał? To mogło być zbyt wiele, bo przecież ciągle kogoś dotykała, czy ją ktoś dotykał ze zwykłej troski. Nie miała pojęcia, czy w ogóle byłaby w stanie nad tym zapanować, bo było to dla niej naturalne. - Nie chcesz, żeby ktokolwiek mnie dotykał? - Wolała się upewnić, czy dobrze zrozumiała jego myśli. Czy miałaby już nigdy nie przytulić się do Erika, czy innych bliskich? Próbowała to zrozumieć, jednak chyba nie do końca jej to wychodziło.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#16
30.04.2024, 21:50  ✶  
Sam słuchał jej tłumaczeń z twarzą ukrytą w dłoniach, słuchał i starał się usłyszeć, starał się uspokoić głupie serce, galopujące, toczone zieloną trucizną zazdrości. To było dziwne pozwolić sobie to poczuć w pełni, pozwolić rozlać się goryczy na ustach, a nie uciekać, nie chować się po kątach z płakaniem, że jest się gorszym, nie wpychać jej w ręce objęć kogoś, kogo nie chciała i kto nie chciał jej. Nie w ten sposób.

– Myślałem, że chcesz z nim być. Że jest Ci przy nim dobrze. – powiedział powoli, opierając łokcie o kolana, wciąż zasłaniając twarz, niepewny, odsłonięty, w końcu szczery. – Nie mogłem znieść wtedy myśli, wtedy jak widziałem jak chodziliście po jarmarku... Byłem ptakiem wtedy, przyleciałem wcześniej, chciałem zrobić Ci niespodziankę. I jak Was zobaczyłem to pomyślałem wtedy, że jestem Ci tylko kulą u nogi. Że ja... że ja i tak nie mogę stąd wyjechać, a on może dać Ci wszystko. Wszystko czego nie mam. – Krążył, mówił w sumie cały czas to samo, choć pojawiały się nowe detale, nowe okoliczności. Chciał jej zrobić niespodziankę, to przecież nie teraz. Jarmark, miejsce w którym mieli się spotkać, ale Sam nigdy nie dotarł. Jarmark, po którym pociąg do Londynu odjechał z tylko jednym złamanym sercem.

Samuel ześlizgnął się z krzesła na podłogę, nie mógł dłużej siedzieć, jego mięśnie wstrząsał żal, zgryzota, jego ciało dało poczuć mu w końcu ten ból, który odrzucał od siebie, nie tylko co lęk, ale świadomość, że najwidoczniej źle zinterpretował sytuację, że już wtedy mógł przyznać się do klątwy matki, swojej, że już wtedy mogli pracować nad kompromisem. Wtedy. Osiem lat temu.

Nie trwało to jednak długo, bardzo szybko rozlał się bardziej po podłodze i podciągnął ku kolanom Nory. Chciał znów ją przytulać, znów poczuć płynący z uścisku spokój, który pozwolił im nie krzyczeć na siebie kilka minut temu. Chciał ofiarować jej łzy, przeprosiny, żal, skruchę, żałość i wszystko to co poniewierało nim, a czego jeszcze nie potrafił nazwać. Objął jedną z jej nóg i położył głowę na udzie, oddychając spokojnie jej zapachem.
– Nie mogłem znieść myśli, że on może kochać Cię tak jak ja, całować Cię, dotykać bioder, sprawiać, że Twoje plecy w dreszczach wyginają się w słodki łuk. Jeśli... jeśli mam być Twoim chłopakiem, a Ty moją dziewczyną... Chciałbym być tylko Twój. Chciałbym, żebyś była tylko moja. – Lysander będzie musiał zrozumieć, Samuel jednak wiedział, że jest tylko jeden sposób na tą zazdrość, która wypalała mu wnętrzności. Nie chciał wymagać od Nory czegoś, czego sam by jej odmawiał. A więc teraz, będąc blisko, uspokajając się w jej obecności, zdobył się na tę prośbę. Czy jednak mógł ją o cokolwiek prosić? Każdy przecież może żyć tak jak chce? Z drugiej strony czuł pod skórą, że nie dałby rady inaczej. Że nie zniósłby myśli o kimkolwiek z kim miałby dzielić się jej pięknem.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#17
02.05.2024, 00:08  ✶  

Nie do końca łatwo było jej mu to wszystko wytłumaczyć. Widziała w końcu, że najwyraźniej nie do końca rozumie jej słowa, a naprawdę robiła wszystko, co mogła, żeby dotarło do niego co ma na myśli. Nie poddawała się jednak, liczyła na to, że dostrzeże różnicę, w tym, co czuła do każdego z nich, że uda jej się pozbawić do tych wszystkich obaw, które najwyraźniej już dawno temu się w nim pojawiły. Coraz więcej do niej docierało w tej chwili. Próbowała widzieć to co on, dostrzec te szczegóły, których wcześniej nie zauważała.

- Och Sam, to nigdy nie było to. - Zrobiło jej się go żal. Najwyraźniej zrozumiał coś na opak, może powinna była go uprzedzić już dawno temu, że Erik jest jej bliski, że jest jej przyjacielem. Znowu obudziło się w niej poczucie winy, że może powinna go uświadomić o tym, co łączy ją faktycznie z Longbottomem. Nie miała pojęcia, że wtedy ich widział, że coś sobie dopowiedział. Mogło to dla niego nie być jasne, to było całkiem zrozumiałe, szczególnie, że nie wspomniała mu wcześniej o tym, że Erik jest ważną częścią jej egzystencji na tym świecie.

- Strasznie mi przykro. - Nie wiedziała, co innego może powiedzieć, teraz to przecież nic nie zmieniało, nie cofną czasu, nie wrócą do tego co byli, co stracili przez te lata niedopowiedzeń, milczenia, żalu, który się pojawił. Coraz bardziej docierało jednak dlaczego zadecydował tak, a nie inaczej, nie, żeby uważała to za słuszne, bo przecież wystarczyłoby, żeby ją zapytał, żeby podzielił się z nią swoimi obawami. Najwyraźniej jednak wtedy wolał wybrać inną drogę.

To, co wydarzyło się później strasznie nią wstrząsnęło. Nie spodziewała się, aż tak silnej reakcji, czuła, że głos uwiązł jej w gardle, nie chciała patrzeć na to, jak się męczy, na pewno szybko nie zapomni tego widoku. Pojawiło się poczucie winy, że tak bardzo go skrzywdziła, a w ogóle nie miała takiego zamiaru, nie chciała, żeby cierpiał. Nigdy.

Starała się oddychać spokojnie, żeby nie dać po sobie znać, jak bardzo ją to przeraziło. Nie był to codzienny widok, nie przywykła do takich silnych reakcji. Gdy oparł głowę na jej udzie zaczęła głaskać go po głowie, żeby chociaż trochę się uspokoił, by ukoił te wszystkie uczucia, które nim teraz kierowały. Nie do końca potrafiła się zachować, bo było to dla niej coś zupełnie nowego.

- Wydaje mi się, że na tym polega to, że jesteś moim chłopakiem. Nie interesuje mnie nikt inny... - Nigdy nie interesował, tego jednak nie powiedziała na głos. - Tylko ty Sam, liczysz się tylko ty. - Dodała jeszcze, musiała go w tym upewnić, musiała pozbyć się tego wyniszczającego uczucia zazdrości, które zjadało go od środka. Nie mogła patrzeć na to, jak się męczy. Zależało jej na tym, żeby poczuł, że jest dla niej najważniejszy i nie ma już miejsca dla nikogo innego, nie w ten sposób, o którym myślał.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#18
04.05.2024, 16:55  ✶  
To było bolesne, to było trudne, to było też na swój sposób oczyszczające. Jej dłonie zatapiały się falą w zmierzwionych włosach, rozczesywały bolesne myśli, jego wątpliwości i obawy. Możliwe, że nie byłby w stanie jej zaufać, możliwe, że nie byłaby w stanie przebić się przez lata narośniętych przekonań. Możliwe, że jeszcze kiedyś będą musieli do tej rozmowy powrócić. Ale tu i teraz, w tym konkretnym momencie, kiedy drobne palce przeczesywały jasne kosmyki, wierzył jej we wszystko co mówiła, a w sercu rozrastały się korzenie daleko odmienne od zielonych, zaborczych szponów Kniei.

Sierpień był dla niego taki dziwny, taki... wywrotowy. Zniszczenia jakich dokonywał zmagając się z własnymi demonami, nawracające ataki klątwy, konsternacja i zmaganie się z nimi w obliczu ciągłej ekspozycji na dziwne, niezrozumiałe dla niego sytuacje. Jeszcze chwile temu gotów był umrzeć, daleko nad dziwnym jeziorem Windermere, jeszcze chwilę temu pił na wrzosowiskach myśląc o tym jak dziwny jest świat. I samotny. Tymczasem świat z uporem maniaka wbijał mu do głowy, że nie jest sam. Że jego przyjaciele nie patrzą na zasobność kiesy, że gdzieś po świecie chodzą podobne mu chimery, a teraz... czy to mogłaby być prawda? Że jego Nora znów jest jego Norą.

Trwał w bezruchu długo, przyjmując jej atencje, delikatność, przyjmując uczucia, które wyrażała niespiesznym, kojącym ruchem. Po pewnym czasie dołączył do niej - jego dłoń opuściła stan bezładności, osiadła na kostce i zaczęła bardzo, bardzo powoli sunąć ku górze do kolana i znów w dół ku stopie. Niewinna pieszczota, słodycz chwili. Pułapka bezmyślności, kiedy myśli pojawiają się w sposób niekontrolowany.
– Skąd wiesz, że mnie kochasz? – zapytał, już spokojny, matowy, zwyczajnie zmęczony, a jednak wciąż chłonący jej bliskość i zapach. – Co to znaczy? Kiedyś... kiedyś myślałem, że kochać, to znaczy być gotowym poświęcić wszystko dla tej drugiej osoby. Ja myślę... nie wiem... tak bardzo tęskniłem, ale wtedy te osiem lat temu, nie potrafiłem porzucić matki i lasu. Ani dziś... nie wyobrażam sobie, żeby zamieszkać tutaj, ten hałas, ten... chłodny kamień... – wzdrygnął się a potem spróbował uspokoić znów oddech, spróbował wrócić do fali spokoju rozchodzącej się wraz z każdym jej ruchem. – Ale tęskniłem och, jak tęskniłem za Tobą. I nie pamiętam kiedy czułem się lepiej, kiedy dałaś mi zasnąć obok siebie z nadzieją, nowej szansy. Nowej próby. Nowego... – umilkł, bo gorycz poranka wciąż była świeżą raną, nawet teraz, gdy siedzieli w cichej, przytulnej kuchni.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#19
05.05.2024, 21:59  ✶  

Robiła, co mogła, żeby Samuel się nie przestraszył, żeby zrozumiał. Mimo wszystko, ciągle miała wrażenie, że to za mało, że nie dotrze do niego w pełni, chociaż wydawało jej się, że jej dotyk go uspokajał. Wiele razy w podobny sposób uspokajała Mabel, głaskanie koiło ból, chyba każdego. Może wybrała dobrą metodę, właściwie jedną z najprostszych, nie przestawała go dotykać, jej palce nadal powoli wplatały się w jego włosy.

Nie spodziewała się tego, że jeden list napisany po pijaku będzie w stanie jej tyle dać. Nie sądziła, że Sam kiedykolwiek będzie chciał zagościć w jej życiu ponownie. Nie spodziewała się tego zupełnie, przecież jeszcze kilka dni temu zastanawiała się, czy wszystko u niego w porządku, zupełnie nieświadoma tego, że mu również jej brakuje. Dlaczego tak długo skazywali siebie na taki los? Dlaczego żadne z nich wcześniej nie spróbowało odnaleźć drugiego? Nie miała pojęcia, chociaż właściwie ciągle byli przecież młodzi, mieli całe życie ze sobą, może nie stracili jeszcze wszystkiego, wręcz przeciwnie?

Drgnęła delikatnie, kiedy poczuła dłoń sunącą powoli po jej nodze. Było to bardzo przyjemne uczucie, ale nie była ona przyzwyczajona do takiego dotyku, przez tyle lat nie pozwalała sobie na taką bliskość. Nie licząc ostatniego miesiąca, kiedy jej życie wywróciło się zupełnie do góry nogami, pełne było dziwnych sytuacji, na które wcześniej sobie nie pozwalała.

- Tak po prostu, wiem. - Nie umiała inaczej odpowiedzieć na to pytanie. Wiedziała tylko tyle, że chciała mieć Sama blisko siebie, od kiedy tylko ich drogi połączyły się wiele lat temu. Nigdy nikt nie był w stanie jej dać, tego, co dostawała od niego. Takiego poczucia spokoju, bezpieczeństwa, spełnienia? Nie umiała nawet tego nazwać. Wydawało jej się, że nie istnieje słowo, które mogłoby określić to, co do niego czuła, chociaż może właśnie to była miłość?

- Nie myśl o tym, nie myśl o tym teraz, to nie ma sensu. - Po co właściwie zastanawiać się nad rzeczami, które wcale mogły nie być takim dużym problemem. - Na moje, kochać to znaczy też akceptować, również wszystkie wady drugiej osoby, nie tylko wymagać, nie tylko poświęcać, ale przede wszystkim akceptować i szukać wspólnej ścieżki, wspólnych możliwości. - Nie mogli przecież narzucać sobie jakichś rzeczy, których nie byli w stanie spełnić. Musieli szukać rozwiązań, mniej ingerujących w ich życia. Wszystko da się obejść, nie musieli porzucać tego do czego przywykli.

- Nie wiedziałam, że tęskniłeś. - Chyba to ją najbardziej bolało, gdyby tylko wiedziała, może już dawno przestałaby milczeć. Nie powinna jednak teraz się zastanawiać nad tym, co by było gdyby. To nie była odpowiednia chwila, szczególnie, że miała go wreszcie przy sobie. - Przepraszam, że tak wyszło. - Czuła jego żal, wiedziała zresztą, że postąpiła nieodpowiednio. - Zapomnijmy o tym wszystkim, co było, może nie o wszystkim, ale o tym, co nam nie wyszło i stwórzmy nową, lepszą historię z dobrym zakończeniem. - Musieli skupić się na tym, co dobre, nie wracać do niepowodzeń, bo to mogło spowodować niepotrzebne wątpliwości.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#20
08.05.2024, 09:32  ✶  
Czy dało się o tym wszystkim zapomnieć? Samuelowi już raz udało się zepchnąć wspomnienia, zepchnąć żal i poczucie niższości, które spowodowało tę całą lawinę gdzieś w środek siebie. Przylepił to wtedy do ludzkiego kręgosłupa i za każdym razem, gdy przywdziewał ptasi frak lub grube niedźwiedzie futro, te wszystkie troski, te wszystkie zmartwienia odchodziły w dal. To była dobra strategia, która przestała mu się sprawdzać w obliczu przesiedlenia, ale może nie chodziło o miejsce, a o ilość rzeczy do dźwigania. Tęsknota za domem, strach przed przyszłością, wybicie z rutyny, problemy w odnajdowaniu się w społecznych sytuacjach... To było wszystko niematerialne, ale cholernie ciężkie. Wolal przerzucać bale drewna, siłować się ze starymi powalonymi pniakami, niż robić te intelektualne i emocjonalne fikołki.

Ale teraz, czując jej palce w swoich włosach, czując miękkość skóry pod własnymi opuszkami miał wrażenie, że nie jest to nieosiągalne. Jej słowa dotyczące kochania i przyjmowania kogoś takim jakim był rozmywały się w błogości rozchodzącej się od karku, zrówno w górę ku ociężałej głowie, jak i w dół kręgosłupa przez żebra, po trzewiach, aż do lędźwi. To było bardzo miłe, bardzo przyjemne, otarł się o jej udo raz czy dwa nadstawiając się jak kot do głaskania, a kto jak kto, Nora miała zdecydowanie wprawę w głaskaniu kotów.

Jego dłoń tymczasem zataczała coraz większe kręgi, wpierw była nieśmiała, tylko kostka, kawałek łydki, ale wraz ze zmianą ułożenia dotarła do zgrabnego kolana. Każde powtórzenie, każdy wyrysowany owal był coraz rozleglejszy, coraz pewniejszy. Próżno było szukać na twarzy mężczyzny łez, te dawno wsiąkły w materię sukienki, a trudności pierzchały, gdy jego najsłodsza boginii była przy nim i otaczała go swoją atencją. Poruszył się znów, przesunął długim gestem bliżej jej tułowia, łasząc się do niej, zostawiając zaborczo swój zapach. Dłoń spoczeła już na miękkim udzie, które przesunął tak, by znaleźć się pomiędzy jej nogami, w objęciu miłości o którym mówiła, akceptacji za którą tęsknił.
– Nie przestawaj... – wymruczał sennie jeśli tylko zabrała dłonie, podsuwając się coraz bliżej, coraz wyżej, głową ocierając się o brzuch, pozostawiając na ubraniu, parszywym materiale ślady niespiesznych pocałunków.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nora Figg (6366), Samuel McGonagall (5942)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa