• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[31/07/1972] One steamy date for two, please || Erik & Vakel

[31/07/1972] One steamy date for two, please || Erik & Vakel
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#11
08.05.2024, 23:40  ✶  
— Straciłbyś w oczach co poniektórych ludzi za tak śmiałe chwalenie mugolskich osiągnięć technologicznych — rzucił, przekrzywiając lekko głowę. — Wiesz, że niektórzy z nich wierzą, że magia, jaką kojarzą ze swoich legend to ich nauka, na którą po prostu nie mieli wówczas nazwy? — Uniósł lekko brew. — Idąc tym tokiem rozumowania, jest szansa, że i my znajdziemy odpowiednik ich technologii. Jakieś zaklęcie, rytuał czy urok, który pozwoli nam osiągnąć podobne efekty.

Obie społeczności żyły ze sobą po sąsiedzku, a więc nic dziwnego, że poniekąd inspirowali się sobą nawzajem. Tyle że mugole sięgali do przeszłości czarodzieje, a magowie... Cóż, wiele wskazywało na to, że powinni zacząć interesować się tym, co mugolom udało się jak dotąd osiągnąć pod względem wynalazków. Raczej nikt by ich nie pozwał, gdyby uszczknęli sobie od nich parę pomysłów. Byle nie traktory, pomyślał Erik, wzdrygając się na samo wspomnienie wyjazdu na wieś do dziadków Paxtonów.

— Czy to oznacza, że im lepiej kogoś znasz, tym łatwiej ci odpowiednio nakierować swój dar? — spytał z nutką zaciekawienia w głosie. — Nie mówię o suchych faktach pokroju miejsca zamieszkania, miałkich cech charakteru czy daty urodzenia. Jeśli naprawdę kogoś znasz, rozumiesz jak myśli, jak działa, jak reaguje na pewne bodźce... Czy to pomaga odrzucić część znaków zapytania? Ułatwia zestrojenie się ze ścieżką życia danej osoby?

Cóż, Erik od dzieciaka obracał się w takich kręgach, że w gruncie rzeczy był zmuszony do tego, aby nauczyć się obcować z wygadanymi osobami towarzystwie. Wprawdzie okres nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie stanowił poniekąd czas posuchy pod tym względem z wyjątkiem długich rozmów z oczytanymi znajomymi, jednak dał Erikowi pewne podstawy, które w późniejszych latach z zapałem w sobie pielęgnował. I pozwalał, aby inni dodawali coś od siebie. Mentorzy, nauczyciele, przyjaciele, rodzina, a nawet... partnerzy. Longbottom chyba miał słabość do osób, które potrafiły pięknie mówić.

— Pierwszę słyszę o tej całej rumpologii — przyznał ostrożnie Erik, krzywiąc się, gdy ta nazwa zagościła mu na ustach. — Niech zgadnę: skoro istnieje coś takiego jak wróżenie z fusów po wypitej herbacie, to rumpologia to pewnie sztuka przepowiadania przyszłości ze splujek ludzkiej śliny i pitego rumu? Już chyba wolę te wasze karty i szklane kule. Wydają się bardziej higieniczne.

Pracoholizm? Może czasami. Z rodzeństwa Longbottomów, to zdecydowanie Brenna zasługiwała na miano pracoholiczki. Erik po prostu robił, co do niego należało, a przez całe lata pracy w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów pewne nawyki weszły mu w krew, do tego stopnia, że czasem działał na autopilocie. Dlatego tak łatwo było mu pogrążać się nieraz w pracy, aby wyplenić z głowy własne problemy. Czy to związane z minionymi pełniami, czy też relacjami międzyludzkimi.

Późna pora spotkania znacznie zwiększała jednak szanse na to, aby nic nie zakłóciło wspólne wróżenia z przyszłości Longbottoma. Nocna zmiana też musiała mieć coś do roboty, a też Brygada Uderzeniowa nie musiała czuć się zobowiązana do tego, aby z każdym problemem latać do Longbottomów. No, chyba że trafi im się kolejne Beltane. Erik wolał jednak wierzyć, że nie miałby aż takiego pecha, aby coś takiego przydarzyło się akurat podczas spotkania z Vakelem.

— Na pewno potrafisz sprawić, że zobaczę więcej niż tylko dwie gwiazdy — odbił piłeczkę, odwzajemniając uśmiech Dolohova. — Ktoś taki jak ty na pewno ma parę asów w rękawie. — Pozwolił, aby na kilka dłuższych oddechów zaległa między nimi błoga cisza. — Przy dobrych wiatrach na pewno idzie zobaczyć co nieco z ''Praw Czasu''. Wystarczy tylko wiedzieć, gdzie patrzeć.

Skinął powoli głową. Wino i wróżby przy kadzidłach i świecach zapachowych... Aprobował taki układ.

— Lubię kremowo-słodkie. Mogę załatwić jakieś przekąski z cukierni, kiedy już umówimy się na konkretny termin — zaoferował Erik, czując się w obowiązku, aby dać też coś od siebie. Może ciastka i sernik z klubokawiarni Nory nie sprawią, że Dolohov nagle stanie się podatny na jego wpływu, ale może przynajmniej odbierze to jako miły gest. — Chyba że masz jakieś preferencje co do słodyczy?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#12
22.05.2024, 00:43  ✶  
- A w twoich? - Wciął się, kiedy Longbottom przechylał głowę w bok, a później uśmiechnął się nieco szerzej, trochę jakby opowiedział właśnie dobry dowcip i czekał teraz na reakcję. Później wysłuchał go normalnie, jak gdyby nigdy nic, znów stukając przy tym palcami o krawędź zajmowanego przez nich kąpieliska. Mógł się z nim zgodzić, gdyby o kopię mugolskich maszyn analitycznych posądził instytut magicznej maszynerii - nie naukowców oddających się urokom i rytuałom. - Maszyny mają nad nami taką przewagę, iż nie ogranicza ich biologia. Spotkałeś kiedyś człowieka cierpiącego na tak zwaną chorobę Milforda? - Jakże wielkim zawodem dla Dolohova było zorientowanie się, że pamiętanie wszystkiego okazywało się być zawadą, a nie wspomagaczem naukowej kariery. To, w jaki sposób skonstruowany był ludzki mózg, wymagało zapominania, żeby nie przeżywać w kółko tych samych zdarzeń, tylko wypracowywać na ich podstawie mechanizmy obronne i nawyki - Lyssa, Lycoris i Cain byli tego chodzącymi, przykrymi dla oczu dowodami. - Pomyślałbyś, że to wspaniały dar pamiętać wszystko, czego doświadczyłeś, a jednak okazuje się to chorobą, powiedziałbym przekleństwem. Znam osobiście trzy przypadki i każdy z nich okraszony jest wybitnym cierpieniem - cóż z głową zauroczonego musiałyby zrobić wszystkie te procesy, zebrane dane, skoro nie jest w stanie udźwignąć kilkudziesięciu lat życia i obarczeni nią czarodzieje często umierają przedwcześnie?

Dolohov komunikował swoją opinię na ten temat bardzo swobodnie. Brzmiał bardziej jakby chciał wplatać pomiędzy przemyślenia Longbottoma swoje ciekawostki, nie jak ktoś narzucający mu swoją wolę - wynikało to z braku potrzeby zbijania jego argumentów - nie potrafił potraktować rozmowy odbywającej się w obrzydliwej, dotykanej przez inne ciała wannie. Nigdy nie powinien tu przychodzić i to był zdecydowanie ostatni raz, kiedy ktokolwiek go do tego namówił, ale dzisiaj nie wróci do Praw Czasu narzekając, bo spotkał tu jego.

- Nie. - Albo nie zrozumiał pytania. Nie miał nigdy trudności z dojrzeniem przyszłości kogoś, kogo życie zupełnie go nie dotyczyło. - Ale tak - znanie kogoś pomaga w interpretacji symboli. Zawęża możliwości. Tylko to jest już analizą zastanych faktów - zażyłość nie sprawi, że komukolwiek uda się dostrzec więcej. Wręcz przeciwnie - może to przekierować uwagę trzeciego oka na siebie samego - bo chodzi tu o intensywność. Przed Beltane każdy znany mi jasnowidz miał wizję dotyczącą sabatu, domyślasz się pewnie dlaczego - bo to było jedno, wielkie skupisko emocji i wybuch energii, która zamieszała to wszystko jak składniki w kotle.

Notatka w głowie - Erik Longbottom nie uważał na zajęciach z dywinacji w Hogwarcie. Albo w ogóle na nie nie uczęszczał.

- Jest to sztuka wróżenia z pośladków. Wymytych, mam nadzieję. - Przekręcił się w miejscu. Nawet przeszła go taka myśl - ciekawe czy go to speszy.

- Oh ciężko jest pokonać tak dużą liczbę świateł, ale o ile masz dobrą wyobraźnię i uważny słuch, mogę opowiadać ci nawet o pustym niebie. - Pominął fakt posiadania jego wyjątkowo dokładnej mapy na suficie salonu, w którym mógłby ją przyjąć zamiast w Prawach Czasu. - Nawet ich nie lubię - przyznał - ale dam ci się zaskoczyć. Nie pytaj mnie dlaczego, po prostu mam przeczucie.


with all due respect, which is none
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#13
23.05.2024, 21:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2024, 21:34 przez Erik Longbottom.)  
— Nie. Raczej nie — przyznał z powściągliwą miną. — W żadnym wypadku nie mam konserwatywnych poglądów względem mugoli, ale moje doświadczenia z ich wynalazkami... Nie były zbyt przyjemne. — Uciekł wzrokiem w bok na wspomnienie o traktorze Paxtonów, który prawie przyczynił się do okropnego wypadku podczas jego wypadu na wieś z Brenną i Aveliną. — Część ich pomysłów jest szalenie niebezpieczna, ale jest też parę pomysłów, które moglibyśmy od nich pożyczyć i przerobić na swoją modłę. Nasza magia i ich nauka rozwija się w nieco innym tempie, ale w pewnych kwestiach się zazębia. Oni zapewne nigdy nie dowiedzą się, jak to jest korzystać z czarów, ale my mamy poniekąd łatwy dostęp do ich osiągnięć.

Czy brzmiał, jakby był wyrachowany? Możliwe, podpowiedział mu cichy głosik w jego głowie, jednak zaraz pokręcił głową, odsuwając od siebie wątpliwości. Nie chodziło o wykorzystanie niemagów i zdobycie nad nimi przewagi w jakimś nieistniejącym wyścigu. Nie trzeba było geniusza, aby stwierdzić, że do niemagiczne społeczeństwo rozwijało się szybciej od czarodziejów. Zwykli ludzie nie byli tak długowieczni, jak czarodzieje, więc żyli szybciej i intensywniej. Nic dziwnego, że zmieniali się w tak zastraszającym tempie. Co by nie mówić, magia wiele ułatwiała: sama teleportacja, system sieci Fiuu czy świstoklików sprawił, że większość ograniczeń związanych z podróżowaniem została bardzo mocno zredukowana. Tymczasem mugole dalej walczyli o to, aby wiedzieć więcej, zdobyć więcej i stworzyć więcej.

— Jest to swego rodzaju odarcie z człowieczeństwa. Idealna pamięć podobnie jak nieśmiertelność nie jest naturalnym dla nas stanem — zaczął ostrożnie, jakby sam oswajał się z myślą, która rozgościła się w jego umyśle. — Często łączymy wieczne życie z okazją do tego, aby zasmakować każdej dziedziny życia, kiedy tak naprawdę takie osoby przestają być częścią świata, w jakim żyją. Stają się obserwatorami, którzy są skazani an to, aby każdego dnia tkwić w świecie, który z ich perspektywy umiera. Ludzie się starzeją, zwierzęta wymierają, miasta zostają przebudowywane. Nawet trudno przywiązać się do jakiegokolwiek okresu, bo ten zaraz ulegnie zmianie. — Zamilkł na moment. — Chociaż o to pewnie lepiej spytać wampira. Mało co jest w stanie pokonać wiedzę z pierwszej ręki.

Mógł się tego spodziewać. Skoro bliskie relacje ułatwiały skupienie się na przeznaczeniu danych osób, to musiało to być okupione swego rodzaju ceną. Można było przekierować Trzecie Oko, aby uporczywie wpatrywało się w jednego osobnika, ale silne emocje mogły sprawić, że dar jasnowidzenia odbije się w drugą stronę. Każda magia miała jakąś cenę. A szkoda. W obecnych czasów przydałoby się, aby pewne zasady zostały rozluźnione dla dobra tych, którzy próbowali coś zrobić i zwalczyć zagrożenie ze strony czarnoksiężników buszujących po kraju w ostatnich latach. Do tej pory nie mieli pod tym względem zbyt wiele szczęścia.

— A więc sugerujesz, że nie można było uniknąć ataku? — Zmarszczył czoło, poważniejąc nagle. — Gdyby każdy sabat z udziałem dużej liczby gości wywoływał takie wizje, to średnio co dwa miesiące przeżywalibyście coś podobnego. Mówisz o ''wybuchu energii'', a więc działania Voldemorta i Śmierciożerców musiały być bardziej niż prawdopodobne, skoro można było wyczuć ich konsekwencje dni czy tygodnie przed festiwalem.

Otworzył szeroko usta, gdy okazało się, na czym właściwie polega rumpologia. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał i w gruncie rzeczy nie wiedział, co takiego ludzkie pośladki mogły mieć wspólnego ze sztuką dywinacji. Ani czemu stopień ich czystości miałby jakkolwiek wpłynąć na klarowność wizji. Może chodzi o badanie ludzkich ektrementów, pomyślał, jednak zaraz wzdrygnał się na tę myśl. Otaksował Vakela uważnym spojrzeneim, starając się sobie nie wyobrażać, jak wyglądała i ile kosztowała taka sesja w ''Prawach Czasu''.

— Mam dogłębną nadzieję, że nie planujesz robić z tego specjalizacji. Już te szklane kule wydają się... lepsze — rzucił niemrawo, z trudem powstrzymując się przed użyciem bardziej dosadnych słów. Odetchnął z ulga, gdy wróżbita postanowił zmienić temat. — Czy w pewnym momencie uraczysz mnie uwagą, że nocne niebo, na które patrzymy, jak otchłań, która w tym samym momencie przygląda się nam i wnika niepostrzeżenie do naszych serc, zakorzeniając się w jego najciemniejszych zakamarkach?

Ciekawiło go, gdzie mogłoby go zaprowadzić spotkanie z Vakelem. Albo cała seria spotkań. Mieszkanie przez lata z jednym wróżbitą to było jedno; poniekąd przywykł do sposobów działania Morfeusza, jednak to wciąż była tylko jedna perspektywa. Jeszcze inaczej sprawa wyglądała, gdy konsultował wróżby z Millie. Każdy, kto przepowiadał przyszłość miał nieco inne podejście. Chociaż nigdy nie darzył wróżbiarstwa wielkim zainteresowania, tak teraz - być może pod wpływem wydarzeń z ostatnich tygodni i miesięcy - miał wrażenie, że może i tam należało szukać rozwiązania nawiedzających ich problemów.

— Postaram się do ciebie wpaść, o ile grafik będzie łaskawy — obiecał mężczyźnie, uśmiechając się do niego półgębkiem. — Może tuż po Lammas... Może trochę później. Kto wie, może w międzyczasie wydarzy się coś, co znowu poruszy twój szósty zmysł.

Wychylił się ponad krawędź basenu, wyciągając rękę po ręcznik. Ten jednak wylądował przed wejściem do basenu na tyle daleko, że Longbottom ledwie otarł się o niego opuszkami palców. Wychylił się więc jeszcze dalej, napinając przy tym mięśnie. Po chwili sapnął, gdy przyciągnął ręcznik bliżej siebie. Musiał przyznać, że nie spodziewał się tego, że rozmowa z Vakelem poprawi mu humor. A już na pewno nie przyszedł tu z myślą, że starszy czarodziej rozbudzi w nim zainteresowanie kwestiami jasnowidzenia. Jednak wszystko, co dobre, kiedyś musiało dobiec końca. Podobnie jak to spotkanie. Wszystko jednak wskazywało na to, że za jakiś czas los ponownie splecie ze sobą ich ścieżki.

— Nie nadwyrężaj zbytnio swojego Trzeciego Oka, dobrze? — rzucił, wykrzywiając lekko usta. — Mam wrażenie, że może ci się bardzo przydać.
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#14
11.07.2024, 17:06  ✶  
Wsłuchując się w jego wypowiedź nie wydawał się być do końca zainteresowany. Ta, z takim nazwiskiem mieć konserwatywne poglądy względem mugoli... Prawdopodobnie jedyny sposób na zostanie wydziedziczonym lub pozbawionym lokum w Warowni. No, przynajmniej sposób na zostanie wyrzuconym do pokoju z najgorszym widokiem, potencjalnie na jakąś ruderę Bertiego Botta. I no oczywiście, że się nie dowiedzą o korzystaniu z czarów, skoro wszyscy czarodzieje zgodzili się ze sobą (a nie była to łatwa sprawa!), na temat Międzynarodowego Kodeksu Tajności. Dolohov tegoż dokumentu nie popierał, ale był w tym bardzo interesowny - w połączonym ze sobą świecie mógłby być jeszcze popularniejszy.

- Nie słyszałem, żeby Nicholas Flamel szczególnie głośno narzekał na taki stan rzeczy. Częściej za to moich uszu sięga opinia, że mamy na tym świecie za mało czasu, aby się wybawić.

Nieśmiertelność nigdy nie miała prawa nią być. Jeżeli nie skończymy się my, skończą się gwiazdy, a wraz z nimi świat - jako astronom wiedział o tym doskonale. Długowieczność - tak. I to przecież była dobra rzecz. Możliwość podjęcia samodzielnej decyzji o tym, kiedy nastąpi ten dzień. Dzień naszego końca. Ale Erik Longbottom nie miał prawa zrozumieć tego tak jak on. Nie stracił tak dużej części życia przez obłąkaną, perfidną Annaleigh. Zasnął w jego wieku i obudził się po czterdziestce w pułapce tego, jak wiele stracił na tkwieniu w obsesji na punkcie cholernej Lestrange...

- Oh, jestem autorem teorii stałych punktów w czasie - był zobligowany do tego, aby się tym oczywiście pochwalić, jakże by inaczej - ale to niekoniecznie musiał być jeden z nich. Po prostu ze wszystkich możliwości ta wybrzmiewała najgłośniej.

Łaskawość grafiku nieco go rozbawiła. Dlaczego nie mógł powiedzieć tego wprost? Najwyraźniej u Longbottomów to było rodzinne - zagmatwane wypowiedzi, tkane niemalże wierszem. W tym wszystkim Dolohov, jako umysł ścisły, nie zawsze potrafił docenić poetyckość opisów i podejście do życia stawiające relację z nim w pozycji dzieła sztuki. Myliła ich jego boskość? Nie, oni w ten sposób budowali wokół siebie dystans.

Po ostatniej jego wypowiedzi Dolohov zmierzył go spojrzeniem, wyraźnie już dając ujście swojemu zmieszaniu. On tutaj nie odpoczywał. To otoczenie go męczyło, a rozmowa była zagmatwana przez wiele czynników niezależnych od intencji Erika. Tak się więc rozstali - z obietnicą kolejnego spotkania, ale o rozmytej dacie, Vakel natomiast rzadko godził się na to, aby cokolwiek w jego życiu było niepewne. Zrobił ten wyjątek. Jeżeli tego pożałuje, a znając jego ostatnią passę - tak się stanie - spisze tę rodzinę na straty.

Koniec sesji


with all due respect, which is none
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (5165), Vakel Dolohov (4577)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa