• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[18.06.72, mugolski Londyn] Śliczna figurka pieska - Bellatrix i Patrick

[18.06.72, mugolski Londyn] Śliczna figurka pieska - Bellatrix i Patrick
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#1
05.05.2024, 22:49  ✶  
Patrick zmrużył oczy przyglądając się szczątkom rozbitej szklanej figurki przedstawiającej Ponuraka. To była już druga figurka Ponuraka. I drugi wybuch w mugolskiej części Londynu. Za pierwszym razem udało się uniknąć trupa, ale tym razem jakiś czarnoksiężnik miał na sumieniu śmierć siedemdziesięciodwuletniej mugolki o imieniu Fanny, poparzeniu jej męża, osiemdziesięcioletniego Adama oraz wystraszeniu dwudziestosześcioletniego wnuka Thomasa. Albo poprawił siłę czającej się w figurce niszczycielskiej magii, albo ta rodzina miała dużo mniej szczęścia niż poprzednia.
Steward przykucnął. Rozejrzał się po zniszczonym salonie, upewniając się, że nie widział go żaden mugol (zbytek ostrożności, nawet gdyby go w tej chwili zobaczył, hipnotyzer z CPR wyczyściłby mu pamięć) a potem wyciągnął różdżkę i dzięki machnięciu nią, przeniósł resztki figurki do woreczka strunowego. Jedna wybuchająca figurka mogła być nieśmiesznym żartem. Dwie - niebezpiecznie zaczynały pachnieć mu początkiem serii. A ile taki wariat mógł ich tak naprawdę wyprodukować? Pozostawało mu mieć nadzieję, że ani jednej więcej i że złapią śmiecia, zanim sprzeda figurkę Ponuraka kolejnej mugolskiej rodzinie.
Na razie mieli dymiące zgliszcza domku jednorodzinnego. Górna kondygnacja była częściowo spalona. Dolna spękana. Największe zniszczenia były w salonie, gdzie przed paroma godzinami pani Fanny ustawiła „śliczną figurkę pieska” na etażerce. Na cegłach rysowały się ślady po wybuchu. Steward nawet nie próbował się zastanawiać, ile sił i magii musieli poświęcić przysłani na miejsce pracownicy Czarodziejskiego Pogotowia Ratunkowego, by ukryć to co się wydarzyło przed paroma minutami przed oczami mugoli.
Zasłonił rękawem część twarzy, bo mimo zgaszenia pożaru zapach gorzkiego dymu wciąż unosił się w powietrzu i wyszedł z budynku. W wolnej ręce niósł woreczek z resztkami figurki. Odsunął rękę od twarzy. Rozejrzał się, w poszukiwaniu jakiegoś chwilowo wolnego pracownika czarodziejskiego pogotowia ratunkowego, a dostrzegając zmierzającą w jego stronę, młodą i śliczną amnezjatorkę, sam ruszył w jej stronę.
- Muszę porozmawiać z mugolami. Z Thomasem i z Adamem – powiedział do niej. – Patrick Steward, Biuro Aurorów – przedstawił się na wszelki wypadek, posyłając przy okazji młodej kobiecie krótki, ale raczej przyjazny uśmiech.
Niby odkąd stał się Zimny, otrzymał jakąś tam sławę, ale wolał nie zakładać z góry, by każdy kogo spotka na swojej drodze wiedział, z kim rozmawia. Sam zresztą, nie do końca dobrze znał się z Bellatrix Black. Kojarzył ją z korytarzy Ministerstwa Magii, ale dzieliła ich zbyt duża różnica wieku i status krwi, by mieli okazję się zaprzyjaźnić.
- Mam nadzieję, że jeszcze nie wyczyściliście im pamięci. Zanim mnie wezwano, ktoś już przepytywał tego starszego mugola, prawda? – dopytał. Stąd właściwie miał już jakieś informacje: wiedział o „ślicznej figurce pieska” i o tym, że „Fanny kupiła go dzisiaj na wyprzedaży garażowej za funta”.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#2
09.05.2024, 20:20  ✶  

Pojawiła się na miejscu, gdy tylko doszły do nich słuchy o wypadku. Często bywała w mugolskim Londynie, całkiem zabawne, że ze swoim podejściem do tej części ludzkości skończyła pracując z niemagicznymi dosyć często. Trochę ją to brzydziło, ale przywykła do ich obecności. Musiała wykonywać swoje obowiązki bardzo dokładnie, aby nie wzbudzać podejrzeń, nie mogła się rzucać w oczy, wyróżniać, nie najgorzej jej szło ubieranie maski osoby zatroskanej losem mugoli. Czyściła im pamięć, w tym była dobra, na tym się znała. Naprawiała świat, aby nie mieli świadomości o tym, że magia istnieje, szkoda, gdyby tylko wiedzieli wtedy zaczęliby się ich bać, czuliby, że są nic nie warci, że są niższą kastą społeczną. Czarodzieje już dawno powinni przejąć władzę nad całym światem, wierzyła w to, że niedługo się to stanie, w końcu wreszcie pojawił się ktoś taki jak Voldemort, który nie zamierzał chować się po kątach, tylko osiągnąć to, co należało im się od lat.

Słyszała, że to nie był pierwszy podobny przypadek. W biurze wspominali coś o wybuchającej figurce pieska, czy raczej Ponuraka, symbolu nadchodzącego nieszczęścia. Nie miała pojęcia w jaki sposób znalazł się w rękach mugoli, może ktoś przypadkowo im to sprzedał, może celowo? Rozwiązań było wiele, jednak w jej obowiązkach nie należało szukanie winnego. Ona miała tutaj tylko sprzątać.

Dom faktycznie nie wyglądał najlepiej, wpatrywała się w dym dłuższą chwilę, zadowolona, lubiła patrzeć, jak świat płonie, później weszła do środka. Czekała, aż pojawi się ktoś z funkcjonariuszy, kto przesłucha świadków. Wiedziała, że nie powinna czyścić im pamięci, nim nie dojdzie do ustalenia, co właściwie się tutaj stało. Musiała być cierpliwa, później będzie mogła przejść do rzeczy.

Minęła chwila, nim zauważyła aurora. Kojarzyła go z gazet, pisali o kilku osobach, które znalazły się w limbo z jej ukochanym kuzynem Lou, tyle, że akurat jego tożsamość nie była znana.

- Są w sypialni, nieco wystraszeni. - Przeszła do rzeczy, jednak wróciła do początku, bo również wypadało się przedstawić. - Bellatrix Black. - Nie sądziła, że ją zna, nie kojarzyła Stewarda z żadnych spędów dla czystokrwistych, więc pewnie i on nie znał jej, twarz była może znajoma, ale nic więcej, nie mieli chyba okazji współpracować.

- Ktoś z BUMu, tak przepytywał go, nie czyściliśmy im pamięci, bo kazali nam czekać na kogoś bardziej kompetentnego, jak mniemam to pan. - Dodała grzecznie, uśmiechając się przy tym raczej nieśmiało.

Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#3
26.05.2024, 02:21  ✶  
Patrick kiwnął głową na znak, że usłyszał imię i nazwisko amnezjatorki. W zasadzie, z jej strony, prezentacja była zbędna, trudno było nie powiązać jej ciemnych loków i młodej, ślicznej buzi z nazwiskiem Black. Tych na piedestale niemal zawsze kojarzą ci, którzy na ów piedestał spoglądają. I chociaż Steward nie podzielał idei czystości krwi to był świetnym obserwatorem i wiele rzeczy, tak po prostu, zauważał i zapamiętywał.
- W sypialni – powtórzył za nią jak echo. Może to i miało sens, by umieścić ich w jedynej, nietkniętej przez wybuch sypialni w domu.
Znowu machinalnie podniósł rękaw do nosa. Gorzki zapach spalenizny sprawiał, że jeszcze bardziej współczuł dwójce mugoli, która straciła właśnie członka najbliższej rodziny oraz dom. Zastanawiało co, co zrobią teraz przedstawiciele Czarodziejskiego Pogotowia Ratunkowego. Zwalą wszystko na wybuch gazu? Wymyślą coś jeszcze mniej widowiskowego? Może awarię telewizora czy też piekarnika? Przecież coś musieli później wmówić mieszkającym dookoła mugolom…
Posłał Bellatrix dłuższe, zamyślone spojrzenie. Nie do końca wiedział, czy powinien ciągnąć ją ze sobą ku Adamowi i Thomasowi. Nie podejrzewał jej o złe intencje, ale w pracy, którą wykonywała, pewnie często widziała podobne wypadki. Musiała nabrać grubej skóry, by nie rozczulać się nad tragediami, które potrafiła spowodować magia.
- Tak. Chyba chodziło o mnie – zażartował słabo. – To nie powinno zająć zbyt wiele czasu. Tylko kilka najważniejszych pytań i oddam ich z powrotem w wasze ręce – obiecał.
Wreszcie pozostawił decyzję o tym, czy iść z nim, czy nie iść z nim młodej czarownicy. Jako pracownica CPR i tak wiedziała co się tutaj wydarzyło, więc jej obecność – o ile nagle Thomas lub Adam nie zaczęliby krzyczeć: Fanny kupiła figurkę od czarownicy nazwiskiem Black! – nie powinna stanowić problemu.
Z uniesionym do nosa rękawem ruszył w stronę sypialni, tylko – w tym swoim marszu – upewniając się, że na pewno wybrał właściwe pomieszczenie. Głupio by tak było zawędrować do łazienki. Bardzo niekompetentnie a przecież, tylko co, ta czarnowłosa nimfa zarzuciła mu kompetencję.
Adam okazał się postawnym staruszkiem. Siedział na fotelu i kołysał się do przodu i do tyłu. Miał twarz zapuchniętą od płaczu. Thomas, sięgający najwyżej wieku Patricka (a może i nawet nie), wyglądał na potężnie oszołomionego.
Na dźwięk otwieranych drzwi obydwaj podnieśli głowy do góry zapatrzyli się na wchodzącego aurora.
- Dobry wieczór – zaczął łagodnym głosem Steward. Wiedział, że jego obecność musi ich przerażać tak samo, jak wszystko, co się niedawno wydarzyło. Był w końcu przedstawicielem jakiegoś dziwnego świata, w którego istnienie dotychczas nie wierzyli. Może nawet dalej nie wierzyli. – Mam na imię Patrick. Chciałbym z wami porozmawiać o tym, co tu się wydarzyło. – W kontaktach z mugolami często przyjmował podobną strategię. Niby był miły i uprzejmy, częściowo nawet nieoficjalny, ale robił to tylko po to, by zdobyć ich zaufanie i by wyciągnąć z nich jak najwięcej informacji, których w innym wypadku mogliby mu nie chcieć przekazać.
- Co się wydarzyło? – zapytał cicho staruszek. – Moja żona nie żyje. O to co się wydarzyło. – Ostatnie zdanie wypluł z siebie gorzko i boleśnie. Zacisnął ręce, powyginane przez reumatyzm, na oparciu fotela tak mocno, że aż pobielały mu knykcie. – Jak ja teraz będę żył bez mojej Fanny?
- Ja niewiele rozumiem… - wtrącił cicho Thomas. – Obudził mnie huk. Jakby wszystko się waliło. A potem poczułem dym i już wiedziałem, że… - urwał, wzruszył bezradnie ramionami. – Wiedziałem, że muszę uciekać. Widziałem leżącą babcię na schodach. Ona zawsze w nocy schodziła do kuchni. Przed zaśnięciem piła szklankę wody.
Patrick kiwnął głową, w myślach notując sobie, że najwyraźniej przynajmniej jedna jego obawa się nie ziściła. Fanny zmarła, bo w chwili wybuchu znalazła się w pobliżu figurki. Czarnoksiężnik, który ją zrobił nie zmienił swoich metod, po prostu tym razem miał więcej szczęścia (pecha?).
- Pańska żona była dzisiaj na wyprzedaży garażowej, prawda? – zapytał powoli, głowę zwracając ponownie w stronę Adama. – Wie pan może, gdzie była ta wyprzedaż? – zainteresował się.
- Do cholery jasnej, co to za różnica? – prychnął poirytowany staruszek. – Gdzieś niedaleko. Fanny… Fanny miała problemy z dłuższymi spacerami, więc… nie mogę uwierzyć, że ona nie żyje.
- Wyprzedaże garażowe urządzają często na końcu ulicy – wtrącił cicho Thomas. – Babcia była wielbicielką. W tym domu prawie wszystko było z drugiej albo i trzeciej ręki. Kiedyś dziadkowie taszczyli tu nawet meble. Potem je odnawiali… - urwał, zdając sobie sprawę z tego, że mówił nie na temat.
- I każdy może się tam rozłożyć? Na tej wyprzedaży garażowej? – zainteresował się Steward.
Adam przewrócił oczami. Nie rozumiał dokąd właściwie zmierzała ta rozmowa, ale Thomas był bardziej skłonny do oderwania myśli od tego co się stało i skupienia ich na innym temacie. Najpierw kiwnął głową a potem pokręcił przecząco.
- Tak. Tak, to znaczy… No może się tam każdy rozłożyć, jak tylko wniesie dziesięć funtów opłaty, ale zazwyczaj są tam ciągle te same osoby.
- A babcia miała może jakiegoś ulubionego sprzedawcę?
Thomas pokręcił głową. Nie miał zielonego pojęcia.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#4
02.06.2024, 23:30  ✶  

Nie zakładała, że znają ją wszyscy, dlatego też wolała zachowywać się bardziej formalnie. Może i bywała na salonach, jednak twarzy mężczyzny, który był aurorem nie zapamiętała z żadnego przyjęcia. Nie mogła więc stwierdzić, że i on ją kojarzy. Była w pracy, tutaj musiała zachowywać się, jak zwykły, szary człowiek, za którego oczywiście się nie uważała, jednak wiedziała, że są sytuacje, które tego od niej wymagają. W końcu dzięki temu mogła służyć Czarnemu Panu od wewnątrz. Najprostsza metoda, nie rzucać się w oczy, wykonywać odpowiednio obowiązki, nic skomplikowanego, chociaż czasem wymagało od niej ogromnej cierpliwości.

Nienawidziła mugoli, jednak bardzo często musiała z nimi pracować, czyścić im pamięć, sprawiać, żeby zapominali o magicznym świecie, chociaż powinni się ich bać, powinni wiedzieć, kto faktycznie ma władzę nad całym światem, kto jest silniejsi. Powinni mieć świadomość, że są nic nie warci. Póki co jednak, musiała udawać, że tak nie jest, dbać o to, by nie dowiedzieli się o ich istnieniu, bo tego wymagała jej praca jako amnezjator. Wiedziała, że może się przydać Czarnemu Panu w tym miejscu i tylko to ją w niej utrzymywało. Uważała, że jest stworzona do czegoś więcej, najchętniej w pełni oddałaby się służeniu Lordowi Voldemortowi, póki co jednak nie było to możliwe. Wierzyła jednak, że ten moment nastąpi prędzej, niż później, że już niedługo będzie mogła w pełnej mierze oddać się temu, na czym jej najbardziej zależało. W końcu Czarny Pan miał plan, który realizował, liczyła na to, że i ją uwzględni w tym wszystkim, że dostrzeże jej potencjał i oddanie. Mrzonki młodej, szaleńczo zapatrzonej w niego czarownicy. Każdy jednak miał jakieś marzenia, ona zamierzała dążyć do spełnienia tego swojego, robiła wszystko, co tylko mogła, aby Mistrz zauważał jej zaangażowanie.

Kiwnęła jeszcze twierdząco głową, musiała poczekać, aż auror ich przepyta, żeby móc zrobić swoje.

- Są trochę wystraszeni, ale powinni sobie poradzić z odpowiedziami na twoje pytania, może będę cię asekurować, gdyby coś poszło nie tak? - Miała świadomość, że ludzie mogli reagować różnie na pytania zadawane przez pracowników ministerstwa. Wypadało chociaż trochę wyrazić zainteresowanie ich losem, jakby faktycznie przejmowała się tym, czy są w dobrym stanie psychicznym. Co by się nie działo była gotowa w każdej chwili zareagować, a akurat na magii związanej z umysłem znała się, jak nikt inny. Potrafiła działać cuda, gdyby coś poszło nie po myśli Patricka mogłaby zareagować. Dlatego właśnie ruszyła za mężczyzną do sypialni.

Weszła za nim do pomieszczenia. Przystanęła tuż przy samych drzwiach, aby nie przeszkadzać mu w zadawaniu pytań, jakby wcale jej tutaj nie było, stała się tłem, gotowa wychylić się jedynie wtedy, gdy nadejdzie taka potrzeba.

Słuchała opowieści mężczyzny, nie ruszało jej wcale to, że ktoś tutaj zginął. Patrick mógł uznać to za jej doświadczenie zawodowe, musiała zachować profesjonalizm, w końcu nie był to pierwszy podobny przypadek, nieszczęścia chodziły po ludziach. Tak naprawdę to sama stała za śmiercią niejednego mugola, czy mugolaka.

Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#5
09.07.2024, 02:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.12.2024, 18:06 przez Patrick Steward.)  
Z perspektywy Patricka Bellatrix Black zachowywała się raczej normalnie niż nienormalnie. Pewnie zdążyła już w swoim życiu zobaczyć trochę dramatycznych historii podobnych do tej, która właśnie rozgrywała się na ich oczach. Choć pewnie najczęściej wypadki magiczne powodowali mali czarodzieje urodzeni w mugolskich rodzinach, a nie czarnoksiężnicy, którzy z jakiegoś powodu postanowili siać terror wśród mugoli.
Steward zmarszczył brwi. To ostatnie kompletnie nie miało dla niego sensu. O ile jeszcze przy pierwszym przypadku wybuchającej figurki Ponuraka, brał udział mugolak, tak tutaj… tutaj już nie potrafił znaleźć żadnego sensownego powodu (tak, zakładał, że rasizm krwi mógł być dla kogoś wystarczającym powodem do popełnienia morderstwa), dla którego ktoś miałby chcieć zamordować Fanny, Thomasa, Adama lub całą ich trójkę na raz. Byli trójką zupełnie niewyróżniających się mugoli, mieszkających w niewyróżniającym się domku. Chyba, że naprawdę chodziło tylko o to, by zabić kogokolwiek i zasiać panikę wśród pracowników Czarodziejskiego Pogotowia Ratunkowego.
Przez parę sekund Patrick patrzył z ukosa na Bellatrix, zastanawiając się, czy miała na temat całej sprawy jakiekolwiek przemyślenia. Bo może nie miała i czekała tylko aż zakończy przesłuchanie, by wrócić do pracy i wyczyścić całej trójce pamięć. Albo miała i właśnie przypominała sobie o czymś jeszcze, może o jakimś wcześniejszym, dziwnym przypadku, który zapadł jej w pamięć.
- A panu? – zapytał łagodnie, znowu przenosząc pełne zainteresowanie w kierunku przepytywanych mugoli. Pytanie kierował do siedzącego na fotelu Adama. – Czy pana żona opowiadała coś o sprzedawcach? Albo może o kimś, kto przykuł jej uwagę? Wyglądał nietypowo? Albo zachowywał się inaczej niż reszta? A może było kilka figurek pieska?
Adam stęknął. Był smutny i przybity tym, co się właśnie wydarzyło. I nie rozumiał czemu przepytujący aż tak skupił się na jakichś figurkach i wyprzedażach garażowych, gdy właśnie zginęła jego ukochana żona.
- Nie. Moja żona nie opowiadała o sprzedawcach – rzucił cierpko, co najmniej takim tonem, jakby Patrick zasugerował mu właśnie, że Fanny była plotkarką. – Jeśli o kim wspominała to o swojej przyjaciółce, Janice. Janice też sprzedaje przedmioty na wyprzedażach garażowych, ale… ale nie, nie sprzedaje figurek. Sprzedaje swoje obrazy. Jest malarką. Mierną talentem, ale wierną swojej sztuce.
Patrick kiwnął głowa, w myślach notując sobie kolejne imię. Trzeba będzie sprawdzić ten trop. Może ta cała Janice, będzie tą, która będzie potrafiła przekazać mu więcej informacji.
- A wie pan może, gdzie mieszka ta Janice? – zapytał jeszcze, już z pełną premedytacją biorąc na siebie irytację starszego pana.
- Trzeci dom po lewej, z żółtymi okiennicami. Trudno go przeoczyć.
Steward podziękował za przekazane informacje, jeszcze raz złożył kondolencje Adamowi i jego wnukowi, i wyszedł z pokoju. Niewiele mu się w tej sprawie kleiło w całość. Najwyraźniej ktoś z premedytacją sprzedawał figurki Ponuraka mugolom. A potem te wybuchały nocą. Tylko czy wybuchały same, czy też coś je aktywowało? Nie miał zielonego pojęcia, bo gdy przybywał na miejsce – po figurkach pozostawały tylko potłuczone resztki.
Patrick wyszedł z budynku. Cóż, przynajmniej tym razem pojawienie się na miejscu przestępstwa przyniosło mu jakieś efekty. Wiedział, że musiał pójść na wyprzedaż garażową i odwiedzić malarkę Janice. Teraz pozostawało mu tylko mieć nadzieję, że kobieta też nie zakupiła ślicznej, figurki pieska do swojego saloniku.
- Dziękuję za pomoc – powiedział do Bellatrix Black. – Jak na moje, nic więcej nie da się z nich wyciągnąć, więc możecie modyfikować im pamięć. – Hipnoza wydawała się Stewardowi trochę nieetyczna, ale i tak była dla mugoli lepszym wyjściem niż mierzenie się z prawdą o magicznym świecie i ryzykowaniem wydania całego niemagicznym. - Tak z twojej perspektywy, panno Black, jak sądzisz, jakiej krwi jest czarodziej, który sprzedaje wybuchające figurki mugolom?

Odkryj wiadomość pozafabularną
[edit za zgodką współgraczki, żeby zakończyć sesję]

Patrick wysłuchał co Bellatrix miała mu do powiedzenia. Chwilę jeszcze kręcił się po okolicy, szukając wspomnianego przez przesłuchiwanego domu Janice, przespacerował się także do końca ulicy, gdzie za dnia musiała odbyć się wyprzedaż garażowa. Potem znalazł ustronne miejsce i z cichym trzaskiem aportował się.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bellatrix Black (856), Patrick Steward (1870)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa