20 lipca 1972r.
Niemagiczny Londyn / Kamienica Mulciberów
W ostatnich dniach, a tym bardziej miesiącach, nie zwalniał z narastających problemów. O ile jeden został rozwiązany, pojawiały się kolejne na jego miejsce. Niezbyt wielkiej wagi, ale wymagające reakcji. Dzieciaki bliźniaków pokazały, że jednak nie są jeszcze na tyle dorosłe, aby móc samodzielnie już funkcjonować. Bez ojców swoich by pewnie zginęli. A może nie?
Charlesa pod swoje skrzydła wziął Robert, jako że młody wykazywał chęci i zainteresowanie pomagać w interesie rodzinnym, bardziej od wewnątrz, tak Richard w podobnym przypadku wziął pod opiekę Sophie. Dziewczę, które od końca zabrało się za swój biznes, chcąc dodatkowo pracować w innym miejscu i jeszcze pomagać w rodzinie. Szczęściem dla Richarda było to, że chociaż Leonard umiał załatwić sobie pracę samodzielnie.
Mając na uwadze termin rejestracji firmy przez Sophie w towarzystwie Roberta, umówił się z nią, że dnia kolejnego przeprowadzi z nią przygotowawczą rozmowę na temat ich działalności i rozmów z klientami. Pokaże jej podstawy i na co powinna zwracać uwagę. Taka lekcja pomoże jej także w przyszłości zawierać odpowiednio umowy ze swoimi klientami.
Chwilę po śniadaniu, Richard poinformował Sophie, że będzie oczekiwał jej w salonie, tak za godzinę. Jeżeli nie miała nic innego zaplanowanego na ten dzień. Na daną godzinę.
O wskazanej porze, Richard ze zebranymi dokumentami, jak i katalogiem świec oraz kadzideł, siedział na kanapie i cierpliwie czekał. Dokumenty oraz katalog rozłożył na ławie. Nie mogło na niej zabraknąć także popielniczki, z wypalonym już jednym papierosem. Kubka z gorącą kawą, świeżo zaparzoną przez skrzata. Druga tego dnia. W chwili obecnej, mając otwarty zeszyt ze spisem produktów, analizował, sprawdzał ile czego zeszło, a ile zostało w nadmiarze dość sporym. Czekała go jeszcze jedna w tym miesiącu wyprawa na tereny Skandynawskie, to przynajmniej spojrzy czy czegoś znów nie zeszło dość szybko, a czego nie brać, gdyż jest namiar. Zbijał w ten sposób czas, czekając na bratanicę.